Umowa
Każdemu zdarza się zawrzeć umowę, o której wolałby zapomnieć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
UMOWA Drżę. Drżę cały, od głowy do stóp. I tak po prostu wszystko drży we mnie. Przez dłuższą chwilę myślałem, choć może bardziej – szukałem, przyczyn zjawiska tego. Pytałem siebie – „dlaczego?”. Teraz jest inaczej, zdaje się, prościej. Drżę z zimna, gdy każdy skrawek mojego ciała przeszywa okropny chłód, chłód co rozchodzi się wewnątrz językami tysiąca lodowych węży. Nie daje mi spokoju, to nieodparte wrażenie, jakby stopiła się wewnątrz mnie potężna bryła lodu. Jej poszczególne części dostawszy się do krwiobiegu wędrują teraz przez całe moje ciało. Przez serce, gardło, aż po najdalszy skrawek ukrytej duszy. I choć ciążyła mi ta bryła przez całe życie i znieść jej nieraz nie mogłem, to teraz czuję jak ciąży mi jej pustka. Ale nie zimno mnie boli. Nie uczucie tysiąca chłodnych igieł penetrujących moją słabość. Ból zadaje świadomość, zdolność czucia. Zdaje się, że właśnie dlatego próbuję się ukryć. Jak dziecko otulam się szczelnie, najszczelniej, byleby tylko nie było mnie widać. Oblekam się w noc, która nigdy nie widziała gwiazd. I jakby na złość wciąż razi mnie czerń tej ciemności, co grubą warstwą zalega wszystkie kąty. Wciśnięty w najciemniejszy i najciaśniejszy z nich, przytulam go z całych sił. Zmarznięty drżę w swej świadomości. Twarda ziemia paraliżuje me ciało, które nie tylko drży, mam wrażenie, że obumarło. Od dłuższego czasu próbuję uciec w sieć wspomnień, otoczyć się nimi tak jak ciemnością. Poszukać w nich siły, której mam wciąż niewiele. I jak przez mgłę wszystkie wracają, tak nagle, tak obce i nieaktualne, że wzdrygam się jakby były nie moje. Sieć, która winna być gęsta w tysiące ok, ma jedynie kilka wyraźnych lin. I jedna z nich przywodzi dzisiejszy świt, chwytam się więc jej z całych sił. Ugniatam swój mrok i z lękiem pozwalam, by powróciły obrazy minionych chwil. Wydaje mi się, że w końcu naprawdę się obudziłem. Pierwszy raz od dawna obudziłem się na tyle, żeby o tym pamiętać. Delikatne światło sączyło się przez uchylone okno. Wciąż pijany, oddychając ciężko, leżałem na podłodze. Gdzieś głęboko, na dnie duszy, poczułem budzące się wyrzuty sumienia. Szeptały coś do mnie, trochę niewyraźnie, jakby skryte pod grubą warstwą lodu. Nie chciałem ich słuchać, nie mogłem znieść tego, że budziły się wszystkie naraz, tak nagle. Bolało mnie całe ciało, powykręcane w nienaturalny sposób, odrętwiałe i słabe. Nie miałem sił by podnieść się z podłogi, jedynie od czasu do czasu, jedną ręką przeszukiwałem kieszenie swoich brudnych ubrań, które przywarły do mnie niczym druga warstwa brudnej skóry. Tliła się we mnie cicha nadzieja, że uda mi się odnaleźć pieniądze i odrobinę sił na to by je spożytkować. Przy każdej kolejnej próbie, moja odrętwiała dłoń natrafiała na pustkę i tylko przy ostatnim podejściu udało mi się znaleźć złożony kawałek papieru. Poczułem ulgę wyobrażając sobie jak tonąć będą, z głośnym bulgotem, w przejrzystych wodach wódki, nasilające się głosy sumienia. Nikły uśmiech wykrzywił moją twarz. W mdłym świetle pokoju udało mi się spojrzeć na papier. Nie był to banknot, o którym marzyłem, a jedynie kartka szarego papieru złożona na czworo. O! Wyrzuciłbym ją zapewne. W jednej chwili odrzuciłbym ją gniewnie w przeciwległy róg pokoju, gdyby nie fakt, że przykuła moją uwagę. Na jednym z zagiętych rogów dało się dostrzec fragment podpisu, który do złudzenia swym charakterem podobny był do mojego. Drżącymi rękoma rozłożyłem kartkę by przyjrzeć się jej uważnie. W prawym dolnym rogu, chwiejnymi i nieco niewyraźnymi literami stał mój podpis. Moje imię, nazwisko i tak typowy dla mnie, zawijas na końcu. Trzymając kartkę wysoko nad twarzą, starałem się odczytać jej treść. Błądziłem na wpół otwartymi oczami od jednego brzegu do drugiego, próbując zrozumieć ukryty sens. Chociaż skupiałem całą uwagę, wytężyłem każdy swój zmysł, to nie mogłem odczytać ani słowa gdy ręce drżały mi jak szalone. Na jedną chwilę skupiłem wszelakie siły by dźwignąć swe ciało z podłogi. Odrętwiałe i pozbawione czucia członki stawiały lekki opór. W końcu, ustąpiły. Klęcząc na ziemi położyłem kartkę przed sobą, bym łatwiej mógł odczytać jej treść. Ponownie zerknąłem na podpis. Mój, jak nic innego na świecie- pomyślałem. Czas wlókł się powoli. Leniwy niemal jak ja przez całe swoje życie.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Brenin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…