Wróć do katalogu

Tytani - Megalezjos ( Prolog + Rozdział I )

Moja nowa praca, tym razem jest to powieść z fabułą postaciami itd. Opowiada o bohaterze stawiającym czoła niebezpieczeństwom i ratującym ludzkość przed złem. Tak jak poprzednim razem, oceniać srogo, nie ma że boli, muszę się ciągle doskonalić.

Sahir10, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prolog

Tysiące lat temu, kiedy potężny Zeus wraz z innymi bogami Olimpu próbowali wtrącić straszliwych tytanów do otchłani Tartaru tak aby nie nękały wielkiego acz młodego królestwa ziemi, myśleli wtedy, tym jednym śmiałym i odważnym posunięciem na zawsze pozbędą się potworności i nieszczęść nękających Ziemię. Po ciężkich i wyczerpujących walkach pozostał ostatni, najsilniejszy tytan, zwany Tyfonem, a był on postury dorównującej nawet wszechpotężnemu Zeusowi. Pan piorunów, jako najpotężniejszy z bogów, przypominał, a nawet wyglądał jak człowiek w podeszłym wieku, łysy jednakże z długą siwo-szarą brodą. Ubiorem nie wyróżniał się zbytnio od zwykłych śmiertelników, nosił bowiem białą szatę odsłaniającą lewą stronę klatki piersiowej, a osłaniającą z kolei prawą stronę, ubranie było długie, sięgało bogowi do kolan. Trzeba zaznaczyć, że Zeus nawet jako ktoś starszy, był niezwykle umięśniony, a co za tym idzie miał nadludzką, niesamowitą wręcz siłę zdolną przenosić góry i nie tylko. Stojąc naprzeciw Tyfona, Zeus widział bestię która przypominała hybrydę człowieka z rośliną i kilka innych ciekawych jednakże straszliwych modyfikacji cielesnych dających jakże przerażające oblicze. Zamiast nóg posiadał tysiące wężowych ogonów na których najwyraźniej się poruszał, a które wiły się niczym robak nabity na patyk, ręce miał niesamowicie długie, grube i potężne jak tysiące dębów splecionych i poskręcanych w jedno potężne ramie, palce zaś zakończone straszliwymi smoczymi głowami ziejącymi ogniem na lewo i na prawo powodując kolosalne zniszczenia.Tym czym tytan się wyróżniał to różnorodność swojego niesamowitego ciała, tam gdzie wijące się wężowe ogony, dominowały kolory szare, smocze głowy miały lekki czerwonkawy odcień przechodzący w ciemny pomarańcz który niemalże można byłoby pomylić z jasnym kolorem czerwonym , natomiast na reszcie ciała przeważała mieszanina brązowego i zielonego koloru, wrażenie było takie jakby potwór zamiast skóry miał korę drzewną na ciele przy czym kilkakrotnie grubszą od zwykłego drzewa. Twarz przyozdabiała mu długa na kilka metrów liściasta broda oraz tego samego rodzaju włosy również o niesamowitej długości. Rozwścieczony tytan niszczył wszystko na swojej drodze toteż władca piorunów wiedział że Ziemia nie wytrzyma długo tak ogromnego nacisku, pan Olimpu chcąc pokonać rozjuszoną bestię przywalił ją górą Wusao. Zakuty w wielkie łańcuchy Tyfon został uwięziony pod tonami skał nie do przebycia nawet dla niego. Po zwycięskiej walce wszystko na planecie odrodziło się na nowo, rośliny odżyły po totalnemu wyniszczeniu, tam gdzie dotychczas płynęły potoki gorącej lawy, pojawiły się strumyki, rzeki i jeziora, a według bogów, nieszczęście zostało zażegnane na wieczność, ale czy na pewno? Jakiegoż to kataklizmu mogłaby doświadczyć i piękna planeta gdyby tytani się uwolnili? Minęło kilkaset lat, ludzie zbudowali trwałe i nierozerwalne społeczności, zapewnili sobie wikt i schronienie oraz obronę przez zwierzętami nocnymi budując wspaniałe miasta. Rozkwitła gospodarka, handel i przemysł manufaktur. Powstały mity i legendy o potężnych bohaterach walczących z bestiami. Nastały czasy dobrobytu, ludzie żyli w dostatku pokoju i nie myśleli że cokolwiek ani ktokolwiek może naruszyć ich spokój. A jednak, sielanka miała się skończyć, zakłócić ją miały moce, z którymi ludzie nie mieli nigdy kontaktu... ziemię może czekać zagłada, tak jak to było tysiące lat temu. Ale... czy na pewno?

Rozdział I

Młody mężczyzna, płynął łodzią, nurt rzeki był spokojny, woda lekko szumiała, a ptaki ćwierkały radośnie. Młodzieniec przyodziany był w lekki, znoszony skórzany napierśnik i w typowe dla tamtych czasów sandały. Ciało od pasa do ud chronione było przez przepaskę powiewającą od czasu do czasu na wietrze. Jednak poza bojowym strojem nie wyróżniał się on niczym szczególnym. Charakterystyczne dla jego młodego wieku rysy twarzy, średniej wielkości zgrabny nos, krótko obcięte włosy i szczupła postura. Rzeka którą płynął do bardzo głębokich nie należała toteż można było zobaczyć nieduże ryby płynące z powolnym prądem. Widać było, że młodzieniec gdzieś płynie, miał cel do którego dążył jednak mimo swej determinacji na jego twarzy był radosny uśmiech niewskazujący na to, że dąży do miejsca gdzie byłby nieszczęśliwy, wręcz przeciwnie wyraz twarzy miał taki jak gdyby droga którą się poruszały miała zaprowadzić go gdzieś gdzie czeka spokojne, beztroskie życie. Płynąc dłuższy czas znalazł się przy drewnianym, lekko uszkodzonym lecz wciąż nadający się do użytku pomoście, tam też przycumował małą drewnianą łódkę i wyszedł na suchy ląd. Idąc drogą spotkał starszego mężczyznę. Starzec zatrzymał go... Przed młodym stanął mężczyzna grubo po pięćdziesiątym roku życia, był całkowicie łysy, słońce odbijało swe oślepiające, jasne promienie o jego głowę. Był niskiej postury, twarz miał typową dla większości osób w podeszłym wieku. Jego ubiór stanowiła dosyć gruba szata, która nieco przypominała typowe ubiór kupców greckich. Na nogach nosił sandały z drewnianą podeszwą i skórzanym paskiem utrzymującym but na nodze, który stanowił podstawową ochronę stopy przed ostrymi kamieniami i tym podobnymi niebezpieczeństwami. -Witaj nieznajomy, jestem Talos, jeśli szukasz spokoju w tych krainach to go nie znajdziesz, nasza wioska Helos jest atakowana przez potwory, przeklęte bestie niszczą nasze pola uprawne, palą domy, strach nawet za dnia wychodzić poza mury miasta -Niemożliwe, jakie bestie? Chyba Ci się starcze coś przywidziało - powiedział z niedowierzaniem na twarzy młodzieniec -Oj… mój chłopcze jesteś jeszcze młody i niedoświadczony, ale powiadam ci choć żem już stary i zdawało by się że i głupi i ślepy to jednak pamięć mam jeszcze dobrą a i wzrok rzadko mnie zawodzi, mówię ci, wiem co widziałem Wtem nadbiegł mężczyzna, po jego wyrazie twarzy i po tym jak ział ze zmęczenia wiadomo było że coś się stało i potrzebuje pomocy. Zdało się zauważyć na jego ciele kurz i brud, tak jakby z kimś walczył lub się przewrócił. Była to osoba z pewnością młodsza od Talosa, który już swoje lata miał, natomiast nie można było powiedzieć że był to jakiś młodzik. Po prostym, wiejskim ubiorze wiadomo było, że to przecięty grecki rolnik. -Ludzie! Na wielkiego Zeusa niech ktoś mi pomoże, satyrowie chcą zabić moją klacz – wrzeszczał jednocześnie sapiąc z wyczerpania obcy mężczyzna Młodzieniec natychmiast zerwał się i pobiegł w stronę domu nieszczęśnika. Talos krzyczał do niego aby zawrócił jednak ten nie posłuchał, musiał sprawdzić czy te miejscowe opowieści o bestiach to prawda, czy plotka rozsiana przez jakiegoś głupca chcącego nastraszyć ludzi. Kiedy dotarł na farmę rolnika zobaczył coś co wielce go zadziwiło, ujrzał potwory które opisywane były tylko w mitach. Bestie miały posturę przeciętnego dorosłego człowieka przy czym od stworzenia Prometeusza jakim był rodzaj ludzki różniły je wystające z głowy rogi zawinięte na końcach, nieprzeciętnie długie i grube nosy oraz zamiast stóp, końskie kopyta. Całe ciało miały pokryte włosami jedynie twarz była łysa jak kolano. W łapach jeden dzierżył włócznię, a reszta to noże to krótkie miecze lub zwykłe drewniane maczugi. Młody wyjął nieduży, zużyty sztylet, lekko pośniedziały, w jednym miejscu trochę przyrdzewiały, ostrze choć wyszczerbione wyglądało na ostre jak brzytwa. Satyrowie rzucili się na młodego w szarży, wymachując na ślepo swoją prymitywną bronią i wydając nieludzkie porykiwania i okrzyki, które zapewne służyły im do zastraszania przeciwnika. Atakowany odbiegł w ostatniej chwili na bok, zrobił kilka efektownych uników popartych natychmiastową kontrą, trzy bestie otrzymały precyzyjne cięcia w tętnice szyjną. Czerwona posoka trysnęła zalewając ziemię, a później padające na glebę truchło. Na polu walki pozostało cztery bestie, jeden widząc jak skończyli jego rodacy uciekł w popłochu zostawiając za sobą tumany kurzu. Reszta stanęła jak wryta, młodzieniec to wykorzystał, wyjął z sakwy trzy sztylety, rzucił je z ogromną siłą w stronę satyrów.Wszyscy trzej zostali trafieni, śmierć nastąpiła na miejscu, ziemia została splamiona świeżą krwią. - Whoaaa..... – mężczyzna odetchnął ciężko, po czym wyjął swe noże z ofiar – Twoja klacz jest już bezpieczna, bestie nie powinny cię już nękać i niepokoić – zapewnił - Dzięki Ci panie, jestem ci dozgonnie wdzięczny, masz tu sto sztuk złota, wiem, to nie wiele jednak przyjmij ten dar – mężczyzna mówił takim głosem, że ciężko opisać jakie szczęście go ogarniało, zapewne uratowana od niechybnej śmierci klacz jest dla niego kimś wyjątkowym, kimś o kogo się dba i nie pozwala się aby coś złego się stało. - Nie musisz dziękować dobry człowieku, ehmm..... – powiedział skromnie młodzieniec z lekkim rumieńcem na policzkach, nastała chwila milczenia, gdyż obydwaj nie wiedzieli co powiedzieć, zdało się słyszeć tylko ćwierkanie ptaków, krakanie kruków latających nieopodal. Jednak nawet i te dźwięki po chwili ustały. Iście grobową ciszę przerwał Talos. - Na Zeusa! Młodzieńcze, gdzie żeś się tego nauczył i tak przy okazji, czy mogę wiedzieć kim jesteś? – produkował się z takim zapałem jakby odpowiedź na jego pytanie była na wagę życia lub śmierci - Nazywam się Tertonis, a ten pokaz siły który widziałeś to umiejętność nabywana z.... argghhh.... – potężny ból w całym ciele przerwał mu to co zamierzał powiedzieć . Padł na ziemię zwijając się i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych