whatever
cokolwiek i obojetnie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Teraz kazdy wyobraza sobie miejsce. Miejsce dosc szczegolne, bo znajduje sie tam duzy szary blok z oknami po jednej stronie, a balkonami z drugiej. Budynek stary, wrecz w krytycznym stanie, przepasany tysiacami kabli wyplywajacych z okiem i wplywajacych do sciany badz w okiennice pod soba, z zardzewialymi od starosci balkonami i sypiacym sie tynkiem oraz dwoma w miare duzymi wiatrakami na dachu. Przed blokiem na neurodzajnym, glinianym gruncie ustawione sa obok siebie powykrzywiane drabinki rowniez zzerane przez rdze. Jedna oblocona piaskownica z metalowymi lawkami dookola siebie. Troszke dalej kilka zniszczonych, nienadajacych sie do siedzenia lawek, w srodku jednak jedna mimo stanu w jakim sie znajduje, w pelni sprawna. Przed placem zabaw las, ktory nie wiadomo skad sie wzial, jednak przez brak substancji w glebie podniszczony i tylko nieliczne w nim drzewa maja jeszcze liscie. Na przeciw bloku troche na prawo od strony okien, wysoka skarpa, mozna by rzec bylo - urwisko. Pozatym nic. Nic nie w sensie, ze nic wyrozniajacego sie czy godnego uwagi, tylko nic rozciagniete na popekanej glebie po horytont. Taki blok w srodku totalnego zadupia jak juz zdazyli wszyscy sobie wyobrazic. Co ciezej jest juz sobie pewnie wyobrazic - blok jest zamieszkaly. Wlasciwie kazde pietro powyzej piwnicy jest przepelnione, co prawda glownie starymi ludzmi, ktory nie wychylaja nosa poza wlasny kat z telewizorem ale zyja w nim tez dzieci i mlodziez. Co jeszcze bardziej niewiarygodne, kilku ludzi wprowadzilo sie niedawno, a wlasciwie dokladnie....
Teraz.
Nowoprzybyla zerknela przez okno wychodzace z jej nowego pokoju. Po kres tego co widziala, wlasciwie nie widziala niczego- trudno sie dziwic, bo niczego tam tez nie bylo. Jeszcze raz rzucila okiem na pozlkle sciany i sufit z plama z ktorej spadaly brunatne krople. Usmiechajac sie pod nosem wyszla z pokoju pozbawionego drzwi i ruszyla ku dalszym pomieszczeniom. Pierwszy napotkan pokoj - na przeciwko tego, z ktorego wlasnie wyszla- byl najwiekszy w calym mieszkaniu. Wychodzil z niego balkon i tam tez zaraz pospieszyla. Wyjrzawszy zanotowala, ze po tej stronie znajduje sie znacznie wiecej niczego, niz od strony okien. Uslyszawszy szmer za plecami odwrocila sie i przeszla z powrotem do mieszkania. - No jak dla mnie bomba, tato - oznajmila zaraz po przekroczeniu progu od balkonu. Ojciec - wychudzialy mezczyzna po 50 - jedynie pokrecil glowa rozpakowujac walizke do szafki, ktora wlasnie przesunal pod okno - nigdy za wiele nie mowil. Znaczy pewnie i mowil - ale ona tego pamietac nie mogla. By udziwnic troche rys psychologiczny dziewczyny, musze zdradzic iz jej matka rodzac ja juz od 20 minut, dokladnie 23 minut, byla martwa (shit happenes), a ojciec wypowiedzial ostatnie slowo wraz z jej smiercia. Traktowala go wiec bardziej jako zwierzatko domowe niz rodziciela czy wzor. - To ja sie ide rozejrzec na zewnatrz. - oznajmila po chwili wychodzac z mieszkania i zamykajac za soba drzwi. Zeszla ostroznie po metalowych zardzewialych schodach i ogladajac uwaznie kazdy napotkany korytarz. - Nowa? - uslyszala z jednego z nich. - Nowa. - potwierdzila. - Dziwne... - zostala poczestowana papierosem, ktorego wziela i podpalila natychmiast zrecznym ruchem chowajac zapalniczke do spodni. Szlugiem poczestowal ja weteran tych stron. Nie mogla tego oczywiscie wiedziec. Widziala tylko blizej nieokreslonego chlopaka z kapturem naciagnietym na twarz i rekawiczkach bez palcow, ktore podaly jej papierosa. Kiedy chlopak wychodzil z klatki, zaraz pospieszyla za nim. Przeszli szybkim krokiem w strne placu zabaw. Tutaj chlopak na chwile przystanal odpalil sobie nastepnego papierosa i poczestowal takowym rowniez dziewczyne. Wydawalo sie, ze usiada zaraz na krawedzi piaskownicy, ale miast tego chlopak gwaltownie zerwal sie jakby obudzony podbiegl do jedynej sprawnej lawki i splunal na siedzaca tam osobe. Dziweczyna spojrzala sie w ich strone i zaciagajac sie czekala na powrot chlopaka. Zaraz tez ruszyla za nim w strone lasku. Obejrzala sie jeszcze raz na osobe siedzaca na lawce i zauwazyla tylko ze kreci glowa w gescie dezaprobaty i podnosi wzrok na blok.
Pod laskiem czekala grupka blizej nieokreslonych osob. Widzac zmierzajacych w ich strone towarzyszy, wszyscy odwrocili sie w ich strone i czekali w milczeniu. - Hm - przywital sie chlopak w kapturze. - Hm - odpowiedziala mu grupka chorem. - Nowa - krotko przedstawil dziewczyne wskazujac na nia gestem glowy. - Hm - chorek byl w tym calkiem dobry. Dziewczyna ocenila sytuacje na chlopaka, ktory czestowal ja papierosami, dwoch kolesi z glupimi usmiechami na szarych twarzach, dziewczyne o sinych oczach, chlopaka o kruczoczarnych wlosach i bladej cerze i parke prawie identycznych szarych jednostek - ona w okularach i krotkich szarych wlosach, on bardzo krotko sciety ze szrama kolo nosa. Blado-czarny chlopak skinal glowa w strone lawki i zrobil pytajaca mine. - Ta.. siedzi, bez zmian. - skwitowal krotko chlopak w kapturze. - Skurwiel - Chuj - prawie przekrzyczeli sie glupio usmiechnieci. - Hm - odpowiedziala krotko parka. - To co dzisiaj? - pytanie padlo ze strony dziewczyny w okularach, po krotkiej chwili ciszy. - Moze pokazemy Nowoprzybylej okolice? - cicho uciela sinooka. - Jak dla mnie bomba. - Rzekla wyzej wymieniona wyrzucajac kiepa i przydeptujac go butem. Cale towarzystwo wiec w slimaczym tempie obrocilo sie w strone skarpy i tym samym tempem zaczlo podazac w jej strone. Tylko blado-czarny zboczyl z drogi i poszedl w strone placu zabaw, gdzie kopnal w jedyna sprawna lawke i wsadziwszy rece w kieszni wrocil do grona. - To jest skarpa. - powiedzial wskazujac urwisko zakapturzony. Nowoprzybyla skinela w glowa w gescie zrozumienia. - Moj brat z niej spadl. - dokonczyl odpaliwszy kolejnego papierosa. - Ciagle tam lezy. - dodala sinooka wychylajac sie lekko poza krawedz. Nowoprzybyla zblizyla sie do krawedzi asekurowana przez glupio usmiechnietych i wyjrzala w przepasc. Rzeczywiscie na polce skalnej w dole lezalo w nienaturalnej pozie sfatygowane cialo 7 moze 8 latka. - Hm. - zaczal po chwili zakapturzony - dlatego rodzice juz nie wychodza z domu. - po tych slowach nastapilo dosc dlugie milczenie. - Wykombinowalismy juz jak zejsc kawalek ale potem jest sypko. - Przerwal blado-czarny. Na dowod zlapal sie skraju i powolnym ruchem zaczal schodzic po kamieniach. Osiadlwszy na pierwszym plaskim gruncie zamachal do zebranych u gory. - Chcesz sprobowac? - rzucila nagle okularnica. - Tak niespecjalnie... - odpowiedziala Nowoprzybyla. - Moze innym razem wiec. - zakonczyl oszramiony. - Dobra wracaj! - krzyknal w dol zakapturzony, a echo odbilo rozkaz. - Trzeba znowu dzis nakarmic szczury. Blado-czarny szybkim ruchem znalazl sie u gory. Korowod ruszyl w strone wejscia do bloku, a kazdy ze zgromadzonych wczensiej pod laskiem obficie spluwal pod nogi osoby siedzacej na lawce. Nowoprzybyla rowniez.
Drzwi od piwnicy byly w zaskakujaco dobrym stanie, porownujac do reszty budynku, od podlogi dzielila je nadwyraz szeroka szpara na okolo 30 cm. Sinooka wsadzila do zamka ogromny klucz i przekrecila. Rozlegl sie glosny zgrzyt, od ktorego okularnica i blado-czarny zlapali sie za uszy, i w taki tez sposob wkroczyli do podziemii. Ktos z tylu zapalil swiatlo, i zobaczyc mozna bylo rozlegle korytarze piwnicy, w niektorych do kostek unosila sie woda. Gdzie niegdzie lezaly lub plywaly zdechle szczury, tu i tam obumieraly nigdy nie dopalone fajki, a w oddali slychac bylo piski. Zakapturzony wszedl w korytarz po lewej i przyniosl stamtad sloik z blizej nieokreslona substancja o kolorze brunatno-szarym. Nowoprzybyla kroczyla szybko za sinooka, gdyz ta najwidoczniej prowadzila do celu przybycia do podziemia. Na koncu korytarza przy scianie rozsypywaly sie juz od lat drzwi do pomieszczenia, ktore wszyscy z wyjatkiem Nowoprzybylej znali wysmienicie. Sinooka przesunela je na bok i oczom nowej ukazaly sie gromady szczurow. Malych, jeszcze nieowlosionych, ogromnych wielkosci kota i takich srednich biegajacych dookola i wrzeszczacych w polochu przed swiatlem wdobywajacym sie zza otwartych drzwi. Zakapturzony rzcil do srodka sloik, ktory rozbiajac sie na glowie jednego z tych grubszych , rozbil sie na pol, a wydobywajaca sie maz zaraz pokryta zostala gruba warstwa wchodzacych na siebie szczurow. Taki sam sloik w ten sam sposob rozbil Blado-czarny i tylez samo szczurow zbieglo sie do zawartosci. I jeszcze jeden - okularnica, i nastepny - jeden koles z glupim usmiechem. Potem sinooka zamknela drzwi. Chwilke stali tak zwroceni w ich strone az piski nie ucichly. Potem dwoch glupio usmiechnietych wyszlo, za nimi podazyla po chwili parka szramo-okularnikow, a za nimi bladoczarny rzucajac za soba jeszcze wyrazne "HM." Sinooka poczekala, az zostanie poczestowana papierosem po czym odeszla tak jak wczesniej. Zakapturzony obrocil sie jeszcze na Nowoprzybyla odkaszlna i tez odeszedl.
Zamykawszy za soba drzwi nowa wyjrzala jeszcze na ciemne juz podworko. Osoba na lawce ciagle siedziala obserwujac blok. Nie zwracajac na to baczniejszej uwagi ruszyla w strone nowego mieszkania, gdzie rozpakowala swoja walizke i polozyla sie do snu na materacu, ktory z calego bloku byl chyba rzecza najmneij zniszczona.
Klamstwem byloby stwierdzic ze obudzilo ja slonce wpadajace przez okno. Raczej bylo calkiem szaro i chmurno. W kazdym razie cos ja obudzilo nastepnego dnia. Nowa wstala, wyciagnela sie i mimochodem zerknela na plac zabaw gdzie na lawce siedziala ciagle w niezmienionej pozycji tam sama osoba. Szybko ubrala sie i poszla do kuchni gdzie przy rozklekotanej lodowce siedzial jej ojciec wpatrujac sie tepo w ciemnacy kran. - Jak sie spalo? - Ojciec bezmyslnie skinal glowa. Dziewczyna otworzyla drzwi lodowki i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LittleGecko
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…