Wszystko za szczęście
Opowiadanie o walce o szczęście dla ukochanej osoby
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na pewno masz w życiu taką osobę, której pragniesz dać wszystko. Tą najważniejszą, za którą możesz oddać życie. Za której szczęście możesz nawet zginąć. Poranek w moim domu – Ona szykuje się do pracy, ja zbieram się do szkoły. Ewa jedzie do pracy, haruje cały miesiąc, potem kasę oddaje do banku, powoli spłacając kredyt. Nic z tego nie ma. Czasem mało jest na rachunki, na marzenia – jeszcze mniej. - To do wieczora! – Siostra żegna się i wychodzi. Ja też biorę plecak i wychodzę do szkoły. Jednak nie docieram do celu. A raczej docieram, ale z mega opóźnieniem. Pewna sytuacja, która ma miejsce w drodze do szkoły, przewraca moje życie o 180 stopni. - E, dzieciak – Słyszę przechodząc koło wąskiej i ciemnej uliczki między budynkami. Postać, w ciemności widać tylko sylwetkę pokazuje gestem, żebym tam podszedł. Wzruszam ramionami i zamierzam iść dalej. Nie zauważyłem, kiedy za mną stanęło 3 gości. -Kazał ci podejść – powiedział któryś w sposób, że natychmiast spełniłem „prośbę”. -Czego chcecie? – zapytałem, kiedy stałem już w ciemności otoczony tymi ludźmi. - Pomożesz nam – powiedział ten, który mnie zawołał. Teraz zobaczyłem, że miał na sobie kaptur i palił papierosa. - A mogę odmówić? – Chyba znam odpowiedź. - Ha! – powiedział kpiąco i chuchnął mi w twarz dymem. W tym momencie jeden z jego koleżków przyłożył mi broń do głowy. - Zapytaj jeszcze raz – powiedział. - Dobra, nie było pytania. - Gdyby system edukacji w naszym kraju uczył tak szybko… - zaśmiał się chłopak w kapturze i przybił piątkę z jednym ze swoich ziomków. - Dobra, do rzeczy – pociągnął nosem – Wiesz, co to jest? – powiedział i pokazał mi torebkę z jakimś białym proszkiem w środku. - Domyślam się – odpowiedziałem. - Młody, jednorazowa akcja i już nigdy nas nie zobaczysz. Staniesz tam na rogu, poczekasz na pewną dziewczynę, dasz jej to, a kasę przekażesz nam. Proste? - Jak drut. Podeszliśmy pod budynek na drugiej stronie ulicy. Zapytałem czego sami nie mogą tego zrobić.
- Nas już tu znają. A ty tu tylko przejazdem. Znikniesz z tej branży tak szybko, jak my z twojego życia. A jak zawalisz to najpierw cie porządnie skopie, że będziesz błagał o śmierć. A wtedy cie nie zabije. Jeśli umrzesz sam, będziesz to robił dłużej i z większym bólem. Chciałem puścić pawia, ale było za późno. Miałem robotę do wykonania. Siadłem na schodach i czekałem na dziewczynę, która rzuci hasło „Masz ogień?”. To był znak, że to jej mam dać towar. Długo na nią czekałem. Normalnie, to by mnie już dawno tam nie było. Nie chciałbym czekać 20 minut na laskę, której i tak nie znam. Ale nie mogłem zrezygnować. Jeden fałszywy ruch i kulka w łeb. Bez tłumaczeń i przeprosin. Nie sprawdzasz się, nie żyjesz. Proste. Dziewczyna ( ubrana jak prostytutka, nic dziwnego że bierze ) przyszła, wzięła torebkę, dała hajs i zniknęła. Mnie zgarnęli samochodem. Odjechaliśmy kawałek. - Kasa - Chłopak za kierownicą wyciągną rękę po pieniądze. Przeliczył i po chwili wręczył mi 20 złotych. - Dzięki za pomoc. Mam dziś dobre serce. -Żartujesz?! - Otworzyłem szeroko oczy. - Nie podniecaj się, my mamy więcej na głowę - Zgasił mnie. -Drogi towar, co? - zapytałem śmiejąc się. -Chcemy zarobić - Otworzył drzwi z mojej strony - A teraz spadaj i zapomnij co się stało, ok.? - Pytanie retoryczne? - Znowu się zaśmiałem. -Wypad! - Wypchnęli mnie z auta i odjechali. Wiedziałem, co zrobić z zarobionymi pieniędzmi. Poszedłem do szkoły i zwierzyłem się z przygody mojemu kumplowi Maćkowi. - A czy nie powiedział ci żeby trzymać gębę na kłodkę? -Tak, ale ty chyba nic nie wiesz, co nie? - Masz to jak w banku - potwierdził przyjaciel. - Ale jesteś moim kumplem, co jak coś pójdzie nie tak? -Damy rade. Mam plan, gdzie zabrać Ewę. Po szkole wróciłem do mieszkania. - Ewa, idziemy na McWrapa - powiedziałem, kiedy oboje byliśmy już w domu. Wrapy z McDonals’s. Dla mnie i dla niej, najlepsze rze4czy z barów szybkiej obsługi, jaka można zjeść. - Gdzie znalazłeś pieniądze? - zapytała, kiedy wracaliśmy do domu. - Leżały… koło szkoły na chodniku. - Aha, na chodniku - Było ślisko, bacznie obserwowała ulicę i nie zwracała zbytniej uwagi na moją twarz. Mogłem kłamać, nie zauważyłaby. Wieczorem przeglądała Allegro i znalazła fajną bluzę. Koszt : 60 zł. Wiele razy mówiłem, że coś jej kupię, że będzie miała wszystko. Teraz miałem plan i mogłem to powiedzieć serio. - Jutro ci ją kupię - Przysiadłem się i patrzyłem jak ogląda te ubrania. Chciałaby wiele, widać to po jej oczach. Ale w obecnej sytuacji nie może sobie na to pozwolić. Ale ja jej to dam. - Śnij dalej - powiedziała, dalej nie wierząc w to co mówię. Jutro będzie inaczej śpiewać. Dzisiaj jest smutnym , czarną wroną. Jutro, będzie słowikiem lub skowronkiem cieszącym się życiem. Nazajutrz szedłem do szkoły ta sama trasa co wczoraj i miałem nadzieje natchnąć się na tych bandziorów. Spotkałem ich. - Jak to chcesz pomóc? - zapytał ten, co wczoraj palił ( jak się potem dowiedziałem, na imię mu było Kamil) Patrzył na mnie i się śmiał. - Potrzebna mi kasa, i chce dla ciebie pracować - Chyba kiedyś tego pożałuje. - On nie jest bankomatem - powiedział jego kolega. Kamil uciszył go, i zastanowił się chwile. - Ale nie możesz zrezygnować - Postawił warunek -Spoko - I robisz co ci każe - Kamil ma zasady. - Jasne. A ty rzucisz palenie? - Nie mów mi co mam robić . Od tego ja tu jestem! - wrzasnął - Sory - odpowiedziałem ze skruchą. -Jutro pod mostem, tym dużym koło fabryki butów - Przybił ze mną żółwika i poszedł. W domu powiedziałem Ewie: - Będziesz najszczęśliwsza kobietą na świecie. Wtuliła się we mnie. Usnęliśmy razem na kanapie. Spotkanie z Kamilem, godzina 14. - Jakby co, to nic nie wiesz? - Szturchnął mnie w ramie. - Ok. Razem z jego kumplami wsiedliśmy do samochodu. Siedziałem na tylnym siedzeniu, kiedy usłyszałem hałas. - Kamil, tylnie koło nam nie odpadnie, bo coś się tłucze z tyłu? - To nie koło - zaśmiał się i wymienił kumplowskie gesty z współpasażerem z przodu. - Nie chce wiedzieć? - Lekko się uśmiechnąłem zadając pytanie retoryczne. - Grzeczny chłopiec - Jechaliśmy dalej, aż do skraju lasu. Tam zatrzymaliśmy się. Chłopaki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Edzia16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…