Wróć do katalogu

Wojowniczka

Miało być opowiadanie na konkurs fantasy, ale nie wyszło...

Sita, opublikowano , 30 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Patrzcie to ta Nowa. - Faktycznie wygląda jak nawiedzona, aż strach się bać. - Ale co by nie mówić niezła laska z niej, może by tak zagaić jakąś rozmowę? - Z nią? Chyba jedynie o czarnych mszach i Szatanie. - Chłopaki dajcie spokój to tylko zwykła dziewczyna stylizująca się na skrzyżowanie metala z emo. Na pewno nie jest w połowie tak przerażająca na jaką chce wyglądać. Dziewczyna, o której mówili stała sobie całkiem spokojnie oparta o parapet i wyglądała przez okno. W szkole pojawiła się tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego i już po pierwszym dniu każdy wiedział, że tu jest. Takiej osoby nie można było nie zauważyć głównie ze względu na styl ubierania się. Czarne szerokie spodnie z nogawkami wpuszczonymi w wysokie glany i szerokim pasem z trupią czaszką zamiast sprzączki, biała bluzka z śladami jakby krwi i długa czarna peleryna niczym z Matrixa stanowiły podstawę jej wyglądu. Całości dopełniała obroża nabijana ćwiekami na szyi z kilkoma oczkami grubego łańcucha zwieszającymi się z przodu niczym wisiorek, metalowa rękawica jakby z średniowiecznej zbroi zdobiąca prawą rękę i długie czarne włosy z przedziałkiem z boku, tak, że z lewej strony zasłaniały oko, a z prawej były zaczesane na plecy. Chodziła do klasy drugiej „b”, siedziała zwykle sama i nie okazywała chęci zapoznania się z kimkolwiek, tak więc niewiele było o niej wiadomo. - Jak jesteś taki mądry klepnij ją w tyłek smyczą – rzucił któryś chłopak kontynuując rozmowę. Nawiązał on do „zabawy” jaka była ostatnio modna pośród mniej dojrzalszych licealistów i większości gimnazjalistów z tej szkoły. Wystarczyło mieć smycz na jakiej zwykle nosi się klucze i walnąć nią z całej siły przechodzącą obok dziewczynę tak by aż krzyknęła. Celem tej zabawy najprawdopodobniej było dodanie sobie śmiałości w kontaktach z płcią przeciwną, bo przecież nie chodziło o pokazanie swojej niedojrzałości. - Dobra, zrobię to – chłopak podjął wyzwanie kwitując je jedynie wzruszeniem ramion. - Teraz masz dobrą okazję, właśnie gdzieś idzie. Faktycznie Nowa zaprzestała obserwacji widoków za oknem i szła korytarzem w stronę rozmawiających chłopaków. - To będzie bułka z masłem! Wyzwany odpiął smycz od swoich spodni i niedbałym krokiem szedł naprzeciw swojej ofiary. Był pewny swego gdyż nie pierwszy raz to robił i jakoś żadnej dziewczynie nie udało się umknąć przed jego ciosem. Spokojnie minął Nową i zamachnął się odwracając i celując w stronę jej pośladków. Smycz trafiła, ale nie w pośladki, ale w wyciągniętą dłoń, chłopak nie zdążył oderwać zaskoczonego wzroku od pomalowanych na czarno paznokci gdy został pchnięty na ścianę i przygwożdżony do niej drugą ręką dziewczyny. Ze zdumieniem odkrył, że nie jest dość silny by się wyrwać, a przecież to była tylko jedna ręka na jego klatce piersiowej. Nowa uśmiechnęła się odsłaniając lekko zęby, drapieżność jej uśmiechu podkreślały nienaturalnie długie i ostre kły być może specjalnie robione u jakiegoś dobrego dentysty. - Uważaj z kogo robisz sobie jaja – syknęła tak groźnie, że chłopak aż zadrżał ze strachu. - bo możesz stracić własne – znacząco zwróciła wzrok na dół. Wtedy dopiero dowcipniś poczuł, że coś ostrego wbija się w jego najczulsze miejsce, gdy tam spojrzał dostrzegł tylko błysk stali w drugiej dłoni dziewczyny. Przełknął głośno ślinę zmartwiały ze strachu i ponownie spojrzał w oczy dziewczyny, ta najwyraźniej dobrze się bawiła jego strachem: - A teraz ładnie przeproś bo inaczej... - przesunęła ostrze parę milimetrów w przód, a chłopak poczuł jak dość grube dżinsy ustępują pod stalą jak masło. - P-p-prze-praszam – wyjąkał przez gardło ściśnięte troską o swoje klejnoty. - Tsuki! Zostaw go! - rozległ się czyjś głos z charakterystycznym japońskim akcentem. Dziewczyna odwróciła wzrok w stronę skąd doszedł rozkaz. Stał tam niski starzec wyglądający niczym mistrz wschodnich sztuk walki, bo chodź miał już swoje lata jego ciało wciąż było wysportowane. Pracował w tej szkole dopiero od tego roku jako nauczyciel języka japońskiego, ale każdy widział, że nie to było jego życiowym powołaniem. Tsuki szybko spojrzała znów na chłopaka: - Jak się jeszcze raz zobaczę ze smyczą to nikt ci nie pomoże – syknęła wbijając ostrze jeszcze milimetr dalej. Tuż po tych słowach puściła chłopaka i odwróciła się w stronę nauczyciela, ostrze zniknęło jakby nigdy go nie było. - Przepraszam, sensei – powiedziała głośno i ukłoniła się jak urodzona japonka. Nauczyciel tylko skinął głową i odszedł w stronę pokoju nauczycielskiego, Tsuki ruszyła w drugą stronę nawet nie patrząc na dowcipnisia, który ja zaczepił. Ten ostatni osunął się po ścianie wciąż drżąc z przerażenia, chwilę później podeszli do niego kumple. - Stary co ci, jesteś blady jak trup? - Szybka ta laska, nawet nie zauważyłem co zrobiła, a ty już wisiałeś na tej ścianie jak obraz. - A jednak jej nie trzepnąłeś w tyłek! - Na pewno dobrze się czujesz? Wyglądasz jakbyś zobaczył samą śmierć. - Prawie śmierć – odezwał się w końcu poszkodowany. - Nigdy więcej się do niej nie zbliżę. Chłopaki ona mi chciała obciąć to co mam najcenniejszego! - Aha to dlatego zlałeś się w spodnie – mruknął któryś znacząco spoglądając na mokra plamę na spodniach tamtego. Chłopak zaklął i popędził do łazienki poganiany przez złośliwy śmiech kolegów. - Może on jednak ma racje, lepiej nie zbliżajmy się do niej, widziałem coś jakby nóż w jej ręce no i jego wcale nie tak łatwo zastraszyć... Tsuki mogła mieć pewność, że plotka o tym jak potraktowała dowcipnisia szybko rozniesie się po szkolę. Nie wyglądała jednak na przejętą tym, zupełnie nie interesowały ją kontakty z innymi ludźmi, była nawet zadowolona, że będą się trzymać od niej z daleka. Jak na razie usiadła na wolnym parapecie piętro niżej wsłuchując się w gwar rozmów, pisków i krzyków wokół. Minęło dopiero dziesięć minut najdłuższej przerwy, a na zewnątrz było zbyt zimno by wyjść dlatego całe życie towarzyskie rozgrywało się na korytarzach. Do dziewczyny dochodziły strzępki rozmów, mogło to być męczące na dłuższą metę, więc już chciała się wyłączyć i ponownie zagapić na ponury miejski krajobraz za oknem gdy do jej uszu dopłynął nowy głos. - Przestań zachowywać się jak dziwka! Tsuki zadrżała, choć słowa nie były skierowane do niej miała ochotę wykonać ten rozkaz. Więc to musiał być ON, ale czy to możliwe? Wzrokiem starała się zlokalizować mówiącego i już po chwili wiedziała kto to. Całkiem przeciętny chłopak, którego wcześniej nie dostrzegała w tłumie, wysoki szatyn w okularach z odrobinę misiowatą sylwetką. Aktualnie kłócił się z jakąś blondynką, która w końcu trzasnęła go z liścia w twarz i odeszła przeklinając na cały korytarz, ale Tsuki tego nie słyszała jej uszy były nastawione tylko na odbiór tego jedynego głosu teraz już dużo cichszego tak, że nie mogła dosłyszeć słów, a mimo to sam ton powodował drżenie jej ciała. To musiał być ON, musi o tym poinformować mistrza, ale... Może jednak nie teraz, jeszcze za wcześnie, ON nie ucieknie, a ona się boi. Pierwszy raz w życiu odczuwała strach, lęk przed tym jak działa na nią ten głos, jak łatwo mu ulega, nie dlatego, że chce tylko dla tego, że musi. Minęły dwa tygodnie, Tsuki była zupełnie poza społecznością szkolną, wyolbrzymiona plotka była przyczyną strachu, który czuli do niej inni. Dziewczynie jednak to nie przeszkadzało wydawała się być szczęśliwa w samotności, tylko uciekała z korytarza za każdym razem gdy pojawiał się tamten chłopak. Mimo to dowiedziała się, że ma na imię Piotrek i jest z równoległej klasy i właśnie zerwał ze swoją dziewczyną. Sporo informacji zwłaszcza, że mogła je tylko wyłapywać z rozmów innych, gdyż z nią nikt nie chciał gadać. Była druga w nocy, a ona spacerowym krokiem szła przez park. Jej mistrz właśnie wyleciał do Japonii na kilka dni, a ona wracała z lotniska piechotą choć było już późno, a droga zajmowała ponad pół godziny. Nie obawiała się nocy, a już tym bardziej nocnych zagrożeń, nawet gdyby ktoś ją zaczepił nie miałby z nią szans. Spokojny spacer przerwał krzyk z krzaków tuż nad małym stawem: - Kurwa! Puszczaj! Normalnie dziewczyna by nie zareagowała gdyż nie należała do miłosiernych samarytan, ale ten głos należał do NIEGO. Momentalnie pobiegła w stronę krzaków cicho i bezszelestnie jak polujący drapieżca. Ujrzała sześciu chłopaków, pięciu dresów i Piotrka, ten ostatni leżał na ziemi kopany przez trzech z tamtych, pozostali dwaj przeglądali zawartość jego torby. Tsuki nie myślała długo po prostu zaatakowała z chłodna precyzją trafiając pierwszego przeciwnika w splot słoneczny, drugiego przewróciła na ziemię siła rozpędu i przywaliła mu prawą dłonią w metalowej rękawicy prosto w nos, rozległo się chrupniecie miażdżonej kości, a przecież nie użyła całej swojej siły. Do jej nosa doszedł przyjemny zapach krwi wypływającej z rozkwaszonego nosa, uśmiechnęła się drapieżnie niczym zwierze i poderwała na równe nogi odwracając się w stronę pozostałej trójki. Tamci już nie byli tacy zaskoczeni, dwóch miało w rękach składane noże, a trzeci niewielki ale solidny kij bejsbolowy, dziewczyna oblizała drapieżnie zęby ukazując kły. Rozległ się metaliczny szczęk, a z rękawicy dziewczyny wysunęły się trzy ostrza zakrzywione na końcach niczym pazury, zaśmiała się upiornie wciąż czując zapach krwi, rzuciła się na wszystkich trzech przeciwników naraz. Zgrabnie uchyliła się przed kijem i jednym z noży, drugi cios zablokowała rękawicą, wolna ręką złapała dłoń tamtego i szybko wykręciła. Trzask łamanej kości, krzyk bólu i ostrze spadające na ziemię oznaczały, że kolejny dres jest niezdolny do walki. Kolejny cios noża był wycelowany w jej twarz, nie zdołałaby go całkiem uniknąć, zamiast tego odsunęła trochę głowę i złapała przelatującą dłoń w zęby, kły przebiły skórę, a krew popłynęła wprost do jej ust. Wypiła kilka łyków tego żywego płynu po czym padła na ziemię, a cios kijem bejsbolowym wymierzony w jej głowę trafił w nożownika skutecznie go unieszkodliwiając. Został jeden, najmasywniejszy, najsilniejszy i najmniej zwinny. - No chodź tu maleńki, chodź na spotkanie ze śmiercią – powiedziała Tsuki, a jej głos bardziej przypominał warkot dzikiego zwierzęcia niż ludzką mowę. Dresa najwyraźniej rozjuszyły jej słowa gdyż niczym byk ruszył w jej stronę unosząc kij nad głowę, widział, że ofiara nie uciekała więc bez zastanowienia włożył całą siłę w cios, który trafił... w powietrze. Tsuki zdążyła się odsunąć i gdy napastnik łapał równowagę pchnęła go mocno tak, że przewrócił się na trawę. Nie dała mu czasu na podniesienie się tylko skoczyła na niego unieruchamiając go ciężarem swojego ciała i podniosła prawą rękę z wyciągniętymi pazurami tuż nad jego sercem. - Pożegnaj się z życiem maleńki – jej głos wciąż brzmiał jak zwierzęcy warkot. - Nie zabijaj go – szepnął Piotrek podnosząc się kawałek dalej z ziemi. To nie był rozkaz, słowa ledwo można było zrozumieć, gdyż chłopak zaraz po tym rozkaszlał się strasznie mimo to pięść już opadająca by zadać śmiertelny cios znieruchomiała w pół ruchu. To był JEGO głos, JEGO słowa, dziewczyna szarpnęła się, ale nie mogła ruszyć ręką, dres oprzytomniał i korzystając z okazji zrzucił ją z siebie i puścił się w panice do ucieczki. Pozostali też odczołgiwali się tak szybko jak mogli w obecnym stanie. Tsuki schowała szpony i podeszła do Piotrka, w jej krokach było widać niezwykłe jak dla niej wahanie. - Dzięki za pomoc – chłopak odezwał się jako pierwszy. - Nieźle walczysz, ale chyba trochę zbyt agresywnie. - Tak mnie nauczono – odparła cicho dziewczyna już normalnym ludzkim głosem. - Wyglądasz fatalnie. Faktycznie Piotrek nieźle oberwał, miał podbite oko, kilka drobnych skaleczeń na twarzy, najprawdopodobniej siniaki na całym ciele i skręcony nadgarstek, bo nie mógł się na nim oprzeć gdy wstawał. Całości dopełniała poszarpana kurtka, jasna koszula poplamiona krwią i dżinsy uwalane w ziemi. - Powinieneś iść do szpitala, mogli ci połamać żebra. - Nie pójdę do żadnego szpitala, nic mi nie będzie – chłopak zdawał się być rozdrażniony, schylił się i zaczął zbierać swoje rozrzucone rzeczy z powrotem do torby. - Daleko mieszkasz?... - Do domu też nie wrócę, przynajmniej nie dziś! - odparł ostro. - I co zamierzasz łazić w takim stanie po tym parku do rana, gdy jakaś babcia jadąca na zakupy zdzieli cię parasolką uznając za zboczeńca – jadowita ironia gładko spłynęła z ust przyzwyczajonych do takich tonów wypowiedzi, lecz pociągnęła za sobą zupełnie zaskakujące słowa – jeśli chcesz możesz przenocować u mnie, mistrza nie ma... - ugryzła się w język zła na siebie i na obowiązek jaki miała wobec NIEGO. - Nie chce sprawiać kłopotu... Sita tylko westchnęła widząc jego wahanie, tu nie mogła zachować swojej mrocznej natury, miała wobec niego obowiązki, nawet jeśli on o tym nie wiedział. - Chodź, tu i tak cię nie zostawię, nie po to ratowałam ci tyłek by rano zwinęła cię policja za tą bójkę. - Dresy nie doniosą, nie są aż tak głupie – odparł. - To gdzie mieszkasz? Zaprowadziła go do swojego mieszkanka w jednym z nowych bloków tuż za parkiem. Nie było ono wielkie, ale całe urządzone na japońską modłę od ozdób począwszy na niskim stole z poduszkami zamiast krzeseł kończąc. Nawet buty trzeba było ściągać przy wejściu. Chłopak oglądał to wszystko z fascynacją, a najbardziej zaskoczony był gdy Tsuki zaprowadziła go do największego pokoju urządzonego jak tradycyjne japońskie dojo. - Tu ćwiczysz walkę? - aż otworzył usta ze zdumienia widząc tradycyjną broń wiszącą na ścianach. - Zazwyczaj, poczekaj tu, przyniosę apteczkę. Dziewczyna wyszła, a Piotrek chyba zapomniał o ranach z fascynacją rozglądając się wokół, jego wzrok szczególnie przyciągnęły dwie katany wiszące na jednej ze ścian. Nie mógł się powstrzymać i sięgnął po tą niżej, ostrze gładko wysunęło się z pochwy i zabłysło w świetle lamp. Chłopak machnął nim kilka razy i z zadowoleniem stwierdził, że jest idealnie wyważone, ale czy tak samo ostre? Podwinął lewy rękaw i przyłożył ostrze płasko do skóry, przejechał lekko, a włoski posypały się na ziemię pozostawiając idealnie gładką powierzchnie. - To nie służy do golenia się – roześmiała się Tsuki wchodząc do pomieszczenia. - Wiem, ja tylko chciałem sprawdzić... - Wierz mi jest wystarczająco ostry, te katany to oczko w głowie mojego mistrza – odparła i odebrała mu miecz odkładając go na miejsce. - Dobra pokaż te rany. Tsuki z zadziwiającą wprawą zaczęła odkażać rozcięcia i bandażować zranienia. - Jutro nie będziesz w stanie się ruszać – mruknęła wskazując na sińce na jego klatce piersiowej. - Ale mam coś co trochę pomoże. Lepiej zatkaj nos. Wyciągnęła z apteczki słoiczek z żółtawa substancją, gdy go odkręciła po pomieszczeniu rozniósł się duszący zapach, od którego żołądek zaczynał się przewracać. Dziewczyna tylko zmarszczyła nos i zaczęła obficie nakładać maź na sińce chłopaka. - To jest zimne i śmierdzi! - jęknął z zatkanym nosem. - Ale pomaga, to specyfik mistrza – wyjaśniła. -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych