Upadły Anioł - Pamiętnik Zesłańca
Kilka tysięcy lat starczyło aby dumny posiadacz testosteronu. Wielki odkrywca, podróżnik, żołnierz i wynalazca. Zamienił się w reproduktora wielkości pieska. Wyjmowanego przy „okazji” z torby...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
V. Pamiętnik zesłańca
Przyjemne są te dzikie źródła. Lubię sobie pomoczyć pióra w chłodnej wodzie. Słońce praży niemiłosiernie nawet jak na tą porę roku. Trudno właściwie mówić o jakiś porach roku. Jest tylko ciepło, gorąco lub sauna. Dziwne, łapię się na tym ,że używam słów. Które od kilku tysięcy lat nie mają już znaczenia. Sauna a co to jest sauna ?
Zawsze chciałem aby powietrze i woda były czyste. Teraz są, jak okiem sięgnąć. Uśmiechnąłem się do siebie, z piór strzepując niewidoczny pyłek. Elegant na zadupiu wszechświata. Teraz wszystko jest czyste i proste. Nie ma fabryk, samochodów, nie ma cywilizacji. Nic nie ma, poza dziką nieokiełznaną przyrodą. Normalnie park krajobrazowy od Syberii aż po dziurę która została po Nowym Yorku.
No dobra marudzę, brak mi ludzi. Właściwie to ludzie są, tylko rozmówców nie ma. Rozejrzałem się dookoła . Wielki niedopałek wulkanu rozgościł się na stałe w krajobrazie. Poszarpane rdzawo szare skały dopełniają surowy widok. Samotne, okaleczone przez pioruny drzewa i kępki zielonej trawy. W dali pasą się małe nuffki, zwane prze ze mnie jelonkami. Z resztą cały ten świat będę wam opisywał używając własnej miary i na swoje podobieństwo. Prawdę mówiąc przyroda ma gdzieś moje opisy, swoją powtarzalność, brzydotę lub piękno po prostu istnieje. Gdyby tak mieć aparat fotograficzny. Robiłbym najpiękniejsze zdjęcia na świecie. Tylko komu mógłbym je pokazać ?
Rozejrzałem się lekko znużonym wzrokiem. Przede mną po skale wspina się młoda, jeszcze nie dojrzała Kiri. Piękna, prawie dwa metry wzrostu. Tatuaże łagodnymi spiralami rozchodzą się wzdłuż kręgosłupa. Włos czarny zlepiony w dredy. Cięty kamieniem, pewnie przy obrzędzie mantah. Skóra śniada, jeszcze nie poorana bliznami. Właściwie to młoda Kiri, bardzo przypomina atletycznie zbudowane kobiety z przed kilku tysięcy lat. Jedyną różnicą jest jej siła i wytrzymałość. Czy jakaś kobieta, była by wstanie zamęczyć biegiem zdrowego, nuffka a potem zjeść ciepłe dogorywające ciało. Czego to nie wymyśli ta ewolucja. Piękna i bestia w jednym.
Podleciałem do niej na odległość machnięcia skrzydłem. Po de mną przepaść a ja wiszę przed nią jak koliber o dwumetrowych skrzydłach. Kiri ogląda się czując podmuch. W jej oczach widzę zdziwienie a potem strach. Ręką robi znak koła odpędzając złe duchy. Tyle razy wiedziałem ten rytuał, ale za każdym razem robi to na mnie tak samo głębokie wrażenie. Kiedy byłem człowiekiem sam robiłem tak kilka razy. Tylko zamiast znaku koła używałem znaku krzyża. Wiatr pchany przez moje skrzydła smaga jej ciało. Jej skóra zmieniła kolor na jeszcze bardziej brązowy. Właśnie w takich chwilach zdaje sobie sprawę że Kiri to nie człowiek jakiego znam. Kiri jest istotą bardziej doskonałą fizycznie. Człowiek nie przeżył by w tych warunkach tygodnia. Bez zapalniczki, sklepów, gdzie do wody się trzeba dokopać. W nocy jeśli ty nie widzisz to inni cię zobaczą i wystąpisz w swojej ostatniej roli. Posiłku. Geny są ślepe ale przez miliony kombinacji tworzą byty prawie doskonałe.
Przyjrzałem się jej dokładniej. Instynktownie wie, że na tej wysokości w górach, przy tej temperaturze nie powinno wiać w tak regularny sposób. Nie wie jak to możliwe, wie jednak, że znak koła ochroni ją przed wszelkim nieznanym, również złem.
Przez chwile nasze spojrzenia skrzyżowały się. W jej przepięknych błękitnych oczach mogłoby zginąć tysiąc męskich dusz. W jej chabrowych, cudnych zwierciadłach, chmury tańczą jak burza. Boże, tak dawno nie kochałem, a ty Kiri jesteś tak kusząco podobna. Do egzotycznej jednodniowej miłości Alijah. Do miłości mego dzieciństwa Kasi. Wreszcie do ciepła na sercu jakie czuje kiedy wspominam. Kobietę, która została moją matką.
Całe ciepło które teraz czuje do tak obcego stworzenia jak Kiri to też, nasi budowlańcy geny ? Nie, groteskowo tupnąłem w powietrzu nogą. Każde stworzenie oprócz ciała które go tworzy ma jeszcze dusze. A miłość jest duszy i basta.
Mój wewnętrzny monolog stworzył gigawaty emocji. Pokazałem się Kiri na chwilę. Z jej piersi wyrwał się bezgłośny skowyt. Zbyt przerażona by krzyczeć zbyt słaba by trzymać się skały. Leci w dół jak kamień. Upadku z takiej wysokości nie przeżyje nawet jej mocarne ciało.
Kilka kropel czasu w klepsydrze stwórcy i lecę w dół na zatracenie. Jestem już tuż, tuż. Składam skrzydła jak jastrząb i spadam w dół. Niestety grawitacja dotyczy wszystkich, również aniołów. Świst piór husarza przestworzy płoszy zwierzynę. Łapię ją w ostatniej chwili, moje ciało zmaga się z bólem dodatkowych kilogramów. Moja podopieczna sama zakłada mi ręce na szyję odciążając ręce. Nadal spadamy ale dużo wolniej. Świst zamienił się w szum. Ostre skały nie zbliżają się tak niebezpiecznie szybko. Ląduje trzepocząc jak gigantyczny jastrząb. Tumany kurzu płoszą ostatnich gapiów. Nawet słonie odsunęły się na bezpieczną odległość.
Z trwogą podniosła głowę, znowu spojrzała w moje oczy. Na jej twarzy maluje się strach choć kto potrafi odgadnąć grymas na twarzy obcego gatunku. Z jej ust popłynęły pierwsze dźwięki. Najpierw nie śmiałe potem, coraz wyraźniejsze aby w końcu przybrać ton reprymendy. Przymykam lekko oczy i powoli dotykam jej szyi. Badam niczym królewski kartograf wypukłości jej ciała. Obojczyk ,dołeczek a to co. Chyba naszyjnik jeszcze nie mam ochoty otwierać oczu. Chętnie po delektuje się swoim wyobrażeniem. Ozdoba jest ciepła w dotyku, wykonana z polerowanego kamienia. Spoglądam, mieni się na zielono. Oprawa kamienia jest siermiężnie ciężka, wykonana topornie nawet jak na dzikusów. Ale jakich pięknych dzikusów. Myślę że ten naszyjnik to znaleziony szlachetny kamień. Wypolerowany ukształtowany i noszony na rzemyku przez większość Kiri przed inicjacją. Po egzaminie dojrzałości, kamień zmieniają na rdzawoczerwony. Co dla współplemieńców jest znakiem ich dojrzałości seksualnej.
Kiri pokazuje na siebie i wymawia Ank. Zrozumiałem chęć przedstawienia. Jestem Piotr odpowiedziałem uderzając się w pierś. Ank zaczęła dotykać moich piór. Nie znam jej języka, jednak z jej twarzy można czytać jak z otwartej księgi. Widać wszystko, zachwyt na delikatnym białym puchem i zdziwienie żołnierską menażką. Bada moje ubranie, kawałek po kawałku. Bawełnianą koszule, kolorowe rzemyki, wysłużoną szmacianą torbę. Już myślałem, że zbada zawartość torby ale zrobiła coś niespodziewanego.
Włożyła rękę w spodenki. Wyciągając ją chwilę później jak oparzona. Później krzyczy, chichocząc co chwila. -Kantiri Man. Kantiri Man.
Tak zrozumiałem jestem mężczyzną. Właściwie to i tak bez znaczenia bo nie mam z kim tego używać. Ank chichocze, wyciągając jakieś zawiniątko za pleców. Małe kudłate zwierzątko wielkości małpki o wyłupiastych oczach. Chwytne czarne ręce i stopy. Kiri wyciągnęła go ze skórzanej torby, podnosząc z dumą do góry.
Malec zwisa z jej dłoni jak szmaciana lalka. Przeciera oczy nie bardzo rozumiejąc czemu go budzą o tak wczesnej porze. Ja również przetarłem oczy nie będąc pewien czy dobrze widzę. Przyjrzałem mu się bliżej. Z pomiędzy jego łapek wystaje kilkucentymetrowe czerwone prącie. Jak sądzę po ilości krwi jaka napływa do tego instrumentu. Zwierzak za kilka chwil odzyska pełna sprawność. Ank zwyczajnie potargała czuprynkę zwierzaka i wrzuciła go z powrotem do torby.
Później znowu pokazała na torbę i powiedziała słynne już -Kantiri Man
Wreszcie zrozumiałem, pokazała mi swojego samca. Kilka tysięcy lat starczyło aby dumny posiadacz testosteronu. Wielki odkrywca, podróżnik, żołnierz i wynalazca. Zamienił się w reproduktora wielkości pieska. Wyjmowanego przy „okazji” z torby. Straszne.
Ank nie speszona, poprawiła torbę i wskazała w kierunku drzew. Znad rzeki nadchodziło więcej Kiri. Dziwny widok, Kiri są samotniczkami. Spotykają się razem tylko przy wielkich świętach jak inicjacja czy śmierć jednej z nich. Czasami w celu wymiany samców. Teraz zebrało się ich chyba z dwanaścioro. Jedna z nich ma około trzydziestu lat, starowinka jak na ich możliwości.
Ank podskoczyła w geście pożegnania. Zniknąłem nie chcąc pokazywać się reszcie Kiri. Podleciałem kilka metrów na bezpieczną odległość aby przyjrzeć się wielkiemu wydarzeniu. Przycupnąłem na wielkim baobabie, zaciekawiony czekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Najstarsza z rady podskoczyła zbliżając się do Ank. Młoda Kiri odpowiedziała grzecznie tym samym. Reszta Kiri stworzyła krąg wokół Ank uderzając rytmicznie łukami o kołczany. Z ich oczu bije pustka. Wyuczony brak emocji wyssany z mlekiem matki. Strach lub litość to śmierć w tym wrogim świecie. Wiedziałem ,że Ank czeka jeszcze najbardziej bolesna cześć inicjacji. Jedna z wybranych wchodzi na drzewo aby przywiązać rytualny sznur. Kilka sapnięć później, dwie rosłe Kiri podnoszą Ank do góry przytrzymując ją za łydki. Trzecia przekłuwa na plecach jej skórę. Umysł błękitnokiej krzyczy z bólu, tylko twarz, kamienna maska nie wyraża nic. Skrzywiona szyja, stopy i ręce zwisają bezwładnie wzdłuż ciała. Skóra napięta do granic wytrzymałości. Sucha ziemia pije każdą krople potu zmieszanego z jej krwią. Wytrwa noc i zostanie wojowniczką Kiri. Najbardziej okrutnym ze stworzeń, następcą homo sapiens, władcą równin i gór.
W nocy kilkukrotnie budził mnie skowyt hien. Wyczuły krew i przychodziły stadami w nadziei na łatwy kąsek. Taktyka przeżycia Ank polegała na jej spokoju i mocnych nogach. Kiedy najodważniejsza z Hien podchodziła do jej zakrwawionych stóp. Co chwila rozchodził się głuchy odgłos kopanego brzucha lub trzask łamanych żeber.
Nad ranem znowu zjawiła się grupka jej współtowarzyszek. Zdjęły Ank z haków i położyły brzuchem do ziemi. Jej plecy były w strasznym stanie, najstarsza wysypała na nie jakiś biały proszek. Mikstura z cichym sykiem zmieszała się z zastygłą krwią tworząc coś w rodzaju opatrunku. Spod kłębów dymu widzę konwulsyjnie drgające mięśnie Ank. Krwawy rytuał dobiegł końca. Jeszcze tylko czarne obwódki dokoła spiralnych tatuaży. Najstarsza, zerwała zielony kamień z jej szyi. Schowała go z wielkim namaszczeniem do pojemnika wykonanego z pancerza jakiegoś zwierzęcia.
Na koniec pomiędzy jej piersiami położyła rdzawoczerwony kamień. Znak dojrzałej wojowniczki.
Ank wstała przytrzymując kamień lekko chwiejąc się na nogach. Padała na ziemię będąc dzieckiem, wstała będąc dojrzałą Kiri. Nigdy nie widziałem aby któraś z nich sama podniosła się po obrzędzie inicjacji. Czyżbym zobaczył nutę uznania w oczach jej współtowarzyszek.
Dzień dobry. Ank odpowiada mi uśmiechem by potem przesunąć palce prawej dłoni po swoim przedramieniu. Nadal nie wiem co to oznacza. Może w ten sposób mnie wita. W każdym razie od kiedy pokazuje się jej częściej. Nabrała do mnie zaufania i prowadzimy ze sobą międzygatunkowe dialogi. Każdy na swój sposób. Ja najczęściej mówię i pokazuje coś w jej myślach. Ona pokazuje, rękami, ciałem i całą sobą. Lubię z nią przebywać. Fascynuje mnie jej dzikość, sprawność, inteligencja. Najbardziej odpowiada mi sytuacją kiedy zapominamy o sobie. Ank robi swoje a ja ją obserwuje. Właściwie to czuje się jak biolog na obcej planecie. Tylko że ta obca planeta to ziemia, raptem kilka tysięcy lat po upadku znanej nam cywilizacji. Postaram się opisać wam wszystko to co zobaczyłem i odczułem najdokładniej jak potrafię. Kto wie może ktoś to przeczyta.
Przyglądam się śpiącej Ank. Jest jak zwykle czujna. Nawet tak małe zwierze jak trzmielojad potrafi ją obudzić. Budzi się rozglądając na boki. Po chwili znowu zasypia uspokojona. Dlaczego One śpią kucająć. Są odporne na zimno, deszcz też specjalnie nie robi na nich wrażenia a śpią w kucki jak małe przestraszone ludzkie dzieci. Brakuje jej tylko misia i blond loczków.
Sprawa wyjaśniła się kilka nocy później. Na Ank nad ranem napadło duże zwierze. Coś podobnego do dzika tylko bez kłów i strasznie hałaśliwe. Pazmir bo tak to nazywam, ma czarną lśniącą szczecinę i tego samego koloru oczy. Wredne przenikliwe spojrzenie i bardzo czuły węch. Atakuje w kilka osobników, zaraz po zauważeniu zdobyczy. Najczęściej rzuca się całe stado. Na ofiarę napadają z wielu stron. Młode trzymają się z dala, blokując jednak drogę ucieczki. Wracając jednak do Ank. Z trawy nad ranem, wyskoczył wielki czarny Pazmir. Ank instynktownie, wyskoczyła do góry na jakieś półtora metra. Spadając wyciągnęła krótki kamienny nóż. Chwilę później całe dziewięćdziesiąt kilko spadło na Pazmira. Nóż ześlizgnął się z twardej szczeciny zwierza i wbił w jego bok. Rozwścieczone zwierze rzuciło się do ucieczki. Widząc to, zdjęła łuk z pleców i zaczęła do niego mierzyć. Zwierze przebiegło jakieś sto metrów. W tym czasie wbiła w niego trzy może cztery strzały. Pazmir zawył i przewrócił się jak rażony piorunem. Później klapnął na ziemie swoim dwustukilowym cielskiem. No cóż tyle zostało z wielkiego postrachu sawanny. Spodziewałem się że Ank pobiegnie po swój Bihim. Rytualny kamienny nóż który każda z nich dostaje od swojej matki zaraz po narodzinach. Ale nie, Ona spokojnie weszła na drzewo i czeka. Wie że jego pobratymcy go zjedzą. Spokojnie poczeka aż całe stado odejdzie, a mięsa zostanie również dla niej.
Przysiadłem koło niej na grubej gałęzi i przyglądam się co wcina. Zajada się jakimiś owocami, trochę podobnymi do gruszek. Zabawne, próbuje mnie poczęstować. Nie Ank, anioły nie jedzą chodź bardzo by chciały. Z przykrością stwierdzam że Kiri załatwiają się również z drzewa. No cóż takiej przemiany materii pozazdrościł by im nawet gołąb.
Kilka przetrawionych gruszek dalej i słoneczko zaczyna prażyć. No proszę to już ta godzina a stadko Pazmirów nie chce odejść. Widocznie wyjątkowo zasmakował im tatuś.
Pokazuje jej tą scenę ręką. Ank jak szeryf na dzikim zachodzie przejęła się rolą i poszła zrobić porządek. Zeskoczyła z drzewa, poprawiła przepaskę i kołczan , idzie w kierunku stadka.
Kilka poruszonych świnek jak na komendę podniosło swoje szczeciniaste łby. Ank zaczęła krzyczeć i tupać nogami. Stado wyraźnie pod denerwowane niechętnie opuściło swój obiad. Wojowniczka podeszła do swojej zdobyczy. Podleciałem i ja zaciekawiony co będzie dalej. Przysiadłem obok padliny i obserwuje dalsze poczynania wojowniczki. Ze skórzanego worka wyciągnęła obły, jajowaty przedmiot cały pokryty jakimiś wzorami. Do przedmiotu przywiązany jest gruby rzemień. Rozhuśtała przedmiot wkoło głowy, im szybciej nim obraca. Tym wyższy i bardziej przenikliwy dźwięk rozchodzi się po okolicy. Już wiem to coś w rodzaju, telegrafu. Ona kogoś woła. Wiadomość pewnie brzmi tak. Mam dużo jedzenia, sama tego nie zjem lodówka się popsuła. Myliłem się tylko w jednej kwestii One nie potrzebują lodu aby zachować świeże mięso przez dłuższy czas. Całkiem nieźle radzą sobie, nacierając mięso jadem strzykwy. Ale o tym może później. Dorosła Kiri zjada na raz około sześciu kilogramów mięsa. Nie ma jak to surowe mięcho, zalegające przez tydzień w brzuchu. Nie u nich. Po rozmiarach brzucha sądzę, że trawią to w kilka godzin najczęściej do zmierzchu. Nigdy nie jedzą w nocy, zawsze czekają ze zdobyczą do świtu. Zagadką również jest sposób magazynowanie przez nie energii. Nigdy nie widziałem grubej Kiri. Może tkanka tłuszczowa rozkłada się równomiernie na całym ciele. W każdym razie polują często ale jadają raz na kilka dni. Nadal nie wiem co robią z taką ilością upolowanej zwierzyny. Mają jakiś bank mięsa czy co ?
Spojrzałem na jej włosy skąpane w zachodzącym słońcu. Pomarańcze, biele i niebiosa kręcą się wokoło jej głowy. Jest taka piękna. Wiem to tylko ułuda fizyki tego świata. Światło rozszczepia się na jej włosach, fundując ten cudowny spektakl. Kiedyś do szczęścia potrzebowałem wódki, dobrego filmu, podwyżki w pracy. Czasem jak ślepy kundel trafiałem na miłość. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie muszę jeść, trwam od kilku tysięcy lat. Może jestem nieśmiertelny.
Wydaje mi się że jestem szczęśliwy. Specjalnie użyłem zwrotu „wydaje się”.. Bo niby jak mam to sprawdzić. Nie mam z kim tego porównać. Przyznaje że cudownie by było spotkać jeszcze kogoś takiego jak ja. Wracając do mojej definicji szczęścia. Wstaje rano z uśmiechem od ucha do ucha, oglądając wschód słońca. Latam lub chodzę gdzie tylko chcę. Każde stworzenie wydaje się egzotyczne i ciekawe. Mam również swoje drobne przyjemności.
Prywatną łaźnie na wysokości dwóch kilometrów. Bicze wodne w dzikich źródlach. Nocne loty wąwozem, gdy burza huczy a piorun trzaskają tuż nad głową. Lub wyścigi na zachodnim wietrze, z ptakami co wracają do swych stron rodzinnych. Jeszcze czasami płaczę sobie po cichu z tęsknoty za rodziną. To też część mojego wiecznego szczęścia.
Spojrzałem na Ank zbliżyła swoją głowę do mojej i spojrzała mi głęboko w oczy. Żebyś wiedziała mała bestyjko ile radości sprawia mi twoje towarzystwo. Coraz bardziej cię lubię i przykro mi będzie kiedy umrzesz. Wtedy znowu będę musiał poszukać sobie nowego towarzysza zabawy zwanej życiem.
Ank nie mogła zrozumieć moich słow. Nawet gdybym pokazał w jej jaźni scenę jej śmierci. Ona jest po prostu częścią tego świata. Jest częścią jakiegoś wielowymiarowego, globalnego planu życia. Będzie trwała kilkadziesiąt lat, czegoś dokona lub nie. Umrze potem przyjdzie na ten plac zabaw pod inną postacią i tak bez końca aż do oświecenia. Jakie to proste. Tylko tak naprawdę ja też tego nie rozumiem Czemu na przykład jestem sam. Czemu nie spotkałem innych aniołów. Dlaczego na tym świecie jest tyle bezsensownego okrucieństwa i cierpienia.
Najprostszą odpowiedzią jest stwierdzenie A kto powiedział że zawsze musi być dobrze. Może cierpienie dopełnia szczęście. Bez cierpienia nie będzie szczęścia. Jak pragnienia bez wody.
Kiri w składzie natury
Jak zwykle obudziło mnie poranne słońce i mokra rosa na moich skrzydłach. W trakcie przeciągania zauważyłem Ank siedzącą w kucki. Siedziała za dużym krzakiem, podszedłem bliżej aby się jej przyjrzeć. Nie chciałem jej przeszkadzać ale to co robiła było fascynujące. Szczebiotała jak mała dziewczynka do jakiegoś kolorowego ptaszka.
Ruchliwy, jak koliber skrzydła w odcieniach zieleni i błękitu. Ma małe czarne oczka i długą na kilkanaście centymetrów ruchliwą trąbkę. Wygląda na to że trąbką spija łzy z oczu Ank, lub to co Kiri mają w kącikach oczu. Ciekawe przecież moja Ank mogłaby zabić tego ptaka jednym uderzeniem ręki. Może to jakiś rodzaj symbiozy, ptak usuwa z niej pasożyty a Ona daje mu pożywienie. Chyba że to jakiś rytuał którego jeszcze nie znam. Właściwie to Ank wybiera się w dłuższą podróż więc pewnie to rodzaj wróżby na drogę. My ludzie wróżyliśmy sobie z kart a One z ptaków które moczą trąbkę w kącikach ich oczu.
Mój dzikusek odwrócił się, przez dłuższą chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się. Ona jest jak egzotyczny owoc, wiem że nie jest z mojego świata ale coraz bardziej pragnę jej spróbować. Widziałem już wiele kobiet ale ta jest wyjątkowo piękna. Jaka kobieta, przecież to jest obcy gatunek. Czasami się w tym wszystkim gubię. Jestem aniołem Ona Kiri, jesteśmy na zadupiu wszechświata i jak dobrze pójdzie będę tu do końca jego dni i o jeden dzień dłużej.
Ank jak zwykle w takich sytuacjach dotknęła ramienia. Nadal nie wiem co to znaczy, dla odmiany podskoczyła na metr. Kiri skaczą tak jak ludzie kiedyś podawali sobie dłoń w geście przywitania. Chciałbym zapytać co tak oficjalnie ale pokazała mi ręką coś w oddali. Chyba pokazuje na wzgórza. Myśle że Ank zaczyna mnie traktować jak opiekuńczego ducha. Nie dziwi się już kiedy się pojawiam, nie woła mnie kiedy znikam. Tylko czasami kiedy dotyka mego ramienia jest inaczej. Tak bardziej po ludzku.
Jej koleżanki zjawiły się jak duchy, ledwie zdążyłem się schować lub powinienem chyba powiedzieć zniknąć. Podleciałem na drzewo ciekawy co to za spotkanie się szykuje. Ank i pięć innych Kiri, to raczej rzadki widok. Kiri spotykają się tyko w celach rytualnych, wymiany samców, wyboru władz, wojen lub no właśnie nadwyżek jedzenia. Mają w tej kwestii dziwną solidarność. Ank jak widzę wyciąga z trawy na wpół zjedzonego Pazmira i dzieli się z koleżankami mięsem. Wprawnymi ruchami oddziela mięso od kości bichimem. Kiri są bardzo praktyczne, po co nosić wiele noży jak wystarczy jeden a kiedy się zniszczy robią sobie następny. Trawa stanowi doskonały stół do cięcia mięsa, jak się pobrudzi to nie trzeba sprzątać po prostu idzie się dalej. Widzę że wykroiła z osiemdziesiąt kilo mięcha i jeszcze sporo dla niej zostało. Wygląda na to że jednak ma jakieś uczucia względem jednej z koleżanek bo podarowała jej serce Pazmira. Koleżanka przyjęła uradowana dar i zajada ze smakiem. Wydaje mi się że One jednak odczuwają emocje ale skrzętnie się z tym kryją. Może to dla nich po prostu wstyd tak jak w moich czasach płaczący mężczyzna.
Wszystkie jedzą mięso i podroby, wygląda to bardzo nieprzyjemnie ale jednocześnie ekscytująco. Umorusane jak dzieci truskawkami. Lwy też jadły surowe mięso czy ktoś miał im to za złe. To tylko część ich natury. Gdy ja żyjąc w swoich czasach jadłem na śniadanie bułkę z tatarem, czy zastanawiałem się jakie to prymitywne dla niektórych nacji. Nie, zajadałem tatarka aż mi się uszy trzęsły zastanawiając się najwyżej nad herbatką z cytryną.
Kiri jadły mięso przez kilka godzin nie odzywając się specjalnie do siebie. Teraz siedzą w kucki i co chwilę oklepują się po brzuchach. Ciekawe że nie widać specjalnie po nich ilości zjedzonego mięsa. Myślę że za parę godzin wyruszą w drogę powrotną. Nawet one muszą schronić się przed nocą. Tak, po zachodzie słońca to dopiero się dzieje. Wychodzą stwory które mogą grać bez charakteryzacji w horrorach. Wiem że nie mogą mi nic zrobić ale mówiąc szczerze, sam po nocy rzadko latam. Czuje się bardzo nieswojo gdy co chwila jakaś poczwara szczerzy zęby.
Kiri bezgłośnie zbierają się do drogi. Ciekawe że nie widać pomiędzy nimi komunikacji. Po prostu jednocześnie wstają i każda zabiera co swoje. Myślę że komunikują się mową ciała. Słowa są zarezerwowane dla wielkiej ekscytacji nie dla codzienności. Mówią o wojnie, inicjacji na Kiri, Lagunie lub gdy poznają coś zupełnie nowego. Choć tak było do tej pory, teraz część z nich zamieszkała w niewielkich osadach i rozmawiają dużo chętniej. Jak widać ewoluują szybciej niż wskazywały by na to mutacje genowe. Zmieniają siebie i środowisko w sposób zarezerwowany do tej pory dla ludzi. Tylko co z tego, od koczownika do prymitywnych osad w których uprawia się rośliny, jest jeszcze długa droga. Jeśli tak, to telewizję zrobioną przez Kiri obejrzę za dobre parę tysięcy lat. Przy okazji wraca do mnie moje odwieczne pytanie. Ile ja jeszcze będę żył. Może zobaczę kilka takich gatunków jak moje piękne wojowniczki.
Lecę nad nimi od paru godzin, jestem od nich szybszy wykorzystując ciepłe prądy wznoszące. Ciekawe, że z tej wysokości widać że zwierzęta uciekają przed Kiri. Pomimo tego ,że biegną prawie bezszelestnie. Zwierzęta uciekają już kilkaset metrów przed nimi. Kolejne przystosowanie ewolucyjne, zając nie ucieka przed gołębiem lecz wilka zauważy już na skraju lasu. Widok jest naprawdę dziwny patrzę na wiecznie zielone drzewa potem na suche i ostre jak brzytwa trawy. Później na soczystą roślinność i nić, nie widzę żadnych zwierząt, żądnego ruchu. Dopiero gdy zbliża się szpaler moich dzikusków, wszystko co pełza, pływa biega i fruwa ucieka w stronę schronienia. Ank skręca w stronę jeziora prowadząc resztę towarzyszek. Nie widać po nich zmęczenia, muszą jednak schować się przed nocą. Widzę jak Ank zdejmuje skórzaną torbę i wiesza ją na drzewie nad jeziorem. To samo robi z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil byq73
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…