Wampir Maksiu
(zainspirowane youtubem - dokładnie rozmowami w toku)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Maks umówił się z niejaką Olgą, fanką emo i cięcia się żyletką. Wcześniej kilka razy miał z nią do czynienia i doskonale wiedział, że nie będzie miała oporów przed oddaniem mu kilku kropel swojej krwi, aby mógł ugasić pragnienie, które dręczyło go od popołudnia. Osobiście uważał, że dziewczyna była idiotką - w swojej naiwności wierzyła, że okaleczanie ciała przyniesie jej duchowe uniesienia. Jeśli miała jakieś przeżycia metafizyczne, to Maks o niczym nie wiedział - widział tylko, jak lider pewnej pseudo rockowej grupy wyrył sobie cyrklem imię swojej narzeczonej na przedramieniu i podejrzewał, że może to mieć z tym pewien związek.
Śmieszyli go ludzie, napawali obrzydzeniem w swojej słabości. O ich ograniczeniu świadczył fakt, że potępieniem reagowali na każdego, kto choć na jotę odstawał od powszechnie ustalonego modelu normalności - Maksymilian czuł się istotą wyższą, bowiem nie ukrywał własnej natury i nie miał oporów przed manifestacją własnej wyjątkowości. Był wampirem. Mógł, co prawda poruszać się w świetle dziennym i nie miał oporów przed jedzeniem kebabu z sosem czosnkowym, jednak irytowały go kolejne próby tłumaczenia znajomym, iż jest wampirem nowoczesnym i powyższe praktyki są efektem długotrwałej a żmudnej ewolucji.
Tego wieczora dla zaznaczenia własnej odrębności ubrał się niezwykle starannie - spod skraju płaszcza ze Stradivariusa wystawała aksamitna poła fraka, wyczyszczone buty aż lśniły. Ponadto, umalował się nieco - oczywiście zdawał sobie sprawę, że podobne praktyki nie przystają wampirowi, on jednak uznał za swój cel onieśmielenie jak największej liczby osób ogromem własnej przerażającej urody. W tym celu przypudrował lekko - broń Boże, żeby ktoś zorientował się, że to makijaż - policzki białym proszkiem, podkreślił cienie pod oczami paletą z Rossmana oraz ułożył włosy, aby dopełniały mrocznej całości.
W autobusie sprawiały mu przyjemność natarczywe spojrzenia ludzi, ponieważ czuł podświadomie, że za pozorną niechęcią kryje się szacunek do jego postaci. Zwłaszcza chłopak siedzący naprzeciw niego nie odrywał od niego wzroku. Po kilku przystankach jednak zaczęło to męczyć Maksa, który nie przywykł do natarczywych spojrzeń ze strony mężczyzn i zagłębił się w lekturze „Nosferatu", którą obłożył wcześniej czarną krepą, aby ktoś przypadkiem nie pomyślał, że czyta którąś z części „Zmierzchu". Poirytowany kpiącym spojrzeniem osoby z naprzeciwka, co chwilę zerkał znad książki, oceniając postać tamtego. Nie potrzebował wiele czasu, aby uznać, że tamten odpada przy nim w przedbiegach - miał nie więcej niż szesnaście lat, był chudy i ubrany w łachmany rodem z lumpeksu, na nogach miał zdarte trampki (w lutym!), a znad odsłoniętej szyi spoglądała arogancka twarz. Oczy w tej chorobliwie bladej twarzy były głęboko osadzone, a krótkie sterczące włosy tak białe, że z pewnością musiały być tlenione, jak szybko skonstatował Maks. Zainteresowała go bladość chłopaka - zastanowił się, w jaki sposób mógłby uzyskać podobny odcień skóry, nie narażając się przy tym na wypryski. Wkrótce autobus zatrzymał się na jego przystanku i Maksymilian wyszedł z powagą na skąpany w mroku wieczoru przystanek. Dziewczyna, do której się wybierał mieszkała na drugim końcu starego miasta i był zmuszony był przejść przez rozległy park, aby dotrzeć do jej ulicy. Kątem oka zauważył, że chłopak w trampkach wysiadł z nim z autobusu i teraz podąża za nim, rzucając chybotliwy cień na ośnieżone ławki przy alejce. Nieświadomie Max przyspieszył kroku, starając się, aby jego ruchy nie utraciły elegancji i niewymuszonej gracji. Zerknął za siebie i dojrzał jak do wyrostka dołącza druga postać.
Poczuł zdenerwowanie - w kieszeni płaszcza spoczywał nowy iphone, który dostał od matki na święta - gdyby został napadnięty, z pewnością utraciłby sprzęt warty kupę kasy, o ranach na ciele nie wspominając. Owszem, był wampirem i z tego tytułu posiadał też pewne moce - w tej chwili sądził jednak, że wypił zbyt mało krwi, aby z godnością przeciwstawić się napastnikowi. Ostatecznie, zawsze mógł zadzwonić na policję, co nie? Śnieg skrzypiał pod jego butami i w tej chwili zorientował się, że nie słyszy podobnych odgłosów za sobą. Znaczyłoby to, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robert_Karataiev
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…