Upadły Anioł - Anomalia
Mała wiejska stacyjka położona była na uboczu wszelkiej cywilizacji. W promieniu wielu kilometrów, tylko pola i łąki. Wyciągnąłem komórkę i charakterystycznym gestem pokazałem wszystkim, że miastowy przyjechał i łapie zasięg...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
III. Anomalia
Wstałem jak zwykle wcześnie rano skoro świt pół do dwunastej. Przeciąganie się jest jednym z moich ulubionych zajęć, poświęcam mu co najmniej pięć minut dziennie. Nie powiem żebym był w tym ekspertem ale kocur babci Stasi byłby zazdrosny. Nie lubię budzić się tak od razu na równe nogi, wolę powolutku. Przez najbliższe parę minut jawa będzie się mieszała ze snem. Dzisiaj jest kolejny dzień reszty mojego życia i mam go zamiar spędzić tak jakby jutra nie było. Jak to było „Lato, lato, czekaj z lasem coś tam coś tam i tak dalej”, całe szczęście ,że nikt nie słyszy jak śpiewam. Otworzyłem okno, wziąłem kilka głębokich wdechów. Zapach świeżo ściętej trawy mieszał się ze spalinami. Lubię to miasto ale czas najwyższy wyjechać i naładować akumulatorki na resztę roku.
Wychyliłem swoją uśmiechniętą gębę przez okienko, o gołąbki, „cip, cip, taś, taś” a poszły na parapet sąsiadki. Sąsiadka miała mistrza, wbiła w parapet kilkucalowe gwoździe. Jak by się ktoś pytał to sąsiadka lubi zwierzątka. Kupiła sobie takiego dużego pieska i czasem go nawet wyprowadza na siusiu i kupkę. Nie, nie do parku, tam gdzie się bawią dzieci. Tylko, ku uciesze przechodniów, na rozgrzany letnim słoneczkiem chodniczek.
Czy ja dobrze czuje zapach ciasta naleśnikowego ? Może ktoś robi goferki. Mmmmm, miodzio.
Dobra, śniadanko i napój bogów kawusia. Co szef kuchni dzisiaj poleca ? Otworzyłem, wielgachne drzwiczki mocno już wysłużonej lodówki Mińsk. Widzę jajeczka, masełko i serek. Hmm, serek nabrał już niepokojąco kolorowych odcieni. Do kosza. Więc tak szef kuchni poleca, jajecznicę ala Mazury. Pieczywko nieco czerstwe, ale takie lubię.
Czegoś mi tu brakuje, może muzyczki. Idąc w kierunku pokoju uruchomiłem łokciem WinAmp’a , graj cyganie, Lipnicka na dzień dobry. Wiedziałem, że nic nie jest wstanie popsuć mojego rewelacyjnie dobrego humorku. Ożeszty orzeszku w mordę jeża, cała zawartość talerza poszła na dywan. Szef kuchni polecał, jajeczniczka ala Mazury i w ogóle. To nic zacznę się pakować. Zostały mi jeszcze dwie godziny do wyjazdu, zdążę.
Pobiegłem z jęzorem do pasa na autobus sześćdziesiąt, wiele razy obiecywałem sobie ,że będę bardziej zorganizowany. Właściwie to obiecywałem to sobie cały czas. Pewnie spóźnię się nawet na własny pogrzeb. Jest, jest mój upragniony autobusik w kolorze niebieskim. Jeszcze, tylko wejdę po plecach staruszki do środka. Kurdę nie mam biletu, ale to nic jest taki tłok, że nie będą sprawdzać. No chyba ,że zrobią taki numer jak ja z tą staruszką.
Dojechałem szczęśliwie na dworzec PKP, jeszcze tylko kilka godzin w tłoku, zaduchu i będę wypoczywał. Szczęśliwie udało mi się wysiąść nawet bez, zbędnych awantur. Słoneczko niemiłosiernie prażyło, plecak był tak ciężki, że ściągał mnie na lewo. Przed kasą, jak zwykle wielka kolejka. Czemu ta kolejką się tak rozwidla ? Szum, gwar , awantury o byle duperel. Zauważyłem, że najbardziej agresywne są zawsze matki z dziećmi, ale tylko jak walczą o swoje. Małe dzieci są takie słodkie, szczególnie jak cię kopią po nodze a mama latorośli uśmiecha się do ciebie słodko jak gdyby nigdy nic. Ale ale, kolejka ruszyła jak żółw ociężale, jeszcze chwilunia i dostanę upragniony bilecik.
Dobra, teraz biegusiem na peron 3. Wgramoliłem się z plecakiem na schody które pamiętały jeszcze czasy rozbiorów. Po chwili z dołu macha do mnie jakaś obca kobieta, ładna nie powiem tylko ,że z dzieckiem. Chcąc nie chcąc, zostawiłem swój plecak na pastwę losu i wniosłem wózek z pociechą na samiutką górę. Mamusia, ładna to i dziecko też, coś ta dzidzia mi się za bardzo przygląda. Nie dzidzia ja nie jestem twoim tatą. No jak ja mam się Panu odwdzięczyć, zagaiła mamusia. No nie wiem, odpowiedziałem zgodnie z przyjętą konwencją. Wiadomo przecież, że gdyby nie konwenanse tudzież strach przed chorobami to ..
Na do widzenia pokazałem uzębienie w pełnej krasie tym samym dowiodłem, że stać mnie na dentystę. Mamusia była zachwycona taki gentelmen na zapyziałym bydgoskim dworcu. Pomogłem jeszcze wnieść bagaż starszej Pani do pociągu, tu już nie było żadnych podtekstów. Ciekawe czy jak kiedyś będę stary, to mi też ktoś pomoże.
Przechodziłem korytarzem rozglądając się za wolnym miejscem w przedziale. Po dłuższej chwili udało znaleźć mi się miejsce pół siedzące. Miejsce pół siedzące to takie miejsce, gdzie po wyjściu na papierosa wracasz i znajdujesz starą warczącą babę z tekstem „Nie czeba byo wychozić”. Jak to było 10 nie zabijaj, ale w dekalogu zdaje się nic nie było o nauce latania wrednych bab.
To nic chociaż plecak leży na swoim miejscu. Gdzie tu można coś zjeść może w WARS’ie. Bo dłuższych przepychankach, trafiłem do wagonu z WARS’em. Fajno pomyślałem, zero ludzi. Wypiję sobie herbatkę z cytrynką, zjem bułeczkę z serkiem. Jabadabadu ... Podchodzę bliżej a tu kartka, nieczynne z powodu choroby. Jakiej, choroby pomyślałem ?. Ja jestem głodny zjem cokolwiek choćby paluszki. Zajrzałem za ladę a tam sobie siedzi królewna śnieżka i rozwiązuję krzyżówki.
Na dziewięć liter pionowo, dał ludziom ogień. PROMETUSZ rybcia, odpowiedziałem, uśmiechając najpiękniej jak potrafię. Królewna podniosła zaciekawiona główkę, przepraszam Pana ale nieczynne z powodu choroby. Kotek, ja wiem ,że nieczynne ale powiedz to temu gościowi co mi burczy w brzuchu. Zaburczałem na zawołanie. No, ale szef mi zabronił. Złociutka w drodze wyjątku cokolwiek, do jedzenia. Plizzzz.
Może być jajecznica i herbata ? Po chwili stał przede mną talerz z dymiącą jajecznicą i pyszną herbatką z cytrynką. Cóż mi więcej do szczęścia potrzeba. Czarodziejka, zaprawdę powiadam wam czarodziejka. Będę chwalił twe zalety i cnoty po wszelkich pociągach w Polsce. Królewna przyglądała mi się jak jadłem ze smakiem, cały czas bawiąc się komórką. To taki znak naszych czasów. Komórka, znaczy że można się z tobą skontaktować i że jesteś na tak zwanej fali. Ok. zrozumiałem przesłanie, bynajmniej nie zrobię ci tej przykrości.
Dzwonić nie muszę, ale wziąć od ciebie telefon wypada. Poprosiłem ją grzecznie o numer telefonu. Przez chwilę w jej oczach coś błysnęło, zaczerwieniła się lekko ptaszyna i zapisała na serwetce numer obok wdzięcznego imienia Zuzia. Zuziu pożegnam cię teraz, zrobiłaś naprawdę pyszną jajecznicę. Ile płacę ? Nic, tylko zadzwoń, pogroziła zgrabnym paluszkiem. Pa, pocałowałem ją w policzek na do widzenia.
W drzwiach baru spotkałem się z wielkim zwalistym facetem. Z kilometra było widać, że ma usposobienie gradowej chmury. Przystanąłem na chwilę, chciałem zobaczyć jak On poradzi sobie z panną Zuzanną.
Jeszcze nie doszedł do baru i już zamawiał „Golonkę, herbatę i chleb, tylko szybko”. Ale będzie ubaw pomyślałem. Panna Zuzanna z łoskotem zasunęła kratę przed nosem natręta. - „Przykro mi nie czynne z powodu choroby” - „Czy Pani wie kto ja jestem ?” - „Wiem, Pan jest głodny a ja tu pilnuję” Zuzia z rozbawieniem w oczach pomachała mi na do widzenia, wolałem już pójść bo jeszcze mi się dostanie.
W przedziale o dziwo, zrobiło się na tyle luźno, że mogłem wmontować się pomiędzy , zakonnicę a starszego Pana z laską. Naprzeciwko mnie siedziała młoda dziewczyna z chłopakiem. Wyglądało na to ,że są parą, zachowywali się nawet jak na moje kryteria nad wyraz swobodnie. Tłok jak cholera, nie mam miejsc a dziewczyna rozłożyła się w najlepsze, trzymając bose nogi na kolanach chłopaka. Po chwili, „Kizia Mizia” zaczeła smerać kopytkiem swojego chłopaka. No dobra rozumiem, ja też się nie będę brzydził nagich stóp swej przyszłej oblubienicy. Ale przy ludziach nogi na twarz. Starałem się nie zwracać na to uwagi, ale ten koleś też okazał się jakiś wczorajszy.
- „Kiza Mizia zabierze stópkę bo krewka nie dopłynie do nóżki i trzeba będzie po gilać” - Bawił się jej włosami, wkładał rękę pod bluzkę i udawał, że to tak normalna czynność jak wcinanie kanapki. Gość, siedzący obok nich , otwierał piwo za piwem i kręcił z niedowierzaniem głową. Człowiek ma to do siebie, że po czasie przyzwyczaja się do każdej sytuacji. Wyciągnąłem książkę i zacząłem namiętnie czytać. Pomagało do czasu kiedy zakonnica zgłodniała i wyjęła swoje kanapki z jajkiem.
Jajco jak jajco, pożywne i owszem ale nie w dwudziestokilkustopniowym upale. To jeszcze nic, kanapka z jajkiem była jedna potem siostrzyczka pojechała z grubszym kalibrem. Buła z pastą rybną, twardy jestem jak hajer przodowy ale musiałem wyjść zapalić. Potem to już były drobnostki, baba z chipsami zielona cebulka, wycieczka śląskich dzieci do ZOO. Nareszcie moja stacja. Wysiadłem z nadzieją, że teraz to ja już jestem na wakacjach. No i nie pomyliłem się.
Mała wiejska stacyjka położona była na uboczu wszelkiej cywilizacji. W promieniu wielu kilometrów, tylko pola i łąki. Wyciągnąłem komórkę i charakterystycznym gestem pokazałem wszystkim, że miastowy przyjechał i łapie zasięg. Zasięgu nie było, za to znalazła się furmanka z zalanym w trupa woźnicą.
- Eeee , Panie podwiezie mnie pan do Grabyszewa. - Hmmm ? - Do Grabyszewa no przeca mówię ? - Ja po pijaku nie prowadzę pojazdów zmechanizowanych.
Wiedziałem, że dziadek walił buczki codziennie i szuka jelenia na kasę. Dobra podarujmy sobie negocjacje. - Kupie w GS’ie - zacne winko, będzie dobrze ? To trzeba tak było od razu mówić. Wio Gniady, zaciął konia i po chwili, jechaliśmy już miejscową autostradą. Podkreślam ,że to droga szybkiego ruchu była bo raz nas minął szaleniec na motorze WSK’a.
W połowie drogi mój woźnica otrzeźwiał, spojrzał się spode łba. - Nie oszwabisz mnie panocku, co, jabcok bedzie. - Będzie, będzie i tak muszę kupić coś do jedzenia a zakładam, że to jedyny sklep w okolicy. - No nie, mamy jeszcze taki duży sjupermarkyt, ino tam samo żarcie bez wódecki. Dobra byle koń znał do drogę do Grabyszewa, tego Pana to już nie obsługujemy. Supermarket na wiosce. Dojeżdżaliśmy na miejsce miejscowe dzieci zaczęły biec za furmanką i strasznie hałasować. - „Filmy , filmy, przyjechały, będą nowe filmy”
Odwróciłem się i krzyknąłem, dzieci ja tu przyjechałem odpocząć nie przywiozłem żadnych filmów. Dzieci nie speszone krzyczały ”Romek, Romek, pokaż sztuczkę” Te dzieciaki najadły się grzybków halucynogennych czy jak ?
No już, bajtle do domu, tym razem krzyknął woźnica, potem udawał że uderza je batem. Dzieci ze śmiechem rozpierzchły na wszystkie strony. Woźnica, wyciągnął piersiówkę, to co panocku po maluchu.
- Nie dziękuje dla mnie jeszcze za wcześnie. Lubię wypić ale wieczorem. - No jak tam chcecie panocku, ja se golne.
O jezusicku moja idzie, schowaj mnie ta flaszka a nie wezmę od ciebie za kurs. - Ty stara cholero, tylko spuścić cię z oczu na minutę to już se przygruchasz jakiegoś kompana do flachy. Czułem się lekko zażenowany tą całą sytuacją. Przepraszam Panią, zarezerwowałem u Państwa Michalaków kwaterę, czy mogła by mi Pani wskazać gdzie to jest.
Anzylm czegoś żeś nie powiedzioł, że gość przyjechoł. Woźnica intuicyjnie wyczuł, swój punkt obrony. Bo nie dałaś mi jak zwykle dojść do słowa babo z piekło rodym.
Michalokowie to My, znacy się Honorata i Anzylm. Całe poddasze przygotowałam dla szanowniego turysty z miasta. Jeno zmienię pościel a ściany już dawno pobielone. Patrz Pan, tam prosto jak w mordę strzelił jest sjupermarkyt. Jedyny taki we wsi atrakcja niemożebna. Po mojej prawej dłoni coś dla ducha, czyli nasz parafian kościoł. Tam po lewej, gdzie się właśnie mój ślubny, przewrócił znajdziesz Pan oziero i las.
Przepraszam, Państwo są z kresów wschodnich ? My som tacy sami Polacy jak panocek, prawda jednak że mój ojciec z rubieży wschodnich pochodzi.
Poszliśmy do chałupy Państwa Michalaków. Wszędzie było skromnie ale czysto. Od razu zaprzyjaźniłem się z pieskiem Burkiem, wyczuł poczciwinę na odległość. Przed domem stała po niemiecka studnia. Zaskoczony byłem jak smaczna woda jest z takiej studni w porównaniu z bydgoską Brdą. Zawsze przekonany byłem, że woda jest bez smaku. Pani Honorata zaprowadziła mnie do mojej kwatery znacy się na poddasze.
Pani Gospodyni to może byśmy się już rozliczyli.
Uuuuuuuu, co Pan , ja już w takim wieku ,że nie w głowie mi takie sprawy.
Zaczerwieniłem się, chciałem zapłacić. Nie ustaliliśmy opłaty za dzień pobytu. Znacy się wyjezdźa cy jak ? Dobrze, rozumiem rozliczymy się na koniec.
Pani Honorata, złapała się za serce ależ panocek w potsebie, że hey tu mnóstwo młodych dziewcyn chodźby Malwina od Zmaślaków. Gdzie mi tam takie zberezeństwa, w imie ojca i syna i ducha świętego.
Przepraszam jestem zmęczony , chciałbym odpocząć po podróży. No to do zobaczenia, co to się lęgnie w takiej młodej głowie. No kruca jak mnie się gorąco zrobiło. Jeszcze jedno gdzie jest ubikacja ? Jak to gdzie, jak te miastowe dadzo pytanie to bądź tu mądry człowieku. No dyć jak zawsze na prosto od kuchni a co myślał ze za stodoło.
Wstałem rześki jak nigdy, wiejskie powietrze działało na mnie kojąco. Z własnej nie przymuszonej woli obudziłem się o szóstej rano. Dobra idę na śniadanko, świeże mleczko, chlebuś, serek, jajeczko, kakałko i .... przystanąłem w połowie schodów. Kuchnia była pusta. Może mam sam sobie zrobić śniadanie, pomyślałem. Wlałem trochę wody do rondelka i postawiłem go na wielkim kuchennym piecu. Piec był jeszcze ciepły, fajno nie trzeba będzie rozpalać pewnie jest jeszcze żar. - Pan Turysta czemu moimi garami se po nocy tłucze, aaa. - Jakiej nocy, jest po szóstej. Na wsi pewnie już wszyscy dawno wstali. - Oj panocku, wieś to ty znasz ino z telewizorni. - Tak, a krowy kto doi, widziałem kilka po drodze. - Nikt nie doi, one so takie udawane, czekaj jak to sołtys mówił - Satrapy krzyknął Anzylm z pokoju - Nie satrapy a atrapy, ten mój chłop to jednak tłumok, a mówiłam mu zawsze żeby se choć raz gazetę jaką przeczytał. - Żywe , te satrapy, tfu krowy ? - No pewno, że żywe ino nie mlecne. Trawkę se źrą, placki robią i to wszystko. - To do której tak normalnie śpicie ? - No tak jak wszyscy do południa, to ranne wstawanie to mocno przereklamowane jest. - Z tego co wiem to jeno Sołtys rano wstaje, ale jego nie ma kto zmęczyć , bez baby bidok całe życie. Potem tłucze się po wsi a ludziska godają ,że mu się po głowie nowy plan marketingowy lęgnie.
- To jak będzie Pani gospodyni z tym śniadankiem. - No jak żeś mnie już obudził huncwocie jedyn, to coś zrobię ku pokrzepieniu ciała.
Po chwili stał przede mną pełen talerz gorących blinów. - Te placuszki z jabłkami, naprawdę palce lizać Pani gospodyni. - Fajno że ci smakuje ino na zajutrz nie budź mnie tak wcześnie. Lubię sobie pomyśleć zanim zabiorę się do pracy.
Pojadłeś ? Pojadłem. No to na ciebie już czas, idź dróżką prosto przez mostek. Od nasej drogi na prawo jest kościół. Ksiądz już na ciebie czeka, a pozdrów go ode mnie bo ja dawno u spowiedzi nie była. Zebrało by się parę grzeszków, prawda Anzylm. Anzylm nic nie odpowiedział tylko od rana oglądał Cartoon Network. Łojezusicku ja nie zapytała, ty wyznania nasego .
Nawet przez myśl nie przeszło tej poczciwej kobiecie że moja wiara nie opiera się na realacjach Bóg – kościoł. Nie miałem zamiaru jednak robić jej żadnej przykrości.
Enigmatycznie odparłem, to ja już pójdę.
Posłuchaj chłopaczku, z wyraźną złością w głosie powiedziała gospodyni. Nie traktuj mnie protekcjonalnie tylko dlatego że mieszkam na wsi i mówię gwarą. Skończyłam akademie sztuk pięknych w Krakowie i potrafię posługiwać się poprawną polszczyzną. Jeśli kto zadaje ci pytanie czy jesteś katolikiem to odpowiadaj bo zaraz zarobisz mokrą ścierą w pysk.
Gzecnie pytom panocku, ześ nas cy jakowyś inny.
Przez kilka sekund stałem osłupiały z wrażenia. Co tu się kurdę dzieje, gdzie ja jestem wśród kosmitów czy jak. Gdybym to ja wiedział ile razy później przyjdzie mi powtarzać te słowa.
Przepraszam, źle mnie Pani zrozumiała ja po prostu wierze, ale nie potrzebuję do tego pośredników takich jak kościół czy ksiądz.
Tak cy owok idź do kościoła porozmawiaj z kiendzym, a spokój dusy sam przyjdzie. Widzis chłopocku, podług mnie to w życiu tseba pojeść, poklamotać się, pogadać casem z kimś kto je mondrzejszy ot ciebie, namalować jakowyś pikiny obrazek. Tak pikny co by wszscy rozdziawiali gęby i robili aaaaaaaaaaaa ... Pokochać kogoś, nawet takiego psygłupa i pijoka jak Anzylm. Jesce pojechać gdzieś koniecznie. Nawet za ostatnie dudki. Zazdrosce ci panocku tego żeś taki młody i tyla wiedzy dostał w tych kilku zdaniach. Przeca wim że każdy młody musi wszytkiego złego i dobrego popróbować na własnych plecach.
Idź zatym do nasego kościoła a po drodze obok domu trafisz na mój ogród. Tyn ogród to kamienny ogród zatopionych myśli Feng Szui. Posiedź kapkę w moim ogrodzie wędrowcze a łatwiej będzie ci zrozumieć naszego księdza. Za radą mojej gospodyni, posiedziałem chwilkę w ogrodzie, popatrzyłem na idealne kręgi narysowane na piasku. Oczyściłem umysł i wrzuciłem mały kamyczek do kałuży obok. Kółka rozchodziły się jednostajnie po lekko zmąconej wodzie wiatrem. Chociaż to jest normalne, pomyślałem jeśli fizyka tego świata zawiedzie mnie, to już nic nie będzie pewne. Otrzepałem spodnie i wstałem z kamiennej płyty, myśli, myślami a dupsko zimne. Idę do księdza ciekawe czego ode mnie oczekuje.
Kościółek okazał się nad wyraz okazały, wieża drapała chmury a dźwięk dzwonu rozchodził się na wiele kilometrów. Typowo gotycka konstrukcja dodawała mu powagi. Wysokie sklepienie, piękne obrazy, trzynaście stacji z męką Chrystusa, krzyż, witraże to wszystko ma sprawić aby idealny osiemnastowieczny wierny, czyli chłop pańszczyźniany stał z rozdziawioną gębą i przyjmował doktryny kościoła jako swoje. Praociec wierzył, ociec tyż to i ja dam na tacę choćby żonka zaniemogła. Sprawa wiary nade wszystko.
Byłem już w wielu kościołach ale zawsze w roli turysty, nie wiernego. Budynki nie są mi potrzebne aby wierzyć. Właśnie z tymi myślami pociągnąłem za ciężką żeliwną klamkę od zachrysti . Mury kościoła są na tyle grube ,że zawsze nawet latem dają przyjemny chłodek. Po prawej stronie zobaczyłem omszałe naczynie ze święconą wodą. Więc wystarczy powiedzieć nad miską wody, kilka słów a woda zacznie mieć specjalne znaczenie. Leczy, udziela ślubów, chrzci.
Ksiądz okazał się ciekawym człowiekiem. Rubaszny starszy gość , z czerwonym noskiem jak Mikołaj. Widać wino mszalne mu służy. Zastałem go siedzącego za wielkim starym biurkiem. Spojrzał z uśmiechem z pod grubych szkieł okularów.
W czym mogę pomóc, zagaił ?
Chciałbym ... w tym momencie przerwał mi telefon komórkowy. Ksiądz zachowywał się jakby urodził się z komórą w ręce. Sprawnie odebrał połączenie, potem w trakcie rozmowy podłączył zestaw głośno mówiący, poszukał numeru w książce telefonicznej. Po chwili rozłączył się, przeprosił. Jeszcze tylko napiszę i wyślę list potem porozmawiamy. Otworzył laptopa, i z nieukrywaną radością zaczął pisać.
Jeszcze, jedno, jesteś z miasta prawda ? Chciałbym dowiedzieć się co o tym myślisz. Mówiąc to podał mi kilka zadrukowanych kartek. To takie małe opowiadanko ciekaw jestem jak na nie zareagujesz.
Zrobiłem wielkie kwadratowe oczy, już po kilku zdaniach wiedziałem ,że to opowiadanie i owszem ale erotyczne.
„ Usiadła delikatnie na brzegu kanapy. Tak jakby swoim kruchym i delikatnym ciałkiem zajmowałaby zbyt dużo miejsca. Patrzyła na Niego z ciekawością i pożądaniem. Wiedziała ,że sytuacja ta jest co najmniej dwuznaczna. Dwoje dorosłych , obcych sobie ludzi, zaczyna patrzeć na siebie jak myśliwy na zwierzynę. Kto ulegnie, kto będzie górą w tej walce na wzrok i gesty. Każdy z nich grał swoją rolę najlepiej jak potrafił. Nagle przedstawienie życia zaczęło się. Pierwszy odważny gest wykonała kobieta. Ona powoli zakładając nogę na nogę, poprawiła ramiączko przy kusej bluzeczce. Co chwila zalotnie przechylała szyję jak łabędź . Nikt jej tego nie uczył, rodząc się i dojrzewając, geny uaktywniły w niej kokietkę. Jej umysł i ciało stanowi jedność, ten wspólny twór wie, że aby przeżyć trzeba kusić. Mężczyzna jest potrzebny, do prokreacji. Mężczyzna to nie tylko przyjemność i pożądanie to również pragnienie silne tak samo jak głód. On zdjął marynarkę i rozpiął krawat. Podobno tonący, chwyci się nawet brzytwy. Jego świadomość już wie, że dzieje się z nim coś bardzo niepokojącego. Kilka gestów tej kotki, sprawiło że krew zaczęła żwawiej krążyć a puls gwałtownie wystartował do biegu na pół mili. Nie dać się sprowokować, podpowiada rozsądek. Co Ona ze mną robi. Przecież ja się zaraz na nią rzucę. Kobieta widząc jak miota się jej przygodny partner, tym bardziej pociera nogą o blat ławy. Śmieje się z byle czego plotąc trzy po trzy. On już i tak nie słucha, widzi tylko rozmazaną plamę jej uśmiechu czując zapach jej perfum. Może ją tylko przytulę, tylko na chwileczkę, posmakuje jej ust. Ja już nie mogę, za chwilę eksploduje. Ona jest taka miękka i ciepła. Gwałtownie wstał , rozlewając filiżankę kawy na swoje świeżo uprasowane spodnie. Ona tylko czekała na taki pretekst, zgrabnym ruchem kotki ominęła blat stołu i przyklęknęła na jedno kolano. Zaczęła czyścić jego spodnie. Wiedzieli, że jeszcze mogą się z tego wycofać. To taka umowa spisana przez demona pożądania. Dzieje się wiele, ale jeszcze nie została przekroczona ta oficjalna granica, po której można powiedzieć ,że do czegoś doszło.
Spojrzał na nią z góry, sprawiało mu to wyraźną satysfakcje oglądanie swojej towarzyszki w tak uroczej pozie. Czuł się jednocześnie skrępowany i szczęśliwy. Dorosły mężczyzna który robił wszystko to co mu kazała . Jak małe zagubione dziecko , któremu Pani z wycieczki szkolnej wyciera buzię poślinioną chusteczką.
„Obróć się, teraz wyciągnij nogawkę, tak teraz dobrze grzeczny chłopczyk”
Kiedy chciała pójść do kuchni po ręcznik zmoczony wodą, złapał ją za prawe przedramię. Gwałtownie zatrzymana hardo podniosła twarz w geście oburzenia. Jej włosy jeszcze falowały, gdy On złapał jej głowę oburącz i zaczął całować szyje. Kobieta wyrywała się już tylko symbolicznie. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa, to jej ciało nie umysł zadecydował przyjąć ten dar. Żarliwe pocałunki, spływały purpurą po jej delikatnej szyi. Samiec zaczął ją lekko gryźć. Zawsze to lubił, taką odsłoniętą bezbronną zdaną na jego wolę kobiecą szyję. Ponownie złapał jej przedramiona, tym razem wykręcając je do tyłu. Zaskoczona nie sprzeciwiała się, nie wiedząc czy jej zaskoczenie bardziej wynika z faktu tego co zrobił. Czy też gwałtownej i przyjemnej fali która przepłynęła łagodnie przez jej podbrzusze. Mężczyzna przycisnął ją do szafy powoli rozpinając białą koronkową bluzkę. Już na trzecim guziku sytuacja skomplikowała się, cholerne guziki pomyślał. Jednym brutalnym ruchem rozerwał bluzkę uwalniając jej kształtne piersi. Dziewczyna wiedziała, że teraz już mu się nie przeciwstawi, właściwie to nawet nie chce.
Złapał ją za piersi delikatnie masując. Ciekawy jaki mają smak ? Pewnie taki jak szyja, ale nie zaszkodzi spróbować. Podciągnął jedwabną koszulkę do góry, jak mały chłopiec który z zaciekawieniem ogląda co ma lalka pod spodem. Dotykał jej sutków wargami, językiem , wykonując dzikie ewolucje, jeżdżąc językiem po brązowych kółkach brodawek. Ta zabawa sprawiała mu wyraźną przyjemność. Na deser zostało jeszcze wiele. „
Dobra dla mnie dosyć. Co tu się dzieje do cholery, ksiądz który pisze erotyki. To już chyba lekka przesada. To, to zapowietrzyłem się jak balonik.
Uspokój się młodzieńcze, najpierw wysłuchaj co mam do powiedzenia a potem oceniaj. Usiadłem z wrażenia, ciekawy jestem jaką linię obrony przyjmie ksiądz.
Więc to opowiadanko piszę dla swoich wiernych, dla swojej trzódki. Mój umysł normalnie buntował się na takie wieści. Zauważyłem po prostu ,że libido moich drogich parafianek obniża się w zastraszającym tempie. Zaczynają oglądać się za obcymi chłopami. Tym samym kombinować jakby tu urozmaicić swoje życie seksualne. Wiadomo najprościej byłoby trachnąć kazanie z niedzielnej ambony pod tytułem „Nie cudzołóż”. Tak, tylko skutek tego byłby raczej mizerny. Najwyżej parę ziewnięć i to wszystko.
Wpadłem więc na pomysł, że można je pobudzić inaczej. Nic tak nie działa na kobietę jak słowo. Powiadam ci parafianki są zadowolone ich mężowie też. Opowiadanko piszę w odcinkach, co tydzień dostarczam w ten sposób nowych wrażeń.
Czytałeś kiedyś Safonę ? Nie
Czy nadal uważasz, że zrobiłem źle. Nie wcale tak nie uważam, tylko po prostu jestem zszokowany. Do tej pory myślałem, że ksiądz tylko spowiada, udziela ostatnich namaszczeń, chrzci etc. Tobie naprawdę na nich zależy. Zależy to mało powiedziane, ja naprawdę wierzę w Stwórcę. To, że noszę to gustowne czarne wdzianko ma dla mnie marginalne znaczenie. Gdybym nie był księdzem na pewno pomagał bym im w inny sposób. Misja jest we mnie nie potrzebuje do tego ubrania czy nawet biblii.
Wiesz za co mnie najbardziej cenią ? Za to, że postępuje zgodnie z własnym chrześcijańskim sumieniem i zawsze pomogę człowiekowi. Temu co wierzy, temu co zbłądził, temu co przeżywa rozterki. Ja tu będę dla nich do końca swego życia. Jeśli chodzi o kościół i liturgię to po prostu wrosła ona w tradycję polskiej wsi. Po co to zmieniać. Niedziela to dzień w którym cała rodzina idzie do kościoła. Kazania prawię uroczyście i ciekawię. Stosuje do tego trochę psychologii, tak żeby nawet małe brzdące nie były znudzone. Nie ma nic bardziej deprymującego jak ziewający szkrab. Wiadomo dziecko jest zawsze szczere, więc zamiast strofować lepiej zmienić intonację głosu, tempo lub wykonać jakiś gest. Poza tym wszystkich znam osobiście. Często bywam u nich w domu, nie na siłę tylko jak przyjaciel.
Wiesz, że młodzi przychodzą do mnie ze swoimi problemami sercowymi ?. To uważam za swój największy sukces. Ja po prostu kocham tych ludzi.
Idź teraz przed ołtarz wędrowcze posiedź trochę w ciszy, kto wie może ktoś się pojawi. Uśmiechnął się jak stary mistrz, który z pełną pokorą dla prawideł tego świata, uczy młodego niecierpliwego czeladnika trudnego fachu wędrówki dusz. Chciałbym przelać swoją wiedzę po prostu z serca do serca. Tak ten świat jest jednak urządzony, że wszystkiego musisz doświadczyć sam.
Usiadłem w kościelnej ławce. Przyjemny chłód orzeźwiał moje myśli. Niesamowity jest ten ksiądz, po tylu latach nie zatracił wiary. Powiem więcej, znalazł sposób na dotarcie do swej trzódki. Jestem pewien, że ludzie którzy tu mieszkają potrafią czerpać z życia to co najlepsze jednoczenie nie raniąc innych. To bardzo trudna sztuka, udała się tylko nielicznym.
- Niespodziewanie, pojawił się Gabriel. - Dawno się nie widzieliśmy, pomyślałem - To , prawda miałem do odprowadzenia jedną małą duszyczkę na skraj świata - Ktoś umarł ? - Tak, jest wielu aniołów którzy to robią, tylko ja za to nie mam tam wstępu. - Tam to znaczy gdzie ? - Do nieba tłumoku a gdzie do budki z piwem ? - Czasami jesteś jak pięść do nosa. - Jakbyś się włóczył tyle czasu, po tym łez padole to też byś był lekko rozdrażniony. - Jak ten grymas to był uśmiech to ja już rozumiem czemu nie możesz wejść - OK. jeden jeden, dosyć zgryźliwości
Ta wieś w której się znalazłeś, oczywiście przez przypadek. Tu zrobił oko jak klient zamawiający setę i ogórka. To bardzo szczególne miejsce . Przypatruj się wszystkiemu uważnie. Wnioski nasuną się same. Liczę na twój dar obserwacji i spostrzegawczość.
- Może ja wcale nie chcę tu być i jutro wyjadę. Co ty na to hę - Nic, to twoja droga zrobisz jak zechcesz.
Cieszę, się że cię znowu spotkałem Gabriel. Naprawdę bardzo cię polubiłem. Wiem, nie musisz mi tego mówić. Zauważ, że ludzie mówią, naprawdę cię polubiłem. Po co podkreślać, że to co mówisz to prawda. Jeśli będziesz chciał skłamać to i tak to zrobisz.
Dobra biegaj młody na łąkę albo do kina z jakąś miejscową dziewuchą. To Oni tu nawet kino mają ?. Dla ciebie to tu jest centrum wszechświata, jak pojedziesz na rybki tramwajem to dopiero będziesz miał głupią minę. Co ??
Gabriel rozpłynął się w kolorowym świetle witrażu. Długie białe świece spokojnie migotały. Wydawać by się mogło, że Gabriela tu wcale nie było. Nagle jak by na dowód jego wizyty z góry spadło białe pióro. Skubany cały czas mnie obserwuje.
Na łące pełnej kwiatów stała w promykach letniego słoneczka młoda dziewczyna. Ubrana w nieskalaną czystą biel. Na głowie jedwabna chustka. Tańczyła boso w rytm, muzyki. Ta muzyka wydaje się taka znajoma, przecież to Kayah.
Dwa długie warkocze kręciły się jak na karuzeli. Jej niebieskie oczy błyszczały radośnie. W lewej dłoni trzymała czerwoną chusteczkę. Przesuwała się charakterystycznie dla rosyjskich tańców ludowych. Przesuwała się w lewo i prawo co chwila machając chusteczką. Tańczyła tak, że sam ojciec wiatr oniemiał z zachwytu. Po chwili jedwabna chustka zsunęła się, pokazując jakże nieoczekiwany widok, wianek upleciony z polnych kwiatów. Tego nie kupisz za żadne pieniądze tego świata.
Nieeee, już nie płacze bo dziś nie mam więcej łez .. intonowała
Grupka jej przyjaciół, klaskała do rytmu. Jeden z tych młodych ludzi miał takie same oczy jak Ona, rozpoznałem ten błysk od razu. Kiedyś też byłem zakochany. Wszyscy śpiewali „sto lat młodej parze”, jeśli tak wygląda tu wesele to moja wędrówka już się zakończyła. Zobaczyć Grabyszewo i umrzeć. Wszyscy zebrani wpatrywali się z pewną żarłocznością w twarz tancerki. Chcieli uszczknąć troszeczkę z jej szczęścia. To tak jak starsze nobliwe Panie, które lubią przebywać w pobliżu dzieci. Po prostu trochę młodości tych niewinnych istot spływa również na nie. Panna młoda przez krótką chwilę spojrzała na mnie, na chwilę w jej oczach zobaczyłem zmieszanie, nie rozpoznała mnie. Nie przeszkadzało jej to jednak aby obdarzyć mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałem w swym krótkim życiu. Jej przyszły mąż odezwał się do mnie, chciałbyś uczestniczyć w naszym szczęściu ? - - Jutro będzie nasz ślub a dzisiaj idziemy poszaleć w dyskotece, czuj się zaproszony. - Odnoszę takie dziwne wrażenie jak bym cię już bardzo długo znał. - O dwudziestej w dyskotece przy barze. - Chętnie się z wami jeszcze raz spotkam. - Dziwne z ,niektórymi ludźmi łączy nas taka niewidoczna nić porozumienia. Przecież ja widziałem ich po raz pierwszy na oczy.
Demon ludzkich żądz , skradał się za drzewami, nawet pogoda zmieniła się jak na zawołanie. Szedł , nie On właściwie płynął w powietrzu a obok niego ujadała sfora wygłodniałych psów. Zamiast włosów ogień, w miejscu oczu czarna czeluść wypełniona cierpieniem jego ofiar. W wielkiej szponiastej dłoni trzymał foliową torbę pełną kolorowych tabletek. Na grubym łańcuchu ciągnął za sobą kilka wygłodniałych dusz. To byli narkomani, ich rany wciąż jątrzyły się. Nie zabliźnione rany po igłach błagały o trochę ukojenia. Demon z niezmąconym spokojem co chwilę szarpał za łańcuchy sprawiając im ból. Demony nic nie czują ale też mają swoje przeznaczenie.
Tuż przed budynkiem dyskoteki zmienił swą postać na bardziej strawną dla śmiertelników. Przystojny, młody, niewinny chłopaczek. Ubrany w jeansy i jasno niebieską koszulkę. Tak wygląda dealer śmiercią, nie tak wygląda kolega z sąsiedztwa który przyszedł poszaleć w sobotnią noc. Całe szczęście, że ci wszyscy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil byq73
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…