Wspomnienia (cz.1)
Czy to wspomnienie z tego życia? Czy też z innego? Co jest prawdą? A co obłudą?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i} Czy ja śnię? Czy to naprawdę się dzieje? Chodzę po cmentarzu w środku w nocy. Nie... Ja biegnę przez cmentarz w muślinowej długiej i zielonej sukni. Szukam... Szukam grobowca w tak ogromnej Nekropolii. W końcu znalazłam. Anioł siedzi i szlocha nad wejściem do pochówku. Pcham ciężkie kamienne drzwi i wślizguje się do mauzoleum. Schodzę po stopniach, świeczniki samoczynnie się zapalają. Doszłam do najniższego poziomu. Otaczają mnie liczne tabliczki z nazwiskami na ścianach, korzenie i pajęczyny wiszące ze stropu oraz czaszki... ludzkie czaszki w nieładzie leżące na ziemi. Patrzę na centrum krypty i widzę kamienny sarkofag. Lecz czemu jest otwarty? Podchodzę bliżej by zobaczyć, kto w nim leży. Nie napawa mnie strachem, ani lękiem. Mam pewny, acz spokojny krok. Widzę już bladą chudą dłoń leżącą spoczynku ku modle. Są na niej liczne drogie pierścienie. Szkarłatny rękaw z jedwabiu i koronki odstające spod niego. Coraz więcej dostrzegam, gdy się zbliżam powolnym krokiem do grobu. Osoba ubrana jest w drogi surdut, jaki w dzisiejszych czasach się nie nosi. Karmin przeplatany złotym haftem. Jest również biała czysta koszula w koronki, jaką noszono w baroku. Już widzę prosty bez żadnej skazy śnieżnobiały żabot przypięty broszką z wyszlifowanym rubinem oraz złote długie faliste rozpuszczone włosy ciągnące się z harmonią aż do łokci. Aż w końcu stanęłam przed masywną trumną i spojrzałam na twarz śpiącej postaci. Cera była biała niczym śnieg, pukle złotych włosów opadały z gracją na czoło, oczy zamknięte niczym niewiasty, ostre, lecz nie grube brwi, nos nie mały, nie duży, smukły bez żadnej wady, usta ponętne i delikatne, jakby stworzone tylko do pocałunków. Sama twarz smukła, lekko spiczasta, lecz zadarta na bródce, zaś policzki gładkie i lekko ostro zarysowane. Cudna to uroda, przeczyć aż karnie, acz niesamowita jest zaprawdę przy takiej płci osoby. Nie jest to dziewczyna, ani kobieta, lecz młodzieniec o dziewiczym wyglądzie. Wygląda jakby spał, nie wieczny snem, lecz zwykłym śmiertelnym. Tylko ta cera... Taka ona biała. Mam wrażenie, że go znam. Klękam przy łożu i nachylam się nad twarzą, i niczym w bajce książę całuje śpiącą królewnę, to ja kładę pocałunek na bladych ustach. I nagle młodzieniec otworzył swe błękitne oczy. Patrzy na mnie z niedowierzaniem i przerażeniem. Podnosi się z aksamitnych poduszek i usiłuje mnie dotknąć, lecz ja się cofam i znika wszystko wraz z otwarciem oczu.{/i}
Dzwony biły, gołębie odleciały. Słońce chylące się już ku zachodowi mocno grzało paryskie ogrody. W małym klasztorze Siostry i dziewczęta odmawiały właśnie modlitwę. - Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i poczęła z Ducha Świętego. Zdrowaś Maryjo... - W surowych murach tego małego budynku panowała doskonała dyscyplina i pokój. Każda z dziewczyn nabożnie uczestniczyła całą duszą we mszy. Każda wierzyła w to, co mówiła i każda ze szczerością wypowiadała słowa. - Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. Zdrowaś Maryjo... - Choć każda z nich nie miała już rodziny, czy rodziców, wszystkie wspólnie podtrzymywały się na duchu i oddały się pod opiekę Boga, wierząc, że będą miały godziwe życie. - A słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami. Zdrowaś Maryjo... - Wszystkie zakonne i dziewczęta klękały przed ołtarzem. Jedna z przełożonych uniosła swoją pomarszczoną od starości twarz i rzekła: - Módl się za nami, święta Boża Rodzicielko, abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych... - Niespodziewanie drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i w biegło czterech mężczyzn ubranych w czerń. - Jak śmiecie! To do dom Boży! – Stanęła im na drodze jedna z sióstr, lecz intruzi zepchnęli ją i chwycili za jedną z dziewczyn. - Zostawcie ją! - Kilka z jej towarzyszek rzuciły się na pomoc przyjaciółce, ale niestety były zbyt słabe, by ich powstrzymać. Zaczęła się szamotanina. Wszystkie kobiety i dziewczęta rzuciły się na nich i nagle, znienacka salę wypełniła mgła i wszystkie zapadły w głęboki sen, jak sama porywana. Mężczyźni spojrzeli ku frontowym drzwiom. Stał tam młodzieniec o kruczoczarnych włosach, błękitnych oczach oraz pięknych rysach. - Pośpieszcie się, nie mamy zbyt wiele czasu. - Ponaglił ich i odszedł. Oni natomiast posłusznie wzięli dziewczynę na ręce i wyszli tak szybko, że żadne ludzkie oko, by ich nie uchwyciło.
{b}28 październik 2001 rok – 3 dni wcześniej{/b}
Nowy deszczowy dzień. Dzwony wzywały na lekcje. Wszystkie dziewczęta kierowały się ku salkom. W przeciwieństwie do zwykłych szkół tutaj na korytarzu panowała cisza na przerwie, może od czasu do czasu było można usłyszeć szepty, lecz na tym się kończyło. Nie było zabaw, ani bieganin, wrzasków i śmiechów tym bardziej. To była całkiem inna szkoła. W niej lekcje prowadziły zakonnice, w niej uczono dyscypliny i zachowania. Była to szkoła dla sierot, dokładniej dla młodych dziewczyn pochodzących z Polski w wieku od 13 do 18 lat. Akurat na ten jeden rok Watykan sfinansował naukę we Francji dla trochę starszych dziewczyn z domu dziecka dla dziewcząt prowadzony przez zakonnice. Miał być to prezent od samego papieża, który w ten sposób chciał pokazać, że nie zapomniał o swojej ojczyźnie. Tuż obok szkoły znajdował się internat. Obydwa budynki połączone były korytarzem, więc dziewczęta nie musiały wychodzić, by dostać się do sal lekcyjnych. Właśnie teraz, jak co dzień rano, sześć razy w tygodniu, o tej porze tłumnie szły na pierwsze lekcje. - Ciekawe, co mogło oznaczać? – Spytała szeptem po części siebie, po części przyjaciółkę, jedna, z idących w grupie, dziewczyn. Było widać, że bardzo była zainteresowana i podekscytowana. Natomiast jej najbliższa towarzyszka o ciemnych falowanych włosach i szmaragdowych oczach spojrzała na nią z pożałowaniem. - Przecież to tylko sen Aleks, nie bądź taka zabobonna. - Czarnowłosa dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na nią ze złością. Marii, bo tak miała na imię zielonooka z ironicznym strachem zaczęła ją uspokajać. - No, no nie złość się, nie miałam nic złego na myśli. - Obrażona Aleksandra wyprostowała się i z chłodem minęła dziewczynę. - Aleks nie złość się. – Błagała ją Marii. Niespodziewanie czarnowłosa stanęła w miejscu i zaczęła dumać. Gdy jej przyjaciółka zbliżyła się do niej niepewnie, usłyszała: - Dam się przekonać za trzy porcje lodów truskawkowych z bitą śmietaną i czekoladą. Aha i jeszcze z wisienką na czubku. - Ach ty! – Potarmosiła ją po głowie Marii i z chichotem skierowały się na lekcje.
Słońce wyszło zza gęstych ciemnych chmur i zaczęło osuszać mokrą ziemię i drzewa. Lecz silny wiatr nie pozwalał na to i natychmiast chłodził ciepłe promienie. Marii czując niemalże to na swojej skórze zastanawiała się nad snem, który naszedł ją ostatniej nocy. Przypomniał się jej złotowłosy młodzieniec oraz moment, gdy kładła na jego lodowatych ustach ten gorący pocałunek. Dotknęła warg, poczym się zarumieniła i schowała głowę w ręce. - Marii czy dobrze się czujesz? – Znienacka spytała ją Siostra Anna, przy czym przerwała czytanie jednej z uczennic. Zielonooka zaskoczona natychmiast wyprostowała się. Zapomniała, że jest na lekcji. - Nie, nie Siostro, nic się nie stało? - Mam nadzieję. – Spojrzała na nią przeszywającym wzrokiem i pozwoliła wytyczonej uczennicy czytać dalej. Siostra Anna była najbardziej lubianą zakonnicą w klasztorze, bo jako jedyna nie zadawała kar, ale co nie oznacza, że nie była wymagająca i chłodna. Marii i tak żadnej z nich nie lubiła, jeśli nie powiedzieć, że wręcz nienawidziła. Miała ochotę jak najszybciej się wynieść z tego klasztoru i nawet jej się nie śni, by została tu na ślubowaniu. Poczuła znów na sobie czyjś wzrok. Gdy uważnie zaczęła się rozglądać po sali, natknęła się na zaciekawione spojrzenie Aleks. Marii natychmiast odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. Czasem miała takie wrażenie, że Aleks poprzez swoje głębokie spojrzenie potrafi czytać w ludzkich myślach. Teraz właśnie coś takiego czuła i, by ukryć swoje zmieszanie dotyczącego właśnie snu, woli nie patrzyć jej w oczy. Nie opowiedziała jej całej „przepowiedni” jak zwykle mówiła na to Aleks. Ominęła kilka rzeczy, zwłaszcza sceny ze śpiącą królewną, a raczej królewiczem. Znów poczuła jak robiło jej się gorąco i jak pojawiają się wypieki na twarzy. Musi to kontrolować, gdyż może się to dla niej źle skończyć. - Dziękuję ci Emilio. Marii zobaczyła jak dziewczyna oddaje książkę zakonnicy i wraca na miejsce. Przycisnęła dłoń do ust, gdyż w jej umyśle ciągle przypominał się jej sen, który był tak realistyczny, że gdyby nie to, ze miała świadomość, że to sen, mogłaby to traktować jak wspomnienie. - Mam dla was dobrą wiadomość dziewczynki.- Wszystkie się wyprostowały i z uwaga zaczęły nasłuchiwać. - Dzięki uprzejmości naszej Matki Przełożonej i innych osobistości Paryża, mamy zaszczyt udać się do muzeum monsieur Atore. Po klasie zaczęły rozchodzić się podekscytowane szepty, gdyż dziewczynom nie wolno było wychodzić zza mury klasztoru, a takie typu okazje należały do rzadkości. Teraz była szansa, by móc wyjść na miasto, do którego właśnie przyjechały z Polski. - Spokój dziewczynki. Spokój. – Uspokajała je siostra Anna - Będzie to prywatna kolekcja obrazów, które przechodziły z pokolenia na pokolenie w rodzinie pana Atore. Zobaczycie tam pejzaże jak i z tego wieku jak, i z przed pięciuset lat, gdy panowała w tym kraju jeszcze monarchia. Wyjście odbędzie się dziś popołudniu, tuż po obiedzie, więc przygotujcie się dziewczynki. Po czym wstała i złożyła ręce. - A teraz się pomódlmy. Wszystkie dziewczyny wstały i tak jak siostra Anna złożyły ręce i spojrzały na krzyż wiszący nad tablicą. – W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego... - Amen... – Odpowiedziały chórem, po czym wszystkie zaczęły wymawiać słowa. - Dzięki ci Boże za światłość tej nauki...
Wyszły punktualnie o 13.30. Każda w takim samym mundurku i płaszczyku. Grupa dziewcząt przechodziła przez ulice Paryża zachwycając się budynkami, które chowały w sobie tajemniczą historię. Nie zważały na złą pogodę. Przygotowane na wszelki wypadek z parasolkami, posłusznie szły w szyku za zakonnicami. Gdy doszły do celu, a był nim wynajęty budynek mieszkalny, jedna ze starszych sióstr skierowała się do podopiecznych. - Zachowujcie się. Mam nadzieję, że nie przysporzycie nam wstydu. – Nacisk na ostatnie słowa był tak silny, że wszystkim dziewczętom przeszły dreszcze po plecach. Natomiast Marii przysporzyło to dodatkowego powodu do nienawiści. Kiedy weszły do środka, uderzyło je niespodziewane ciepłe powietrze, zapach farb olejnych i terpentyny. Pozostawiły swe płaszcze i parasolki w szatni, po czym zaczęły oglądanie eksponatów. Okazało się, że jeden z właścicieli muzeum właśnie akurat znajdywał się tutaj, więc zakonnice zajęte były rozmową z nim, co pozwoliło innym dziewczętom na pewną swobodę. Każda poszła w swoim kierunku zainteresowana jakimś arcydziełem lub też... Francuzem. Marii mroziło krew w żyłach, gdy się temu przyglądała. Zdecydowała, że nie będzie tego oglądała, więc skierowała się na korytarz. Przechodząc tak między pokojami i zerkając na znajdujące się tam eksponaty coraz bardziej miała wrażenie, że to wszystko zna. Czuła się wręcz komfortowo wśród tego całego klimatu. Niespodziewanie poczuła chęć, by wejść do jednego z tych pokoi. To pragnienie było tak silne, że zaczęła odczuwać zaniepokojenie tym dziwnym przypadkiem. Wchodząc do jednego z tych pomieszczeń, natychmiast przykuł jej uwagę jeden obraz znajdujący się najdalej w kącie, jakby ukryty. Gdy do niego podeszła wstrzymała oddech. Nogi odmówiły posłuszeństwa, a ręce zadrżały. Całe jej ciało napięło się pod wpływem mieszanych uczuć, jakie przez nią teraz przechodziły. Cały otaczający ją świat zniknął, wszystkie dźwięki ucichły, zapachy rozpłynęły się. Dotknęła płótna z niedowierzaniem. Farby były wyschnięte i po części zakurzone. Jednym słowem stare. Nie mogło to być oszustwo. - Proszę nie dotykać eksponatu!... - Krzyknął któryś z pracowników, po czym natychmiast zamilkł. Inni ludzie, którzy przybiegli wraz z właścicielem, czyli większość dziewczyn i zakonnice oraz ci, którzy już tam byli, zmroziło krew w żyłach. Marii patrząc na nich z przerażeniem nie mogła wypowiedzieć żadnych słów, gdy w końcu udało się jej wyjąknąć. - Czyj to obraz? - O Boże! – Odpowiedział z niedowierzaniem tylko właściciel i nic więcej już nie rzekł. Marii spojrzała ponownie na portret...
Nigdy w życiu czegoś takiego nie doświadczyła. Czegoś tak dziwnego i zarazem przerażającego. Gdyż nie każdy człowiek może zobaczyć swoje własne oblicze w XVII-wiecznym obrazie. - A niech mnie! Nadal nie mogę uwierzyć! Zbierając naczynia ze stołów Aleks prowadziła dyskusję sama ze sobą. Marii jak gdyby jej nie słuchała. Zamyślona tylko własnymi myślami zdejmowała obrusy i wycierała stoły. Czy to jest normalne? – Zastanawiała się. - Przecież to niemożliwe. Portret jest autentyczny. Tu nie ma mowy o falsyfikacie. Czy to jakiś znak? - To musi być jakiś znak! – Znienacka i z pewnością powiedziała Aleksandra, krzywiąc przy tym przyjaciółkę, która znów miała wrażenie, że ona czyta jej myśli. – Najpierw ten sen, a teraz to?! Coś się za tym kryje. - Nie podniecaj się tak Aleks, to czysty przypadek. Widziałaś przecież, ta babka na obrazie miała brązowe oczy, a ja mam zielone, to już całkiem spora różnica. – Zdezorientowana Marii usiłowała odbiegnąć od zbyt pochopnych myśli przyjaciółki. Chciała zmienić temat na jakiś bardziej... normalny. Czarnowłosa spojrzała na nią z niedowierzaniem, po czym zerknęła na nią z podejrzliwością i zbliżyła się do niej pomału. - A ty nie udawaj, że cię to nie obchodzi. - Aleks oparła się o stół i popatrzyła na sufit. - Ten... no... jak się nazywa? No, właściciel muzeum... Ach, tak. Nireus. On dziwnie się zachowywał wobec ciebie. Jakby ducha zobaczył. A jaki był miły dla ciebie, po tym zdarzeniu? - Marii nie odpowiedziała. Nie przerywając pracy, udawała, że jej nie słucha. - Mam takie wrażenie... – Ciągnęła dalej czarnowłosa. –...że on wie, co się za tym wszystkim kryje. Zerknęła kątem oka na Marii, która niespodziewanie zatrzymała się i spojrzała na nią. - Czy ty zawsze musisz wszystko traktować jakby to były jakieś znaki lub jakieś przepowiednie? – Spytała się przyjaciółki z wyrzutem. – Już mówiłam, że to przypadek, a ten sen, to po prostu sen. Aleks zaskoczona tymi słowami uśmiechnęła się do niej i kontratakowała. - Właśnie, wracając do tej sprawy. Nie powiedziałaś całej prawdy na temat tego snu. Coś ominęłaś. Chwyciła się za podbródek niczym jakiś filozof, zaś Marii odwróciła się i wróciła do pracy o wiele żwawiej, by zakryć swoje wypieki na policzkach. - Powiedziałam ci wszystko. Nie szukaj... - Z moich dzisiejszych obserwacji... – Aleks wcale jej nie słuchała, co zbiło z tropu dziewczynę. – Doszłam do wniosku, że było coś tam jeszcze bardziej intymnego. Marii zaczęło się robić strasznie gorąco. Czuła jak robi się cała czerwona. - Coś jak... hm...całowanie się. - Pójdę zanieść naczynia! – Wystrzeliła natychmiast Marii, po czym od razu wyszła z talerzami. Aleksandra spojrzała na swoją przyjaciółkę z satysfakcją i zabrała resztę naczyń do kuchni, gdyż dziś była jej i Marii kolej, by posprzątać po kolacji. - Ha! Wiedziałam! – I zniknęła za kuchennymi drzwiami.
Panowała już ciemność na ulicach przyświecały już latarnie. Dzisiejszej nocy niebo było zasłane czarnymi chmurami, które całkowicie zasłaniało księżyc i gwiazdy. Na dodatek od paru godzin padał już ulewny deszcz. Gdy Aleks droczyła się z Marii idąc razem do sypialni dziewcząt, po drodze zatrzymała je Matka Przełożona. - Weźcie te klucze i zamknijcie klasztor. - Rozkazała im zakonna z chłodem, a nawet z wrogością w głosie. - Ale przecież leje jak z cebra! – Buntowała się Aleks. Przełożona spojrzała na nią przeszywającym wzrokiem i przez zęby, hamując złość wysyczała. - Nie jesteście z cukru. Nie rozpuścicie się. - Ja pójdę, Aleks nie musi iść ze mną. – Szybko powiedziała Marii i wzięła klucze. – Do tego nie potrzeba dwóch osób. – I poszła, a zakonna zgrzytając wręcz zębami odesłała Aleksandrę do pokoju. Marii lubiła Aleks, lecz jej natarczywe naciskanie może zdenerwować i zmęczyć. Wyszła na zewnątrz. Zimne i ciężkie krople deszczu spadły jej na twarz. Dało to jej to trochę chłodu i spokoju. Ciemność, jaka roztaczała się między budynkami i drzewami rozpraszana była jedynie przez jedną latarnię, jaka stała na ulicy. Szybkim krokiem przeszła przez cały teren należący do Sióstr, na którym stał internat, szkoła i klasztor. Dochodząc do mocarnych, średniowiecznych drzwi klasztoru upewniła się, że nikogo w środku nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alekto
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…