Wieczory
Siergiej, patrząc w lustro, widział Marię. Na swych zdjęciach widział Marię. W dowodzie miał Maria. Miał piersi Marii i krwawił jej krwią. Trudno w takich warunkach pozostać Siergiejem, zwłaszcza żywym.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To był jeden z tych zimowych wieczorów, które wydają się nigdy nie kończyć. W grudniu dzień przebłyskuje nieśmiało, gdy jest się w pracy albo na zajęciach - jeszcze śpi, gdy zapala się, o ironio słów, nocną lampkę i mozolnie zbiera do wyjścia i już śpi, gdy gasi się światła w pustoszejącej sali i powraca do domu - a cała reszta doby to wieczór przechodzący powoli w noc. Obiad je się wieczorem, wieczorem uczy, wieczorem odpoczywa. Gdy przypadkiem cierpi się na jakże głupią bezsenność, wieczór w grudniu może trwać nawet kilkanaście godzin, na przykład od piętnastej do trzeciej.
Wieczór Siergieja trwał zdecydowanie za długo. Pewnie dlatego, że nie mógł zasnąć. Zgasił lampę, poprzewracał się z boku na bok, zapalił znowu, wstał i wciąż w dziennym ubraniu poszedł do kuchni, by zaparzyć sobie herbaty. Potem usiadł przy biurku i odpalił komputer - zawsze to jakieś zajęcie. Ostre światło elektryczne raziło go, więc zgasił je i ustawił po obu stronach kilka świeczek. Ich płomyki migotały łagodnie, rozjaśniając trochę ciemności. Za mało.
Ostatnio Siergiej uznał, że spędza przy komputerze stanowczo zbyt wiele czasu - i zwykle całkowicie bezproduktywnie. Ale trudno. Monitor był jak okno, przez które mógł bezmyślnie powyglądać, od czasu do czasu nawiązując z kimś pogawędkę o niczym - jak wrota do innego świata, ucieczka, lub wręcz przeciwnie: jak wnętrze własnej duszy. W komputerze znajdował wszystko, czego chciał: zapomnienie i objawienia; zarówno bawełnę do owijania w nią nieprzyjemnych informacji, jak i ostrą, brutalną prawdę, którą kaleczył się jak żyletką.
W dzień, gdy stawał oko w oko z szarą rzeczywistością, czuł się gorzej. Znacznie gorzej, gdyż w tym fałszywym, mętnym świetle przenikającym zza chmur widział wszystkie swoje zaniedbania, każdą sprawę odkładaną codziennie na jutro i jutro. To stale rosło, powykrzywiane, ogromne, a on uciekał w milczenie, w cień, w wieczór, w siebie.
"Nie uszedłem w życiu pół drogi, a już zewsząd czai się rozpacz..." On nie uszedł i jednej trzeciej. Miał dwadzieścia lat, był młody, powinien się cieszyć, balangować, korzystać z uroków studenckiego życia, nawiązywać przyjaźnie... a był stale zmęczony, wycofany, na wpół przytomny. Kiedy miewał więcej sił niż teraz, interesowała go historia słów, wiedział więc, że dawniej "przytomny" oznaczało tyle, co "obecny". On był właśnie na wpół obecny w świecie. Zauważał go kątem oka. Tylko. Nie bardzo wiedział, który jest dzień, omijały go wszystkie nowiny, a od czasu do czasu, gdy wychodził ze swojego ukrycia, stwierdzał, że właśnie jest kolejne kolokwium, za moment Święta, po Świętach sesja... Kręcił wówczas głową - przecież dopiero co był październik - i ostrożnie wycofywał się z powrotem.
Raczej nie lubił życia. Z wzajemnością. Tyle że życie mogło być dla niego podłe w bardzo skuteczny sposób, a gdyby on był podły dla życia, zapewne wzruszyłoby ramionami albo zaśmiało się drwiąco.
Często czuł się jak kpina. Albo inny kaprys Losu. Los jest, jak wiadomo, ślepcem. Nie ma oczu, by lepiej widzieć to, co najważniejsze, dostrzegalne oczyma duszy. Pewnie dlatego pomylił się, wkładając duszę Siergieja do nieodpowiedniego ciała. Ostatecznie kto by zwracał uwagę na taki drobiazg... poza głupimi, ograniczonymi śmiertelnikami, którzy poprzestają na widzeniu tego, co nieistotne, polegając w zupełności na swych zewnętrznych oczach.
Siergiej, patrząc w lustro, widział Marię. Na swych zdjęciach widział Marię. W dowodzie miał Maria. Miał piersi Marii i krwawił jej krwią. Trudno w takich warunkach pozostać Siergiejem, zwłaszcza żywym.
Siergiej wierzył w Boga i życie wieczne, wiedział więc dwie rzeczy: że po śmierci dusza wychodzi z ciała i że nie wolno tego ciała zabić przedwcześnie, bo pójdzie się do Piekła. Uważał, że samobójstwa są dla słabych i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil BiałyKruk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…