W dzień świętego Walentego
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Już niemal połowa kraju znalazła się pod ogromnymi zaspami śniegu, służby drogowe zdają się być bezradne wobec wciąż silnych opadów. Wiadomości dla kierowców w dniu dzisiejszym prowadzi... Spokojny głos spikera niósł się z głośników wypełniając swoim barytonem cały samochód. Rafał bębnił palcami po kierownicy. Zadzierając głowę starał się wypatrzyć, co się dzieje przed nim. Nie było to łatwe. Wycieraczki z ledwością nadążały przecierać szybę atakowaną wciąż nowymi dużymi płatkami śniegu. Stał w niemal w miejscu już od kilkunastu minut, zaczynał się niecierpliwić. Wokół panowały już ciemności, dochodziła siódma wieczorem. Kolumna bezradnych samochodów ciągnęła się na dwa kilometry. Wszystko wokół przykryte było śniegiem. Bogu dzięki za ogrzewanie, pomyślał zerkając na podświetlone pokrętła regulacji temperatury. Delikatne pomarańczowe światło deski rozdzielczej rozświetlała jego ściągniętą twarz. Nerwowo zerkał na cyferblat, wskazówka prędkościomierza wciąż wskazywała zero. Westchnął ciężko i wyjął papierosa. Włączył zapalniczkę czekając aż się nagrzeje. Z papierosem w ustach rozejrzał się na boki. Śnieg, wszędzie ten cholerny śnieg. Okolica przypominała śnieżną pustynię. Na szczęście wnętrze samochodu wypełniało przyjemne ciepło. Z myśli wyrwał go odgłos zapalniczki, która była już gotowa do użycia. Rafał zaciągnął się głęboko. Kiedy po chwili samochód stojący przed nim ruszył, mężczyzna z nadzieją wrzucił bieg. Koła chwilę buksowały w miejscu, ale już po dwóch sekundach samochód ruszył powoli do przodu. Udało mu się pokonać w ten sposób jakieś dwadzieścia metrów i samochód przed nim zatrzymał się. I to by było na tyle - rzucił sam do siebie starając się zrzucić popiół do podświetlanej popielniczki. Wiedział już, że choćby niewiadomo jak się starał nie dojedzie do domu na kolację.
Kilkadziesiąt samochodów dalej stało w kolejce czerwone kombi. Za kierownicą siedział lekko siwiejący już mężczyzna. Obok niego podchodząca pod czterdziestkę kobieta. Mężczyzna stukał w kierownicę obrączką, którą miał na palcu. - Przestań do cholery - rzuciła żona. - Nie wyżywaj się na mnie, nie moja wina, że pada śnieg. Rozmowa urwała się. Kobieta włączyła radio. Szukała stacji przyciskając nerwowo guzik. Złapała wiadomości. - Zostaw, może powiedzą, co się dzieje - mężczyzna nie spojrzał na nią, kiedy to mówił. Kobieta jednak ignorując go zupełni szukała dalej. Dopiero, kiedy znalazła stację, na której puszczali muzykę zakończyła poszukiwania. Kierowca westchnął ciężko na tą złośliwość jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Kłócili się już niemal od godziny i był tym zmęczony. Odwrócił się do tyłu sięgając do płaszcza leżącego na tylnym siedzeniu. Chwilę szperał szukając po kieszeniach aż w końcu usiadł opierając się wygodnie w fotelu. Kobieta zerknęła kontem oka. Zobaczyła w dłoni męża piersiówkę. Odkręcił ją i wziął łyk. - Pięknie, jeszcze nas zatrzyma policja - żachnęła się na głos. - Przecież nawet nie jedziemy - uśmiechnął się jakby powiedział jakiś udany dowcip. Nic sobie nie robiąc z jej uwag pociągnął kolejny łyk. Wyciągnął piersiówkę w jej stronę zachęcającym gestem. Jednak kobieta odwróciła głowę ze wstrętem. - Żłopiesz wódę jakby to była woda, co się z tobą dzieje - powiedziała zaczepliwie. - Daj spokój są walentynki uśmiechnij się się- starał Sie ironizować. Kobieta wypuściła głośno powietrze dając tym samym do zrozumienia, że wyprowadził ją z równowagi. Znał ten świszczący dźwięk, zawsze tak robiła, jak wąż pomyślał, pieprzony sygnał ostrzegawczy, skrzywił się. Nie zamierzał jej dawać pretekstu. Nawet nie wiadomo jak długo będziemy musieli siedzieć w tym cholernym samochodzie. Spojrzał na nią kątem oka. Kobieta była ładna. Miała regularne rysy twarzy, jasne włosy i zmysłowe usta, jednak on tego już nie zauważał. Po dwudziestu latach małżeństwa nie potrafił spojrzeć na nią jak na kobietę. Znał ją na wylot. Czasami nawet wydawało mu się, że ją nienawidzi. Sam już nie był pewny, co czuje, najprawdopodobniej nic, skonstatował w myślach i pociągnął kolejny mocny łyk wódki. Przyjemne ciepło rozlało się po ciele. Zdecydował się nie odzywać. Byle tylko dojechać na miejsce i wysiąść z tego pieprzonego samochodu.
Rafał zdążył już wypalić trzy papierosy. Przez ten czas posunął się do przodu zaledwie o kolejne dwadzieścia metrów. Tak mu się przynajmniej wydawało. Sam już nie był pewny czy posunął się choćby o centymetr. Zmieniał właśnie stację w radiu, kiedy kątem oka zobaczył w oddali czerwony neon. MOTEL 24h. Napis przebijał się przez gęsto padający śnieg. Zaczął się zastanawiać czy nie byłoby rozsądne zjechać do motelu. Monotonny dźwięk wycieraczek doprowadzał go już do szewskiej pasji. Zaczynało go wszystko drażnić. Z kolacji i tak nici a do rana może to wszystko wróci do normy. Rozważał to chwile w myślach aż podjął decyzję. Musiał czekać kolejne pół godziny żeby dotrzeć do przecznicy prowadzącej do motelu. Pieprzyć to, pomyślał skręcając. Ruszył mocno chcąc nacieszyć się szybkością. Po dwugodzinnym postoju w korku chciał poczuć, że wreszcie jedzie. Jednak samochód na zaśnieżonej drodze zarzuciło niebezpiecznie. Zwolnił natychmiast. Widział we wstecznym lusterku oddalającą się kolumnę samochodów. Będą tak stać do rana, pomyślał zatrzymując się tuż przed motelem.
Kobieta w czerwonym kombi zauważyła neon. Z początku zignorowała czerwony napis. Dopiero po chwili olśniło ją, że przecież mogą zjechać z drogi. Dzisiaj i tak nie dotrą do domu. W tych warunkach nie było to możliwe. Na myśl, że w końcu może wyciągnąć się w łóżku, wziąć kąpiel jej oczy zalśniły. - Zjedź do motelu, boli mnie głowa - rzuciła oschle do męża nie patrząc na niego. - Ty chyba żartujesz? - wydawał się zaskoczony. - Nie, nie żartuje. Chcę jechać do motelu. Mężczyzna odłożył piersiówkę do schowka i już miał otworzyć usta żeby coś powiedzieć. Wtedy ona odwróciła się do niego i poczęstowała go tak chłodnym wzrokiem, że zamknął usta bez słowa. - Jeśli myślisz, że pojadę z tobą dalej kiedy ty raczysz się tym świństwem to jesteś w błędzie. Jej słowa były ostre, zawisły w powietrzu, po czym zapadła złowroga cisza. Spojrzał na nią. Niech ją szlag, pomyślał. Wredna pyskata jędza, wyżywał się w myślach, przypisując jej przeróżne epitety. Z drugiej strony, pomyślał, będę w końcu mógł wyjść z tego pieprzonego samochodu i pójść do baru. Ta myśl wywołała lekki uśmiech na jego twarzy. Nie odezwał się słowem. Kiedy zrównali się po długim czasie, w zupełnej ciszy, z przecznicą prowadzącą do motelu, skręcił bez słowa.
Rafał wyszedł z samochodu zamykając go na klucz. Popychany wiatrem pobiegł w kierunku drzwi. W środku otrzepał się ze śniegu, który już zdążył przykleić się do niego. Za kontuarem siedziała młoda dziewczyna. Kiedy podszedł do niej, leniwie odłożyła pilniczek do paznokci. - Macie wolne pokoje? - Owszem - odparła znudzona. - Poproszę na jedną noc. Podsunęła mu na blacie książkę i rzuciła na nią długopis. Wpisał się a ona w tym czasie zdjęła klucz ze ściany. - Pokój numer pięć, pierwsze piętro. Zabrał go i ruszył przed siebie. Po drodze zauważył bar. Niezły pomysł, uśmiechnął się w myślach i pobiegł na piętro. Wziął ciepły prysznic. W pokoju podszedł do okna i spojrzał odsuwając firankę. Dopiero wtedy zobaczył jak ogromny był korek, z którego się wyrwał. Zadowolony, że podjął słuszną decyzję zszedł na dół. W barze zamówił grzańca i zajął miejsce w pobliżu kominka. Całkiem przytulnie, pomyślał zerkając na uwięzione płomienie. Tuż za jego głowa śnieg wirował za oknem. Na stole miał już drugiego grzańca. Wyjął papierosa i zapalił. Rozejrzał się po sali. Pomieszczenie nie było zbyt duże. Znajdowało się w środku zaledwie kilka stolików, nie licząc paru krzeseł przy barze. Dwa stoliki obok siedziała jakaś rodzina, mąż żona i dwójka dzieciaków. Tuż przy kominku młodziutka parka, chłopak nie miał jeszcze dwudziestu lat, zajęci byli wyłącznie sobą. Zaciągnął się dymem, kiedy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil orfeusz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…