Wróć do katalogu

Więźniowie podziemia

Andrzej Zagrzeczny w Londynie

veryoriginalnick, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Więźniowie podziemi”

24 czerwca 2008r. Godzina : 10:05 Kraków

`Pi-pi-pi-pi` – przeraźliwy dźwięk starego budzika bezlitośnie przerwał mój sen.

Zdenerwował mnie fakt, że budzik zadzwonił w środku nocy. To, że wstałem o tak nieludzkiej porze, spowodowane było tym, że tego dnia wylatywałem, jak mi się wcześniej wydawało, do utopijnej krainy, zwanej Anglią. Skoro już raz otworzyłem oczy to stwierdziłem, że pofatyguję się jeszcze trochę i leniwie przemieściłem swoje ciało względem łóżka, co omal nie spowodowało utraty mego uzębienia. Pozbierałem się i poszedłem do łazienki, aby wziąć orzeźwiający, chłodny prysznic. Po wykonaniu wszystkich czynności związanych z poranną toaletą, udałem się do kuchni w celu skonsumowania sycącego posiłku. Po kilku chwilach, okazało się, że posiłek jednak nie będzie obfity, ponieważ miałem tylko dwie, niepierwszej świeżości bułki, a w lodówce stał dżem wiśniowy w skromnym towarzystwie masła – uroki życia polskiego studenta. Jednak niedługo, wszystko miało się zmienić. Miałem zamieszkać w domu polskiego emigranta, w czwartej strefie Londynu, dzielnicy o nazwie Wembley. Popijając herbatę, spojrzałem na zegarek i zorientowałem się, że mam niewiele czasu. Chwyciłem za walizki i spojrzałem ze zdegustowaniem na moje obecne mieszkanie, wyobrażając sobie w tym czasie, piękne mieszkanie w Anglii. Zamknąłem drzwi i oddałem klucze sąsiadce, która podjęła się odpowiedzialnego zadania, jakim było podlewanie kwiatów. Po pożegnaniu z sąsiadką udałem się na lotnisko. Jako, że stan polskich chodników jest, mówiąc łagodnie – mizerny, to ciągnięcie ciężkiej walizki kosztowało mnie wiele sił. Po dotarciu na lotnisko, przeszedłem kontrolę paszportową i po godzinie oczekiwania wszedłem do samolotu. Usadowiłem się przy oknie, obok pewnego starszego pana. Szczerze mówiąc, obawiałem się nieco podróży do obcego kraju. Siedmio-letnia nauka języka angielskiego w szkole i na kursach, pozwoliła mi opanować ten język, jak mi się wydawało, w stopniu zbliżonym do doskonałego. Nie bałem się kontaktu werbalnego, lecz moja nieśmiałość i brak jakichkolwiek kontaktów na obczyźnie, mogły mi skutecznie utrudnić znalezienie pracy. Po dwu i pół godzinnym locie wylądowaliśmy na londyńskim lotnisku Stansted Airport. Po odebraniu bagaży, uznałem, że czas zameldować się w mieszkaniu, które dogadałem sobie przez Internet. Spojrzałem w portfel i uznałem, że do celu udam się pieszo. Pewnie nie zrobiłbym tego, gdybym wiedział, że mam do przebycia kilka kilometrów. Jednak na całe szczęście znajdowałem się w Anglii, a nie w Polsce i ciągnięcie ciężkiej torby, nie sprawiały mi kłopotu na równym jak lustro chodniku. Przed przyjazdem spodziewałem się czegoś innego. Czystych ulic, pięknych zielonych trawników, telebimów, neonów, ale obraz, który zobaczyłem, wcale mnie nie zachwycił. Było tu nieco inaczej niż w Polsce – lepiej ? Niekoniecznie. Po kilku godzinnym spacerze z nielekkim bagażem, zjawiłem się przed małym domem, w którym miałem zamieszkać. Zapukałem do drzwi. Otworzył je mężczyzna, o nieco już siwych włosach.

- Dzień dobry. Nazywam się Andrzej Zagrzeczny. Rozmawiałem z Panem tydzień temu. Miał mi Pan wynająć ten domek. - Za późno. - Jak to za późno? Przecież wpłaciłem zaliczkę, na pańskie konto bankowe. - Przykro mi. - To niech mi Pan chociaż powie, z jakich względów nie mogę tu zamieszkać ? - Ze względów czysto ekonomicznych. Po prostu znaleźli się ludzie, którzy byli skłonni zapłacić więcej, więc nie mamy o czym rozmawiać. Żegnam Pana. – rzekł mężczyzna, zamykając mi drzwi przed nosem. Byłem wściekły. Ta sytuacja udowodniła mi, że pieniądz rządzi światem. Najbardziej bolało mnie to, że oszukał mnie rodak. Człowiek, któremu zaufałem, bez mrugnięcia okiem. Teraz już wiem, że to był błąd…błąd, który drogo mnie kosztował. Pogrążony w złości, chodziłem bez

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych