Widok z okna
Mój dłuższy tekst, o tym co można zobaczyć z poetycko-miłosnego okna.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"W XIII wieku młody władca Sycylii, król Fryderyk II przeprowadził eksperyment, którego celem było sprawdzenie pewnej teorii. Wedle niej, każde dziecko rodzi się ze znajomością jakiegoś starożytnego języka. Bez żadnej nauki, czy doświadczenia, dojrzałe dziecko powinno spontanicznie zacząć mówić w tym języku. Aby to potwierdzić Fryderyk II kazał przybranym matkom wychowywać grupkę noworodków w kompletnej ciszy, tak by nie słyszały ludzkiego głosu... Po dwóch tygodniach wszystkie dzieci zmarły, a król Fryderyk II zrażony niepowodzeniem, zaniechał dalszych eksperymentów."
Na dworze zrobiło się bardzo ślisko. W nocy spadł deszcz, a nad ranem mokre ulice i chodniki skuł silny, późnolistopadowy mróz. Ludzie przesuwając się w żółwim tempie, stąpali po chodnikach jak po kruchym lodzie. Samochody co chwila uderzały o siebie zatrzymując się w poprzek jezdni. Kierowcy wygrażali sobie pięściami trąbiąc na wpadających pod koła pieszych. Jerzy przerwał czytanie ksiązki o królu Fryderyku i jego eksperymencie. Wstał i podszedł do okna, z niechęcią spoglądając na świat. Najchętniej pozostałby w domu, ale miał do załatwienia ważną sprawę. Od jej wyniku zależała jego przyszłość. Los Jerzego spoczywał w rękach pewnej młodej kobiety, którą bardzo kochał i z którą pragnął pozostać aż do końca świata. Ale ona twierdziła, że Jerzy obgryza paznokcie...
Poruszając się z największą ostrożnością zmierzał w kierunku przystanku tramwajowego. Sprawnie omijał tańczące w powietrzu staruszki, koziołkujące kobiety z zakupami i przeklinających mężczyzn. Przystanek był coraz bliżej... Nagle poczuł, że jego stopy nie opierają się o twardy grunt. Niebo znienacka znalazło się pod nogami, a chłód lodu uderzył o jego twarz. Przewrócił się. Leżał bezradnie, długo próbując się podnieść. Młoda kobieta zajrzała w jego bezradne oczy. - Pomogę panu... Znał ją. Mieszkała w tym samym bloku. Miała wielkie błękitne oczy.
Iwona musiała dokonać wyboru. Adam był przystojnym, sympatycznym chłopakiem, doskonale tańczył. Wiktor miał delikatną twarz i duże zielone oczy. Adam podobał się wielu dziewczynom, ale i z wzajemnością. Wiktor posyłał Iwonie słodkie uśmiechy, lecz nie potrafił tańczyć. Iwona chciała pójść za głosem serca, nie mogła jednak złapać odpowiedniej, niczym nie zakłóconej, częstotliwości. Na wszelki wypadek nosiła w kieszeni srebną monetę...Ale nie mogła się zdecydować. Spojrzała przez szybę okna. Ludzie z wielkim trudem poruszali się po śliskim chodniku. Iwona przesunęła się bliżej. Pewien młody mężczyzna zrobił efektowny szpagat i miał poważne kłopoty z przyjęciem ponownie pionowej postawy. Nieoczekiwanie z pomocą przyszła mu młoda kobieta. Próbowała podnieść leżącego, ale sama straciła równowagę i upadając na jego nogę, złamała ją. Iwona była tego pewna. Całe zdarzenie rozegrało się w niewielkiej odległości od jej mieszkania. Krzyk bólu jaki wydał z siebie mężczyzna usłyszała bardzo wyraźnie. Iwona wróciła do swoich myśli. Musiała przecież dokonać wyboru. Adam? Wiktor? Był jeszcze Michał, ale o tym wiedział tylko on.
Tadeusz schowany za zasłoną obserwował przechodzących ludzi. Ale nie myślał o nich i panującej na zewnątrz gołoledzi. Zastanawiał się czy jego żona Jadwiga zdecyduje się wyjść na spacer ze swym starym, okropnym psem. Miała przecież sześćdziesiąt lat i reumatyzm. Tadeusz chciał, żeby wyszła na dwór. Chciał, bo obserwowanie niezdarności żony dostarczało mu chorej satysfakcji. Na chwilę Jadwiga przerwała zmywanie naczyń. Jej wierny towarzysz niedoli, stary wilczur Nero, zaszczekał cicho. Spojrzała przez okno na skuty lodem świat. Młody mężczyzna w długim czarnym płaszczu poślizgnął się i upadł na śliski chodnik. Przechodząca obok młoda kobieta zatrzymała się i podała mu dłoń. Ale zachwiała się i....
Promień słońca łaskotał bladą twarz Jerzego. Monika wpatrywała się w mężczyznę intensywnie.Prawa nog w gipsowym opatrunku zwisała ciężko na dźwigni. Leżący na łóżku przy drzwiach staruszek mamrotał coś przez sen. Jerzy spojrzał na Monikę. Jej wielkie błękitne oczy wydawały się być jaśniejsze od jesiennego,porannego słońca zaglądającego przez szare okna szpitalnej sali. - Jak się czujesz? Przyniosłam konfitury...Lekarz powiedział, że w poniedziałek będziesz mógł zacząć chodzić...Przynieść ci coś jeszcze? - Dziękuję ...Niczego nie potrzebuję ...Przyjdź tylko.... Gdyby nie jego upadek, nigdy nie mógł by powiedzieć do Niej "przyjdź" i mieć pewność,że choćby świat przestał istnieć, ona i tak przyjdzie i będzie. "Czasami upadki są wzlotami" pomyślał filozoficznie. Monika uśmiechnęła się delikatnie. Szczerze. W jej sercu wyrastało ogromne drzewo wiecznie zielone nadzieją. Następnego ranka leżący na łóżku przy drzwiach staruszek zmarł. Zanim jednak to się stało, zdążył wyjawić, że odwiedził go w nocy anioł. Miał wielkie błękitne oczy.
Michał zaczynał po raz dziesiąty swój list do Iwony. Mieszkała zaledwie dwie klatki stąd, chodziła do jego liceum, do jego klasy Była naprawdę bardzo blisko. Blisko, ale zarazem tak daleko . O setki, tysiące kilometrów, całe lata świetlne... Michał nie wiedział jak pokonać tę odległość. W myślach konstruował międzygwiezdną rakietę kosmiczną i po raz dziesiąty zaczynał swój list do niej.
Wypadło 4. Gdyby wypadło mniej niż 4, Tadeusz udusiłby Jadwigę kablem od telefonu albo utopiłby w wannie, albo coś jeszcze by wymyślił. Ale wypadło 4,więc dzisiaj ocaliła życie. Każdego dnia Tadeusz zabija swoją żonę. W wyobraźni. Jadwiga udawała, że nie interesuje ją, to czym zajmuje się maż, ale kątem oka bacznie przyglądała się siedzącemu przy stole Tadeuszowi, który rzucał kostką do gry. Kostki do gry wypełniały cale dwie szuflady. Zbierał je od dzieciństwa. Kiedyś wypadło 1 i ożenił się z Jadwigą. Kiedy indziej wyrzucił 2 i odszedł od żony. Wrócił jednak, chociaż na kostce liczba oczek wskazywała 5. Jakoś nie mógł w samotności rzucać swoich kostek do gry... Teraz jest inaczej. Ale Tadeusz nie ma dokąd pójść, bo gdziekolwiek, by nie poszedł, zawsze wraca w to samo miejsce.
Monika studiowała psychologię. Przygotowywała pracę magisterską na temat "Miłość w życiu człowieka". Termin ukończenia pracy zbliżał się nieuchronnie, a ona napisała tylko wstęp i zupełnie nie wiedziała jakie będzie zakończenie. Któregoś dnia przy szpitalnym łóżku Jerzego stanęła młoda piękna brunetka - Agnieszka. To właśnie do niej tak bardzo śpieszył się Jerzy, ale złamał nogę, a zaraz potem Monika złamała mu serce i w końcu nie dotarł do Agnieszki. - Jestem...dowiedziałam się niedawno ...Wyglądasz nie najlepiej i ...-przerwała na chwilę. Jej czarne, iskrzące oczy wbiły się w twarz Jerzego, a on poczuł jak tkanki w jego sercu pękają bezgłośnie - i nie przeszkadza mi, że obgryzasz paznokcie. Wąska strużka krwi powoli sączyła się z piersi Jerzego. - Ale ja nigdy nie obgryzałem paznokci.... - Wyzdrowiejesz - stwierdziła - Wyzdrowiejesz, a wtedy znów Twój oddech stanie się Moim oddechem.Odeszła. Potem przyszła Monika. Przyniosła konfitury i kolejne pełne miłości spojrzenia. Jerzy stracił apetyt. I Monika to zauważyła. Czyżby zaczynał się ostatni rozdział? Ale napisała przecież parę stron wstępu.
Iwona zgubiła srebrną monetę. I to był prawdziwy problem. Zastanawiała się czy wybrać dyskotekę z Adamem, czy kino z Wiktorem ? - Oczywiście chętnie się z tobą wybiorę. Przyjdę tylko trochę później...Czekaj na mnie . odpowiedziała po chwili namysłu telefonującemu Adamowi. "Znajdę monetę i zadecyduję" pocieszała się w myślach jednocześnie zerkając z niepokojem na zegarek. Niepokój okazał się przedwczesny. Wiktor przybył z czterominutowym spóźnieniem. Ale i tak mieli wystarczająco dużo czasu, by popatrzeć sobie w zielone oczy i zdążyć do kina.
"Mimo wszystko wciąż cię kocham...wiem, że codziennie w myślach zabijasz mnie, ale wiem, że tak naprawdę nigdy byś mnie nie skrzywdził, a jeśli odejdziesz , to zaraz wrócisz. Nie można uciec przed sobą. Bo ja jestem Tobą, a Ty jesteś Mną. Tylko w swojej twarzy możesz dostrzec odbicie mojej twarzy. Jeżeli moje lustro pęknie, pęknie twoje odbicie i przestaniesz istnieć. Wiesz o tym i dlatego zawsze będziesz ze mną" Jadwiga przerwała monolog. Nero zaszczekał cherlawie. Znudziło go to gadanie Jadwigi, chciał wyjść na spacer. Popatrzeć na ozłocone jesienią liście drzew, na śpieszących, zamyślonych ludzi, na młode, biegające radośnie po trawnikach inne psy. Był już stary i chciał się nacieszyć resztkami psiego życia. Nie miał ochoty wysłuchiwać Jadwigi, bo uważał, że przesadza z tą miłością do Tadeusza. On osobiście ugryzłby go w łydkę, ale niestety zęby ma już słabe, więc może sobie co najwyżej cicho powarczeć.
Dziesięciopiętrowy wieżowiec nazywano blokiem. Blok dzieli się na klatki. W klatkach mieszkają ludzie. Ludzie dzielą się na szczęśliwych i na nieszczęśliwych. Szczęśliwi mieszkają w prawej połowie bloku. W lewej mieszkają nieszczęśliwi. Jerzy , kiedy wyszedł ze szpitala,wprowadził się do Moniki. Oboje mieszkali samotnie, ale mieszkanie Jerzego znajdowało się w lewej połowie bloku,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil krzyh
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…