W cieniu GRU
Kontynuacja opowiadania "Konsorcjum GOMI w Warszawie" i zarazem trzecia część historii Janusza Mikusa i Lucjano Gottiego. Tym razem byłym mafiosom przyjdzie się zmierzyć z rosyjskim wywiadem - GRU, którzy chcą zemścić się na Mikusie. W życi
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 0 Konsorcjum GOMI w Warszawie
W sierpniu 2005 roku Janusz Mikus i Lucjano Gotti wyjeżdżają do Warszawy, by kupić Pałac Kultury i Nauki, który ma być nową siedzibą konsorcjum GOMI. Jednak za nim biznesmeni wyjechali w podróż, Janusz sprowadził do Torunia swojego brata – Ernesta, to on miał zająć się toruńskimi interesami w czasie nieobecności prezesów.
Wkrótce po tym jak Janusz i Lucjano wyjechali do stolicy, „Mały” – szef toruńskiego gangu organizuje napad na bank. Jednak w czasie akcji coś idzie nie tak. Padają strzały, ginie jeden z ochroniarzy furgonetki z pieniędzmi. Bandyci uciekają.
Komisarz Roman Zatruski i prokurator Waldemar Kuźnior podejrzewają, że za zniknięciem ich przyjaciela, Władysława Borysiaka, stoi konsorcjum GOMI, chcą prześwietlić prezesów, jednak ci są czyści. Zatruski dostaje nową sprawę, ma odnaleźć ludzi, którzy brali udział w napadzie na bank. Roman rozpoczyna śledztwo.
Mikus i Gotti spotykają się z dyrektorem Pałacu Kultury, który organizuje spotkanie toruńskich biznesmenów z prezydentem stolicy. Mimo iż budynek jest wart 20 milionów dolarów, prezydent żąda 30 milionów. Janusz dzwoni do tajemniczego człowieka i następnego dnia wylatuje do Berlina, gdzie w pustym magazynie spotyka się z mężczyzną, z którym dzień wcześniej rozmawiał przez telefon. Janusz zwraca się do niego z szacunkiem, ale nigdy nie wymienia jego nazwiska. Nawet Lucjano nie wie po co tak naprawdę pojechał jego szef. Mikus dostaje od tajemniczego osobnika teczkę z 10 milionami dolarów. W trakcie rozmowy w magazynie dowiadujemy się, że mężczyzna zna Wiktora Zumara, mało tego, to właśnie jemu Wiktor podlegał. Janusz nie mówi prawdy o Zumarze. Człowiek z Berlina zleca Mikusowi przejęcie czterech najlepszych ulic w stolicy Polski. Jeszcze tego samego dnia Janusz wraca do Warszawy.
Tymczasem komisarz Zatruski jest coraz bliżej bandytów. Policja z Wisły wyławia ciało „Klawisza”, który zastrzelił ochroniarza. Wkrótce Roman aresztuje kolejnego sprawcę napadu, niejakiego „Rydwana”, który doprowadza komisarza do „Małego”. „Rydwan” zostaje zastrzelony przez Przemysława, jednak wkrótce i „Małego” dopada kula. Zatruski zabija gangstera i zostaje tym samym bohaterem.
Pałac Kultury staje się własnością konsorcjum GOMI, ale Janusz jest teraz uczciwy i nie chce zająć się sprawą ulic. Nie odbiera telefonów od tajemniczego „M”.
Janusz i Lucjano wracają do Torunia. Teraz Ernest będzie zarządzał Pałacem i większością interesów. Lucjanowi rodzi się syn, Mikus jest dumny ze swojego przyjaciela.
Tymczasem gdzieś w Moskwie odbywa się dziwne zebranie. Tajemniczy mężczyzna, którego poznaliśmy w Berlinie dostaje rozkaz wyjazdu do Polski. Kłopoty już nadciągały do naszego kraju z Moskwy.
* * *
Rozdział 1 Wysłannik Moskwy
Na warszawskim lotnisku Okęcie wylądował właśnie samolot pasażerski z Moskwy. Jednym z przylatujących był tajemniczy mężczyzna, z którym Janusz spotkał się w Berlinie. Osobnik trzymał w ręku walizkę podróżną. Był ubrany w szary płaszcz ortalionowy, a na głowie miał kapelusz, ten sam co w Niemczech. Wychodząc z samolotu rozejrzał się we wszystkie strony. Z lotniska mężczyzna udał się taksówką do hotelu Victoria, gdzie wynajął pokój.
Tymczasem w Toruniu, po tym jak komisarz Zatruski zabił „Małego”, wybuchła wojna gangów. W mieście zapanowała anarchia. Nie było już żadnych reguł ani zasad. Wszyscy chcieli mieć nielegalne interesy tylko dla siebie. Cierpieli na tym niewinni. Co chwilę wybuchała jakaś bomba, strzelaniny na ulicach, to była normalka. Janusz zaczął się obawiać, że nowe pokolenie gangsterów będzie próbowało wtargnąć w świat interesów konsorcjum GOMI. Nie było „Małego” więc takie zagrożenie istniało. Tym bardziej, że Lucjano nie znał nikogo z nowej ekipy.
Wróćmy jednak do Warszawy, bo to właśnie tam rozpoczyna się cała fabuła tego opowiadania. Nasz znajomy z Moskwy z hotelu pojechał to auto-komisu, gdzie spotkał się z jego właścicielem: - Towarzysz Toszczenko? Jak miło pana widzieć! – ucieszył się na widok „naszego” gościa szef komisu. - We własnej osobie towarzyszu Morawski. - Co pana do nas sprowadza? - Są ludzie, którzy zdradzili agencję. - Znam? - Nie wiem. Mówi ci coś nazwisko Mikus? - Tak. Mikus zarządza Pałacem Kultury. - Trzeba pozbyć się zdrajcy. - Rozumiem. - Zrób to w miarę po cichu. - Będzie jak pan chce. - Daj mi jakiś samochód. - Niech pan weźmie Jaguara, lepszego nie mam. Jednak zarówno Toszczenko jak i Morawski nie wiedzieli, że Pałacem opiekuje się Ernest Mikus, a nie Janusz, którego szukali.
Jak już było wcześniej wspomniane w grodzie Kopernika trwa wojna gangów, jednak wśród całego batalionu zwykłych bandziorów, jeden zdecydowanie się wyróżnia, to Andrzej Wiliamski, pseudonim „Willy”, który przewodzi grupie niejakiego „Dobermana”. „Willy” jest człowiekiem zrównoważonym i wie czego chce, z kim się trzymać by osiągnąć swój cel. Natomiast Lucjano spędza cały wolny czas ze swoim synkiem Karolkiem. Imię to dostał na część Karola Wojtyły. Lucjano nawet nie zdawał sobie sprawy, że już wkrótce w Toruniu dojdzie do wydarzeń, które zmienią wszystko.
Następnego dnia w brzozowym lasku pod Warszawą spotkali się moskiewski wysłannik Toszczenko i warszawski gangster Morawski. - U was zawsze w takich miejscach dochodzi do spotkań? – zapytał Aleksej Toszczenko. - Tak bezpieczniej. - Chciałbym się rozmówić z twoim szefem. - Zorganizować spotkanie? - Owszem. Muszę wiedzieć jak idą prace nad naszym programem. - Załatwione. Stało się tak jak Toszczenko sobie życzył. Jednak znaków zapytania przybywało. Kim tak naprawdę bili Toszczenko i Morawski? Kim dla Moskwy był nieżyjący już Zumar? W Pałacu Kultury, Ernest Mikus podpisywał kolejną umowę, wartą 10 milionów złotych. Cały Pałac był chroniony. Jednak 30 piętro budynku było nadal ogólno dostępne. - Miło się z panami robi interesy – powiedział zadowolony Ernest - Nam również. Mamy nadzieję, że to nie ostatnie wspólne przedsięwzięcie. - Ja też mam taką nadzieję. Pod Pałac Konsorcjum GOMI podjechała zielona taksówka. Wysiadł z niej mężczyzna, z wyglądu miał ok. 30 lat. Był dobrze ubrany. Podszedł do ochroniarza przy drzwiach Pałacu i zapytał: - Gdzie mogę znaleźć pana Mikusa? - Jest pan umówiony? – zapytał ochroniarz. - Nie, ale jestem przyjacielem pana Mikusa – odparł nieznajomy. - Musi pan się umówić. - Zgoda. Przepraszam za kłopot. Mężczyzna odchodząc odwrócił głowę i spojrzał się na Pałac Kultury.
Do podziemi Fortu I w Toruniu zszedł Janusz. Spodziewał się w najbliższym czasie niezapowiedzianej wizyty. Martwił też się wojną gangów na mieście. Nigdy nie przypuszczał, że uczciwe życie niesie za sobą tyle stresów. Gdy tak siedział i rozmyślał, otworzyły się drzwi i wszedł Lucjano ze swoim synem Karolkiem. - Jakieś kłopoty, panie Januszu? – zmartwił się Gotti. - Tak. Martwi mnie to co się dzieje na mieście – odparł Mikus. - To rzeczywiście problem i zagrożenie. - No właśnie. A my mamy związane ręce. Jeszcze półtora roku temu zrobilibyśmy czystki i byłoby po wojnie. A teraz nawet nikogo nie znamy z tej nowej „ery”. - Kiedyś był chociaż „Mały”, a teraz nawet jego nie ma. - „Mały” popełnił sporo błędów. Nie był gotowy na sprawowanie funkcji szefa. - Lubiłem go – powiedział Lucjano. - Wiem, dlatego odesłałem Zatruskiego do Warszawy – oznajmił Janusz. - Co?! – zdziwił się Gotti. - Nie mogłem ryzykować. Mogłeś wpaść na pomysł zemsty za „Małego”. Zadzwoniłem gdzie trzeba i powiedziałem o bohaterskich dokonaniach komisarza. Dostał posadę w Centralnym Biurze Śledczym w stolicy. - A pan jak zwykle jest przewidywalny. - Muszę. Mam w rękach wielkie konsorcjum, które zatrudnia wielu ludzi. Jesteśmy za nich odpowiedzialni. Przemysł budowniczy świata stoi przed nami otworem. Trzeba z tego korzystać. Karolek zaczął płakać. Lucjano wsadził go do wózka i opuścił podziemia. Janusz jeszcze został.
Wieczorem w toruńskich lasach zebrali się ludzie „Dobermana” z „Willim” na czele. Już niebawem miało dojść do największej bitwy gangów w dziejach kujawsko-pomorskim. „Doberman” zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. - Posłuchaj mnie „Willy”, żołnierze cię szanują i mają u ciebie posłuch. Masz dopiero 18 lat, ale ludzie ci wierzą. Zorganizujesz obławę na „Wielkiego Billa” i jego najbliższych współpracowników – oznajmił „Doberman”. - Chętnie rozwalę „Wielkiego Billa”. Ten grubas mnie wnerwia – powiedział „Willy”. - Kiedy zdobędziemy kontrolę nad miastem, wtedy zajmę się tymi nadzianymi prezesami z GOMI. Jak to dobrze, że „Małego” rozwalił ten komisarz. - To był mój kuzyn – zaprotestował Andrzej. - Kuzyn – nieudacznik – zaśmiał się „Doberman”. Po minie Andrzeja było widać, że jest zły na swojego szefa. Jeszcze tego samego wieczora „Willi” ogłosił „polowanie” na „Wielkiego Billa” i ludzi, którzy byli najbliżej jego.
Następnego dnia rano, do podwarszawskich lasów zjechali się Toszczenko oraz Morawski ze swoim szefem. - Witaj Toszczenko. Czyżbym nie wywiązywał się z umowy? – zapytał szef Morawskiego. - Jesteś najlepszym rezydentem, Zadajcz. Ale niektórzy współpracownicy olewają agencję – odparł Toszczenko. - Taaa, słyszałem. Mikus robi kłopoty. - Daliśmy mu pieniądze. W zamian miał nam załatwić akta własności czterech największych ulic w Warszawie. Pieniądze wziął, ale ulic nie dał. Nadal należą do miasta. Centrala dała rozkaz wyeliminowania Mikusa. - I słusznie… Powiedz mi Toszczenko dlaczego wysłaliście premiera Widlera do Stanów? - Jak to dlaczego? Sam wiesz jaki się szum zrobił po aferze „Luwin gate”. Zarówno wasza sejmowa komisja, jak i prokuratura zbyt blisko zbliżyli się do Widlera. - Trzeba było sprzątnąć Luwina – powiedział Zadajcz. - Leszek Luwin ma swoją polisę na życie. I lepiej dla nas wszystkich by było gdyby żył jak najdłużej. - Tak, masz rację.
Wieczorem Lucjano i Magda spacerowali z Karolkiem w wózku po toruńskiej starówce. Lucjano nie czuł się bezpiecznie w mieście. Strzelaniny, eksplozje, pobicia, to nie było to o czym marzył. Chciał żyć w bezpiecznym mieście i tak też było, aż do śmierci „Małego”. Komisarz Zatruski nie zdawał sobie nawet sprawy ile zła zrobił zabijając Przemysława Rysia. Gdyby „Mały” nadal był szefem Toruń nie zamieniłby się w pole bitwy, a Lucjano i Janusz nie martwili by się o przyszłość konsorcjum GOMI. Jednak Mikus najbardziej przejmował się tajemniczym wysłannikiem z Moskwy. Gdy Janusz siedział w podziemiach Fortu I nagle zadzwoniła jego komórka. Spojrzał na wyświetlacz i zobaczył napis „numer nieznany”. Postanowił odebrać: - Słucham? - Witaj Mikus. Jestem w Polsce. Przyjechałem rozliczyć się z tobą – powiedział głos należący do Toszczenki. Janusz wyłączył telefon i odłożył go na komodę. W jego oczach widać było strach. Mikus skręcił głowę w prawo i spojrzał na zegar wiszący nad kominkiem, który wskazywał północ.
* * *
Rozdział 2 Spowiedź Janusza
Lucjano pojechał swoją limuzyną na skraj lasu, do miejsca, które uwielbiał. Był tam przepiękny widok Wisły, mostu kolejowego i miasta. Natura łączyła się z miastem. Nagle z leśnej ulicy zjechał zielony Ford Mondeo i zaparkował obok limuzyny Lucjana. Z samochodu weszedł „Willy” i stanął obok Gottiego. Chwilę stali w milczeniu, aż wreszcie Andrzej przemówił: - Piękny widok. Lucjano spojrzał się na mężczyznę. - W istocie – odpowiedział. - Pan Lucjano Gotti? – spytał „Willy”. - Tak. A pan? - Andrzej Wiliamski, miło pana poznać. Jest pan legendą toruńskiej mafii. - Chyba mnie pan z kimś pomylił. - Nie sądzę. Mam do pana sprawę. - Tak, a jaką? - Chcę prosić o pomoc. - Nic z tego. Wycofałem się z waszego interesu. Ale nie podoba mi się co wyprawiacie w mieście. - To nie nasza wina. „Wielki Bill” zaczął wojnę. - Nawet pseudonimy macie do dupy. - Legendarny „Cezar” potrzebuje pomocy – oznajmił „Willy”. - Nie sądzę – odparł Lucjano. - A jednak. Już wkrótce mój szef obejmie kontrolę nad miastem i będzie chciał dobrać się do pańskiego konsorcjum. - Dlaczego mi to mówisz? - Bo wiem, że Przemek pana lubił. - Znałeś „Małego” – zdziwił się Lucjano. - Przemek był moim kuzynem. - Gdy przekazywałem mu władzę nie sądziłem, że tak to się skończy. - To nie pana wina. Przemek popełnił szereg błędów, ale z pana pomocą mogę naprawić to. Chcę być kontynuatorem „Cezara”. - Co miałbym zrobić? - Powiedzieć, gdzie może ukrywać się „Wielki Bill”. - A z skąd ja mam u diabła wiedzieć?! - Za pana czasów, gdzie najczęściej przebywaliście? - Coś sobie kojarzę. Mieliśmy kiedyś takie magazyny na terenach PKP. Sprawdźcie na Dworcu Głównym. - Dziękuję panu. Mój szef długo nie pożyje. A gdy ja przejmę władzę będzie pan nietykalny. - Wiesz kogo mi przypominasz? - Nie wiem. - Mnie, kiedy zaczynałem. Też miałem tyle zapału co ty, ale wtedy były inne czasy. Nigdy nie myślałem, żeby sprzątnąć swojego szefa. Wiedziałem, że przy nim będzie mi lepiej. - Mój jest inny niż pański. - Być może… Mówisz, że jesteś kuzynem „Małego”? - Tak, proszę pana. - Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jak będziesz potrzebował gotówki to pisz do mnie mailem: [e-mail]. - Dziękuję. - Nie ma za co. Andrzej pożegnał się z Lucjanem i odjechał. Gotti przyglądał się panoramie, nawet nie zauważył kiedy zjawił się Janusz, który położył rękę na ramieniu Lucjana i powiedział: - Musimy porozmawiać. - Teraz? – zdziwił się Lucjano. - Owszem – odparł Mikus. - Zgoda. - Ale nie tutaj. - Więc gdzie pojedziemy? - Przejdziemy się. Biznesmeni kazali swoim kierowcom pojechać do siedziby GOMI, a sami poszli w las. Znaleźli zamaskowane wejście, którymi pierwszy raz Lucjano i Zumar schodzili do podziemi, i udali się do „apartamentu”. - Usiądź Lucjano – zaproponował Janusz. - To musi być ważne skoro zeszliśmy leśnym przejściem – domyślał się Gotti. - Tak, to jest ważne. Kiedy jechaliśmy do Warszawy zbyłem Cię kiedy chciałeś się dowiedzieć o przeszłości Zumara. - Owszem, pamiętam. Powiedział pan, że kiedyś mi wszystko opowie. - No właśnie. To „kiedyś” właśnie nastąpiło. - Niech pan mówi dalej. - Zacznę od roku 2000, gdyż właśnie wtedy poznałem Aleksjeja Toszczenkę. Toszczenko był biznesmenem, przynajmniej wyglądał na takiego. Spotkaliśmy się kiedyś na jakiejś imprezie w stolicy. Z tym, że Aleksej wiedział o mnie dużo, nie wiedziałem z skąd, ale wiedział. Na koniec oznajmił, że w razie kłopotów mogę się do niego zwrócić, a on mi pomoże. Dwa lata później spotkałem Wiktora Zumara, był prezesem firmy rosyjskiej z oddziałem w Polsce, to była firma transportowa i dzięki niej szmuglowaliśmy spirytus i papierosy. Zumar trzymał gębę na kłódkę, a ja byłem zadowolony, gdyż to była tania firma. Pod koniec 2004 roku zaczęliśmy mieć kłopoty. My, tzn. ja i ty. Wszystko zaczęło się sypać. Jakby ktoś na nas donosił. Wtedy zadzwonił do mnie Toszczenko i powiedział, że wie co się dzieje w Toruniu i że chętnie mi pomoże. Dodał, że skontaktuje się ze mną jego człowiek. I tak też się stało. Tydzień później zjawił się u mnie Wiktor Zumar i powiedział, że przysyła go Toszczenko. Byłem zdziwiony, że Wiktor zna Alekseja. Zumar zaczął wyjaśniać. Powiedział, że jest „śpiochem”, czyli najbardziej zakonspirowanym agentem rosyjskich służb specjalnych. Oznajmił, że jest agentem GRU, a Toszczenko to jego przełożony. Wyjaśnił, że pomoże mi w zamian przejęcia ulicy Szerokiej. Obiecał zmienić mnie w uczciwego człowieka, a następnie razem mieliśmy przejąć cztery najlepsze ulice w Warszawie: Świętokrzyską, Jerozolimskie, Emili Plater i Marszałkowską. Wszystko co najlepsze w stolicy Polski miało być nasze. Zgodził się, żebyś to ty został jego „prawą ręką”, ale tylko dlatego, żeby on żył w cieniu. Aby nikt w przyszłości go nie rozpoznał. Jednak Wiktor złamał umowę i chciał Cię zabić. Po śmierci Zumara nie kontaktowałem się z Toszczenką. Jednak kiedy ty przyleciałeś z nowiną, że chcesz kupić Pałac Kultury, byłem zmuszony zadzwonić do Toszczenki. Poprosiłem go o 5 milionów dolarów, bo tyle nam brakowało do 20. Powiedziałem wtedy, że Zumar wyjechał do Warszawy. Jednak gdy prezydent stolicy zażądał 30 milionów baksów, wtedy musiałem znowu skontaktować się z Aleksejem. Gdy wyjechałem do Berlina, pojechałem na spotkanie z Toszczenkę, a nie z Niemcem, który chciał kupić fabrykę. Ja nigdy nie miałem fabryki w Niemczech. Wtedy musiałem powiedzieć, że Zumar uciekł, a Toszczenko przypomniał mi o umowie na ulice w Warszawie. Gdy Pałac Kultury stał się naszą własnością zdecydowałem się zignorować polecenie Toszczenki. Jesteśmy teraz uczciwi i nie chcę tego zmieniać. Teraz GRU przysłało Toszczenkę do Polski, aby mnie zlikwidował za nieposłuszeństwo. Podejrzewam, że wiedzą o moim kłamstwie na temat Zumara. Zdaniem ich to ja jestem winny. Mówię Ci to dlatego, gdyż uważam, że ty również możesz być w niebezpieczeństwie. Lucjano, wyjedź z kraju, dopóki się nie uspokoi. - Obawiam się, że muszę panu odmówić – wyszeptał Gotti. - To może być niebezpieczne. - Zawsze byłem z panem, więc i teraz będę. - Zrozum, że to nie jest wojna gangów. GRU to najlepiej zorganizowana mafia jaką znam. Ma swoich rezydentów w Polsce, którzy sterują rządem. GRU steruje wielką polityką. Wystarczy jeden telefon Toszczenki i mamy zablokowane konta, fiskus dobiera nam się do dupy, policja będzie chciała nas aresztować i wreszcie sam Toszczenko będzie chciał mnie sprzątnąć. - Musimy wytrzymać kilka dni – powiedział Lucjano. - A co będzie za kilka dni? – zdziwił się Mikus. - Za kilka dni władzę w mieście powinien objąć „Willy”, kuzyn „Małego”. On nam pomoże. - Nie chcę korzystać z usług gangsterów. - Szefie, nie mamy wyjścia. Tymczasem na tyłach dworca PKP, w starych magazynach przebywał „Wielki Bill” i jego najbliżsi współpracownicy. - Czas wyeliminować „Dobermana” i tego całego „Willy’ego”. Jeżeli my tego nie zrobimy z nimi, to oni to zrobią z nami. Musimy być szybsi. Gdy będziemy rządzić w całym mieście, zajmiemy się konsorcjum GOMI. To będzie nasza dojna krowa. - Nie wiem czy to dobry pomysł. GOMI to wielkie konsorcjum – powiedział jeden z obecnych w magazynie mężczyzn. - Przecież wiem i właśnie dlatego chcę mieć wpływy w tym interesie.
„Willy” prowadził podwójne życie. Na co dzień był uczniem liceum. Spokojny, opanowany, uczył się średnio. Jednak gdy opuszczał mury szkoły stawał się zupełnie innym człowiekiem. Jego celem była władza nad całym miastem. Miał też swoje życie osobiste, w którym było miejsce tylko dla jednej osoby – Anny Kowalczyk. Dziewczyna była mu bliska i spędzał z nią każdą wolną chwilę. Był piątek kiedy to Andrzej i Ania poszli na spacer po okolicy. Jednak Wiliamski obawiał się nadchodzącego tygodnia, gdyż właśnie wtedy miało dojść do ostatecznej bitwy z „Wilekim Billem”. „Willy” miał też dwoje zaufanych przyjaciół – Macieja i Łukasza. - Witam, panowie – przywitał się Andrzej. - Mamy pomoc. Legendarny „Cezar” dał nam namiary na „Wielkiego Billa”. A jak tam interesy? - Wódka już jedzie do nas z Rosji – oznajmił Maciej. - Partia zioła już jedzie do Niemiec – powiedział z uśmiechem Łukasz. - No i bardzo dobrze. Znakomita robota panowie. Gratuluję.
* * *
Rozdział 3 Ostatnia bitwa
- To tu? – zapytał Maciej. - Tak. Magazyny na terenach PKP – odparł Andrzej. - Idziemy? – zapytał zdenerwowany Łukasz. - Siedź i czekaj aż ci dam znać! – stanowczo powiedział „Willy”. Nagle podjechała czarna furgonetka i stanęła obok mężczyzn. Andrzej wsiadł do środka. Na dworze było już ciemno.
Tymczasem w willi Gottich, Lucjano i Magda oglądali wspólnie film „Miasto Aniołów” z Nicolasem Cagem i Meg Ryan. Magda lubiła melodramaty. Lucjano mimo iż oglądał film, to myślami był zupełnie gdzie indziej. Myślał o kłopotach swojego szefa i przyjaciela, zarazem, Janusza. Kłopoty Mikusa, były kłopotami Lucjana. Gotti wiedział, że GRU to potężna organizacja, która nie zawaha się przed niczym.
W Warszawie natomiast pod Pałacem Kultury czuwał Zadajcz. Czekał na Mikusa, który kilka minut przed 22 opuścił Pałac. - Do jutra, panie Piotrze – pożegnał się Ernest z ochroniarzem. - Spokojnej nocy, panie Mikus – powiedział Piotr. - Nawzajem. Kierowca podjechał białym Mercedesem, do którego wsiadł Mikus. Zadajcz ruszył za Ernestem, swoim samochodem. Mikus zatrzymał się pod małą restauracją, chciał zjeść kolację, a Innocenty Zadajcz czuwał w swoim aucie. Gdy widział, że Ernest szykuje się do wyjścia zdecydował się wyjść z samochodu. Mikus zapłacił za kolację, po czym opuścił lokal. Gdy schodził po schodach restauracji, podszedł Zadajcz i strzelił w kierunku Ernesta dwa razy, po czym szybkim krokiem poszedł do samochodu i odjechał. Ernest leżał na ziemi, nie ruszał się.
A na tyłach dworca PKP, „Willy” szykował się do ataku na magazyn „Wielkiego Billa”. - Maciek, Łukasz – jesteście gotowi? – zapytał Andrzej. - Jasne. My zawsze – odparł Maciej. - Więc ruszamy! – krzyknął Andrzej. „Willy” machnął ręką w kierunku furgonetki, po czym ta ruszyła w stronę magazynu. Trójka przyjaciół biegła za furgonetką, która wyważyła drzwi magazynu. Z auta wyskoczyli mężczyźni w kominiarkach i zaczęli strzelać do wszystkich obecnych. Zaatakowani próbowali się bronić, lecz bez skutecznie. Wybito wszystkich, a z magazynu zrobiono rzeźnię konkurencji. „Willi” zaczął przyglądać się leżącym trupom. Aż wreszcie krzyknął do Łukasza: - Nie ma „Wielkiego Billa”! Maciej zauważył tylne wyjście, wybiegł przez nie na zewnątrz i zobaczył jak ciemne volvo opuszcza tereny PKP. - K***a! Uciekł nam! – wrzeszczał Andrzej. - Możemy go gonić – zaproponował Łukasz. - Czym?! Furgonetką! – jeszcze bardziej zdenerwował się „Willy” - Wracamy? – zapytał jeden z zamaskowanych żołnierzy. - Wracamy – odparł zrezygnowanym głosem Andrzej. Andrzej był zrezygnowany. Zawalił najważniejszą akcję w całej swojej „karierze”. Prosto z magazynu trójka przyjaciół pojechała na Stare Miasto, by upić się w jednym z pubów. - Panowie, daliśmy dziś ciała – wybełkotał wstawiony Andrzej, opierając łokcie o stolik. - Nie p***l Jędruś, zdarza się – pocieszał pijany Maciej. - Idę do chałupy, chłopaki. Ktoś mnie odprowadzi? – zapytał ledwo stojący Łukasz. - Łuki, mordo, przecież my mieszkamy na tym samym osiedlu – stwierdził Maciej. - Wracamy do domu. „Doberman” nas dojedzie – martwił się Andrzej.
A w tym samym czasie w Warszawie, w klubie rosyjskich wystylizowanym na lata 60’, spotkali się: Toszczenko, Morawski i Zadajcz. - Świetna robota, Zadajcz – pogratulował Toszczenko. - Dziękuję Ci. - Jak będzie zmieniał się w Polsce rząd, ty zostaniesz premierem – oznajmił podchmielony Toszczenko. - Aż taką macie władzę? – zdziwił się Zadajcz. - GRU rozrasta się. Niedługo Litwa, Białoruś, Polska i Rumunia będą nasze. I nikt nam nie podskoczy. Ta wrześniowa noc 2005 roku była nocą rozrachunków… a raczej nieudanych rozrachunków. Andrzejowi nie udało się wyeliminować „Wielkiego Billa”, a i Zadajcz zawalił, choć jeszcze o tym nie wiedział. Jak na razie Toszczenko był „wniebowzięty”, gdyż był przekonany, że Janusz Mikus nie żyje.
Następnego dnia rano, Janusz jak zwykle przy śniadaniu oglądał TVN24. Właśnie mówiono o strzelaninie przed warszawską restauracją. - Wczoraj, około godziny 23:20, pod warszawską restauracją „Kartagina” nieznany sprawca ciężko ranił biznesmena – Ernesta Mikusa, prezesa toruńskiego Konsorcjum GOMI w Warszawie. Na razie policja nie zna motywu zamachu. Być może zrobił to ktoś, komu bardzo zależy na Pałacu Kultury i Nauki, który od miesiąca należy do konsorcjum. Janusz wyłączył telewizor. Chwycił za słuchawkę telefonu i zadzwonił do Lucjana. Poprosił o spotkanie. Toszczenko również oglądał telewizję i prosto z hotelu pojechał do domu Zadajcza, by zrobić mu awanturę. - S***ś akcję! – krzyczał Aleksje. - Skąd mogłem wiedzieć, że to jego brat. Nigdy na oczy nie widziałem Mikusa! – tłumaczył się Zadajcz. - Teraz Janusz będzie czujny i zechce zemścić się za brata. - Jest za cienki na nas. - Nie lekceważ Mikusa. Zabił naszego najlepszego agenta – Zumara. Teraz jest uczciwy, ale zawsze może odnowić kontakty i wtedy będziemy musieli wracać do Moskwy. Ty i ja! A tam towarzysze nam podziękują. Jak zawalimy sprawę Mikusa, to wylądujemy w moskiewskim krematorium! Nie chcę skończyć jak Juszczyn. - To było dziesięć lat temu… - Ale ja pamiętam to jak dziś. - Mam pomysł. Sprowadź do Polski swojego syna – zaproponował Zadajcz. - To już nie jest mój syn. Należy do GRU – oznajmił Toszczenko. - No to poproś centralę, aby go przysłała. Mikus nie zna twojego syna, a ciebie tak. Jak jest tak uczciwy jak mówisz, to pójdzie na policję. Wkrótce i media rozdmuchają sprawę. Nie chcę zobaczyć nagłówków, że „rosyjski szpieg zlecił zabójstwo polskiego biznesmena”. - Tak zrobię. Zadzwonię do centrali – postanowił Aleksje. A Janusz Mikus jechał swoją białą limuzyną do Warszawy, by dowiedzieć się o stan zdrowia swojego brata. Do stolicy nie zmierzał sam… wynajął ochronę, która podążała za nim w dwóch samochodach. Prezes konsorcjum GOMI musiał być bezpieczny. Natomiast Andrzej spotkał się ze swoją dziewczyną – Anią w parku. - Gdzie byłeś wczoraj w nocy? – zapytała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil STING K.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…