Wróć do katalogu

Wojna miłości

Cały czas jego myślowa dłoń rozkoszowała się niewinnie, słodko śpiącą Kate. Światło z promieni słonecznych coraz śmielej, odważniej zakłócało ich spokój. Jacob zastanawiał się czy nie robi tego specjalnie, czy nie jest zazdrosne o jego szczęście. W k

Kubusiątko, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cały wczorajszy wieczór zastanawiałem się czy powinienem do niej zadzwonić. Bardzo pragnę znowu usłyszeć jej głos. Chciałbym jeszcze przez kolejne sekundy pomarzyć że to miałoby sens. Miałoby. Dobrze powiedziane. Szkoda tylko że czas nie jest odpowiedni na miłość. W Europie wybuchają bomby, giną niewinni ludzie. Jeszcze tylko tu w naszych, kochanych Stanach jest w miarę spokojnie. Jutro wyruszam na Hawaje. Muszę do niej zadzwonić. Ku mojemu zdziwieniu Kate bardzo się ucieszyła, że nie zapomniałem o niej tak szybko. Liczyła co prawda że odezwę się szybciej, ale uśmiechnęła się gdy tylko mnie usłyszała. Wiem o tym. Wyczułem to w jej głosie. Chciałem podzielić się z nią wiadomością o moim przeniesieniu. O dziwo nie zasmuciła jej ta informacja. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej ucieszyła. -"Panie poruczniku' - powiedziała - "Nawet nie wie Pan ile radości sprawił mi w tej chwili. Do zobaczenia na miejscu" -dodała po chwili ciszy po czym odłożyła słuchawkę.

"Do zobaczenia na miejscu". Te słowa brzmiały w uszach Jacoba już do końca dnia. Zastanawiał się dlaczego. Znał Kate zaledwie kilka tygodni, a jednak już nie mógł przestać o niej myśleć. Pamiętał pierwsze spotkanie. Miała dyżur w szpitalu. Jacob wszedł na salę z pustymi łóżkami. Kate sprawdzała w tym czasie jak radzą sobie nowe pielęgniarki. Widział jak tłumaczyła im co gdzie powinno się znajdować. Nie miała dużo pracy. Łóżka były puste a mimo to starannie tłumaczyła wszystkie obowiązki nowo przybyłym. Jacob patrzył na jej śliczną twarz. Promieniała szczęściem. Śliczne brązowe oczy emanowały ciepłem. Ich głębia powodowała, że świat wokół przestawał istnieć. Jacob już wiedział, że to właśnie ona. O takiej dziewczynie śnił od lat. Stał i patrzył na swoje szczęście. Nie zwrócił uwagi na pytania ani uśmiechy pozostałych dziewczyn. Urok uśmiechu Kate dopełniły reszty. Jacob zrobił krok ku swojemu przeznaczeniu i... wylądował na podłodze. Kate zareagowała niemal natychmiast. Jej koleżanki również. Kate klęczała nad chłopakiem, którego niewinna twarz zdradzała wszelkie emocje. Zastanawiała się czy to od upadku. Pogładziła jego policzek. Nachyliła się nad nim, patrzyła mu prosto w mętne oczy. Widziała jak wraca do nich życie. Jacob otworzył oczy. Ucieszył się że nie śni. Ona wciąż tu była.

-"Chyba jestem w raju" -wyszeptał

-"Hmm. Nie wydaje mi się." - odpowiedziała -"Jeszcze nie"- dodała szybko i pocałowała go. Jacob myślał że umiera. Nie dbał o to. Umierać w ramionach takiej dziewczyny to niemalże prawdziwy cud.

Spotykali się prawie codziennie, a jednak nie potrafił określić czego tak naprawdę chce od swojej ukochanej. Dom, dzieci ale nie... ciągle czuł nad sobą jakiś ciężar. Nie mógł wiedzieć tego jeszcze teraz. Jeszcze było na to za wcześnie. Nadszedł jednak czas wyjazdu. Ciekawe, że nie cieszył się z tego tak bardzo jak jeszcze przed jego telefonem. "Do zobaczenia na miejscu". Dlaczego mi to przeszkadza. Przecież ja... ją kocham. Chyba. Prawdopodobnie. Na pewno. Tak!!! Kocham!!!! I chyba tego właśnie się boję. Boję się że to się skończy, że to jednak skończy się jak zwykły sen. Jacob rozmyślał tak godzinami. Wykorzystywał na to każdą wolną chwilę. W drodze do koszar, między ćwiczeniami. Zadowolony był jednak, że rozterki nie przeszkadzają mu się skupić na życiu codziennym. Chyba wiedział że szkolą go na maszynkę do zabijania. Dowódcy często mu powtarzali iż właśnie po to jest prawdziwy żołnierz. W tym akurat był dobry. Żołnierz.

Part two Na kilka godzin przed odjazdem stawił się u swojego dowódcy. Nie sądził że będzie to miła rozmowa. Ich ostatnie rozstanie przypominało wybuch wulkanu. Major Tank nigdy nie lubił kiedy ktoś mu się przeciwstawia. Nie znosił ludzi z własnym zdaniem. Jacob zawsze potrafił wyrazić własną opinię nawet jeśli miałoby to podważyć znaczenie dowódcy. Czasami wystarczyła tylko głupia mina, jakiś gest. Każdy taki punkt zapalny kończył się aresztem, dodatkowymi obowiązkami, przeniesieniem. Jacob sądził że to właśnie go spotkało. Za ostatnie „nie sądzę Panie Majorze aby to był dobry pomysł” wysyłają go do Pearl Harbor. Portu, który jest w tej chwili najbezpieczniejszą bazą wojskową amerykańskiej armii. Drzwi do gabinetu majora pilnowało dwóch umundurowanych żołnierzy. Obaj wysocy, doskonale umięśnieni. Wyglądali na typowych mięśniaków. Jacob nauczył się już jednak nie oceniać ludzi tylko po wyglądzie. Pozory już nie raz pokrzyżowały mu szyki. Dlatego zdecydował się wstąpić do wojska. Armia miała mu pozwolić nauczyć się dostrzegać to czego nie powinien dostrzec zwykły śmiertelnik. W czasach pokoju tak mówiono o cywilach. W czasie wojennej zawieruchy był nim każdy kto sprzeciwiał się wojnie. Była to bardzo dziwna analogia ale chyba wszyscy wojskowi w nią wierzyli. Była ona jednym z podstawowych tematów rozmów w czasach szkolenia. Wiedział więc że obaj strażnicy dopóki będą tylko szeregowymi, będą bać się każdego oficera, który ma do czynienia z majorem Tankiem. Obaj wyprostowani jak struna poczekali aż zamkną się drzwi do gabinetu. Dopiero kiedy nikt ich nie widział poczuli się luźniej. Jacob stanął przed obliczem osoby, której z całego serca nienawidził. Bardzo chciał się uwolnić od jego despotycznej, ślepej tyrani. Stanął więc przed majorem świadom że już niedługo jego życzenie się spełni.

-„Panie majorze. Porucznik Winter mejduje się na rozkaz” –zameldował.

-„Proszę usiąść poruczniku” –odpowiedział major wyjątkowo spokojnie. –„Zapewne wie Pan dlaczego Pana tu wezwałem” –dodał ciągle patrząc w jakieś dokumenty.

-„Tak Panie Majorze” –odpowiedział siadając przy tym na krześle.

-„To dobrze. Nawet bardzo dobrze” –ucieszył się major. –„Co prawda rozkaz jeszcze do mnie doszedł, ale chyba mogę Panu powiedzieć. Dowództwo Marynarki Wojennej poprosiło mnie o wytypowanie osoby odpowiedzialnej za przeszkolenie naszych pilotów w walce wg nowych strategii. Biorąc pod uwagę że brał Pan udział w ich tworzeniu zaproponowałem aby to Pan zajął się tym zadaniem. Gratuluje Panie Kapitanie”

Kapitan!!! Jacob patrzył na twarz majora. Nie wyrażała ona wielu emocji. Można było jednak dostrzec w niej iż nie był to jakiś brzydki żart. Major sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego. Cieszył się z jego awansu.

-„Panie Kapitanie” –łagodnie przerwał mu major. „Proszę pozwolić, że zwrócę się do Pana tak całkiem prywatnie” –major patrzył na kapitana i dopiero kiedy ten kiwnął głową kontynuował –„Będzie mi bardzo brakowało tak dobrego pilota. Nasza eskadra jest najlepszą na kontynencie. Mam nadzieję że wyznaczy Pan swojego zastępcę. Nie chciałbym bowiem decydować o jej losie nie znając osobiście pilotów z Eskadry Widm.”

-„Tak Panie Majorze” –odpowiedział ciągle niedowierzający Jacob.

-„Dobrze. Leci Pan 4 grudnia. Życzę powodzenia”

Major uścisnął jeszcze dłoń swojego rozmówcy po czym pozwolił mu opuścić pomieszczenie. Wychodząc Kapitan Winter nie zwrócił już uwagi na ponownie wyprężających się żołnierzy. Szedł przed siebie. Nie. Szedł do niej. 4 grudzień. Jutro. Wreszcie ją zobaczy. Tyle że tym razem stanie przed nią już jako kapitan lotnictwa. Kapitanowi wydawało się że będzie to niespodzianką samą w sobie. Był bardzo ciekaw zachowania Kate.

Na swojego zastępcę Jacob wytypował swojego skrzydłowego. Porucznika Mike’a Dolamma. Wiedział że sobie poradzi. Mike był zresztą jedynym, który żegnał go na nowojorskim lotnisku. Cieszył się. Nie lubił pożegnań. Bardzo przeżył ostatnie. Kiedy Kate oznajmiła mu że wyjeżdża i że nie może powiedzieć gdzie Jacob domyślił się że także jest w wojsku. Nigdy tym faktem się nie afiszowała, ale sama myśl że służy w armii dodawała jej uroku.

W końcu samolot wystartował. Jego poprzednie życie nikneło za małym okrągłym okienkiem. Lot się przedłużał. Mijały godziny. Sen stał się towarzyszem podróży. Obrazy migające przed oczami pod zamkniętymi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych