Wróć do katalogu

W poszukiwaniu szczęścia

opowiadanie o miłości, zdradzie i śmierci

surenka, opublikowano , 30 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień był piękny, słoneczny. Julia otworzyła ościeżnice w kolorze soczystej zieleni. Powoli, głęboko wdychała zapach róż o płatkach czerwonych jak rozpalone usta. Ptaki zaćwierkały wesoło odlatując na łąkę, której pas ciągnął się daleko za ogrodem pełnym kwiatów. Zza okna widziała dom starszej kobiety. Sąsiadka Renata mieszkała w otoczeniu kilku kotów. Ponadto w skład jej gospodarstwa wchodziło parę kur, krowa i pies. Julia często zastanawiała się czym zajmowała się owa kobieta, gdy była w domu. Pragnęła bliżej ją poznać, zwłaszcza, że czasami doskwierała dziewczynie samotność na wsi. Bedoniówka była spełnieniem marzeń Julii oraz Janusza. Poznała go jeszcze w liceum. Był o dwa lata starszy. Pod koniec pierwszej klasy zadurzyła się w nim po uszy, a w drugiej byli już parą. Janek, wówczas na ostatnim roku, jak zwierzył się później czuł się niepewnie w jej towarzystwie, bo onieśmielała go delikatną, dziewczęcą urodą. Długowłosa piękność o jasnych, długich falowanych włosach, piegach na twarzy i oczach w kolorze morza wydawała mu się powyżej pułapu jego możliwości. Zakompleksiony Janek, szczupły wysoki chłopak o ciemnych włosach z długą grzywką zachodzącą na oczy okazał się wspaniałym, czułym mężem. Zagwizdał czajnik i Julia odeszła od okna, by zaparzyć sobie herbaty z mlekiem. Spojrzała na kartonik mleka ze sklepu. Mieszkając w mieście mogła je pić codziennie, ale zdecydowała, że mieszkając na wsi postara się zdobyć takie prosto od krowy, jakie lubiła, gdy żyła babcia. Jako dziecko spędzała na wsi wakacje. Do jej ulubionych zajęć należało wstawanie o wczesnej porze i wyczekiwanie na starszą kobietę, która wracała z wiadrem pełnym mleka, prezentem od ukochanej krowy Neny. Ciepły, biały płyn z pianką smakował wybornie. Dawał energię na cały poranek. Dziewczynka z chęcią biegała za kurkami i bawiła się z pieskiem Dino. – Ech, to były czasy – pomyślała z westchnieniem zaparzając herbatę. Usiadła przy kwadratowym, drewnianym stole i zapatrzyła się w obrus w czerwoną kratkę. Mały, brązowy wazonik eksponował nieco zwiędnięte już stokrotki. Zauważyła, że będzie musiała pójść do ogrodu po świeże kwiaty. Najpierw pomyślała o różach, jednak chwilę potem ze wzrokiem utkwionym w łąkę zdecydowała się na chabry. Uśmiechnęła się na myśl o pięknym bukiecie. Lubiła niebieskie kwiaty, choć tak naprawdę to, na jakie decydowała się w ciągu dnia zależało od nastroju. Wybiegła przez frontowe drzwi na podwórko, otworzyła furtkę i wesoło ruszyła w stronę skąpanego w słońcu kwiecia. Ubrana w białą, letnią sukienkę sięgającą prawie kostek czuła się lekka, jakby unoszona przez wiatr. Ruchy miała pełne gracji, gdy tonęła w kwiatach nachylając się ku delikatnym płatkom. Z promiennym uśmiechem wróciła do domu. Odnalazła w szafce pękaty wazon ze szkła, po czym go udekorowała. – Cóż za zapach… - pomyślała i ogarnął ją błogi spokój. W takich chwilach sięgała po książkę. Wyszła z kuchni do sypialni po romans, który wieczorem czytała przed snem. Wyjęła książkę z komody stojącej przy drzwiach, po czym skierowała się w stronę korytarza. Przez ganek dostała się na podwórko, gdzie pies Punto zamerdał ogonem. Biały, duży kundel z na przemian czarnymi i szarymi łatami zawsze był chętny do zabawy. Ignorując go skręciła w prawą furtkę wychodzącą na ogród. Wąską kamienną ścieżką, omijając różnokolorowe kwiaty stąpała w stronę drewnianej ławki. Usiadła, uprzednio zabierając niedopitą herbatę z parapetu okna. Upiła łyk, po czym zamknęła oczy, by móc w pełni delektować się chwilą. Intensywny zapach róż wypełnił jej nozdrza. Czuła na skórze ciepłe promyki słońca. Upajała się tą chwilą. Otworzyła książkę, by znaleźć się w innym świecie, równie pięknym, co ekscytującym. Przygoda młodej Hiszpanki poznającej przystojnego, bogatego Włocha całkowicie ją pochłonęła. Po upływie dwóch godzin zerknęła na zegarek. Uznała, że czas zacząć przygotowywać coś do jedzenia. Jan wracał z pracy dopiero za jakiś czas, ale dziś postanowiła spędzić nieco więcej czasu w kuchni, by przyrządzić coś specjalnego z okazji ich piątej rocznicy ślubu. Jak ten czas szybko minął – pomyślała. Miała 33 lata, a czuła się tak samo jak pięć lat temu. Zakochana po uszy w mężu nie chciała się zestarzeć. Pragnęła, by oboje byli zawsze tak samo młodzi, by ich miłość nie znalazła końca. Westchnęła lekko, po czym powoli udała się do kuchni. Otworzyła szafkę w poszukiwaniu wcześniej zakupionych produktów. Planowała zrobić sałatkę z owocami morza, pieczeń w ziołach, za którą Janek przepadał, a na deser jej ulubione ciasto bananowe z kremem, które rozpływało się w ustach. Julia lubiła pracę w kuchni, przyrządzanie potraw było dla niej rozrywką. Najchętniej piekłaby ciasta, ale nie robiła tego za często z troski o figurę. Była szczupła i taką pragnęła pozostać. Po upływie kilku godzin kuchnia była zalana zapachami jedzenia. Ukochany mąż stał w drzwiach wejściowych, gdy Julia kończyła dekorować sałatkę. - Och! Jesteś… - wykrzyknęła entuzjastycznie, a gdy ujrzała bukiet białych, żółtych, niebieskich i czerwonych kwiatów uśmiech wykwitł na jej twarzy. - Proszę, to dla Ciebie – odparł, po czym wręczył kolorową wiązankę. - A ja przygotowała dla nas cudowny obiad – rzekła wskazując ręką w kierunku salonu. - Chodźmy – zadecydował, po czym ruszyli korytarzem w miejsce, które przypominało obraz jak ze snu. Przy oknie stał stół udekorowany białym, koronkowym obrusem, na którym leżały rozsypane sztuczne, srebrne perły. Dwa smukłe, przezroczyste wazoniki eksponowały dwie białe róże. W powietrzu unosił się zapach perfum, którymi wcześniej spryskała pokój. Pobrzękiwały sztućce, potrawy pięknie pachniały. - Jak było w pracy? – zagaiła rozmowę. - W porządku – odparł - nie miałem zbyt wielu pacjentów. Przyszedł kolega z czasów liceum. Nie widziałem go od lat. Był lekko zszokowany widząc mnie w roli lekarza. - Dlaczego? – spytała. - Może myślał, że zostałem na etapie szkoły średniej? – zażartował. - Tak, na pewno – przyznała z uśmiechem. - Czym się dziś zajmowałaś? – zmienił temat. - No cóż, nie robiłam nic szczególnego. Uznałam, że zrobię sobie wolne od pisania książki. Poświęciłam część dnia na leniuchowanie, no i jak widzisz zdążyłam przygotować dla nas ucztę – odrzekła ze zniewalającym uśmiechem. Wziął ją za rękę i rzekł – Jesteś cudowna, Julio. - Jesteś wszystkim co mam… - zaczęła, gdy oczy zaszły jej łzami – żałuję, że nie mogę urodzić ci dziecka. Wtem zaczęła szlochać. Całym ciałem wstrząsały dreszcze, a płacz nabierał na sile. - Przepraszam – wyszeptała – znowu wszystko zepsułam. Tulił ją do siebie i czule głaskał po głowie. - Przepraszam… - powtarzała dławiąc się przez łzy. - Cii.. to nie twoja wina. Uspokój się, kochanie – odrzekł. Julia nie przestała płakać, dopóki nie zasnęła w ramionach męża, on wszakże nie mógł spać. Zastanawiał się jak pomóc żonie, jednakże medycyna wciąż pozostawała bezsilna w obliczu ich problemu. Właśnie rozmyślał nad kolejnym podejściem do in vitro, gdy spojrzał na jej spokojne oblicze podczas snu. Nie chciał narażać ukochanej na zbyt duży stres, zwłaszcza, że nie doszła jeszcze do siebie po ostatniej nieudanej próbie. Obudziła się w jego ramionach. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Czule pogładził ją po włosach. Julia lekko zmrużyła oczy. Trwali w milczeniu, dopóki nie powiedział -Muszę zbierać się do pracy. - Tak szybko? – spytała z niedowierzaniem. - Łopacki zachorował, więc wziąłem za niego kilka godzin. Wiesz, że dodatkowa kasa z nadgodzin się przyda. Mówiłaś, że chcesz jechać na wycieczkę do Włoch, dlatego muszę więcej zarobić. - Byłoby cudownie, gdybyśmy tam pojechali. Marzyłam o tym od dziecka. - Super. W takim razie muszę lecieć. – rzucił na pożegnanie – Pa! Pocałował ją delikatnie w czoło i ruszył w stronę wyjścia. Została sama, gdy zły nastrój zaczął wracać, dlatego szybko zabrała się do sprzątania. Pozbierała naczynia ze stołu, włożyła do zmywarki. Koszule Janka wrzuciła do prania, zatrzymując się chwilę przy spodniach. Przeszukując kieszenie znalazła karteczkę z napisem: „Spotkamy się jeszcze?” Powąchała kartkę, pachniała kobiecymi perfumami. Serce podskoczyło jej do gardła. Myślała, że go zabije, gdy zrozumiała, że Janek mógł ją zdradzać. Ta straszna myśl niczym trucizna zaczęła drążyć jej umysł. Próbowała dokończyć robienie prania, ale za bardzo drżały jej ręce. Poszła do kuchni i choć rzadko stosowała się do takich metod wyjęła butelkę wina z szafki, po czym nalała pełen kieliszek płynu i wypiła niemal jednym duszkiem. Gdy już trochę się opanowała zaczęła przekonywać samą siebie, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Janek nie mógł zrobić jej czegoś takiego, więc na pewno istniało jakieś sensowne wyjaśnienie całej sytuacji. Opróżniła prawie całą butelkę, a gdy mocno zaczęło kręcić się jej w głowie zapadła w błogi sen. - Julia? – potrząsnął ją za ramię. – Co ty robisz na kanapie w salonie? Dlaczego nie śpisz w sypialni? Spojrzała na niego zamglonymi oczami. Przez chwilę wydawało się jej, że miała po prostu przykry sen, ale prędko oprzytomniała. - Janek, posłuchaj – zaczęła mówić podnosząc się z kanapy – robiąc pranie zauważyłam coś interesującego w kieszeni twoich spodni. - Spoglądała na niego uważnie, czy jej słowa robią na nim wrażenie. Jeżeli miał coś na sumieniu powinien zdradzić się z tym, choćby nieświadomie. Patrzył na nią swymi dużymi, ciemnobrązowymi oczami, w których malował się cień irytacji. - Grzebiesz w moich rzeczach? – zapytał. - Tak. I wiesz co? Nie bez powodu – odbiła piłeczkę machając mu przed oczyma kartką. – Co to jest? Z kim się spotykasz? - Żartujesz sobie. Podniosłem tą kartkę z korytarza w przychodni, żeby wyrzucić do śmieci, ale zagadała mnie przechodząca pacjentka i odruchowo wepchnąłem ją do kieszeni. – odparł płynnie i spokojnie. - Chcesz mi wmówić, że któryś z pacjentów zostawił ją na podłodze… – parsknęła śmiechem – a ty nie mogłeś zostawić tego sprzątaczce? Zmienił wyraz twarzy na surowy. – Julia, to nie jest śmieszne, jeżeli uważasz, że z kimś cię zdradzam. Jak do tej pory nie dałem ci powodu do tego, byś mi nie ufała. To zwykła kartka, może coś oznaczać albo nie. Ja tylko ci mówię, że nie jest moja, ale skoro mi nie wierzysz nic na to nie poradzę. Odwrócił się obrażony, by odejść. - Zaczekaj, przepraszam – zaczęły ogarniać ją wątpliwości. - Nie chciałam cię urazić. Wierzę ci. Wybaczysz mi? - No nie wiem – odparł naburmuszony. – Jak mogłaś posądzić mnie o zdradę? - Wiem, trochę mnie poniosło… wiesz, jak cię kocham – próbowała się przymilać. - Nie mam teraz na to czasu. Muszę się przebrać – powiedział i wyszedł szybko do garderoby. Miała nadzieję, że pomyliła się odnośnie Janka. Nie chciała więcej o tym myśleć. Pragnęła wierzyć w wierną, nieskazitelną miłość męża. – Oby sytuacja więcej nie powtórzyła się - pomyślała wzdychając. Lubiła swoje sielankowe życie, jeżeli nie myślała o dziecku. Ostatnio postanowiła, że postara się nie myśleć o nim więcej i czerpać radość z życia. Na szczęście robiła postępy. Dni pozbawione trosk na wsi nadchodziły częściej niż wówczas, gdy mieszkali w mieście. Widok małych, rozbrykanych dzieci w sklepach, mamusiek taszczących swoje pociechy w wózkach na spacerze czy roześmiane twarze maluchów na placu zabaw nie pozwalały zapomnieć o problemie. Na wsi było inaczej, spokojnie. Żadnych dzieci w pobliżu, a najbliższe sąsiedztwo starszej kobiety, którą Julia postanowiła bliżej poznać.

Szła ukwieconą łąką w blasku porannego słońca. Na mleczu przysiadł biały motyl o skrzydłach cienkich jak papier. Czerwone maki skrzyły w tle łagodnej zieleni. Dalej ziemia była obsadzona. Rosły w niej warzywa. Skręciła w lewo w stronę domku. Był koloru wyblakłej cytryny. Niewielki, zadbany z zewnątrz skłaniał do wejścia. Ostrożnie, acz głośno zapukała. Po paru chwilach drzwi otworzyła starsza kobieta o siwych włosach z nielicznymi pasmami kasztanowych kosmyków wystającymi spod bladoróżowej chustki. Ubrana w kolorowy, dwuczęściowy strój przepasana fartuchem stała w przejściu uśmiechając się z lekka. Widząc ją z bliska, pomyślała, że staruszka wydaje się przyjazną kobieta. - Dzień dobry, pani! – rzekła, może odrobinę za głośno – jestem sąsiadką… - Tak, wiem. Proszę wejść – zaproponowała. - Dziękuję. Pomyślałam, że może macie trochę mleka na zbyciu? Widziałam krowę. - No jest. – odparła – Odkąd mąż zmarł wyprzedałam połowę zwierząt. Została mi jeszcze krowa, parę kur i Burek przy budzie, który pilnuje gospodarstwa. - Musi być pani ciężko – stwierdziła Julia. - Mów mi Renata. A ty jak masz na imię drogie dziecko? – zapytała. - Julia – odparła. - Chodź Julio, coś ci pokażę – powiedziała Renata, po czym wyszły przez skromną kuchnię do pokoju, w którym panował, pomimo, że meble z ciemnego drewna były wiekowe, dywan perski wisiał na ścianie, kryształy błyszczały w kredensie, ale wszystko było zadbane, starannie wyczyszczone. Z pokoju przeszły na wąski korytarz. Staruszka podeszła do drzwi, których Julia z początku nie zauważyła. Otworzyła je i oczom kobiet ukazał się piękny ogród. Zeszły po dwóch stopniach i usiadły na ławeczce pod oknem. Rosła w nim mięta pachnąca świeżością, truskawki wielkie jak orzechy włoskie oraz kwiaty w różnych kolorach tęczy. - Jak tu pięknie – zachwyciła się dziewczyna. - Ogród nie jest duży, dlatego pozwalam sobie na jego pielęgnowanie. Mam też tę jabłoń – pokazała w prawą stronę przy końcu ogrodu. Nieduże drzewko wyglądało na zdrowe i dorodne. Julia zapragnęła usiąść w cieniu jego gałęzi. Z pewnością znalazłaby tam inspirację do napisania kolejnej książki, której ostatnio jej brakowało. Z leciutkim westchnieniem odparła – Niestety muszę już iść. Może będę mogła następnym razem gościć panią u siebie? - Jaka tam pani? Jesteśmy sąsiadkami. Na pewno przyjdę w odwiedziny – rzekła staruszka. - Będzie mi bardzo miło… Renato – powiedziała z uśmiechem. Cieszyła się, że poznała sąsiadkę. Dzięki niej czuła się mniej samotna. – Dobrze wiedzieć, że można liczyć na sąsiedzką pomoc. Gdybyś czegoś potrzebowała, proszę, nie wahaj się powiedzieć. Zachęcona rozmową kobieta odrzekła – Nie odchodź moje dziecko. Mam trochę mleka, chciałabym się z tobą nim podzielić. – To powiedziawszy poszła do kuchni, by wyjąć z lodówki niemal pełny słoik. - Ale to za dużo – oponowała Julia. - Po prostu weź – rzekła stanowczo. - Dobrze, ale zapłacę – zaproponowała. - Ani mi się waż – zganiła ją z uśmiechem staruszka. - Dziękuję. Z pewnością odwdzięczę się w przyszłości – odparła – Do widzenia! - Do widzenia! – powiedziała machając na pożegnanie.

Siedziała popijając mleko z kubka na werandzie. Zły nastrój odleciał jak bańka mydlana. Powrócił upragniony spokój, co przyczyniło się do tego, że z chęcią sięgnęła po kolejną książkę, tym razem kryminał. Lubiła czytać zarówno kryminały, romanse jak i inne gatunki książek. Nie cierpiała horrorów, bo była zbyt strachliwa, by je zgłębiać. Jako dziecko bała się ciemności. Do tej pory, gdy przesiadywała sama w domu nocą czuła gęsią skórkę. Na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych