Wróć do katalogu

W PUPie czyli z perspektywy Powiatowego Urzędu Pra

Słuchowisko radiowe w którym poznajemy jeden dzień życia bezrobotnego

Piach, opublikowano , 31 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Marcin Piasecki Słuchowisko radiowe „W PUPie czyli z perspektywy Powiatowego Urzędu Pracy”

Obsada: 1. MARCIN- bezrobotny 2. MIŁKA- ŻONA Marcina, anglistka 3. SĄSIAD 4. BEZROBOTNY I 5. BEZROBOTNY II 6. KONFERANSJER ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------- (Narastające owacje licznej publiczności, emfatyczny głos konferansjera)

KONFERANSJER A teraz moment, na który wszyscy czekaliśmy. Wielki, wspaniały, o nadprzyrodzonych możliwościach! Ten, który wywołuje w nas mrowienie w szyi i suchość w tchawicy. Przed Państwem gwiazda dzisiejszego wieczoru -Marcin…

(Ostry, głośny dźwięk budzika, skrzypi kanapa, Marcin wyłącza Budzik, a po chwili idzie do łazienki, w tym czasie zaspanym, ale i mocno poirytowany głosem mówi)

MARCIN -Wszystko znów prysło! Wystarczyło jeszcze parę minut…Czy ja zawsze muszę tak kończyć. Nawet we śnie! Po co nastawiałem ten przebrzydły budzik! Przecież w PUP-ie przyjmują do piętnastej.

(Po otwarciu drzwi słychać kapanie z kranu a po chwili dźwięk elektrycznej golarki; głos Miłki dochodzący z innego pomieszczenia)

MIŁKA -Jest już jedenasta. Przypominam ci, że dziś obiecałeś w końcu naprawić ten kran. W tej łazience jest jak w jaskini… Tu kapie, tam kapie… MARCIN - Jak tylko wrócę, od razu się za to wezmę, mój grotołazie! Obiecuje! MIŁKA (z lekkim przekąsem) -Dobrze kochanie.

(Marcin wyłącza golarkę)

MARCIN -Jak z gabinetu płaczu. (mlaskanie) to nie uśmiech to skurcz (mlaskanie)no trochę lepiej

(Słychać odgłosy mycia twarzy i rąk w tym czasie dialog:) MIŁKA (Głos z za drzwi) Coś mówisz do mnie? MARCIN -Tak, że buduje maskę, ale boje się, że wezmą mnie w niej za klauna i jeszcze wyląduję w jakimś cyrku. MIŁKA -Zawsze twierdziłam, ze masz talent aktorski. I wiesz, co ci powiem, kiedyś chciałam trenować tygrysy.

(Marcin wychodzi z łazienki i szybko się ubiera, słychać wyraźnie dźwięczący pasek, w tym czasie dalej toczy się rozmowa)

MARCIN -A dostałaś tylko domowego kotka,…Ale masz przecież jeszcze swoją klasę. Czy nie nazywasz ich czasami zwierzakami albo małpami? Może tam znajdziesz jakiegoś tygrysa. (chwila milczenia) No dobrze. Przesadziłem. Przepraszam. Będę leciał. Pa! MIŁKA (głos dochodzi z drugiego pokoju) -Hej, hej! (jednym tchem) Czekam, tęsknię. Będę o piątej. Nie daj się PUP-ie. Przyklej uśmiech!

(Słychać zamykane drzwi i narastające dźwięki ulicy)

SĄSIAD -Dzień dobry panie Marcinie. Ciepełko dzisiaj, że aż miło, ale jutro znowu zimno Kości marzną. Nic się nie chce! MARCIN -Ze mną też nie najlepiej. Idę do Powiatu, do Urzędu Pracy złożyć zeznania. Może dadzą mi szansę na europejską karierę. Podobno przysłali z Anglii jakieś propozycje. Może zostanę rzeźnikiem. SĄSIAD -Niezła fucha. W PRLu byłbyś królem. Czekoladki, wódeczka. Tylko za to, ze schowałeś pod ladę. Złote czasy. Ale to se ne wruti. MARCIN -Szczerze mówiąc to się do tego nie palę. Wolałbym wygrać w totolotka. SĄSIAD -E, co za dużo to nie zdrowo. Tylko zgłupieć można. MARCIN (Z lekką ironią w głosie) Może jakoś bym sobie poradził? SĄSIAD -Wszystko nie tak. Niech no pan powie, po co nam teraz ta cała wolność jak po studiach zamiast do pracy pan do Urzędu Pracy musi zasuwać? MARCIN -Wszystko się zmienia…

(Otwieranie i zamykanie lekko skrzypiących drzwi, odgłosy kroków przez długi korytarz i trwający przez całą rozmowę charakterystyczny poszum korytarza w urzędzie)

MARCIN -Wolne? BEZROBOTNY I -Proszę. Teraz jest nas dwunastu w kolejce. Zastanawiał się Pan, dlaczego postawili tu dwanaście krzeseł? MARCIN -Nie? Czemu? BEZROBOTNY I -Sam nie wiem, ale dwanaście to liczba doskonała. Dwunastu apostołów, dwanaście bram w niebieskim Jeruzalem. I po dwunastu latach pracy w II rzeczpospolitej zostałem bez pracy… MARCIN -Sądzi Pan, że to celowe? BEZROBOTNY I -Nie, ale takie rozważania pomagają zapomnieć o tej beznadziei. Jak się pracuje to za chwilę i tak na bruk. Murzyn zrobi swoje i won. Tylko Ty człowieku jesteś już chory i do niczego. Tylko cmentarz. Nie pracujesz, nie masz, co do garnka wrzucić, w domu zimno. Cmentarz. Lepiej, żeby komuna zabiła to przynajmniej rodzina by żyła teraz z jakiejś renty. MARCIN -Trochę pan przesadza. BEZROBOTNY I -Młody jesteś to jeszcze życia nie znasz. Ja już bez stałej pracy piąty rok. I powiem ci jak to jest: jak siusianie w publicznej toalecie. Przed oczami ściana. Z nozdrzy w mózg bije nieprzyjemna atmosfera. Pustka przecinana fizjologicznymi odgłosami. Żadnych niespodzianek. Oddajesz i nic nie dostajesz a jeszcze płacić musisz. I pomyśleć, że o taką Polskę walczyliśmy? MARCIN -Ja mam nadzieję, że bezrobocie jest jak balon. W końcu musi pęknąć. (śmiech) BEZROBOTNY I -Wiesz, co pokażę ci coś. To napisałem niedawno. Posłuchaj: My z nosem przy ogłoszeniach. My z nie obciążającym portfelem. My węszący za promocją. My poszukujący, ale nie poszukiwani. My niezbędni PUPom. My, którzy wolelibyśmy już nimi nie być MARCIN -Niezły z pana poeta. BEZROBOTNY I -Zaraz poeta. Kiedyś natknąłem się w gazecie pożyczonej od sąsiada na ogłoszenie o konkursie na nazwę nowych serków. I nagroda zbiła mnie z nóg. Trzy patyki! Było już po terminie, więc, nie mogłem wysłać, ale zacząłem szperać to tu, to tam. Znalazłem kilka konkursów, ale wszystkie na wiersze. No to zacząłem pisać. Ten, co przeczytałem to jedyny, co zdobył nagrodę. Udał się. I pięć stówek wpadło. Za wiersze mniej płacą. Takie czasy. No i sąsiedzi się trochę śmieją, ale co tam.

MARCIN -Może też spróbuję. BEZROBOTNY I (z udawana złością) Widzę, że sobie konkurencję wyhodowałem. Żartuje. Jak chcesz mam jeszcze jeden. Też niezły. Napisałem go zeszłym razem tutaj. Nie było z kim pogadać to pisałem. (po chwili) E, gdzieś mi się zapodział.

(Słychać odgłosy otwieranych drzwi, z pokoju dobiega wesoła muzyka z radia i odgłosy przesiadających się bezrobotnych, po chwili)

MARCIN -Trudno. Czas zmienić krzesełko. BEZROBOTNY I -A propos przypomniał mi się sen. Byłem w nim torreadorem. Walczę elegancko z bykiem, tak jak należy. Po jakimś czasie pada martwy a ja czekam na oklaski. Patrzę na publikę jak im się ręce składają do oklasków a tu wbiega kolejny byczek. Kładę go jak tamtego, rozglądam się… a tu następny. Nie wiem ile tego było, ale w końcu zacząłem się już słaniać. W pewnym momencie zdecydowałem się skończyć ten koszmar. Odsłoniłem się i czekałem aż rogi wbiją mi się w płuca. To był koniec. (cisza, po dłuższej chwili) Jak się obudziłem to ledwie doszedłem po szklankę wody. I wiesz, co myślę sobie, że ten sen świetnie pasuje do mojej sytuacji. MARCIN -Nie rozumiem do końca. BEZROBOTNY I -Młody jesteś. Widzisz w życiu, co chwila ci się zdaje, że sukces już tuż, tuż. Nieraz masz go nawet w garści. Ale za chwilę znowu problem. I tak w kółko. W końcu masz tego dość i myślisz sobie, żeby już ten byk wziął cię na rogi. Żeby mieć w końcu święty spokój. Jak komuna legła w gruzach to myślałem, teraz to dopiero zbudujemy kraj! I po paru latach znalazłem się w Powiatowym Urzędzie Pracy bez środków do życia. MARCIN -Mnie też to bezrobocie za skórę wlazło. Przypomina mi to trochę Stalina. Na wszystkich filmach uśmiechnięty. Taki dziadek do przytulenia a miliony ludzi przecież wysłał na śmierć. Przyznam się, ze to bezrobocie na początku nawet mi się podobało. Morze czasu, zasiłek też w sumie starczał, ale z czasem było coraz gorzej BEZROBOTNY I -Dobrze, ze znasz to tylko z filmów.

(Drzwi się otwierają, słychać dochodzącą muzykę z pokoju, drzwi się zamykają, dźwięk kluczy i zamykanie drzwi na zamek a następnie oddalające się głośne kroki kobiety w butach na obcasach) MARCIN -Kurcze, znowu wyszła. Jak byłem ostatnio to też ta nasza pani opiekunka zniknęła gdzieś z papierami pod ręką na dwadzieścia minut.

BEZROBOTNY I -Widać, że komuny nie przeżyłeś. Teraz to mimo wszystko zachód. Jak stałem tydzień po meble to się cieszyłem, ze nie skończyło się na dwóch. Mój sąsiad stał kiedyś za kolorowym telewizorem dziesięć dni i przyszedł do domu z radiem. Kupił, chociaż miał już trzy. Nie chciał wracać do domu z pustymi rękami. MARCIN -Moja babcia twierdzi, że to były złote czasy… BESROBOTNY I -Bo były. Roboty w brud. Sami się prosili. A jak kto nie chciał to w sukę i do fabryki. Czy to nie brzmi jak sen? BEZROBOTNY II -Lepiej byś pan wody z mózgu młodemu nie robił. Mało to ludzi w więzieniach gniło. BEZROBOTNY I -Teraz kwitniemy w PUP-ie. Z tym, że jest nas parę milionów a reszta za murzynów. Jak ktoś nie chciał się bawić w partyzanta i cicho siedział nic mu nie robili. BEZROBOTNY II -Widzę, że z Panem komuchem do ładu nie dojdę. BEZROBOTNY I -Jak się nie ma argumentów to najlepiej błotem rzucić i już. Szkoda gadać.

(Słychać kroki powracającej urzędniczki, przekręcanie klucza, otwieranie drzwi, muzykę z radia, wstaje kolejny bezrobotny i powoli drzwi się zamykają) MARCIN -Zmiana krzesełek panowie. BEZROBOTNY I -Dziesięć do końca. Zaczynamy końcowe odliczanie. (po chwili) Prawda jest taka, że gdy jesteś bezrobotny, to wtedy to, co biegnie, biegnie zawsze w przeciwną stronę a to, co stoi, stoi zawsze na Twojej drodze. Czy walczyłeś czy siedziałeś i spełniałeś swoje małe obowiązki teraz w PUPie siedzisz bracie. BEZROBOTNY II -Dobrze, że się nie zrymowało, bo jeszcze by do głowy weszło jak piosenka MARCIN - Ja, gdyby nie rodzina, pewnie skończyłbym już pod mostem. Ale żona ustawi mnie zawsze pod takim kątem, żebym zobaczył, co mi moje bezrobotne klapki przysłaniają. Tak naprawdę przecież nie na etacie, ale w domu każdy może znaleźć prace. Ja mam trzyletniego syna to robię za baby siter na przykład. Do tego sprzątanie, gotowanie niekiedy. Pełen etat. Teraz nawet znajomi mówią, że mam coś z feministki. Ale tak naprawdę, to dopiero teraz zrozumiałem ile się w domu trzeba nauwijać, żeby to jako tako funkcjonowało. BEZROBOTNY II -Mnie by to wykończyło MARCIN -Co, to, że jest się potrzebnym? Takie czasy. Żona trafiła z zawodem, ja nie. Dzięki temu, że się zamieniliśmy rolami żyje nam się całkiem nieźle. Trzeba tylko przełamać schematy a nie ciągle tkwić w historii. BEZROBOTNY II -W babę się zamienić. Wszystko do góry nogami. MARCIN -(lekko podenerwowanym głosem) Jak by pan poznał mojego dzieciaka to zmieniłby pan zdanie. Najlepsze przedszkole nie zastąpi rodzica. Jak wyjdę z synem na plac zabaw to na oko widać, ile mój mały zyskał, że się nim rodzic zajmuje. W żłobku głównie chodzi o to, żeby dotrwać do 15 bez krzyku. A tu trzeba cały czas pokazywać, wyjaśniać. Dwieście pytań i odpowiedzi na godzinę. Formuła I. BEZROBOTNY II -To rola dla kobiety. MARCIN -Babcia też nie daje rady, sadza małego przed telewizorem, i tyle. Zresztą, kto był najlepszym nauczycielem? Platon, Sokrates, nie wspominając o Jezusie. Chyba to nie baby? BEZROBOTNY I - Nie denerwuj się, bo cię jeszcze od komuchów wyzwie. MARCIN -Pewnie lepiej, żebym nogi na stół położył i telenowele oglądał, albo narzekał na czerwonych, czarnych, zielonych, różowych i cały świat Czy trudno zrozumieć, ze lepiej robić coś z pozoru niepozornego, niż tylko siedzieć i narzekać?

(Odgłosy otwieranych drzwi, muzyka radiowa i odgłosy przesiadających się bezrobotnych, po chwili przerwy Marcin zaczyna mówić już całkiem spokojnie)

Na początku nie wiedziałem, gdzie podziać wzrok. Jak wychodziłem z małym rano na spacer to jakbym szedł z transparentem: Jestem bezrobotny, utrzymuje mnie żona. A teraz jestem z tego dumny. BEZROBOTNY I -Pamiętasz, co było na bramie w Oświęcimiu? „Praca czyni wolnym” Teraz nasza cywilizacja, to znaczy nasza kultura trochę to zmodyfikowała „praca czyni wolnym od najgorszego nieszczęścia- bezrobocia” Wystarczy, że siedzisz za biurkiem i obgryzasz paznokcie, ale jesteś Pan, bo masz pracę. Znaczy masz pensję. A możesz być Michałem Aniołem, ale bez etatu, jesteś nikim. MARCIN -Coś o tym wiem. Byłem ostatnio w banku…Pytaliśmy o kredyt mieszkaniowy. Popatrzyli tylko z politowaniem jak im pokazaliśmy nasze dochody. Jak chcieliśmy jeszcze popytać to zaraz ostro, że kolejka… BEZROBOTNY I -Widzisz, teraz nikt nie pyta, co się robi, albo robiło piętnaście lat temu. Liczy się dochód! Stały przypływ na konto. To truje. A dzieciaki po szkołach na bezrobocie i co robią? Albo zamykają się przed telewizorem, albo topią w kieliszku. MARCIN -Teraz raczej w strzykawce.

BEZROBOTNY I -Wszystko się zmienia, ale efekty są takie same. (po chwili milczenia) Kiedyś wszystko było jasne. Kto winien, z kim walczyć i tak dalej. Było biednie, ale nikomu to tak nie przeszkadzało. Jak na wojnie liczyła się sprawa, nieważne nawet, po której stronie się stało.

(W słowo wpada Bezrobotny II)

BEZROBOTNY II -A nie mówiłem, ze komuch

BEZROBOTNY I -Teraz wszystko się rozmyło. Wszyscy tylko gonią za kasą, której nie ma. (po chwili) Może synowi będzie lepiej MARCIN -Mam nadzieję. Na szczęście teraz nie wiele rozumie z tych spraw. Nieraz mu zazdroszczę. BEZROBOTNY I -Jak tak dalej pójdzie to ja też niedługo przestanę wiele rozumieć. Tylko czy będę szczęśliwy? Oby. MARCIN -Najważniejsze zdrowie.

(Odgłosy otwieranych drzwi, muzyka radiowa i odgłosy przesiadających się bezrobotnych, po chwili krótkiej przerwy)

BEZROBOTNY I -Fizycznie to u mnie z tym nie najgorzej. Palić musiałem przestać. Po pracy już też nie wypije. Tylko niekiedy na imieninkach się zdarza. A spacerów w nadmiarze. Żona studiuje wszystkie te gazetki sklepowe i co rusz wynajduje jakiś towar taniej. A ja na rowerek i kilometry sobie nabijam. MARCIN -U nas podobnie BEZROBOTNY I -Bezrobocie uczy tańca na linie Wydasz za dużo na jedzenie, na koniec miesiąca popadasz w długi albo przechodzisz na dietę: woda, chleb i cebula Wydasz zbyt mało na jedzenie, jest jeszcze gorzej. Źle się odżywiasz, słabniesz, byle jaki wirus i chorujesz. Kupujesz leki i to, co zaoszczędziłeś, zostawiasz w aptece. Znów dieta, albo SKOK, bo bank ze mną też nie chce nawet gadać. MARCIN -Takie życie, ale przynajmniej SKOKi mogły powstać

BEZROBOTNY I -Tylko kiedyś nie było takiej potrzeby. Teraz ciągle musisz główkować Kupisz za drogie buty, po dwudziestym dieta albo sznureczek długów znów bardziej uwiera… Kupisz tanie, ale wiadomo kiepskie, po dwudziestym masz mokre skarpety chorujesz, kupujesz leki, cmentarz jednym słowem MARCIN -My już tylko na kawie nie oszczędzamy. To chyba nasz ostatni luksus, bo co kupiliśmy jakąś tańszą z promocji, to potem i tak musieliśmy dać teściowej, bo dla nas była nie do wypicia. A teściowa nadal uważa, ze jest tylko jeden gatunek kawy jak za złotych czasów i pije bez narzekania wszystko, byle w dużej szklance, czarne i słodkie. BEZROBOTNY I -Coś ci powiem. Tata opowiadał, ze jak był w obozie, to ludzie ostatnią kromkę potrafili na papierosa wymienić. Nałóg. A kawa jak papieros. Ale bezrobocie może wyleczyć. Ja tam bym nigdy nie uwierzył, ze fajki rzucę! I co? MARCIN -Tylko chwalić

(Odgłosy otwieranych drzwi, muzyka radiowa i odgłosy przesiadających się bezrobotnych, po chwili przerwy)

BEZROBOTNY I -Niektórzy z naszych przemądrzałych na stołkach mówili nawet, że bezrobocie to lekarstwo na nierobów. MARCIN -Też to pamiętam BEZROBOTNY I - Tak się gadało, że to potrzebne, żeby obiboków z zakładu przycisnęło do roboty. Ale to tylko mydlenie oczu. Bezrobocie to potwór, co wpędza w chorobę. Nerwica goni nerwice. MARCIN -Wie pan, ja widziałem wiele takich zjaw. Myślę, że to nie jeden potwór, tylko właśnie zjawy, których jeszcze dwa lata temu, nawet bym sobie nie potrafił wyobrazić. Każdy zresztą ma je pewnie inne. Moje odwiedzają mnie tak często, że do niektórych już się przyzwyczaiłem. BEZROBOTNY I - Jak żołnierz na wojnie, co to wśród ciał kolegów, zajada z menażki obiadek. MARCIN -Dokładnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych