Wróć do katalogu

Włócznia umysłu

Zainspirowane pobiciem...

Joorkan, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ciemna noc. Godzina 4.00 zbliża się wielkimi krokami. Czekam pod Bravo aż Monika przestanie się kłócić z Borkiem. Wreszcie odciągam ją od niego i ruszamy. Wszyscy dyskotekowicze juz się zmyli. Tylko w oddali widać grupkę około dziesięciu osób stojących na rogu skrzyżowania. Chyba na kogoś czekają. Zbliżamy się. Nasza droga prowadzi przez sam środek ich grupy. Jestem już wstanie dokładnie przyjrzeć się ich twarzom, oczywiście dyskretnie, żeby nie pomyśleli, że coś do nich mam. Typowo meliniarskie gęby, facjaty młodocianych przestępców. Wkraczamy między nich, staramy się luźno rozmawiać o niczym. "To tacy kradną komórki w ciemnych zaułkach, trzeba było iść bulwarami". jednak jest już za późno na odwrót. Pierwszy koleś którego mijam, rzuca się na mnie z boku i zadaje silny cios w twarz. Spoglądam na niego ze zdziwieniem. "Co to k***a ma być?" Szybki cios usypia jego małe nabrzmiałe agresją oczka. Pozostało dziewięciu. przez chwilę ich zamuliło. "Ktoś odważył się stawić opór, zamiast uciekać z pochyloną ze wstydu głową?" Jednak ich zdziwienie szybko zastępuje instynkt mordercy, może nabyty od rodziców, może przez ulice, nie ważne. Zaczynają mnie okładać ze wszystkich stron, pięściami i nogami (efektem tego będzie opuchlizna twarzy, dziwnie powiększone ucho i ślad buta na kurtce. Oraz zniknięcie mojej ulubionej czapki z daszkiem.). "Nie dam rady" Próbuję się wyrwać z tego kamiennego kręgu nienawiści, słysze że Monika coś wrzeszczy. Wreszcie przewracam tego z przedu i odbiegam kawałek od nich.

Spoglądam ze złością na ich twarze. Spodziewają się, że będę uciekał. Że będę spierdalał jak zwykły tchórz przed śmiercią. Nie, jeszcze nie... Sięgam pod kurtkę. Jest tam. Ochroniarz, dzięki Bogu, tego nie wykrył, gdy mnie obmacywał przed wejściem do dyskoteki. Jednym ruchem wyciągam ASG, replikę Desert Eagle na metalowe kulki. Pewnie teraz wielu z was pomyśli, co taki pistolecik na kulki może komukolwiek zrobić. Przebije skórę, tyle wam powiem.

Ziomek stojący najbliżej mnie spojrzał zaskoczony wprost w lufę broni. Obrocił się do kumpli po czym, uśmiechnął się głupkowato błyszcząc ironią w oczach. Debil. Błysk zgasł gdy kulka przeszyła gałkę oczną. Jej właściciel zaczął się tarzac po ziemi, wycierając wszystkie zebrane tam brudy.

Spojrzenie w bok dla pewności. Monika tam stoi. Jej twarz wyraża pewność siebie. Wie, że wygraliśmy. Koledzy Bezokiego z niepewności zerkają to na mnie to na niego. Wreszcie wszyscy z potwornym krzykiem rzucają się w moim kierunku. Strzelam, ale tylko kilku się zatrzymuje. Probuję dokładniej wycelować, ręce trzęsą mi się z emocji. Juz mam go na muszce, jego wykrzywioną wściekłością twarz, przecież to bydło nie ludzie, gdy nagle coś twardego wytrąca mi pistolet z ręki, miażdżąc przy tym dłoń. Zalewa mnie fala bólu, zabierając mi całą siłę. Klękam. Z tyłu nadchodzą kolejni. Nie wiem ilu, wielu, sądząc po krzykach i przerażających śmiechach. "Czy takie dźwięki rozchodzą się w piekle?" Ktoś musiał po nich zadzwonić. Nie ma już ratunku. Czy tak się czuje skazaniec przed śmiercią? Cios bejsbolem przez plecy nie pozwala mi dokończyć tych rozmyślań. Przewracam się, krztusząc się krwią. Zimna ulica jak poduszka tuli się do mych policzków. I pomyśleć że godzine wcześniej te policzki otulał ktoś inny... Wiem, śmierć to jeszcze nie koniec, są inne światy niż ten, ale ja jeszcze nie chce umierać.

Nie teraz, nie po tym co bylo wcześniej...

Musi być jakiś sposób...

Marma Adi! Ciemna strona sztuki walki Kalaripyit, umiejętność wyuczona podczas szkolnej wycieczki do Indii, niezwykle przydatna, śmiertelna broń. Dlaczego nie pomyślałem o tym wcześniej? Teraz było już za późno, nie byłbym wstanie już się skupić, niemógłbym powstrzymać emocji... Ale przecież uczyłem tego Monikę. Nie wiem na ile ona jeszcze pamiętała na czym to polega. Ale musiałem spróbować, nie miałem wyboru.

"Monika! Marma Adi! Pamiętasz?"

Kolejne uderzenie, tym razem w żebra, pozbawia mnie tchu, sprawia, że światła ulicznych lamp wirują, oddalają się i przybliżają jakby w przedśmiertnym tańcu szaleńców. Próbuję dostrzec jej twarz, czy usłyszała? Jednak tłum jest zbyt gęsty. "Skąd oni się biorą?". Szydercze śmiechy i gwizdy wypełniają moją głowę. Chcę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych