Wróć do katalogu

Więzienie

Jaka może być cena nieśmiertelności?

Eliash, opublikowano , 34 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

* Czy to co robimy jest złe, bracie? * Nie wiem, ale jest zabawne. Po ludziach zostały już tylko myśli, więc kradnąc je pożeramy ich całych. * Czy to znaczy, że jesteśmy kanibalami, bracie?

Dieter szybko wyszedł ze stanu uśpienia. Nie lubił tego momentu gdy czujniki wzroku dopiero odzyskiwały ostrość widzenia. Codziennie obiecywał sobie, że uzbiera kasę, którą zainwestuje w nowe kamery. Była to jednak daleka przyszłość. Sprawdził swój stan baterii i uznał, że chyba najwyższa pora odłączyć się od źródła zasilania. Szybkim ruchem zerwał się z fotela-ładowarki i ruszył do salonu. Sam nie wiedział do czego potrzebne było mu wielkie lustro, ale często w nie spoglądał, chociaż jego ciało nie zmieniło się od ponad trzydziestu lat. Wykonane z szaro-zielonego tworzywa sztucznego które tylko kształtem przypominało humanoida. Zero włosów, chroniony dziurkowaną płytką głośnik w miejscu ust, zabezpieczone ciemnymi szkłami kamery zamiast oczu. Mimo wszystko codziennie miał nadzieję, że może jeszcze kiedyś zobaczy dawnego siebie. Tego młodego, całkiem przystojnego biznesmana, którym kiedyś był. Chore serce nie dało mu jednak wyboru. Śmierć lub życie. Wydał wszystkie oszczędności by przeszczepić swój mózg do najlepszego sztucznego ciała na jakie było go stać. Do dziś nie uzbierał pieniędzy na nic lepszego. Ale i tak dziękował losowi, bo dokonał przeszczepu w prawie ostatniej chwili. Później nadeszła zaraza, zabijająca biologicznych milionami. Przeżyli prawie tylko sztuczni, jak Dieter. Wybuchały rewolucje, dochodziło do masakr. Rządy upadały, a władze trafiały w ręce tych, którzy mieli wystarczające nerwy, wiernych ludzi i odpowiednią ilość broni. Stan utrzymuje się w zasadzie do dzisiaj. Nic dziwnego, że Dieter musiał się przebranżowić... Właśnie wtedy zrozumiał, że zaraz się spóźni. Szybkim krokiem wybiegł na ulicę. Czasy się zmieniły. Kiedyś ulica na które dało się zobaczyć tylko parę osób była opustoszała. Dzisiaj te kilka robotów stanowiło tłum. Gdyby Dieter miał usta uśmiechnąłby się teraz, na myśl, że przez pierwsze dwa lata istniał całkowity zakaz montowania w sztucznych ciałach czegokolwiek co mogłoby być użyte w nielegalnych celach. Teraz prawie każdy kogo miał domowe przeróbki ramion. Wysuwające się z ramion ostrza, wzmocniony szkielet by móc zmiażdżyć w dłoniach kamień. Sztucznym ludziom nie brakowało wyobraźni. Zwłaszcza teraz, gdy władza była w rękach silniejszego. Kiedyś Dieter lubił biegać bo pozwalało mu to utrzymać odpowiednią kondycję. Teraz nawet nie czuł, że w 15 minut przebiegł ponad pięć kilometrów. Zbliżył dłoń z wbudowanym chipem do drzwi, które rozsunęły się przed nim. Od wejścia zarejestrował głośną muzykę. Czyli była tutaj przed nim. Wszedł śmiałym krokiem do środka. Machnęła tylko niedbale dłonią w jego kierunku, zresztą i tak by jej nie usłyszał. Podszedł do panelu na ścianie i wyciszył muzykę ruchem dłoni. - Alex, transport dla Japońców nie wypalił. Musimy poszukać nowej roboty – rzucił szybko nim zdążyła zdenerwować się, że pozbawił ją jedynej rzeczy, która utrzymywała jej umysł we względnym spokoju. - Błagam cie, wiem o tym od rana. Całe miasto słyszało o tym jak ktoś w nocy skasował Shinsuke i Kamide – musiała dużo chyba pracować ze swoim syntetyzatorem mowy, bo jej głos zawsze brzmiał złośliwie, nawet jak się witała. - Ja nie słyszałem. Co z tego? Japońce mają akurat tyle ciał, że codziennie mogliby chodzić w nowych. - Cholera, Dieter. To ty tutaj jesteś od zbierania informacji! Ktoś w nocy dorwał na ulicy tą dwójkę. Jednemu rozwalono łeb czymś ciężkim, drugiemu go ucięli i zabrali. Zero świadków, bo zabójcy rozwalili każdego kto stał na ulicy. Każdemu przerobili mózg na papkę nim odjechali. Dieter zamilkł. Nie rozumiał sensu tego działania. Sakamoto byli najbardziej mściwą zgrają maszyn w mieście. Czasem twardziele im podskakiwali, ale nikt nigdy nie odważyłby się całkowicie skasować ich dwóch ludzi. Zemsta musiałaby być straszna. Był zdenerwowany, że dowiedział się tego od Alex. To on powinien wiedzieć to przed nią, taka była jego rola. Ona zajmowała się brudnymi sprawami. Niezmiennie świadczyły o tym dwie spluwy wmontowane na stałe w jej nadgarstki oraz kamery pozwalające patrzeć w dwie strony równocześnie. Często zastanawiał się jak wyglądała nim stała się krwistoczerwoną, pokrytą pomysłowymi graffiti maszyną bojową. Wyobrażał ją sobie jako zgrabną, seksowną dziewczynę. Chociaż coś podpowiadało mu, że mogła być potężnie zbudowanym kawałem babska, które mogłoby go złamać w pół. Przynajmniej taka była jej osobowość. - Dobra, skoro nie mamy na dzisiaj roboty to ja nie mam zamiaru tak tutaj siedzieć. Idę wgrać sobie w mózg coś szkodliwego, ty możesz rozejrzeć się za nową pracą- rzuciła Alex, prostując się i wyciągając sobie z karku kabel od ładowarki stojącej w rogu pomieszczenia. - Też się przejdę. U Fokina najszybciej można się czegoś dowiedzieć.

***

Na pierwszy rzut oka pomieszczenie było puste, jeśli nie liczyć stojących pod ścianą ruskich z aktywnym maskowaniem. Z zewnątrz za pomocą zamontowanych kamer wszystko obserwował oddział amerykanów, którzy mieli wejść na miejsce akcji przez ścianę gdyby zrobiło się gorąco. Chyba tylko przywódca włochów nie miał obstawy. Ale wszyscy wiedzieli, że znaczna część jego konstrukcji to materiały wybuchowe na wypadek gdyby zechciał razem ze sobą zniszczyć całą okolicę. Delikatna sytuacja w mieście była coraz bardziej zaburzana. Każdy atak na członków rządzących miastem potęg rodził pytania oraz chęć zemsty. Totalna wojna i chaos były już coraz bliższe. Aby ratować sytuację cztery najbardziej znaczące osoby w mieście postanowiły spróbować się spotkać. Miało to być ich pierwsze spotkanie od wielu lat. Ostatnim razem skończyło się bitwą. Strzelanina byłaby w tym wypadku zbyt delikatnym określeniem. Troje przedstawicieli największych sił miasta spokojnie weszło do środka i gdy już Rosjanin planował zatrzasnąć drzwi oparła się o nie smukła, wykonana z doskonałej imitacji skóry ręka. Tylko japońską arystokrację stać było na technologią doskonale oddającą całą estetykę oraz przyjemności biologicznych ciał. - Czyli jesteśmy w komplecie, Sakamoto Nori. Mieliśmy już zacząć zebranie bez ciebie – jego masywne, żelazne ramię puściło drzwi, a on sam cofnął się tak by jego ogromne, czarne ciało nie zasłaniało światła padającego z zewnątrz, ukazując wszystkim postać przywódczyni jednej z największych sił miasta. - Nie przyszłam na zebranie, Yusopov- syknęła japonka, wchodząc do środka.- Przyszłam was powiadomić, że Sakamoto nie będą tolerować niszczenia swoich. Zniszczę każdą maszynę, zrównam z ziemią każdy budynek w tym mieście, by pomścić swoich. - Wyluzuj, my też tracimy swoich ludzi- głos Calabersi wydobywający się z głośnia celowo wyregulowany był tak by zawsze brzmiał na obojętny z nutą sarkazmu.- Dwa dni temu ktoś załatwił mojego najlepszego kierowcę. Wsadzili go na prasę produkcyjną, ale nie pomogło mu to za bardzo. Nori przez chwilę zmrużyła oczy, widocznie zastanawiając się. W końcu odwróciła się w stronę ostatniego z uczestników spotkania. - Kirk, ty gnido... - Oszalałaś, japońska suko? My też jesteśmy celem. W tym tygodniu straciłem już piątego żołnierza- zamontowane w ciele Kirka mikrofony przekazywały przebieg rozmowy czekającemu oddziałowi na zewnątrz. W każdej chwili mogli tutaj wpaść i zacząć piekło. - Pilnuj swoich słów, kupo złomu – paznokcie Nori wydłużyły się, błyszcząc stalą. - Spokój! - ryknął Yusopov.- Nie mam zamiaru marnować czasu. Mieliśmy omówić sytuację, a nie bawić się w przepychanki. Sakamoto wbiła spojrzenie swoich fioletowych oczu w Yusopova. Ciągle zastanawiała się jak ten rosyjski mafiozo mógł funkcjonować w metalowym ciele rozmiarów sporego samochodu. Zero finezji. Zero przyjemności czerpanej z otoczenia. Był jedynie wiecznie gotową do walki maszyną bojową. Bawiło ją to, trochę przerażało. Ale gdzieś w sobie czuła też dla niego współczucie oraz szacunek dla takiego poświęcenia. - Już powiedziałam, że nie przyszłam rozmawiać. Powtarzam jeszcze raz. Jeśli nie znajdę zabójcy w kilka dni, przestawię każdy kamień w tym mieście.

***

Interes prowadzony przez Fokina był jednym z bardzo niewielu neutralnych miejsc w całym mieście. Czasy restauracji oraz barów odeszły w niepamięć razem z takimi rzeczami jak usta, języki, żołądki czy jelita. Bardzo niewielu stać było na aparaty rozpoznające smak oraz mechanizmy mogące przyjmować i niedługo później wyrzucać jedzenie. Specjalnie dla takich bogaczy istniały jeszcze drogie przybytki gdzie mogli rozkoszować się smakiem rozkosznych potraw. Niektórzy ekscentrycy korzystali zaś z tego, że wiele substancji nie jest w stanie zaszkodzić sztucznemu ciału i kosztowali smaku rzeczy, które biologicznych na pewno by zabiły. Większość jednak nie dysponowała luksusem smaku. Pozbawieni fizycznych przyjemności, zmuszeni na wieczną świadomość, szybko znaleźli wygodne rozwiązanie. Powstały lokale w których sztuczni wgrywali w siebie krótkotrwałe wirusy przynoszące wachlarz wrażeń od uczucia posiadania dotyku czy halucynacje po zwykłe rozluźnienie i zamroczenie. Wielu unikało tej rozrywki bojąc się trwałych uszkodzeń umysłu. Znaczna część miała jednak tak słabą psychikę, że musiała znaleźć dla siebie jakąś drogę ucieczki. Jak na tą porę dnia wewnątrz było wielu sztucznych. Nie dało się nie zauważyć dodatkowych paczek z amunicją, wmontowanych miotaczy ognia oraz pił bojowych. Rzeczy z którymi normalnie nawet najwięksi szaleńcy nie wychodzili na miasto. - Zbliża się jakaś wojna? - rzucił Dieter, opierając dłonie na blacie baru. - Sakamoto są wściekli, nikt nie chce być zaskoczonym gdy naprawdę ruszą w miasto – odpowiedział właściciel lokalu.- Wyhodowanie biologicznych na zastępstwo zajmie im kilka tygodni. Dieter nie skomentował tego. Jego moralność była nadwyrężona na myśl, że biologiczni hodowani są w specjalnych miejscach gdzie nie dociera do nich skażenie, a gdy zajdzie potrzeba są trenowani i przeszczepiani w sztuczne ciała. W mieście chyba tylko japońce i amerykańskie wojsko mogli sobie pozwolić na hodowle gwarantujące dostawę nowych sztucznych, gdy starzy zostaną skasowani. Choć sama ta wiadomość sprawiała, że nikt nie próbował im stawać na drodze. - Kogo my tu mamy, uzależniona od Hacka psychopatka i jej pupilek. Dieter odwrócił się natychmiast. Nie mógł pomylić tej maszyny. Drobna, posiadająca cztery chwytne kończyny konstrukcja w czarnej barwie, cztery pistolety maszynowe na poddźwiękową amunicję na podajnikach, odbiorniki obrazu z wbudowaną noktowizją oraz czujnikami ruchu. - Co ty tutaj robisz, Lelia? - Sakamoto wyznaczyli nagrodę za znalezienie zabójcy. Trzydzieści kawałków. Wystarczy na odbiornik dźwięku najwyższej klasy, albo na porządny miotacz ognia. Do miasta zjeżdżają najlepsi wolni strzelcy. Shmidit, P98, Kobra. Każdy ma ochotę zgarnąć kasę. - Brzmi wybornie, ale czego chcesz od nas? - Taka informacja była sporo warta. Dobrze wiedział, że najemniczka nie sprzedałaby jej za darmo. - Bez miejscowych trudno będzie coś załatwić. Łączymy siły, oddaję wam jedną trzecią. Nagle rozległ się dźwięk odbezpieczanej broni, gdy nagle dłoń Alex wylądowała na głowie Lelji. Znajdujący się w nadgarstku wylot lufy znajdował się prosto przed okularami czterorękiej. - Dajesz nam połowę i podziękujesz za hojność albo przestrzelę ci łeb na wylot i sama to załatwię- głos był bardzo cichy, wręcz przypominał syk. - Cholera, Alex! To teren neutralny, tutaj nie wolno strzelać! - ryknął właściciel. - Jeszcze nikt nie strzela. To zwykły, kulturalny handel, prawda pajęczyco? - Zgoda, połowa. Chyba w mózgu nadal został ci okres, co? Zabieraj tego gnata nim się zdenerwuję. - Idę na miasto, zgarnąć miejscowe plotki. Wy postarajcie się nie zawirusować na śmierć i nie wszcząć żadnej strzelaniny – rzucił Dieter, kiwając na pożegnanie właścicielowi lokalu i kierując się ku wyjściu. Lepiej było nie przebywać w towarzystwie tej dwójki.

***

Administracja już dawno upadła, a policja czy innego rodzaju służby porządkowe stały się nikomu niepotrzebnym elementem. Władza i tak spoczywała w rękach armii oraz gangów. A one miały swój własny system oceniania, nadzorowania oraz karania. Często znacznie bardziej sprawiedliwy od tego, który sztuczni pamiętali jeszcze z czasów bardziej praworządnych. Kwestia pogrzebów stała się zbędna z dwóch powodów. Po pierwsze umieralność drastycznie spadła bo o ile coś nie zmiażdżyło nieszczęśnikowi mózgu ot wymienić mu ręce czy nogi. Po drugie nawet jak mózg był zniszczony to części sztucznych były zbyt cenne by ktoś chciał je palić, topić czy zakopywać. Stawały się elementami zapasowymi dla innych. Ulica po strzelaninie wyczyściła się więc błyskawicznie. Miejskie hieny oraz chciwcy zabrali każdy najmniejszy serwonapęd czy chip, który mógłby się do czegoś przydać. Dlatego odtworzenie całego wydarzenia okazało się prawdziwym wyzwaniem. Nim możliwe stanie się dopadnięcie zabójców trzeba było też znaleźć zabitych. Ludzie Sakamoto przetrząsali miasto przez cały dzień, rozmawiając, przekupując i strasząc każdego kto mógłby wiedzieć cokolwiek. - Z trzeciej ręki odkupiliśmy głowę jednej z przypadkowych ofiar. Miała na stałe rejestrację obrazu więc dało się coś odtworzyć, Nori-san. - Widać zabójców na ekranie? - Niestety nie, zabity próbował się ukrywać, a został powalony strzałem w plecy. Ale przez chwilę w szybie widać niewyraźne odbicie jednego z zabójców, gdy wbija piłę prosto w łeb Shinsuke. - Czyli jest ich dwójka? - wyprostowała się, wbijając chłodne spojrzenie prosto w podwładnego. W czasach gdy większość twarzy przypominała zaspawane maski bez wyrazu, jej buzia, zbudowana z milionów serwonapędów idealnie oddających wszystkie ludzkie emocje wydawała się najbardziej przerażającym obrazem na ziemi. Zapytany stał chwilę, z mieszanką lęku oraz zazdrości, że on nigdy nie będzie sobie mógł pozwolić na tak doskonałe odwzorowanie ludzkiego ciała. - Tak, dwójka. Jeden za pomocą czegoś w rodzaju piły załatwił naszych, drugi za pomocą jakiegoś ciężkiego kalibru zamienił w gruzy całą okolicę. Nie da się ocenić ilu sztucznych wykasował na amen, bo wszystko rozkradziono w kilka godzin, zostawiając na miejscu tylko Shinsuke oraz Kamide. Nikt nie odważył się tknąć ludzi z naszym oznaczeniem. Shinsuke miał przeciętą na pół głowę i stracił życie na miejscu. Kamidzie odcięto ręce, nogi, a później ucięli mu głowę i zabrali ze sobą. Tyle da się powiedzieć na podstawie złomu, który po nich został... - Nazywasz się Araki, tak? - - Zgadza się, Nori-san – wybity z rytmu odpowiedział natychmiast. - To byli nasi ludzie. Bezcenni. Oni mają zostać pomszczeni, znajdź mi jakikolwiek punkt zaczepienia, żebyśmy mogli wytropić zabójców. Nie możemy sobie pozwolić na to by ktoś podniósł na nas rękę i jej nie stracił! Doskonale jednak wiedziała, że zadanie to może okazać się dużo trudniejsze niż myślała.

***

Broń, odbiorniki dźwięku i obrazu, pancerze. Wszystkie te elementy stały się niezwykle cenne dla wszystkich sztucznych. W pierwszych latach wielu zapominało o jednym drobnym elemencie. Sztuczne ciało wymagało chłodzenia gdy dochodziło do naprawdę wymagających lub licznych czynności. Wielu obładowanych bronią i gadżetami debili po prostu usmażyło sobie mózgi w ciągu pięciu pierwszych lat od upowszechnienia się przeszczepów. Później ludzie nabrali rozsądku, ale nadal nie zawsze udawało się utrzymać ciało w odpowiedniej kondycji. Zwłaszcza gdy zaczynało się już zużywać. Dlatego Dieter najbardziej lubił spędzać w pokoju do którego za życia nigdy nawet by nie wszedł bez zimowej kurtki. Była to jego dawna chłodnia. Wyłączył swoje oczy by i wyświetlił obraz przedstawiający mapę miasta. Miejsca zabójstw, ofiary. Musiał znaleźć jakiekolwiek powiązanie. Trzeba by być totalnym szaleńcem by bez żadnego powodu i zastanowienia stawać przeciwko największym siłą miasta. Czasem do tego dochodziło, że ktoś nie wytrzymywał presji. Kończyło się to widowiskowym samozniszczeniem lub totalnym obłędem gdy niezadowolony z życia kończył istnienie innych by nie odejść samotnie. Ale tacy szaleńcy byli łatwi do dorwania. Więc nie może działać sam. Musi mieć wsparcie kogoś kto go naprowadza, wyręczając się nim. W ostatnich dwóch tygodniach zniszczono trzynastu sztucznych należących do różnych mafii. Praktycznie każdy pocięty lub porąbany jakąś ciężką bronią lub rozstrzelany, każdemu komu nie rozpadł się łeb, wycinano go i zabierano ze sobą. Walka i przerażenie bezbronnego wroga musiało zabójcę bawić. Nie unikał bezpośredniej konfrontacji. Chociaż nie... Jeden został profesjonalnie rozebrany na czynniki pierwsze na prasie produkcyjnej. To nie była robota szaleńca tylko zawodowca. Który to był? Człowiek Calabersiego, niedawno załatwiony. To nie była ta sama robota. I Calabersi nie stracił nikogo innego. Ten zabity, na mieście sporo o nim słyszał. Dobry kierowca, ale chciwy. Gdy w mieście pojawiał się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych