Wróg pachnie piżmem... cz.2
Kolejna część.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział II „W pułapce uczuć” Hermiona siedziała na parapecie okna w swoim dormitorium. Z jakąś dziwną satysfakcją oglądała, jak krople jesiennego deszczu uderzają w szybę, jak blask wczesnego księżyca olśniewa te mokre dróżki, bawiąc się w podglądacza. „ Jeszcze dwadzieścia minut...” pomyślała, przymykając oczy, pogrążyła się w swoistym smutku. Okoliczności dały się jej we znaki, przypominając, od jak dawna nie zaznała prawdziwego uczucia. Przebłysk wspomnienia... Idąc aleją na promenadzie, dojrzała tego tajemniczego szatyna... serce zabiło jej mocniej w piersi, chcąc koniecznie wyrwać się na wolność. Patrząc jej w oczy, uśmiechał się z drugiego końca promenady Szczęścia, dając do zrozumienia, że potrzebuje wsparcia, jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa, a ona była najlepszą kandydatką do oddania spragnionego miłości serca- kawałka duszy, odzwierciedlenia własnej osobowości. A gdy znalazła się z powrotem w Hogwarcie, zapomniała o nim, lecz mając do siebie żal, że nie zapytała go chociaż o imię. „ Październik jest beznadziejny” spuentowała gorzko w myślach. Nie mógł w to uwierzyć! Wystawiła go... olała... zagrała mu na nosie! Draco Malfoy czekał na Hermionę, spóźniającą się na obiecane mu spotkanie już dziesięć minut. ‘Pieprzona szlama!” Hermiona zbiegając po schodach, jak oszalały bawół, z taką też siłą uderzyła w Malfoya, doprowadzając go do szewskiej pasji, zmuszając do potoku słów, wydobywających się z jego wąskich ust. - Wreeeeszcie...- przewrócił oczami na jej niepunktualność.- Chodźmy stąd. Dziewczyna posłusznie ruszyła za nim. Wyszli z zamku, kierując się ku Zakazanemu lasowi. Było przeraźliwie zimno, padał rzęsisty deszcz, a wiatr bezlitośnie chłostał im twarze. Hermiona szczelniej zacisnęła poły szaty, bezmyślnie zastanawiając się, po jakie licho Malfoy ciągnie ją do Jaskiń. Gdy się wreszcie zatrzymali, a Hermioną przestało już targać wietrzysko, byli w jednej z pieczar... wilgotnej i słabo oświetlonej. Gryfonka mimowolnie się wzdrygnęła. Nie lubiła takich sytuacji- stała tu, przemoczona, zmarznięta do szpiku kości z Draco Malfoyem, zepsutym chłopakiem, który ostatnio pokazał, do czego jest zdolny. Zebrawszy się w sobie, zagadnęła: - Czego chcesz, Malfoy? Obserwowała blondyna, który spoczął na kamieniu. - Pogadać... Granger...- odparł, szczerząc białe zęby w drwiąco- złośliwym uśmieszku. Przez kolejne dwie minuty panowała mordercza cisza, z oddali było słychać jedynie jęki wiatru obijającego się o drzewa w Zakazanym Lesie. - Widzę, że nie bardzo chce ci się otwierać gębę...- wycedziła dziewczyna, czując się dumna, bo stawała się coraz lepsza w odparowywaniu na jego złośliwe epitety i żarciki. „ Jaka ja jestem głupia! Chory Malfoy, on to zrobił specjalnie!” . Zacisnęła palce na zapięciach szaty i już miała opuszczać jaskinię, gdy Malfoy skoczył ku niej i złapał ją za ramię. - Czekaj...- rzekł władczo. Jak dla niej zbyt władczo. - Po co, Malfoy...? Żebyś znów mnie wyzwał, zmieszał z błotem, obraził? Draco zdał sobie sprawę z tego, co mówi Gryfonka. Nazywał ją szlamą. Robił to tylko dlatego, bo zakryć własną porażkę, gdy udało jej się wybronić przed jego głupimi docinkami. Teraz wydało mu się to odrażające, plugawe i chamskie. Z trudem przecisnęły mu się przez gardło słowa przeprosin. - Eee... no... ja cię przepraszam, że… no wiesz… - Malfoy, czy ty oszalałeś??? Może jesteś chory! TY przepraszasz MNIE?!- zapytała Hermiona ze sztucznością w piskliwym od fałszu głosie. Och, jak bardzo chciała dopiec mu do żywego, tak jak on przez ostatnie pięć lat ich „pasjonującej” znajomości. Chciała go zniszczyć, zbluzgać, skopać, opluć… być jak on… - Oj Granger… Ugryzł cię ktoś, żeś taka… zgryźliwa?!- zaśmiał się blondyn. Dlaczego ona tak na niego działa?! Czemu nie potrafił się znudzić?! Nie mógł… czy nie chciał…? - Malfoy, jesteś dupkiem! Po cholerę ciągnąłeś mnie do jaskiń w taki ziąb?! - Słuchaj... Granger- wypowiadanie jej nazwiska sprawiało mu widoczną trudność.-... chcę zawiesić broń… Hermionę zatkało na całej linii. Malfoy zawieszający broń z nią?! Dziwne, bardzo dziwne… Z nieukrywanym zdumieniem powiedziała: - No cóż, Malfoy… miło z twojej strony, że się nieco… milszy stałeś… Czy możemy już wracać?- jej głos nabrał na potulności, wprost łagodny dla niego, tak dziwny do opisania. Pozapinała szczelniej guziki w szacie, trefnie wybranej na ten mroźny spacer. Wracali w głupim milczeniu, bo żadne z nich nie chciało zepsuć tego niezwykłego sojuszu zawartego przed paroma chwilami. Wchodzili po schodach, gdy Hermiona potknęła się o skraj swej nowej szaty, którą kupiła u Madame Malkin we wrześniu. Draco mimowolnie powstrzymał się od złośliwego komentarza na temat panienek, które chcąc dobrze wyglądać, igrają ze śmiercią przez najdurniejsze wypadki. Zamiast tego, wykazując się swoim refleksem szukającego, złapał ją za ramię, unikając tym samym rozbicia jej piękna, przyozdobienia jej idealnego ciała, które notabene miał szansę oglądnąć dziś w nocy przy odrobinie sprytu, o kilka siniaków, szpecących skórę. - Dzięki, mam u ciebie dług…- zaśmiała się, a jej głos dochodził do uszu Draco z lekkim opóźnieniem, którego przyczyną było zapewne poczucie bliskości Gryfonki, tak jak dziś rano… Hermiona zamilkła w pół słowa. Wypowiedziała te słowa bez wcześniejszego rzucenia ich na szalę i zważenia ich sensu. Uległa chwili i przez to wszystko mogło się popsuć. No bo, co to znaczy mieć dług u Dracona Malfoya? Upokorzenie, wstyd, zażenowanie… Zwinne dłonie Ślizgona w mgnieniu oka oplotły dziewczynę w pasie i zacisnęły się wokół jej kibici tak mocno, że nie mogła się oswobodzić. - Dzięki… Granger, że mi przypomniałaś… Chyba możemy dokończyć coś ważnego… - Nie sądzę, żeby to było ważne…- jęknęła Hermiona oschle, próbując wszelkimi dostępnymi metodami uwolnić się z uścisku Malfoya. „ Och, nie!…Będzie się brzydził!…Nie, to niemożliwe!” - Malfoy, ty… nie możesz…- wyjąkała cicho, a pod powiekami poczuła igiełki łez, zbierających się, by zaraz wytrysnąć w fontannie żalu. Usłyszała cichy śmiech, najwyraźniej próbowany być wyeliminowanym. - Czego nie mogę!? Nie mogę cię pocałować… Granger… Chcesz się założyć? A może ty wcale nie chcesz, żebym to zrobił, hę? Hermiona nie wytrzymywała tego napięcia. Pozwoliła płynąć łzom bezsilności, a w obliczu zagrożenia zapomniała o trzeźwym myśleniu. Wzrok zatrzymała na jego oczach, tych stalowych, szarych jak niebo w zimie, bez wyrazu niegdyś, a teraz błyszczących szaleńczym blaskiem, trudnym do opisania… przerażającym… obcym… - Malfoy, kretynie, puść mnie słyszysz! Puszczaj wresz… Malfoy bez ostrzeżenia zatopił usta w otchłaniach jej warg. Zaskoczeniem dla dziewczyny była, niezwykła jak na tę okoliczność, delikatność, wręcz aksamitność jego warg i ten upór w próbach wtargnięcia językiem do ust Hermiony. Gryfonka wiedział, że musi przestać, i to przestać natychmiast, jednak oddała mu namiętnie pocałunek. Wspięła się na palce, bezwiednie błądząc dłońmi, zatapiając je w blond kosmykach. Fala gorącego pożądania pozwoliła jej zapomnieć o bożym świecie, własnych problemach i nie robiło jej różnicy, że właśnie całuje Dracona Malfoya. Ślizgon wyczuł, że z cnotki stała się na niego napalona, więc zapuszczał się i wracał, a z każdym nawrotem pogłębiał ten grzeszny pocałunek. Wsadził jej rękę pod sweter, drugą przytrzymywał jej dłoń mierzwiącą mu włosy. Rysował niewidzialne koła na plecach Gryfonki, coraz bardziej uzależniając ją od siebie. Przejechał opuszkami po linii kręgosłupa i poczuł, że jej biust dotyka jego klatki piersiowej pod wpływem dreszczu… W czasie, gdy język Draco penetrował jej podniebienie, ona toczyła własną, wewnętrzną walkę. Już dawno powinna była go odepchnąć. Nie zrobiła tego… „Dlaczego, dlaczego do jasnej cholery?!” Zapragnęła poczuć żar jego skóry. Wsadziła dłonie pod koszulę, gładząc jego brzuch, czuła, że zaraz wybuchnie z pożądania, jakie do niego poczuła. Piszczało jej w uszach, Draco całkiem odebrał jej własną wolę… „ Zaraz zwariuję! Ale co mi tam… Trwaj chwilo!” przeleciało mu przez myśl, zanim stracił zdolność myślenia pod zgubnym wpływem jej gorącego ciała. Przygwoździł ją do ściany całym sobą, nieprzerwanie całując. Musiało być dobrze po dziesiątej, skoro nikogo nie było na korytarzu, w którym odbywał się ten cały cyrk. Malfoy zapragnął dotknąć jej pełnych piersi. Po krótkim, wstępnym masażu płaskiego brzucha, zwinnymi palcami sięgnął wyżej, docierając do granicy biustonosza. Był tak pewny siebie, że wślizgnął POD tę część garderoby, uderzając w twarde jak skała piersi Hermiony. Bezwiednie wędrował wyżej i wyżej, a Gryfonka zdawała się nie mieć z tego sprawy. Dziewczyna złapała go za nadgarstki pod własną bluzką i ściągnęła jego dłonie w dół. Jęknęła cicho.… Mimo woli oderwał się z cichym mlasknięciem od Hermiony. Spojrzał na jej przymknięte oczy, nie bardzo wiedząc, co ma teraz robić. Wybrał drogę, którą dyktował mu nie tylko chwilowo odzyskany umysł, ale też jego charakter. Złapał ją za podbródek, chcąc znów zespolić się z nią w gorącym, głębokim pocałunku. Hermiona stawiła mu opór, uderzając go w rękę, po czym odwróciła głowę, pozwalając płynąć łzom. - Co jest… Granger?- zapytał, może trochę za bardzo luzackim głosem. - Ja… zapomnij o tym…- rzuciła i pognała w stronę wieży Griffindoru. „Co ja zrobiłam!!!” myślała gorączkowo, stając i ciężko oddychając po morderczym biegu, jaki sobie zafundowała. Dotknęła opuszkiem nabrzmiałych warg… nabrzmiałych od jadu wroga… a może… jadu kochanka…??? Po co, do cholery, dała mu się pocałować? - Hermiona?- dobiegł ją głos z głębi korytarza. - Harry, co ty tu robisz? - Nooo… nigdzie cię nie było, więc się przestraszyłem i poszedłem cię poszukać… Herm… twoje policzki- zbliżył się do niej i przesunął opuszkiem po zimnej skórze.-… są takie czerwone… Hermiona wiedziała, że nie może tak po prostu odpowiedzieć: „ Ach, no wiesz, całowałam się z Malfoyem i jest mi teraz wstyd”. Zamiast tego wysapała: - To od zimna, byłam na samotnym spacerze… Harry nadal dotykał delikatnie palcami jej napiętej skóry, skażonej dotykiem wroga w wariackim pocałunku, który zrodziło nagłe pożądanie, a którego być nie powinno. Z uwagą patrzyła na twarz swego przyjaciela. - Ha… Harry, chodźmy do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lady_Lena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…