Wróć do katalogu

Tylko dobrzy umierają młodo

Opowiadanie powstało z myślą o pojedynku do którego nigdy nie doszło. W centrum Warszawy wybucha strzelanina. Giną w niej trzy osoby. W wiadomościach podają, że współpracowali oni z oddziałem wydzielonym ABW...

RitterC, opublikowano , 17 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ciężki, terenowy Hummer skręcił z Puławskiej w Rakowiecką. Młody, czarnowłosy mężczyzna siedzący za kierownicą nucił pod nosem melodię wydobywającą się z radia. Na przednim fotelu obok kierowcy siedział potężny mężczyzna. Rozparta na tylnym siedzeniu dziewczyna uśmiechała się do siebie. - Ciągniemy ogon za sobą - odezwał się kierowca. Nie wiadomo skąd w rękach pasażerów pojawiły się czeskie skorpiony. Kierowca przyśpieszył, chcąc dojechać do bezpiecznego miejsca jakim niewątpliwie byłoby ministerstwo spraw wewnętrznych. Nagle jakiś samochód dostawczy zajechał mu drogę. Jednocześnie seria z kałasznikowa przejechała po oponach Hummera. Z lekkim poślizgiem samochód stanął w poprzek ulicy. Pasażerowie usiłowali wydostać się z niego. Jeszcze łudzili się, że dopadną bramy. Seria z AK 47 rzuciła pasażerkę z tylnego siedzenia na bok samochodu zaraz po tym jak udało jej się wysiąść. Nie żyła zanim upadła na ziemię. Pasażer z przedniego fotela miał utrudnione zadanie. Musiał wysiąść na tą samą stronę z której strzelano. Po kilku głębszych oddechach otworzył drzwi. Krótka seria z trzymanego w rękach skorpiona przejechała po dostawczym busie skutecznie uciszając karabiny napastników. Obiegł samochód i chowając się po drugiej stronie wymienił magazynek. Kierowca też już trzymał w ręku pistolet. Nigdy nie lubił nosić przy sobie dużo broni, teraz pluł sobie w brodę, że nie wziął chociażby uzi albo skorpiona. Wychylił się zza maski samochodu i oddał kilka strzałów w środek grupy napastników. Niestety żaden z mężczyzn nie zauważył dwóch postaci zachodzących ich z boku. Dwóch napastników przekradło się do zniszczonej terenówki. Ukryci za potężnymi kołami spojrzeli na siebie. Krótkie skinięcie głową i już obiegają samochód. Na szelest ich kroków kierowca odwrócił się i widząc głowę napastnika wynurzającą się zza maski auta oddał dwa strzały. Jego towarzysz nie zdążył się odwrócić. Seria z kałasznikowa prawie przecięła go na pół. Za chwilę jednak iglica uderzyła w pustkę. Magazynek był pusty. Kierowca uśmiechnął się wrednie i pociągnął za spust. Ciało bandyty upadło na jezdnię. Upojony zwycięstwem zbyt późno odwrócił się. Nie miał szans na ucieczkę ani na obronę. Napastnik strzelił mu z bliskiej odległości prosto w pierś. Mężczyzna osunął się na ziemię. Z daleka słyszał odgłos syren. Poczuł przejmujące zimno. W oddali zobaczył światło, które z każdą chwilą przybliżało się do niego. Zobaczył w nim znajomą postać. Gdyby ktoś znalazł się teraz obok niego usłyszałby słaby głos szepczący imię ukochanej: - Madeline. Świetlista postać uśmiechnęła się do niego. Nie czuł już bólu. Znalazł się po drugiej stronie.

{b}**** Kilka godzin później ****{/b}

Młoda dziewczyna krzątała się po mieszkaniu. Była wysoką blondynką o kształtnych biodrach i pełnych piersiach. Uśmiechała się do siebie. Już od dawna czuła coś do Michaela. A dzisiaj zapytał czy ma ochotę się z nim spotykać. Z rozmarzeniem sięgnęła po pilota i włączyła telewizor. Akurat nadawali wiadomości. W miarę słuchania głosu spikera oczy dziewczyna robiły się coraz bardziej przerażone. - Nie, to nie możliwe, nie on, proszę - szeptała do siebie. Wiadomości istotnie były przerażające. Jeszcze raz usłyszała powtórzony komunikat: - Dzisiaj w godzinach rannych pod gmachem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji zostało zamordowanych trzech współpracowników oddziału wydzielonego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który jest odpowiedzialny za przechwytywanie i rozszyfrowywanie łączności pomiędzy ugrupowaniami terrorystycznymi mogącymi zagrażać Polsce. Dwóch mężczyzn i kobieta współpracowali z ABW przy łamaniu szyfrów. Byli najlepsi w swoim fachu. Jest to duża strata dla Agencji. Komuś zależało na tym, aby ich uciszyć. Dzisiaj śmierć ponieśli Michael van der Erst, Agatha Simons i Thomas LaVey. Łączymy się w żalu z rodzinami, które straciły swoich bliskich.

{b}**** Kilka dni później, Cmentarz Wojskowy na Powązkach ****{/b}

Przybywali z różnych stron świata. Znali zamordowanych bardzo dobrze, wiele razem przeszli. Od strony głównej bramy do miejsca ceremonii kierowała się grupa ubrana w średniowieczne stroje. Wydawali się trochę nie na miejscu, ale gdyby w pobliżu znalazł się ktoś zorientowany w symbolach zakonów rycerskich rozpoznałby w przybyłych członków Zakonu Kawalerów Maltańskich. Zaraz za nimi przybywali ludzie w mundurach różnych oddziałów. Obserwujący wszystko dziennikarz, który miał relacjonować uroczystość przyglądał się ze zdziwieniem pojawiającym się wojskowym. Widział mundury Marines i spadochroniarzy amerykańskich. Domyślał się, że w tych ostatnich kryją się członkowie amerykanskiej Delty. Obok nich stali Francuzi w wyjściowych mundurach, spadochroniarze i Legia Cudzoziemska. Rozejrzał się. Brytyjczycy z SAS, Rosjanie z Alfy, Hiszpanie, Włosi, Grecy. Zawirowało mu przed oczami, ale jego wzrok przyciągnął ostatni, stojący trochę na uboczu oddział. Jako jedyni byli ubrani w polowe mundury. Przyjrzał się bliżej i zobaczył błyszczące, pułkownikowskie orły na kołnierzu munduru. Wciągnął głęboko powietrze. Oto miał przed sobą osławiony oddział pułkownika Aleksiejewa, najlepsi najemnicy obecnych czasów, nazywający siebie "Psami wojny". Dziennikarz wiedział, że ta ceremonia będzie niecodzienna. Od strony cmentarnej bramy do miejsca ceremonii zdążały trzy armatnie lawety. Każda zaprzężona w czwórkę karych koni. Na lawetach stały okryte flagami trumny. O każdą oparto tarczę z namalowanym herbem. Towarzyszący orszakowi żołnierze przestawili trumny na przygotowany cokół i stanęli obok nich na baczność. Ksiądz podszedł do ołtarza. - Kochani, zebraliśmy się tutaj aby pożegnać naszych przyjaciół, kolegów, rodziny. Wszyscy straciliśmy kogoś bliskiego. Ale nie możemy się poddawać. Miałem zaszczyt znać całą trójkę. Nigdy nie odwracali się od potrzebującego. Zawsze chętni, aby nieść pomoc. Opowiem wam, moi drodzy pewną sytuację najlepiej oddającą ich charaktery. Działo się to dawno temu. Byliśmy wtedy z misją pokojową na Kaukazie. Nasz konwój został ostrzelany pod Gudermesem. Z obozu sił pokojowych KFOR wyjechała odsiecz, ale nie łudziliśmy się nawet, że zdążą na czas. Nagle nasz radiowiec odebrał wezwanie od niezidentyfikowanej radiostacji z żądaniem podania koordynat GPS. Po konsultacji z dowódcą konwoju 'radzik' podał namiary tajemniczemu rozmówcy. Kończyła się amunicja. Napastnicy podchodzili coraz bliżej. Wtedy zza wzgórza wyskoczyły dwa śmigłowce Hind i transportowy Osprey. Stojący koło mnie dowódca konwoju zmartwiał. Właśnie przybywały posiłki dla atakujących. Jakież było nasze zdziwienie kiedy Hindy przeleciały nad nami i otworzyły ogień do napastników. Jednocześnie transportowiec wyładował. Otworzyły się luki i wyskoczyło kilkanaście postaci z bronią automatyczną. Jednocześnie ubrany w lotniczy kombinezon mężczyzna zaczął nas zaganiać do samolotu. Kiedy wszyscy weszliśmy usłyszałem kobiecy glos wzywający oddział do powrotu. Po chwili wpadli do transportowca, ostatni zatrzasnął za sobą właz. Ogromne rotory na końcach skrzydeł Ospreya obróciły się do pionu i samolot wzniósł się w powietrze. Odstawili nas do obozu. Ta sama kobieta rozmawiała chwilę z komendantem i po chwili odlecieli, Dopiero znacznie później, kiedy po powrocie do kraju składaliśmy wyjaśnienia w ABW i Agencji Wywiadu spotkałem ich ponownie. Szli po prostu korytarzem rozmawiając między sobą. Stałem do nich plecami rozmawiając z jakimś oficerem na temat wydarzeń w Gudermesie, kiedy usłyszałem kobiecy głos łudząco podobny do tego, który pamiętałem. Odwróciłem się błyskawicznie i wtedy poznałem całą trójkę. Oficer z którym rozmawiałem zauważył moje zachowanie i uśmiechając się powiedział do mnie, że to właśnie Michaelowi zawdzięczam, że rozmawiamy. Nikt miał nie wiedzieć o ich przelocie, ale zdecydowali się narazić siebie, żeby uratować nas. To dzięki im jestem tutaj z wami i obiecuję, że zrobię wszystko aby tych, którzy to zrobili spotkała zasłużona kara. Kiedy ksiądz zakończył swoją przemowę na mównicę ustawioną koło ołtarza wszedł jeden z rycerzy będących na pogrzebie. Przez chwilę stał nic nie mówiąc, a potem jego głos potoczył się po okolicy. - Największą cnotą rycerza i szlachcica jest honor. Cała trójka miała go naprawdę dużo, co zresztą mogliśmy usłyszeć w poprzedniej opowieści. Michael i Thomas należeli do naszego Zakonu Kawalerów Maltańskich. Obydwaj byli Mistrzami Miecza. Na taki tytuł trzeba długo pracować. Oni byli w tym najlepsi. Wiele się od nich nauczyliśmy. Wielu z nas nauczyli pokory, inni wraz z

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych