Wilk
Jest to moje pierwsze opublikowane gdziekolwiek opowiadanie,drugie w ogóle jakie napisałem... no i oczywiście inauguracyjne na portalu opowiadania.pl. Zachęcam do poczytania i proszę uprzejmie o wyrozumiałość,oceny i jakieś konstruktywne komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-------------------------------------------------- Rozkaz numer 85/zastrzeżone/24592 <data zastrzeżona> Ściśle Tajne
Od Gen. <zastrzeżone> Do Kpt. Karola Vasilewa [specjalna grupa SPECNAZ]
Wprowadzenie: W nocy z <dane zastrzeżone>, na terenie <informacja zastrzeżone>, na północ od <lokalizacja zastrzeżona> zestrzelono jeden z naszych helikopterów transportowych Mi-8. Na pokładzie, oprócz załogi oraz transportowanego sprzętu znajdował się <imię i nazwisko zastrzeżone>, pseudonim ‘Wilk’ który był w posiadaniu pewnych krytycznych informacji. Zdjęcia satelitarne pokazują, że w miejsce rozbicia helikoptera zostały wysłane oddziały amerykańskie z pobliskiej bazy wojskowej U.S. Amry w celu zabezpieczenia wraku. Ocalali dostali się w ręce żołnierzy amerykańskich.
Cele: *Przechwycić amerykański konwój, uwolnić załogę zestrzelonego helikoptera, odbić ‘Wilka’ i odzyskać utracone informacje. *Jeśli wykonanie pierwszego celu okaże się niemożliwe należy za wszelką cenę zniszczyć dane, tak by Amerykanie nie mogli zrobić z nich żadnego użytku. *Zlikwidować wszystkich ewentualnych świadków.
Odprawa: *Siły amerykańskie: - 3 lekkie samochody taktyczne HMMWV - co najmniej 12 amerykańskich żołnierzy 75 Pułku U.S. Army - uzbrojenie: karabiny automatyczne, 2 karabiny maszynowe M2, brak innych danych - możliwe wsparcie lotnicze samolotów wielozadaniowych i helikopterów Bell AH-1 Cobra *Teren: - Głownie płaski; pola uprawne, rowy irygacyjne; lesistość mała *Prognoza pogody: - Temperatura ok. 18°C, do południa ok. 5°C; słonecznie; zachmurzenie umiarkowane; przejrzystość powietrza – dobra; wiatr północno-zachodni, 6,5-7 m/s *Dodatkowe informacje: - Planowane miejsce i czas rozpoczęcia akcji: <dane zastrzeżone> - Zalecane miejsce przygotowania zasadzki: <lokalizacja zastrzeżona>; przewidywana godzina przejazdu konwoju <zastrzeżone> - Wszelki kontakt z dowództwem w czasie trwania misji zakazany. - Miejsce i czas ekstrakcji: <dane zastrzeżone> - Bardziej szczegółowe informacje otrzymacie podczas ustnej odprawy na pokładzie samolotu transportowego.
Adnotacja: *Zadanie jest ściśle tajne i ‘nieoficjalne’. Nikt niepowołany nie może się o nim dowiedzieć. Eliminować wszelkich świadków, nie brać jeńców. Oficjalnie ten rozkaz nie istnieje. *Jesteście zdani sami na siebie podczas trwania misji. *Sprzęt wybierzecie sami, wg własnego zdania. Magazyn jest do waszej dyspozycji.
--------------------------------------------------
Wilk
Panuje niemal zupełna ciemność. Gdzieś daleko linia horyzontu jest delikatnie podświetlona bladym, wczesnym słońcem. Wszechobecną ciszę zakłócały jedynie rozmawiające ze sobą, ściszone głosy kilku Rosjan. - Cicho, cicho. Poświeć mi tu. - Gdzie? - No TU! - Gdzie? - Przestańcie się wygłupiać! - Tak jest! – w tej samej chwili zabrzmiały dwa ściszone głosy - Czy to wystarczy? - W zupełności. Przykryj to czymś. - Robi się Kapitanie. - Dobrze to wygląda. - Hi hi hi hi – złośliwie zarechotał cichy głos – Czeka ich niespodzianka, z ranka! - Nie bądź taki poeta. Wrócić na pozycje. Mamy mniej więcej trzy godziny. Zdrzemniemy się. – słychać było głos kroków. Spod butów uciekał i „chrupał” gruby żwir. - Tylko żeby Adrik nie zaspał. – nastąpiły po sobie trze głośne zeskoki, którym towarzyszył chrzęst ekwipunku. - Spokojna twoja głowa. - Od tej pory zupełna cisza. Nowy pełni pierwszy wartę. - Ale… - Nie ma ale, zmieniamy się co pół godziny. - E, po co ci to RPG? - Hi hi hi hi hi…
Niemal biała tarcza słońca uniosła się już dość wysoko ponad widnokrąg. Poranna szarówka ustępowała, mgły rozchodziły się a powietrze stawało się przejrzyste. Temperatura była jeszcze niska. Panował charakterystyczny dla jesiennych ranków strefy umiarkowanej chłód, rześki i jednocześnie wilgotny. Cały teren był płaski niczym stół. Rozdzielony był wzdłuż jedynie gruntową drogą biegnąca przez cały obszar, pokrytą małymi i większymi kamieniami (po obydwu jej stronach znajdowały się rowy na metr głębokie w których miejscami stała woda) oraz pocięty w poprzek na mniejsze części miedzami, zarośniętymi drzewami i krzewami, w których szały ptaki, czemu towarzyszył ich wesoły świergot. Na zielonych źdźbłach jakiejś trawy porastającej ogromne połacie pola po jednej stronie owej drogi osadziły się kryształowe kropelki rosy skupiające blade promienie słońca. Po drugiej stronie ze spulchnionej brunatnej ziemi sterczały ostre, wysokie na kilkanaście centymetrów pozostałości po ściętym zbożu. Po tamtej stronie, w odległości 200m od drogi znajdował się również tymczasowy,\ najwyższy punkt całego obszaru – struktura ułożona ze związanego w sporych rozmiarów walce zboża.
Huu, huu (odgłos chuchania w skostniałe ręce) Kurwa, zimno. – Zaczęły szeleścić zmarznięte ubrania. Słychać było cyknięcie metalowej zapalniczki. - Gdzie oni są? - Powinni już być. - Nie gadać. Sprawdzić broń. Zaraz będą. - Robi się! – odpowiedziało zgodnie kilka głosów, po czym słychać było charakterystyczne metaliczne trzeszczenie sprawdzanych karabinów szturmowych AK-108 – wyciąganych magazynków i sprawdzanych okien wyrzutu łusek.
Spokój poranka przerwał głos silników kliku samochodów, któremu towarzyszyło trzaskanie i stukot kamieni wylatujących spod kół i odbijających się od karoserii. Drogą dzielącą pola jechały trzy amerykańskie Hammery, jeden za drugim. Pomalowane były w zielone i brązowe łaty. Dwa z nich to typowe wersje, czterodrzwiowe z plandeką z tyłu i karabinem M2 zamontowanym na dachu, przy którym stał żołnierz w leśnym mundurze moro. Trzeci, transportowy, dwudrzwiowy z wysoką plandeką z tyłu jechał po środku.. Wszystkie trzy HMMWV jechały dość szybko, z 60-70 km/h. Ich zawieszenia wykonywały ciężką pracę tłumiąc wszelkie nierówności kamienistej gruntowej drogi. Jechały równo, szybko, przed siebie. Nagle powietrze przeszył głośny huk wybuchu. Pod jednym z Hammerów eksplodował ładunek wybuchowy wyrzucając samochód w powietrze. Płonący wrak wylądował na dachu wpadając niemal do rowu. Pozostałe dwa HMMWV zatrzymały się niemal natychmiast, pierwsze nieco pod kątem do rowu, drugie idealnie równolegle, po środku drogi. Stanęły na wysokości ułożonych na polu walców siana, w mniej więcej dwumetrowych odstępach. Z jednego wysiadło czterech żołnierzy i podbiegło do wraku. Amerykanin stojący przy M2 obracał się nerwowo, rozglądając się w każdą stronę, a za nim podążała lufa karabinu. Zapanował chaos, wszyscy coś krzyczeli. Zupełny brak organizacji.
- Shit! Fuck! - Go and see if they survived! - Yes sir. - Private! Make use of that MG! - McVick, take care of the hostiles! - I got it! Shut up! Shut up!
Do uszu zgromadzonych w świeżo wykopanej dziurze przykrytej zieloną siatką maskującą żołnierzy Specnazu dobiegał stłumiony zgiełk wydarzeń na drodze.
- Rety, ależ oni hałasują! - Ehh, mogło by być lepiej. – powiedział kapitan Vasilew nie odrywając oka od małego peryskopu – Stoją po złej stronie. Adrik nie ma dobrej pozycji, żeby ich zdjąć. Hummery zasłaniają. - Run! Run! Quick! It’s gonna’ blow!
Nastąpiła druga eksplozja, tym razem znacznie cichsza. Z wraku ku górze buchał czarny, kłębiasty dym.
- Paliwo. Dobra, zaraz zaczynamy. Jak tylko Adrik…
Powietrze przeszył odgłos wystrzału. Amerykanin stojący przy M2 stracił w jednej chwili i życie. Dostał przysłowiową „kulkę między oczy”. Krew i kawałki twarzy pokryły dach samochodu. Rozległy się kolejne okrzyki: - Sniper in our perimeter! - Ambush! Take cover! - Call for backup! - We’re under attack, we need air support, over. – Amerykanin nie zdążył dokończyć prośby przez radio. Zginął od jednego celnego strzału. - Do ataku! – krzyknął Kapitan Vasilew wychylony do połowy z dziury. Z lufy jego AK-108 leciał dym. – Biegiem, biegiem!
Żołnierze odrzucili za siebie siatkę maskującą i wybiegli z okopu. Mieli do pokonania ponad pięćdziesiąt metrów. Było ich ośmiu, ubrani byli w mundur moro, w zielone, brązowe i czarne łaty, na twarzach mieli czarne kominiarki z jednym, poziomym wycięciem na oczy. Na otwartej przestrzeni byli najbardziej narażeni na ostrzał, dlatego sami otworzyli ogień, w pełnym biegu. Amerykanie byli całkowicie zaskoczeni. Schowali się za Hammerami i zaczęli strzelać do atakujących ich mężczyzn, jednak niecelnie. Jeden z Rosjan zdążył rzucić granat, który wybuchając ranił kilku żołnierzy. Kierowca stojącego na końcu HMMWV chciał wycofać samochód, jednak nie zdążył – zginął trafiony w głowę. Pocisk przeleciał przez szybę i przebił hełm na wysokości skroni. Ciemnoczerwona krew popłynęła po jego twarzy.
Czterej rosyjscy komandosi przeskoczyli rów i wbiegli pomiędzy transportowego Hammera a płonący wrak. Ostrzelali z flanki schowanych żołnierzy USA. Z auta wyszło dwóch amerykanów, którzy trzymali przed sobą dwóch Rosjan z zestrzelonego helikoptera, z przystawionymi do pleców lufami karabinów M4. Z ostatniego Hammera wybiegło pozostałych pięciu żołnierzy, którzy mierzyli w rosyjskich komandosów z broni. Wszyscy zaczęli coś krzyczeć.
- Drop your weapons! Put them down! - Now! Drop it! - Rzućcie broń! Będziemy strzelać! - Drop it! We will shoot! - We’ll kill the hostages! - Zamknąć się! Shut up! Shut up! Hende hoch! - Shut the fuck up! - Stulcie się kurwa! - Give up! I’m counting to four! One… W międzyczasie pozostali czterej członkowie Specnazu przebiegli pochyleni rowem i czekali na rozwój sytuacji. - Two… Czas jakby stanął. Wszelki wiatr ustał i można było odnieść wrażenie, że nawet trzask ognia z płonącego wraku ucichł. - Three… Znajdujący się na drodze Amerykanie i Rosjanie celowali w siebie nawzajem. Byli zdecydowani walczyć. - Four!
W chwilę po wypowiedzeniu tego słowa rozpoczęła się walka. Wszystko stało się momentalnie, w przeciągu parędziesięciu sekund.
Jeden z Amerykanów trzymających rozbitka z helikoptera dostał w głowę. Padł trupem natychmiast, wypuszczając broń i jeńca. Krew i kawałki mózgu ochlapały jego kolegę, który spanikował i otworzył ogień raniąc trzymanego Rosjanina na wysokości klatki piersiowej. Czerwona posoka zabarwiła natychmiast ubranie. Gdy ranny jeniec padł na ziemię i odsłonił Amerykanina, jeden z komandosów wystrzelił serię z bliskiej odległości. Ranger otrzymał cztery trafienia w klatkę piersiową. Kamizelka i mundur poszły w strzępy, głębokie, poszarpane rany natychmiast napełniły się krwią. W międzyczasie oswobodzony Rosjanin podniósł M4 i schował się za Hammerem, gdy pozostali żołnierze Specnazu byli związani ogniem z Rangersami.
- Shit, take cover! - Mount that MG! - No, no, no! There’s no time for that! - Cover me, I have to reload. - Suppressing fire!
Amerykanie schowali się za Hammerem i strzelali do przeciwników ukrytych za drugim autem. Jeden trafił Rosjanina gdzieś w klatkę piersiową. Jednak Rangersi mieli strasznego pecha. Auto jako tako chroniło ich od ostrzału ze strony drugiego auta, jednak od boku byli całkowicie odsłonięci.
- Cicho, cicho. Rzuć im granat. – głośnym szeptem powiedział jeden z siedzących w rowie przy drodze komandosów. - Robi się. Jeden granat, od nas, dla was bracia Amerykanie. – opowiedział drugi i rzucił jeden, odłamowy przed amerykańskich żołnierzy. - FRAG! – krzyknął Amerykanin i rzucił się na leżący na ziemi granat. - Sarge! No!
Siła eksplozji rozerwała go na kawałki, które po chwili opadły na drogę. Wzniósł się mały obłok kurzu. Pozostali przy życiu Rangersi byli wstrząśnięci. Strach, a raczej przerażenie ich sparaliżowało. Popatrzyli po sobie pustymi oczyma. Jeden nie wytrzymał i zaczął płakać, drugi wybiegł zza Hammera na otwarta przestrzeń, gdzie szybko padł od dwóch trafień z karabinu snajperskiego, jednego w prawy bark, drugiego w głowę. Pozostali dwaj byli nadal wstrząśnięci. Kurczowo trzymali przy piersi karabiny. Rosjanie wtenczas wyskoczyli z rowu, wybiegli przed nich i posłali dwie celne serie z AK kończąc tym samym całą potyczkę. Wszyscy przeładowali broń. Z radia wewnątrz HMMWV dochodziły różne przerywane komunikaty typu: „Air support is on the way. What’s your status? Can you read me?”. Jednak nikt już na nie nie odpowiedział. Jeden z żołnierzy Specnazu wyłącz komunikator. „Phi, Rangersi”
Z ułożonego w walce siana zeskoczył mężczyzna, w ubraniu z powtykanym w materiał zbożem, zlewający się niemal całkowicie z tłem na którym się znajdował. W ręce trzymał za pasek na ramię karabin cały czarny snajperski SVDK, owinięty grubo dzierganym, szorstkim materiałem, również z powtykanym w niego zbożem. Powolnym truchtem kierował się na drogę. Z transportowego Hammera zaś wyszło trzech mężczyzn. Dwóch ubranych było w rosyjskie mundury pilotów. Trzeci zaś miał na sobie elegancki, szary garnitur, teraz podarty w kilku miejscach i nieco zabrudzony błotem i krwią. Marynarkę miał rozpiętą. Cztery guziki w przepoconej, szarej koszuli w cienkie pionowe paski miał też rozpięte, odsłaniając spoconą skórę na klatce piersiowej. Twarz miał chudą, pociągłą z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi, porośniętą szarą szczeciną. Czarne, przenikliwe oczy otoczone ciemnymi sińcami błyszczały w dziwny sposób. Niemal czarne (miejscami siwiejące), gęste włosy przykleiły mu się do spoconego, pomarszczonego czoła. Do gościa w garniturze zwrócił się jeden z komandosów w te słowa:
- Witam pana, czy z panem Wilkiem mam przyjemność? - Ta. Widzę, że masz hołyszu trochę kultury. I bardzo dobrze. – odparł ten w garniturze - Nie lubię, gdy ktoś mnie obraża. W szczególności gdy obraża mnie bez żadnych podstaw, tak na dzień-dobry. - Dobra, dobra. Sorry! Powinienem być milszy, wybacz mi żołnierzu (to ostatnie słowo wypowiedział osobliwym tonem). Na żartach się nie znasz? - Wybaczy pan, my w wojsku mamy raczej marne poczucie humoru. - Rozumiem, rozumiem. I wybaczam. – odpowiedział już bardziej przyjaznym, wyuczonym tonem Wilk, po czym ciągnął dalej – To ciągłe życie w… hmm… stresie. No i bycie ciągle zależnym od innych, cały czas posłusznym… ciągle wypełniać czyjąś wolę. – przez cały czas mężczyzna bawił się grubym, złotym pierścieniem na wskazującym palcu. Co chwilę też spoglądał na leżącego na ziemi, postrzelonego, krwawiącego i jęczącego z bólu Rosjanina i na opiekującego się nim medyka, który bardzo się starał zatamować krwawienie, załagodzić ból i przede wszystkim dodać otuchy, nie ukrywajmy tego, umierającemu człowiekowi w ostatnich chwilach przed śmiercią. - Tak to mniej więcej wygląda. Gdyby każdy żołnierz robił co chce to nie byłoby wojska, tylko jeden wielki burdel, gdzie ludzie biegaliby z karabinami i robili co im się żywnie podoba. – odparł po chwili Kapitan. Obserwował cały czas bacznie, z zaciekawieniem zachowanie Wilka. - Ha, ha, ha. Słusznie, słusznie. Podziwiam was za waszą lojalność i posłuszeństwo, ale moglibyście się uśmiechnąć, popracować nad poczuciem humoru. - Proszę wybaczyć, ale właśnie zabiliśmy kilkunastu ludzi, chyba nikomu nie byłoby do śmiechu po czymś takim. - No tak, ale to jest wasz zakichany obowiązek, wasz zawód. W końcu mieliście mnie uratować. – powiedziawszy to podniósł amerykański karabin z ziemi i skupił całą swoją uwagę na jego konstrukcji, oglądając go pod każdym kątem, jakby nie zwracając wcale uwagi na rozmówce. - Wiec skoro nie przywykliście do widoku krwi i śmierci żołnierzu, należałoby pomyśleć o zmianie zawodu. - Do tego nie da się przyzwyczaić, można jedynie nauczyć się nie reagować na to. - Nie no, ileż można! – wybuchnął Wilk – Czy to jest facet? Żołnierz? Maże się jak baba, jęczy jak jakiś piskorz! – strzelił rannemu żołnierzowi w głowę – No w końcu zamilkł! Kapitan zdążył tylko krzyknąć „nie”, był bezradny. Słysząc głos wystrzału wszyscy komandosi poderwali się i skierowali wzrok w stronę z której dochodził głos. - Dlaczego? Po co? – Vasilew złapał mężczyznę za marynarkę. W tej samej chwili żołnierz, który opatrywał rannego wstał, jego oczy płonęły ze złości. Vasilew puścił Wilka i wyrwał mu z rąk karabin. - No co? – zapytał ten w marynarce rozkładając w bezradnym geście ręce – Skróciłem jego cierpienia, zrobiłem coś, na co wy się nie mogliście zdecydować. A poza tym Wkurwiał mnie swoim jęczeniem. - Każdy ma prawo godnie umrzeć! – oburzył się medyk – Faktycznie, nie miał żadnych szans przeżyć, ale on nie tracił wiary. - Szkoda opatrunków i lekarstw dla takiego trupa! - Gówno prawda! To szkoda było naszego zachodu, żeby przylecieć tu po ciebie! - Uważasz, że to co zrobiłem było gorsze od tego co ty mu zrobiłeś, żołnierzyku? Okłamywałeś umierającego, dawałeś mu złudną nadzieję na to, że wyjdzie z tego, że zobaczy rodzinę itp., itd. Nie wiem co jest bardziej niemoralne, skrócenie mąk śmiertelnie rannego, czy dawanie mu iluzorycznej wiary w dalsze życie. - Dobra, wystarczy! – wtrącił się Kapitan – Koniec gadania, przejdźmy do obowiązków. Panie Wilk, proszę o przekazanie informacji w których posiadaniu się pan znajduje. - Ależ proszę uprzejmie. Czy mogę dostać nóż? – odparł zapytany - Nie. - A więc może być problem. – odchylił jedną z klap marynarki – Pendrive jest zaszyty tutaj. – wskazał miejsce poniżej wewnętrznej kieszeni. Vasilew wyciągnął nóż i rozciął delikatny, połyskliwy materiał i wyjął pendrive. – Proszę. - Panowie! – krzyknął kapitan – Zbieramy się. Młody i Adrik i ekipa z helikoptera do tamtego Hammera (wskazał na auto z zamontowanym karabinem), pan Wilk i reszta do tego. Ruszamy, ruszamy. Mamy około godziny.
Rozbrzmiał głos wielu pospiesznych kroków, chrzęst sprzętu i kamieni. Żołnierze wykonali polecenie Kapitana, auta były gotowe do drogi. Wszyscy czekali tylko na Vasilewa i medyka, którzy nadal stali na drodze.
- Ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil krj38
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…