Wróć do katalogu

Upadek - Ysteriny cz. 2

Sytuacja się komplikuje. Magowie nie czynią nic w zaistniałej sytuacji, czy Kalgira jest skazana na brutalnych rebeliantów?

Ignis, opublikowano , 21 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 4

Dziedziniec Akademii Magów jak zwykle tętnił życiem. Khabyrr ominął grupkę studentów rozprawiających o niesprawiedliwej ocenie przez profesora jednego z zadań wymaganych na zaliczenie roku akademickiego i wybrukowaną dróżką udał się w kierunku gmachu Kapituły. Akademia oddzielona była od miasta grubym murem zbudowanym przez przodków w odległej przeszłości, gdy tereny te zostały dane Magom jako beneficjum w zamian za odwagę i poświęcenie okazane podczas Wielkiej Wojny Kontynentalnej doprowadzając do zakończenia krwawych walk trwających przez kilkadziesiąt lat. Z tym okresem związana jest również legenda, według której doszło do konfrontacji dwóch najpotężniejszych wówczas magów, a ich moc, która w tym czasie uległa w niewyjaśniony sposób połączeniu doprowadziła w konsekwencji do wybuchu, po którym Stary Kontynent uległ rozpadowi na dwa wielkie obszary – Ziemię Północną i dominia południowe oddzielone od siebie wyrwą, która wypełniła się wodą z praoceanu. W Akademii studiowali przyszli adepci doskonaląc swoje nadnaturalne zdolności i nabywając ogólnej wiedzy o świecie i jego tajemnicach przydatnych w późniejszej pracy. Ponad gmachem uczelni wznosił się budynek zwieńczony olbrzymią, srebrną kopułą. Przy sprzyjającej pogodzie blask kopuły widoczny był z odległości nawet kilkudziesięciu kilometrów stając się ważnym punktem orientacyjnym dla podróżnych wędrujących tymi terenami. Khabyrr przeszedł przez próg wstępując do tonącego w półmroku korytarza, po czym ściskając w ręce raport szefa wywiadu traktujący o sytuacji w pobliskiej Kalgirze. Schodami znajdującymi się w połowie drogi udał się na drugie piętro, na którym swoją kwaterę posiadał jego dobry przyjaciel Magnus. Energicznie zapukał o solidne, drewniane drzwi, po czym, nie czekając na głos właściciela zapraszający go do środka, wszedł do pokoju. Magnus siedział przy pięknie zdobionym stole czytając jeden ze zwojów, który leżał obok wielu podobnych na blacie i wyraźnie nie był świadom, iż ktoś wszedł do jego kwatery dopóki Khabyrr nie mignął mu przed oczami. - Jeżeli przeszkadzam to przyjdę później... – zaczął Khabyrr - Ależ nie... witaj przyjacielu. – odrzekł Magnus witając się z nim serdecznie. – Miło cię widzieć. Siadaj proszę. Jakie przynosisz wieści? - Niestety złe. Przychodzę z raportem Rovana dotyczącym sytuacji w Kalgirze. - Tak wiem, nie jest ona najlepsza. – stwierdził oschle odchylając się na krześle. – Niestety wbrew naszym przypuszczeniom rewolucja mająca na celu zniesienia zwierzchnictwa jednego władcy okazała się być zwyczajnym wojskowym puczem... - Te informacje posiadaliśmy kilka dni temu. Król ze swoją świtą został zamordowany. Według doniesień naszego wywiadu na południu wybuchło antyfeudalne powstanie. Chłopstwo zgromadziło, według szacunków, nawet kilkanaście tysięcy ludzi, w większości uzbrojonych jedynie w to co posiadali na roli. Tego dnia magnaci słono zapłacili za dziesiątki lat ciemiężenia i wyzysku chłopów. Większość z arystokratów straciła wtedy życie, a ich posiadłości zostały obrabowane i spalone. - Ostrzegaliśmy ich. – na twarzy Magnusa pojawił się wisielczy uśmiech - To nie koniec problemu. Na południowe rejony kraju zostały wysłane cztery bataliony świetnie wyszkolonych żołnierzy, którzy jeszcze za czasów poprzedniego władcy specjalizowali się w tłumieniu tego rodzaju wystąpień. - CO?! – krzyknął Magnus podrywając się na równe nogi, wyszarpnął zwój z rąk maga, po czym szybko odnalazł właściwy fragment – Nie wierzę. Jak oni mogli dopuścić się czegoś takiego? To wbrew wszelkim kodeksom wojennym! - To nie była wojna, raczej rzeź. – powiedział cierpko Khabyrr – Ludność jest represjonowana. Nie wolno mówić głośno o ściętym królu, nawet wygłaszać swoich krytycznych uwag co do rewolucji. Rebelianci za takie wystąpienia zabijają z zimną krwią, palą całe wioski. W Kalgirze zapanował terror. - Jak to możliwe? – zastanawiał się mag, po tym retorycznym pytaniu zapadła chwila milczenia, w czasie której Magnus próbował po ostatnich doniesieniach zrozumieć sens rewolucji, której wybuch spowodował dużo więcej szkód niż możnaby kiedykolwiek przypuszczać. - Zastanawiam się właśnie co powinniśmy uczynić w tej sytuacji. - Odpowiedź jest prosta - wysłać armię, aby stłumić rewoltę... – zaproponował Khabyrr - Wiesz, że to niemożliwe – przerwał mu natychmiast domyślając się poniekąd jaka będzie jego rada, po czym odwrócił wzrok w kierunku okna rzucając rozwinięty zwój na stół – Klan Magów nie powstał po to, aby siać spustoszenie... - Powstał po to, aby przeciwdziałać złu. – Magnus zawahał się słysząc słowa swojego przyjaciela – Zło, czyli cierpienie, przemoc, agresja, nie może zostać pozostawione same sobie. Trzeba temu przeciwdziałać. - Masz rację, lecz... – Magnus westchnął – Sam już nie wiem. Obie drogi prowadzą donikąd. Sytuacja stała się patowa. - Użyj swoich znajomości, kontaktów. Wśród magów cieszysz się sporym autorytetem. Wykorzystaj to. Przedstaw sprawę Kapitule. – namawiał Khabyrr – Musimy działać nim sytuacja wymknie nam się z rąk. - Dla ciebie wszystko jest czarno-białe. – Mag oparł głowę na rękach przenosząc wzrok na swojego rozmówcę, który przez całą rozmowę uważnie go obserwował - Uważasz, że zorganizowanie armii i wysłanie jej do walki jest prostym zadaniem. Kapituła nie pójdzie za moją radą, gdyż nie mam wystarczającego poparcia. Khar’thus ma zbyt duże wpływy, w dodatku gardzi moją osobą, gdyż w pewnych sprawach magowie bardziej słuchają mojego głosu niż jego. Szczerze wątpię, aby wynikło z tego cokolwiek dobrego. – Khabyrr zamilkł, gdyż przychodząc tu miał nadzieję uzyskać co najmniej zapewnienie o tym, iż Magnus zajmie się tą sprawą natychmiast i będzie w stanie przeciwdziałać obecnej sytuacji. - Masz jeszcze jakieś sprawy? – ciągnął Magnus wskazując ręką zwoje leżące na stole – Czeka mnie jeszcze dużo pracy. - Królestwo Maimyru postawiło żołnierzy w stan najwyższej gotowości na zachodniej granicy. Król nie chce ryzykować. Wszystko masz w raporcie. – Magnus skinął głową - Przy okazji – mag usiadł prosto na krześle błądząc wzrokiem gdzieś po pokoju – Chciałbym zapytać jak potoczyła się ewakuacja ambasady w Klagirze. - Akcja została pomyślnie zakończona – odpowiedział Khabyrr nabierając głęboko powietrza – Jednakże z tego co dowiedziałem się od ambasadora sześciu jego pracowników straciło życie. – Magnus spoważniał nagle - Jak sam wspomniał, byli to jedynie służący. - Więc jednak nie poszło tak gładko jak mówisz. - Owszem, lecz nie to było najgorsze – Khabyrr podniósł głos – Podczas ucieczki jedna z łodzi z Innavarem oraz Ayrovem na pokładzie została zatopiona. Ayrov zaginął. – Magnus wstał powoli z niedowierzaniem wpatrując się w swojego rozmówcę. Mag przeniósł wzrok w kierunku okna. - Co z Innavarem? – zapytał po chwili - Dochodzi do siebie w skrzydle szpitalnym. Nie został ranny, lecz nasze uzdrowicielki zażądały, aby poddał się badaniu po akcji. Zresztą Yna jest przy nim. – na twarzy Magnusa krótkotrwale zagościł lekki uśmiech. - Co wywiad mówi na temat zaginięcia Ayrova? - Nie ma z ich strony żadnych wieści. Możemy tylko czekać. Po tych słowach zasmucony i rozżalony Magnus odwrócił się od swojego przyjaciela, po czym usiadł z powrotem za stołem biorąc się za czytanie leżących na blacie zwojów jakby nikogo innego nie było w pomieszczeniu. Khabyrr stwierdził w myślach, iż rozmowa dobiegła końca. Odwrócił się w kierunku drzwi, po czym oschle rzucając słowo „powodzenia” wyszedł z pokoju.

Rozdział 5

Khabyrr opuścił budynek Kapituły, po czym wstępując na dziedziniec głęboko zaczerpnął świeżego powietrza. Starał się opanować nerwy po rozmowie z Magnusem, choć z trudem mu to przychodziło. Zawiedziony konwersacją i rozżalony nad swoim położeniem nie miał pomysłu jak dalej powinien postąpić. W Klagirze z każdym dniem rewolucja przybiera na sile, a tymczasem Klan Magów nie podejmuje żadnych działań w kierunku złagodzenia sytuacji i doprowadzenia do pokoju. Zresztą, co mnie to obchodzi, pomyślał. Nie mam zamiaru martwić się, czy czcigodny Aard wyda wspaniałomyślnie jakieś decyzje w tej sprawie. Jednak najbardziej żałuję ludzi, którzy żyją tam w strachu i terrorze. Mag westchnął zamyślając się. Dziedziniec był praktycznie pusty, nie licząc jednego z dozorców sprzątającego śmieci pozostawione przez studentów wracających do Akademii na kolejne zajęcia. Po chwili Khabyrr spostrzegł młodego adepta ubranego w uczniowską szatę z charakterystycznym nakryciem głowy w kształcie nieco zdeformowanego trójkąta z emblematem Akademii Magów, który ściskając w ręce kilka zwojów pergaminu biegł na złamanie karku w kierunku sal wykładowych. Zapewne stracił poczucie czasu flirtując z pięknymi dziewczętami z pobliskiego bazaru tuż przy głównej bramie wychodzącej do miasta. Było to miejsce, gdzie często można było spotkać któregoś z młodych adeptów, gdyż należy nadmienić, iż wstęp zwykłym obywatelom Inthassy za mury Enklawy Magów był surowo wzbroniony. Jednakże prawo to nie obowiązywało magów udających się do miasta, którzy wedle własnej woli mogli się po nim poruszać. Khabyrr doszedł do wniosku, iż w najbliższych godzinach nie miał zbyt wiele pracy do wykonania poza napisaniem sprawozdania z ewakuacji ambasady oraz uczestniczenia w wieczornym spotkaniu ze studentami, na które został zaproszony przez jednego z mistrzów Akademii, dlatego teraz postanowił odwiedzić dziedziniec treningowy, na którym młodzi adepci szkolili się w trudnej sztuce fechtunku. Khabyrr zawsze lubił obserwować młodzików, którzy niezgrabnie wykonywali profesorskie polecenia nieraz nie trafiając półtoraręcznym mieczem w zawieszony nieruchomo na drągu worek słomy, bądź strzelając z łuku nie trafiając w tarczę i pozwalając, by szybująca strzała wpadała przez otwarte okno do kwatery Magnusa, który rozwścieczony wykrzykiwał w kierunku bojaźliwego studenta miliony przekleństw obiecując sobie w duchu, iż następnym razem zamknie okno. Tak działo się nie od dziś, a Magnus ciągle zapominał zamykać okno, gdy zbliżały się treningi fechtunku. Na dziedzińcu panowała względnie spokojna atmosfera. Kilka małych grup studentów ćwiczyły różne rodzaje obrony niemagicznej, gdyż według Prawa Magów, adept powinien używać swojej mocy jedynie w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych