Utracone ja
Historia dziewczyny, której co roku przytrafia się coś dziwnego...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciemne chmury kłębiące się na niebie zwiastowały nieuchronne nadejście chwil grozy. Wśród małomiasteczkowej bieganiny na horyzoncie rysowało się mnóstwo mrocznych obrazów. - Niczym w Krainie Cieni – pomyślałam i odruchowo wzdrygnęłam się. Jak przez mgłę zobaczyłam wydarzenia ostatnich kilku lat. Co roku tego samego dnia spotykało mnie cos dziwnego. Morderstwa, „dziwni” ludzie, niecodzienne sytuacje. Pech chciał, że każdego roku znajdowałam się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Nie chcąc wracać do bolesnych, uciążliwych wspomnień, przywołałam się do porządku. – Zachowuj się, nie jesteś już dzieckiem – powiedziałam sama do siebie, wywołując przy tym uśmiechy na twarzach przechodniów. Postanowiłam wziąć się w garść. Zerknęłam na zegarek. Dochodziła jedenasta. Już najwyższy czas, bez względu na to, co miałoby mnie spotkać w tym roku – powiedziałam i ruszyłam w stronę najmniej oświetlonego zakątka w miasteczku. To miejsce odwiedzałam rokrocznie, bo tak mi dyktowało serce. Tylko tam byłam naprawdę rozumiana. Tylko tam mogłam wykrzyczeć, co czuję. Tylko tam istniałam i mogłam być sobą, a nie postacią stworzoną dla i przez ludzi. Szłam, stawiając duże kroki. Z każdą chwilą czułam się słabsza i silniejsza jednocześnie. Mój oddech był nienaturalnie przyspieszony. Serce niemalże podchodziło mi do gardła, ale czułam przy tym coś, czego nie potrafiłam wyjaśnić. Byłam dziwnie spokojna. Zwykły obserwator rzekłby, że to paradoks, ale ja wiedziałam, że nie było w tym nic niezwykłego. Ba, mogła to być zapowiedź moich kolejnych przeżyć. Zawsze byłam nawiedzona. Cieszyły mnie niecodzienne widoki, kochałam ból i cierpienie, które z czasem stały się moimi jedynymi przyjaciółmi. Zdarzało mi się celowo się ranić, żeby móc zobaczyć plamę ciemnej krwi na swojej bladej skórze... A kiedy już się pojawiała... zlizywałam ją językiem. Kiedy byłam mała, myślałam, że to wszystko minie. Teraz, po osiągnięciu, jakże upragnionego przeze mnie, wieku pełnoletności, przestałam się nawet nad tym zastanawiać. Wiedziałam, że klasowi koledzy po cichu nazywają mnie „nienormalną”. Sama zaś nadałam sobie przydomek „inna” i z tą „innością” szłam przez życie, nie bacząc na opinie ludzi, którzy nie mogli poznać mojego prawdziwego oblicza. Nie potrafiłam zaufać, bo niejednokrotnie już zostałam wyśmiana. Brnęłam więc dalej w to bagno, udawałam kogoś, kim nie byłam... - Miałaś wziąć się w garść! – powtórzył mój wewnętrzny głos. Momentalnie otrząsnęłam się. Spojrzałam na wąską ścieżkę. Byłam już coraz bliżej celu. Minęłam wiejską chatę, przeszłam obok kościoła. Chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie powinnam tam zajść, ale szybko odrzuciłam tę myśl. - Ja – grzesznica – miałabym wejść w progi Boże? Jam niegodna! – zaśmiałam się. Sama nie byłam pewna, dlaczego to zrobiłam i jakiego rodzaju był to śmiech. Przecież... nigdy nie kpiłam z Boga, nie chciałam Mu pokazać, że potrafię sobie radzić bez Niego... Reakcja obronna? Tylko czego ja się tak zawzięcie zapieram? Nieważne – rzuciła na odczepne mojemu prawdziwemu obliczu druga osobowość. Nagle potknęłam się o ogromny kamień. - Trzeba było bardziej uważać, niezdaro – usłyszałam bas. - Uważałam, tylko zamyśliłam się - odparłam. – A poza tym... nie muszę się tłumaczyć... i... kim pan tak w ogóle jest? – zapytałam, tym razem kierując wzrok już na mężczyznę. - Teraz to ty wymagasz ode mnie tłumaczeń. A wydawało mi się, że ich nie lubisz. Na pytanie nie odpowiem. Powiem tylko tyle, że, wydaje mi się, podobnie jak ty, jestem wolny. I na tym etapie zakończymy wzajemne wypytywanie, OK.? Zdziwiona przytaknęłam skinieniem głowy. Chciałam pójść po prostu dalej, ale mężczyzna gestem ręki dał mi do zrozumienia, żebym została. Od środka prawie zżerała mnie ciekawość, więc postanowiłam zrobić wszystko, o co mnie poprosi. Posłusznie usiadłam na trawie i czekałam, co się stanie dalej. Mężczyzna popatrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Czułam się zakłopotana. Miałam wrażenie, jakby wiedział o mnie wszystko – nawet to, czego nikomu jeszcze nie zdążyłam powiedzieć. - Nie jestem twoim wrogiem – zaczął mężczyzna. Wiele o tobie wiem. Nie będę tłumaczył skąd, bo twój, nadal ludzki, umysł nie będzie potrafił tego pojąć. Odkryłaś już, że jesteś inna. Posłano mnie, abym coś ci w związku z tym zaproponował.... – Nie przerywaj – poprosił, widząc, że już otwierałam usta, by coś odpowiedzieć. – Na czym to ja stanąłem...? – zamyślił się. - A tak, propozycja! Chcę ci zaproponować życie innego rodzaju. Nie wegetowanie ludzkie, jakie wiodłaś do tej pory, ale również nie „Życie Wieczne” czy jak to tam nazywają chrześcijanie. Mogę dać ci życie dla kogoś – najpiękniejsze co może…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dytka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…