Wróć do katalogu

Ukryte właściwości

Filozoficzne rozterki, na temat ludzi, młodej dziewczyny.

McDusia, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od pewnego czasu wszystko straciło na wartości. Lekcje biologii już nie wydawały mi się ciekawe. Dzięki mojej silnej motywacji, przy nazwisku „Domińska” wciąż widniała piątka. Mimo to nie interesowały mnie bezkręgowce czy kręgowce, nie czytałam z zainteresowaniem ciekawostek dołączonych do tematu. Podobnie było z wieczornymi spotkaniami z moim przyjacielem - Krzysztofem Gabrielem. Nie były tak przejmujące jak wcześniej. Ot zwykła rozmowa ze zwykłym człowiekiem. Siedząc codziennie przed klasą, obserwowałam ludzi przepychających się jeden przez drugiego. Każdy z nich usilnie chciał osiągnąć swój cel – dostać się do jakiegoś miejsca. Ci ludzie bezwzględnie starali się dopiąć swego. Nie obchodził ich los osób stojących obok. Chociażby ten fakt sprawiał, że w moich oczach byli po prostu egoistami. Ponadto wydawali mi się tacy pospolici, szarzy i nudni. Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby nie fakt, że ja byłam jedną z nich. Kolejnego dnia pesymistyczne myśli nie opuściły mojego umysłu. Pewnie zagłębiłabym się w nie jeszcze bardziej, gdyby nie brak czasu. Zdanie:”Nie mam czasu” było najczęściej wypowiadanym przeze mnie stwierdzeniem. Nie można mu było zaprzeczyć. Ostatnimi czasy wracałam późno ze szkoły, a resztę dnia spędzałam, ślęcząc nad książkami. Wychodząc z domu, zaczęłam żałować, że w ogóle wstałam dzisiaj z łóżka. Na dworze siąpił deszcz, a w powietrzu czuć było wilgoć. Pogoda nijak odnosiła się do daty w kalendarzu. - Maj... - prychnęłam pod nosem – To mi dopiero maj. Szłam betonowym chodnikiem w stronę szkoły, na plecach niosąc ośmiokilogramowy dobytek. Mijali mnie przechodnie. Tak samo egoistyczni i tak samo nudni jak ci, którzy przepychali się szkolnymi korytarzami. Szary budynek szkoły wydawał się być jeszcze bardziej szary niż poprzednio. W małych oknach widniały pożółkłe firanki. Nie wiedzieć czemu, przez moment porównałam ten budynek do więzienia. Po chwili otworzyłam masywne drzwi i znalazłam się w holu pełnym uczniów. Wśród nich dostrzegłam znajomą mi twarz. Była to moja przyjaciółka, Alicja, która chwyciwszy szary plecak, skierowała się w moją stronę. Widziałam jak jej prosta sylwetka przeciskała się przez tłumy, a blond włosy dosięgające ramion, odznaczały się wśród głów innych gimnazjalistów. - Cześć – przywitała mnie jak zwykle entuzjastycznie i z uśmiechem na twarzy. Kiwnęłam tylko głową, bo stwierdziłam, że otworzenie ust wymaga zbyt dużego wysiłku. Przewróciła oczami, tym samym dając mi do zrozumienia, że nuży ją mój apatyczny nastrój. Ala była dziewczyną pełną energii. Chciała by ciągle się coś działo. Nie lubiła nudy i wiecznego przygnębienia. Udałyśmy się do szatni by odwiesić kurtki, a następnie podążyłyśmy w kierunku sali matematycznej. Lekcje mijały mi wolno, nie mogłam się skupić. Kręciłam się i wierciłam, a kiedy usłyszałam upragniony dzwonek, obwieszczający koniec ostatniej lekcji, wybiegłam z klasy jako pierwsza. Pożegnawszy się z Alicją, ruszyłam szybkim krokiem w stronę mojego domu. Na dworze nadal mżyło, a mój nastrój nie zmienił się od rana. Szłam nachmurzona, wyobrażając sobie ten stos ćwiczeń, które przecież same się nie odrobią. Idąc tak i rozmyślając, wpadłam na jakiegoś przechodnia. - Przepraszam – burknęłam niesympatycznie w stronę człowieka. On poszedł dalej, nie mówiąc nic, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że ludzie są egoistami. Po jakimś czasie znalazłam się w przytulnym domu z dala od ludzi myślących wyłącznie o sobie i swoich sprawach. Po odrobieniu lekcji, położyłam się na chwile i niespodziewanie zasnęłam. Obudziło mnie jakieś stukanie. Na drzewie, które rosło tuż przy moim oknie, zauważyłam Gabrysia. Przetarłam zaspane oczy i spostrzegłam, że on, podobnie jak Alicja ma dobry humor. - uśmiechał się. Otworzyłam okno. - Chodź tu, posiedzimy – poklepał miejsce obok siebie. - Co ty z choinki spadłeś? - Nie. Ani z choinki ani z drzewa. Jeszcze. – zaśmiał się - Ja też nie i nie zamierzam spadać, dlatego nie będę wchodzić na to drzewo. Nastała chwila ciszy. Wiedziałam co teraz nastąpi i nie mogłam temu zapobiec. - No dobra – zgodziłam się, marudząc pod nosem – Ale jak spadnę, to będzie twoja wina. Ostrożnie postawiłam nogę na najgrubszej gałęzi. Gabryś przytrzymał mnie za rękę. Już po chwili usadowiona siedziałam obok niego. - Jesteś nie w humorze. – Zgadł. Był w tym naprawdę dobry, tak łatwo przychodziło mu rozpoznawanie ludzkich uczuć. - Tak – przyznałam i zaczęłam mu opowiadać jak się czuję, co sadzę o ludziach i o tym, jak pogoda dobrze odzwierciedla mój nastrój. - W pochmurnych maju, Maja jest nachmurzona – skwitował. - Nie mam co liczyć,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych