Wróć do katalogu

Tytułem wstępu

wstęp do historii typowego człowieka z nieokiełznanym charakterem, temperamentem oraz pechem czasami. Generalnie - trudno powiedzieć. Nie wiem jak będzie wyglądała sprawa z formatowaniem, bo tekst jest przeniesiony z worda i niczego przy nim nie zmie

pinkfloydfan, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

WSTĘP

Będąc brzdącem miałem ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Nie było kumpli, dziewczyn do wyśmiania czy klepania po tyłkach. I nie żebym narzekał - sam wybrałem taką drogę. Całą tą dziecinną rozrywkę zastępował mi przyjaciel w czarno - białym smokingu - przedwojenne niemieckie pianino. Każdą wolną chwilę poświęcałem na męczenie sąsiadów - w tygodniu, w weekendy, w święta. Nie ukrywam, że było to dla mnie rozkoszą. Ale nie było jedynym celem moich wielogodzinnych ćwiczeń. Najważniejsze było doskonalenie umiejętności. Konkursy, koncerty, przesłuchania - zdarzenia, które mocno wpłynęły na moją karierę. Dawały mi poczucie nie tylko spełnionego obowiązku, ale też przyjemności i co najważniejsze - świadomości dobrego wyboru. Nic nie mogło być lepszą drogą przez życie niż bycie artystą. I po co mi kumple, dziewczyny? W życiu każdego nastolatka nadchodzi moment buntu. Nieuzasadnionego, bezdennie głupiego. Faktem jest, że u każdego przebiega inaczej - dla jednych to króciutka myśl gdzieś między kolacją a snem, dla innych - sposób na życie. Co prawda prowadzący do nikąd, ale któż wtedy o tym myśli. Któż przejmuje się konsekwencjami w przyszłości. Byłem butny. Przyznaję się do tego bez żenady, ale jednak z brzęczącym gdzieś w podświadomości uczuciem wstydu. Pominę tutaj klasyczne zachowanie jak pyskowanie, kradzieże, ucieczki i alkohol. O takich rzeczach się nie mówi. Są zbyt oczywiste. Najważniejszym faktem z tamtego okresu jest coś innego - utracona przyszłość. I być może brzmi to banalnie, bo wtedy było to dla mnie jeszcze jedną drobnostką, do której nie przywiązywałem wagi. Ba, cieszyłem się jak dziecko z gry komputerowej +18 zawierającej sceny porno. Ale teraz, patrząc na to z perspektywy czasu i wieku wiem, że był to największy błąd, jaki mogłem popełnić. Po dziesięciu latach edukacji muzycznej i ciągłego rozwoju zrezygnowałem z marzeń. Myślę, że wielu zapytałoby: dlaczego? Właśnie - dlaczego człowiek, który z każdym dniem staje się coraz lepszy, który spełnienie marzeń ma na wyciągnięcie ręki i posiada wszystko co jest potrzebne by je zdobyć zupełnie nagle wyrzuca wszystko w diabły? Plany, nadzieje i marzenia... Panie i panowie, odpowiedź jest prosta. Młody człowiek nie potrafił pochylić się, zagryźć zębów i przyznać racji swojemu nauczycielowi. Nie pozwolił, by nim pomiatano, manipulowano. A już z pewnością nie tak perfidnie. Wspomniany nauczyciel był przesiąkniętym alkoholem starcem o nader wątpliwej wiedzy o nauczaniu i instrumencie. Prawdopodobnie jego zdolności do gry zniknęły wraz z ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. O ile w ogóle je posiadał. A uczeń, jak to młody i niedoświadczony nastolatek, zamiast posłuchać rady i wygrać walkę, w której początkowo był skazany na porażkę, wolał odejść. I cóż z tego, że z podniesioną głową? Z tą jedną decyzją odebrał sobie starannie zaplanowaną wizję własnej egzystencji. Spełnienie - słowo to nagle stało się zupełnie puste. Często myślę, że gdyby nie ta decyzja moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej... Ale było jakie było. Teraz, kiedy dobiega końca można tylko spojrzeć w przeszłość, pogodzić się z nią. I odejść w spokoju. Przeszłość - o niej właśnie wam opowiem.

***

Kiedy rzuciłem szkołę nie mogłem narzekać na brak wolnego - zajęty byłem od ósmej do czternastej maksymalnie. I co tu robić potem? Proste - szlajać się, chlać i palić. Styl życia ubogi i niezdrowy, ale jakże przyjemny. Do czasu. Jestem człowiekiem, który zbyt długo nie potafi usiedzieć w miejscu. Rutyna - uciekam od niej jak od ognia. I wtedy, wiele lat wcześniej, stwierdziłem to samo - najwyższa pora coś zmienić. Za namową mojego ojca zapisałem się na muay thai. Bałem się jak cholera. Do tej pory rzadko kiedy się biłem, w gruncie rzeczy przez całe gimnazjum obrywałem od "współwięźniów" edukacji. Jedynym środkiem mojej obrony był właśnie stary - na sam jego widok gnojki chowały się po kiblach. Gdyby kiedykolwiek któregoś dorwał... No właśnie, zawsze go za to podziwiałem. Sporą część życia poświęcił na sztuki walki. I był cholernie dobry. Imponował mi, chciałem być taki jak on. Z dumą wysłuchiwałem narzekań rodziny "jesteś taki jak twój ojciec!". Miało mnie zaboleć. Ale chuj z nimi. Byłem z tego strasznie dumny. Dlatego właśnie mimo okropnego strachu zapisałem się i co więcej poszedłem na zajęcia. Na pierwszym treningu oberwałem równo - kupa siniaków, następnego dnia ledwo podniosłem się z łóżka. Ale to był znak - poczułem, że im bardziej boli, tym bardziej rajcuje. Więc mimo bólu, otarć, złamanego nosa walczyłem jak lew. Trenowałem jak szalony. Po co? Żebym w razie potrzeby to ja wychodził zwycięską ręką. Trenowałem dwa lata. Do wyjazdu na studia. Jakie? Dziennikarstwo, prywatna uczelnia. Pięć lat jako takiej nauki, szło mi całkiem nieźle. Niektórzy wykładowcy byli zadowoleni, inni nie - normalne. Grunt, że mi się to podobało. Pisałem początkowo do internetowych i lokalnych gazet. Czasami trafiały mi się hity, które udało się opchnąć bardziej popularnym czasopismom. Ogólnie rzecz biorąc - regularny rozwój. Pod koniec piątego roku znikąd pojawiły się stare zainteresowania - policja. Złożyłem papiery do policyjnej szkoły oficerskiej. Testy zdałem bez problemu, moje wyniki - wystarczyły. Kolejne pięć lat zleciało na bezpieczeństwie wewnętrzym. Poza mało przydatną teorią poznałem dużo praktycznych rzeczy - nauczyłem się strzelać, poprawiłem sprawność, trenowałem krav magę. Tą uczelnię ukończyłem z wyróżnieniem. Wypytywali się o mnie w kilku miejscach - komendach wojewódzkich, służbach wewnętrzych. Ich pech - odmówiłem. Postanowiłem spróbować sił w zawodzie, który wybrałem na początku - dziennikarstwo. Mając dwadzieścia osiem lat zacząłem pierwszą poważną pracę (ponieważ poważną robotą nie można nazwać bycia cieciem w hurtowni spożywczej, czy wiszącym na słuchawce kłamliwym konsultantem).

Nie wspomnę nazwy gazety, dla której pracowałem. Nie dlatego, że ukażę ich brudy i mogą mi wytoczyć proces. Wręcz przeciwnie - płacili dobrze, ekipa była w porządku, z nikim nie miałem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych