Wróć do katalogu

Wieśmin

Przygoda w krainie czrownic i krasnoludów

To_Ya, opublikowano , 9 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wieśmin

Wątłe promyki chylącego się ku zachodowi słońca z trudem przebijały się prze gęste sklepienie splątanych konarów i listowia drzew odwiecznej puszczy. Ptaki ukryte w swych podniebnych schronieniach świergotały, kwiliły, kląskały i skrzeczały przepełniając przestrzeń muzyką przyrody. Wtem, zrazu ledwo dosłyszalnie, potem coraz głośniej do ptasiego chóru przyłączył się dźwięk cymbałów oraz nieco chrapliwy śpiew człowieka. Towarzyszyło mu mlaskanie kopyt człapiącego po błotnistej drodze konia. Po chwili się wśród drzew ukazał się dziwny zaiste widok – na myszatym mule poruszał się odziany w jarmarczny strój niewysoki człowiek. Do siodła przymocowane miał cymbały, na których grał, śpiewając równocześnie balladę o niezwykłych czynach dawnych pokoleń, o królach i rycerzach, ludziach i elfach, czarodziejach i wiedźminach. Niepowodowany przez jeźdźca muł zatrzymał się podszczypując rosnące przy drodze zioła. – Rusz się Rosynant! Wio! – jeździec uderzył piętami boki muła, pociągając równocześnie nosem. – Czuję zapach pieczystego. Zaraz zatrzymamy się na popas. Zwierzak wyrwał kępę i ze zwisającymi z pyska zielskami spokojnie poczłapał dalej, w wyniku zżarcia znacznej ilości narkotycznych ziół jeszcze bardziej zamulony, zaś muzyk podjął przerwaną melodię. Minęło czasu mało-wiele, gdy dotarli na rozległa suchą polanę, na której już rozłożyła się niewielka grupa podróżnych. Płonęło ognisko, nad którym obracano na rożnie tuszę koźlęcia. Nieopodal ognia stały dwa załadowane wozy, do których uwiązane było trzy krowy. Kawałek dalej pasły się woły i kilkanaście owiec. – Witajcie dobrzy ludziska! – zakrzyknął nowoprzybyły. – Mogę przysiąść do ogniska, jakiś kąsek wziąć do pyska? – A kto pyta? – z trawy podniósł się wyglądający na przywódcę grupy człowiek. – Jam jest Wykrot – wyprostował się dumnie śpiewak – królewski bard i poeta. – Słyszelim o tobie. Widać, że wielki z ciebie poeta, bo do rymu prawisz. Witaj i posil się z nami. Jeśli ładnie zaśpiewasz, to i antałek piwa otworzym. – Zaśpiewam, oczywiście, nawet gdybyście nie chcieli. Co zaś poezyi się tyczy, tom prozą do was gadał, stąd i rymy się wzięły. Kiedy zaś wierszem mówię, to nijakich rymów nie używam. Taka dziś moda... A dokąd droga prowadzi, dobry człowieku? – Do chramu idziem, dań Melitele złożyć. – Chwalebny to cel, zaiste. Jak tam już dotrzecie, pozdrówcie ode mnie matkę przełożoną. Wykrot rozkulbaczył swego muła, odpiął cymbały od siodła, po czym zasiadł przy ognisku, znad którego właśnie zdejmowano pieczeń. Z wozu przyniesiono bochen chleba i antałek piwa. Kiedy wszyscy obsiedli ognisko i zabrali się do posiłku, zapijając tęgo złocistym trunkiem z lasu dobiegł ich wesoły śpiew: – Hej, ho, hej ho, po władzę by się szło… Zaraz potem na polanę wkroczyło trzech krasnoludów. – Witajcie dobrzy ludzie wymamlali przez brody. Jesteśmy Lech, Jarosłw i Przemysław Vanderduki. Możemy się wprosić do kompaniji? – A no chodźcie i siadajcie. Gdzie się sześciu naje, tam i dla dziewięciu starczyć musi – odrzekł przewodzący grupie kmieć. Po skończonym posiłku Wykrot zasiadł z cymbałami u stóp wielkiego drzewa i opierając się o jego pień rozpoczął koncert. Ludzie rozłożyli się przed nim na trawie i zachłannie wsłuchiwali się w słowa pieśni o pradziejach, gdy nagle dobiegł go jakiś chrapliwy śmiech. Przerwał i rozejrzał się po twarzach słuchaczy. Na żadnej z nich nie dostrzegł śladu podejrzanej wesołości, podjął więc swą balladę, gdy usłyszał wyraźne, wypowiedziane cichym basem słowa: – Bajędy ludziom opowiadasz. Ciemnotę im wciskasz. – Jakie bajędy!? Toż to najszczersza prawda. Nauczyłem się tej ballady od samego mistrza Jaśmina, któren onegdaj na zimowisko na dworze mojego króla zatrzymał się i przez całą zimę barłożył A tak w ogóle, to kim ty jesteś? – Jaśmin takoż głupoty prawi. A ja jestem Ent. – Ant? Mrówka? – Jeśli ja jestem mrówka, toś ty mrówcza rzyć. Jestem Entem. Opierasz się o mnie plecyma. – Toć, o drzewo się oparłem. – Głupiś, jak barani łeb! – Ent machnął gałęzią i stuknął poetę w ciemię. O Entach nie słyszałeś. – Nnno, słyszałem, alem nigdy takowego dziwotworu nie widział. A może toś ty jest durak? Wielki,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych