w otchłani strachu
takie cus:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W otchłani strachu
Dzień w którym wystartowałem z narkotykami był najgorszym dniem w moim życiu. Wydawać by się mogło, że było fajnie, ale tylko na pozór. Otóż było spoko, czułem się jakbym mógł zmienić świat, byłem lżejszy, weselszy i wiele innych pozytywnych doznań. Ale wyobraźcie sobie jeden dzień, który może zaważyć na całym dotychczasowym życiu. Ten był taki. Pewnego dnia z grupką moich kolegów wybieraliśmy się na imprezę. Pewien dobrodziej poczęstował mnie białym świństwem, które po czasie uważałem za bóstwo. I tak się zaczęło, impreza była świetna, bawiłem się przednio, najlepsza impra jaką doświadczyłem w życiu. Na następny dzień miałem potworne zejście, ale to nie dziwi tak działają twarde narkotyki. Czułem jakbym był z kamienia, z łóżka nie chciało mi się wstać, miałem zawroty głowy, które doprowadziły do rzygania, można śmiało powiedzieć, wiec po co sięgałeś następny raz po dragi. Otóż z prostego powodu, ta mała ujma w organizmie była niczym w porównaniu ze stanem w jakim się człowiek znajduje po zaćpaniu. Z czasem zacząłem regularnie brać amfetaminę. Było nieźle, znalazłem sporo kumpli, że tak powiem od ćpania i zabawy. Gdy się wkręciłem w narkotyki na całego, nie miałem pieniędzy, więc zacząłem trochę sprzedawać, żeby mieć na towar. Pod koniec roku mojego ćpania poznałem świetną dziewczynę. Nazywała się Kamila i po miesiącu zaczęliśmy chodzić ze sobą. Kamila również Brala wiec dogadywaliśmy się bez problemu. Miała problemy w domu, rodzice nie aprobowali jej zachowania, nie wiedzieli że ćpała co to, to nie ale jej ubiór, przeważnie nosiła czarne ciuchy, miała sporo kolczyków i na domiar złego często wagarowała. Tak więc miałem Kamilę i muszę przyznać że byliśmy jak papuszki nierozłączki. Nie będę się rozpisywał jak ćpaliśmy, kiedy ćpaliśmy, po prostu przejdę do sedna sprawy. Powiem kiedy to wszystko nas przerosło i wplątało nas w gąszcz psychicznej otchłani jaką jest uzależnienie. Ostatnie stadium brania narkotyków wydaje mi się, że jest jak człowiek zapodaje sobie w żyłę. Opowiem pierwszy raz jak to się stało. Wybraliśmy się razem z Kamilą na miasto pochodzić, powłóczyć się na haju. Wcześniej wciągnęliśmy po małej kresuni. Szliśmy pod pewnym mostem trzymając się za ręce i rozmyślając na różne tematy, przede wszystkim o cholernym wszechobecnym systemie który zakłóca działalność zwykłego śmiertelnika. Totalne bzdury. Wtem zobaczyliśmy pewnego ćpuna jak podgrzewa na łyżeczce narkotyki. Schowaliśmy się za mały murek, który wystawał ze ściany niczym jakiś gobelin. Gdy koleś podgrzał zawiązał sobie na ręce gumkę. Wyciągnął strzykawkę i nabrał wszystko co było na łyżeczce do strzykawki. Spoglądaliśmy na to z pewnym oburzeniem gdyż jak ten człowiek mógł sobie wstrzykiwać narkotyk skoro po wciągnięciu również czuło się wspaniałe, wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Gdy sobie wstrzyknął ( jak mniemam była to heroina) odleciał, mamrotał cos pod nosem nie wiem o co mu chodziło, jedno mogę powiedzieć, był tam gdzie człowiek może dosięgnąć marzenia nie urzeczywistniając ich. Po akcie dokonanym czmychnęliśmy stamtąd. i tak się narodziła idea wstrzykiwania sobie dożylnie. Na następny dzień, zaznaczyć chyba musze, że były wakacje, nie musieliśmy chodzić do szkoły. Poszedłem po Kamilę, myśląc jakie mnie szczęście spotkało, że mam ją przy sobie. Była ubrana w czarną spódniczkę, bluzeczkę na ramiączkach i pachniało jak zawsze pięknie. Plan narodził się zeszłego wieczoru, więc teraz był czas by go zrealizować. Udaliśmy się do pobliskiego dilera po ćpanie. Na początku trochę się obawialiśmy, nie wiedzieliśmy ile można sobie wstrzyknąć i jakie to ma działanie. Postanowiliśmy, że weźmiemy połówkę czyli pół grama. Po zakupie udaliśmy się do mojej piwnicy, która była przerobiona na klub piłkarski z racji…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil never give up
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…