Wróć do katalogu

Wyboista Droga

Jest to powieść o człowieku który głubi się w świecie nie myślać że jego dotychczasowe zachowanie, postępowanie może zaważyć na jego przyszłości po śmierci. Aby go odwieść od tego pojawia się w jego życiu pewna tajemnicza dama.

karolina_mika, opublikowano , 1 godz. 50 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyboista droga

Początek

Akcja rozgrywa się w 2000 roku, w Wielkiej Brytanii, a dokładnie w najpopularniejszym mieście na świecie - Londynie. W jednym z największych kasyn, które znajdują się na Picadili Cirrus, bardzo ogromną sumę pieniędzy wygrywa młody mężczyzna. Wyjątkowo przystojny, o wspaniałym uśmiechu, którym oczarowuje damy śledzące jego sukcesy przy stole. Gdy młodzieniec bierze wszystkie pieniądze, które wygrał, podchodzi do niego jedna z nich. Dystyngowana, elegancka i o wiele starsza. Mrugając zalotnie długimi rzęsami przedstawia się: - Madame Pernel! - wyciąga dłoń, aby młodzieniec pocałował ją. - Maurycy. To zaszczyt Madame poznać - skłonił się nisko. - Gratuluję wygranej! Miał Pan niesamowite szczęście. Przychodzę tutaj co weekend od ponad dwóch lat. Nikt do tej pory nie wygrał aż tyle. Może Pan ma opracowaną jakąś strategię i plan się powiódł?. Proszę zdradzić mi tę tajemnicę? - uśmiechnęła się, poprawiając prawą ręką kosmyk blond długich włosów, wyraźnie kokietując go przy tym wzrokiem. Maurycy zorientował się, że Madame zdecydowanie chcę pokazać, że jest nim zainteresowana. Odczuwał jakąś dziwną energię pochodzącą od niej. Było to uczucie bardzo intensywne w momencie, gdy podała mu swoją dłoń. Jeszcze nigdy nie dotykał takiej delikatnej i drobnej dłoni, na dodatek bez żadnych zmarszczek, co u kobiety w jej wieku było zaskakujące. - To był czysty przypadek Madame - odpowiedział, myśląc, że jest zadziwiająca. Patrzył jej przy tym prosto w oczy, aby nie miała żadnych podejrzeń, co do jego szczerości. - Niesamowite. W takim razie również mam szczęście, że mogłam zobaczyć uczciwą wygraną! - uśmiechnęła się.

Madame jednak wiedziała, że mężczyzna jest znany w całej Wielkiej Brytanii z napadów na banki oraz umiejętności przechytrzenia najsprytniejszych krupierów. Zatem dzisiejsze powodzenie nie było niczym nowym. Wielkie centra gier w Londynie miał opanowane od kilku lat. Na nieuczciwych "wygranych" dorobił się wszystkiego, czego człowiek zapragnie na tym świecie. I wiedział o tym bardzo dobrze. Nie zaznał w życiu jedynie miłości. Miłości, która wypełniłaby mu jego świat pełen egoizmu i snobizmu. Miał parę kobiet w życiu, ale znikały tak szybko, jak przepływały między jego palcami pieniądze, które wygrywał. Przeważnie wygrywane pieniądze przemieniały się w spełnione zachcianki. A gotówki starczało na bardzo krótko. Żadna kobieta nie mogła wytrzymać z nim dłużej niż dwa miesiące. Kochanki szybko rozszyfrowywały podwójną naturę Maurycego. Po prostu on kochał tylko pieniądze i hazard. Mimo dostatku, jego wybranki rozczarowywały się brakiem ciepła i miłości. A on nie mógł, bo nie potrafił im zaoferować niczego, oprócz pieniędzy. Dlatego gdy pierwsza fascynacja mijała, kobiety opuszczały go, nie mogąc znieś jego charakteru.

Madame bardzo dużo o nim wiedziała, więcej niż on sam o sobie. Pojawiła się w tym kasynie, w tym samym czasie, co on, gdyż znała jego przeszłość i przyszłość. Była jedyną osobą, która mogła go uchronić przed upadkiem i całkowitą destrukcją, której był bliski. Przyszłość Maurycego malowała się ciemnymi barwami. Chodzi o przyszłość po śmierci. Przy powtórnym przyjściu Jezusa na Ziemię, które jest bliskie, nie byłoby już szansy na poprawę. ''Oto przychodzi wśród obłoków i ujrzy go wszelkie oko" (Obj.1,7). "W tym momencie, gdy wraz z Aniołami Jezus pojawi się na obłokach nieba, tak, że każde oko ludzkie ujrzy go, ludzie grzeszni zostaną jego blaskiem zabici. W tym momencie uświadomią sobie swoją grzeszność, przypomną, że ten głos, który teraz rozbrzmiewa z niebios, kiedyś czule nawoływał ich do przyjęcia łaski Bożej. Niestety oni w swoim Życiu ten głos zagłuszali i sprawy, które na Ziemi wydawały im się ważniejsze, zajęły ich serca. Teraz ta świadomość przygniata ich, bo tak na dobrą sprawę nikt z nich nie musiał ginąć i wołają do gór i skał "Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie, i przed gniewem Baranka" (Obj. 6,16-17). "Bóg nie ma upodobania w śmierci bezbożnego" (Ezech. 33,11) On "nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do opamiętania" (2 Piotra 3,9).

Maurycy nie wyobrażał sobie, jak bardzo można przez swoje złe doczesne postępowanie w życiu, zaważyć na dalszych losach. Sam nie był na tyle silny, aby zmienić się. Jedynie z pomocą Bożą mogło się tak stać. Bóg pomimo tego, że Maurycy źle postępował i nie słuchał jego głosu i upomnień, był cierpliwy i starał się oraz chronił go przed całkowitym przejęciem panowania nad jego sercem szatana (zła), dlatego przysłał swoich aniołów. Jednym z nich była Madame.

Maurycy uważał przez całe życie, że on jest najważniejszy, najmądrzejszy, najszczęśliwszy, najprzystojniejszy i koniecznie musiał być najbogatszy. Cenił sobie luksus, zabawy, sielanki, nocne pijaństwa i szaleństwa z kobietami. Nie był tolerancyjny ani skromny. Jego serce było puste. Tę pustkę stworzył sam dla siebie. Był po prostu człowiekiem słabym - popadał szybko w nostalgię, sam nie wiedział za czym. Wówczas jedynym pocieszeniem było zdobywanie w coraz wymyślniejszy sposób coraz większych pieniędzy. Tak naprawdę nigdy mu to nie wystarczało. W rzadkich chwilach refleksji zastanawiał się, czy wybrał właściwą drogę w życiu. Popijając kolejny kieliszek koniaku myślał: gdybym był biedakiem lub człowiekiem bezdomnym może by to się zmieniło?. Jednak, nie potrafiłbym chyba znów tego wytrzymać. Jak tak można żyć? Bez pieniędzy, dobrego jedzenia, wystawnych przyjęć, zabaw, mieszkania - To jest niemożliwe - powiedział na głos do siebie.

Patrzył na ludzi z góry. Był dumny z siebie i cieszył się w duchu, że to nie on siedzi w zimnym i wilgotnym domku zbudowanym z kartonów. Nie ukrywał uśmiechu i zadowolenia przed tymi ludźmi. Był na tyle podły i niewyrozumiały, że potrafił specjalnie ubrać się w swój ulubiony garnitur, kupiony w najdroższym londyńskim sklepie i przechadzać się przez dzielnice biedy, by w ten sposób demonstrować, że wszystko może - jednym słowem dowartościowywał się w ten sposób. Nie zdarzyło się, aby żal mu się zrobiło mijanych ludzi i dał im coś do jedzenia, o które ciągle tak prosili wołając: "Daj biedakowi choć trochę chleba. Bóg ci wynagrodzi". Maurycy wiedział, że gdyby nie jego spryt, podzieliłby los tych biedaków. Wiedział też, że nie zniósłby upokorzenia. Miał tę świadomość i panicznie bał się wspomnień. Gdy miewał słabsze dni, zastanawiał się, czy ubóstwo paradoksalnie pomogłoby zapełnić tę dziwną pustkę w nim? Czego mu brakowało, nie wiedział.

Następnego dnia wczesnym rankiem, Maurycy zasiadł do stołu w hotelowej restauracji. Podeszła młoda kelnerka pytając: - Dzień dobry! Jakie Pan dzisiaj wybiera śniadanko? - Dzień dobry, słonko - odpowiedział zadowolony z siebie Maurycy. - Continental czy British? - kelnerka kontynuowała swoje zadanie uśmiechając się ładnie. - British, skarbie. - Dziękuję, za chwilkę podam - odpowiedziała lekko skinąwszy główką, po czym skierowała się w stronę drugiego klienta. Był nim sąsiad z pokoju obok, z zarazem rywal Maurycego. Grzeczny, spokojny, uprzejmy. Działali na siebie z Maurycym jak magnesy. Wiecznie skazani na siebie. Gdzie jeden się pojawił tam i drugi przybywał. Chociaż nie chcieli się widywać, przeznaczenie decydowało inaczej. W związku z tym stale toczyli ze sobą walkę. Szczególnie zawzięty był Maurycy. Może dlatego, że czuł swoją przewagę. Widząc Marco"Lalusia" (tak go w myślach nazywał) czuł, że wewnątrz gotowało mu się wszystko. Nie mógł pohamować złości, że ma godnego siebie przeciwnika. Jego zdaniem on, Maurycy, powinien wieść prym i mieć wszystko.

Dzisiejszego ranka myślał, że skoro u znajomej składa zamówienie na śniadanie, to będzie miał je szybciej niż zawsze. Tak się nie stało. Dziewczyna zamiast iść bezpośrednio do kuchni skierowała się do lalusia. Był na nią i na lalusia zły. Jestem bardzo głodny, a przez tego kretyna muszę jeszcze tyle czekać!- Nerwowo spoglądał w obie strony to na lalusia to na wejście do lokalu wyglądając za kelnerką. Gdzie jest ta lala?. Tylko tu przyjdzie to ja jej pokaże, kto tu rządzi! Gdy kelnerka przyniosła posiłek Maurycy już trochę ochłonął z negatywnych emocji, które w nim niedawno jeszcze iskrzyły. Miał jeszcze ochotę zwrócić jej uwagę, że on powinien być wyjątkowym tu gościem w i związku z tym inni powinni zostać z opóźnieniem obsłużeni, jednak postanowił, odegrać się lalusiowi a kelnerkę zostawić w spokoju, bo ona mu się przyda. Miał pewne plany. Ona mogła ułatwić zrealizowanie ich. -Proszę i smacznego - uśmiechnęła się kelnerka podając posiłek Maurycemu -Dziękuję skarbie i mam do Ciebie pewne zaproszenie. Mam nadzieję, że mi nie odmówisz- spojrzał tajemniczo na nią. - A gdybym tak zrobiła? - Zaskoczona tą propozycją spytała pochmurnie, patrząc obojętnie na niego. - Byłbym zrozpaczony, że tak piękna kobieta dała mi kosza i to po raz drugi - No dobrze przyjmę to zaproszenie, ale pod warunkiem, że obiecujesz mi to, co kiedyś obiecałeś. Pamiętasz? - Hm..... - Zaskoczyłaś mnie, że jeszcze to pozostało ci w pamięci po tylu latach. - To jak będzie? - Spytała stanowczym tonem - Nie ma sprawy, dostaniesz to, co obiecałem Ci. W takim razie jesteśmy umówieni na sobotę. - To do zobaczenia, odrzekła kierując się pośpiesznie do kuchni.

Maurycy zajadając myślał, co ma zrobić z tą obietnicą Klary (kelnerki). Nie mógł teraz jej zawieść. Koniecznie musiał wywiązać się z tego. Nie będzie to łatwe w tak krótkim czasie. Ale się wpakowałem - pomyślał. Akurat teraz, kiedy jest w nienajlepszych stosunkach z kolegą z szkolnej ławy. Śniadanie, na które miał taką ochotę, przestało go interesować. Niewiele zjadł i poszedł do pokoju znajdującego się w tym hotelu. Pobyt tygodniowy w Bistro kosztował 500$. Za najlepsze apartamenty klienci płacili podwójną stawkę. Nie przerażała ich cena i również Maurycy nie mógł sobie odmówić. Przeważnie wynajmował najdroższe apartamenty. Uwielbiał luksus i dlatego w takich apartamentach mieszkał. Miał dwa duże salony. Kuchnię, siłownię, sypialnię i ogromną łazienkę z prysznicem, klimatyzacją i wanną z hydro-masażem. Z okien w jednym salonie gościnnym podziwiać można było Big-Bena. Z drugiego rozciągał się widok na wyjście z hotelu, a z sypialni na się specjalnie zaprojektowany park z basenem. Po przebudzeniu bardzo lubił przejść się po parku, a wieczorami często przesiadywał z różnymi kobietami, które zapraszał nad basen z butelkami zmrożonego, wytwornego wina. Wtedy nie czuł się samotny. Był kokietowany przez młode piękne kobiety, którym dobrze było w takich warunkach. Niektóre nigdy nie skosztowały takiej swobody, luksusu i zabawy, jaką mogły przeżyć z nim. Każde życzenie młodej damy był gotów spełnić, dlatego kobiety, które słyszały o nim tak entuzjastycznie reagowały na jego widok. Wszystkie kosztowne markowe ubrania, perfumy, biżuterie, pobyty na wczasach on sponsorował. Nie jedna dużo by zrobiła, aby mieć szczęście spotykać się z tym mężczyzną. Były to przelotne znajomości nie mające żadnego znaczenia dla niego. Taka oczywiście, która nie znała jego przeszłości i nie wiedziała nic o nim oprócz tego, co widzi i słyszy od niego, chętnie umawiała się z nim. Kobieta, która naprawdę wpadła mu w oko, właśnie się pojawiła po raz drugi w jego życiu i o niej Maurycy zaczął myśleć dosyć poważnie.

Wypadek kolegi

Igor mieszkał w Texasie z żoną i czterema dzieciakami. Nie pracował, tylko opiekował się maluchami. Żona zarabiała na nich. Nie miał możliwości znalezienia jakiejkolwiek pracy, ponieważ kilka lat temu uległ wypadkowi samochodowemu (jeździli z kolegami samochodem Klary po szosach w lesie i niespodziewanie gdy zauważyli samochód, było za późno). Najdotkliwiej z wszystkich uczestników zderzenia odczuł jego skutki. Skończyło się to dla niego fatalnie. Stwierdzono u niego niedowład kończyn i po wielomiesięcznych pobytach w szpitalach specjalistycznych nie udało się nic polepszyć jego stanu zdrowia. Według diagnozy do końca życia miał poruszać się na wózku inwalidzkim. Było to straszne. Nie mógł długo się otrząsnąć, a rodzina tym bardziej ubolewała nad losem swojego jedynego syna. Od tego czasu nic się nie zmieniło, jedynym pocieszeniem w życiu było to, że może, ktoś go, kiedyś pokocha i nie będzie mu tak źle. Jego złość na to, co się stało i walka z każdym dniem paraliżowała jeszcze bardziej, a los jeszcze gorsze płatał mu figle. Ogromnie ubolewał nad swoim życiem, nad tym, co się stało. Bezradni rodzice nie mogli na to patrzeć. Maurycy nic w tej sytuacji nie mógł zdziałać, przykro mu było tym bardziej, że to on pożyczył jemu samochód Klary bez jej pozwolenia i poczucie winy powodowało jeszcze większą złość na siebie. Brakowało mu towarzysza zabaw i ich wspólnych wypadów. Po jakimś czasie oznajmił mu, że musi wyjechać do Londynu, bo w Texasie nic go nie trzyma. Nie ma, za co kompletnie Żyć i co robić. Marzył mu się zawsze Londyn. Wielkie miasto, kasyna, restauracje i życie w dobrobycie. Natomiast tutaj czuł się, jakby się dusił. Brakowało mu tego, co rodzice mu dawali jako dziecko. Zanim, Igor uległ wypadkowi byli najlepszymi kolegami od czasu zapoznania się w college'u, więc charaktery ich stawały się podobne w tym okresie, gdyż tak samo czas swój spędzali. Ciągłe imprezy, szaleństwa nocami, hazard to była ich specjalność. Igor nie mógł pozwalać sobie na wszystko, gdy skończył college i nie miał pracy. Maurycy nigdy z tym problemów nie miał. Teraz Igor zły był na kolegę, że opuścił go w takiej sytuacji. Nie przypuszczał, że nie może na niego liczyć. Zawsze wszędzie byli razem, omawiali swoje problemy i byli wobec siebie szczerzy i wyrozumiali. Jeden drugiego nigdy nie zostawiał w potrzebie, a teraz, gdy dostał taki cios od życia, Maurycy zadał mu drugi. Obiecał sobie wtedy, że już nigdy do niego się nie odezwie. Jednak z biegiem lat złość mu przechodziła i jego wartości wewnętrzne całkowicie się zmieniły - przez ten wypadek zmienił mu się pogląd na świat i na jego wartości. Stał się innym człowiekiem. Do tej przemiany przyczyniła się sytuacja, w jakiej się znajdował. Po długiej rozmowie telefonicznej sporo sobie wyjaśnili. Między nimi nie dało się już wyczuć sporu o to, co było, ale mógł wyniknąć i to szybko gdyby Maurycy zaczął omawiać temat byłej kochanki Igora (kelnerki). Nie wspomniał mu o tym, co zamierzał, dlatego że obawiał się za bardzo jego reakcji i co za tym idzie pochopnej decyzji. Kolega zaskoczony był bardzo telefonem od Maurycego, myślał, że już nigdy się do niego nie odezwie za to, jak go zrównał z błotem mówiąc, co o nim myśli w paru zdaniach na pożegnanie. Był wtedy na niego bardzo zły i nie zważał na słowa, mówił to, co czuł, a czuł się bardzo opuszczony i pokrzywdzony. Teraz już o tym zapomniał. Dawne rany na jego sercu się zabliźniły. Był aktualnie całkiem innym człowiekiem. Bardzo się cieszył, że może usłyszeć przyjaciela i dowiedzieć się jak on sobie daje radę w wymarzonym mieście. Przykro mu było słyszeć, że nie ma on pracy ani żony. Myślał, że ułoży sobie życie takie, jakie zawsze sobie w wyobraźni wykreował. Miał takie marzenia, nie rozumiał, czemu one się nie spełniły?. Zawsze wierzył w kolegę, uważał, że on ze swoją werwą życiową, zapałem do realizacji planów wyznaczonych przez siebie, musi osiągnąć to, co chce, nie ma innej możliwości. Zawsze był zaradny i silny, pomimo że los wyrządził mu krzywdę i nie miał szczęścia do ludzi. Stracił rodziców w młodym wieku. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach zginęli, może nawet nie zginęli, bo to nie zostało udowodnione, ale tak się przypuszcza. Nie dawali znaku życia. Chłopak bardzo to przeżywał. Stracił dach nad głową, był bez środków do życia przez pewien czas i popadł w złe towarzystwo. Od ludzi nauczył się zła, które zakorzeniło się w jego wnętrzu. Ich sposobem na walkę z codziennymi problemami było pijaństwo, narkotyki, uczestnictwo w bijatykach ulicznych. A gdy czegoś chcieli, a nie mogli mieć, sposób na to znaleźli, nie było rzeczy nie możliwych do zdobycia w ich tzw. paczce. Ten luz krótkotrwały bardzo przyciągał młodzież z rodzin patologicznych, biednych a nawet czasami, co było zadziwiające bogatych, których było stać na wszystko. Oni najczęściej szukali tam przyjaciół i sposobu na zabicie czasu po szkole, z którym nie wiedzieli, co zrobić. W końcu Maurycemu to też się znudziło, i nie miał zamiaru dłużej działać w grupie. Był już na tyle dojrzały, że mógł zostać sam sobie szefem i nie dzielić się z nikim swoimi łowami. Gdy poznał Igora i jego rodzinę, wszystko się zmieniło. Przyjaciel pochodził z dobrej, ułożonej rodziny, gdzie panował spokój i harmonia. To robiło na nim wrażenie, tym bardziej, że rodzina Igora bardzo współczuła Maurycemu, że nie ma rodziców. Traktowała go bardzo dobrze, prawie tak samo jak swojego syna. Ich miłość wpływała na jego serce. Od tego czasu zapragnął ułożyć sobie życie. Zaprzestać z kradzieżą i narkotykami i udało mu się to. Jednak, gdy ukończył szkołę, znów stracił sens Życia z powodu braku pracy, a później wypadku kolegi, który nie mógł już być taki, jak kiedyś. Przerosła go ta sytuacja i zdecydował się wtedy na opuszczenie rodzinnych okolic i spróbowanie czegoś nowego - wyjechać do miasta jego marzeń. Po telefonie Maurycy sięgnął po papierosa, który znajdował się na stole pełnym różnych przekąsek. Nie był on nałogowym palaczem, ale lubił mieć u siebie paczkę najlepszego tytoniu, w razie gości palących. On sam od czasu do czasu popalał. Zdarzało się, że gdy miał zły nastrój lub problem, z którym nie mógł się uporać, palił tak długo, aż nie znalazł rozwiązania. Dzisiaj właśnie odczuwał mocną chęć zapalenia. Musiał odreagować jakoś tę skończoną rozmowę, która w zasadzie nic nie dała. Umówił się z kolegą i poszli do pobliskiego, pubu Deisty, w którym grają modną muzykę i podają najlepiej przyrządzony alkohol w tej dzielnicy. W pubie było bardzo wesoło i wielu modnie ubranych, młodych ludzi. Każdy w dobrym humorze i pełen optymistycznego nastroju. Jakoś nie wpływało to korzystnie na Maurycego. Kolega, z którym przyszedł dawno już został porwany na parkiet przez jakąś młodą ciemnowłosą Anię - koleżankę z pracy, a on zamartwiał się jutrzejszym dniem. Ma spotkanie z Klarą, i na nim musi się od dziewczyny dowiedzieć paru istotnych spraw. Myślenie przerwała mu znajoma postać. Nie mógł sobie tylko przypomnieć, skąd ją zna. Wysoka kobieta dosiada się do jego stolika i przywitała zalotnie mrugając długimi rzęsami. - Proszę mi wybaczyć- , Czy my się znamy? - spytał dziwiąc się, gdy kobieta usiadła obok niego. - Bardzo przepraszam i wstała z krzesła - Madame Pernel przypomina sobie Pan? - skierowała na niego wzrok. - Pernel, Pernel hm... - mruczał pod nosem niepewnie. - Proszę usiąść - pokazał na krzesło, na którym już siadła wcześniej. Ja sobie przypomnę tylko może Madame podpowie mi, gdzie my się spotkaliśmy? - W kasynie - odrzekła pewnym głosem. Nagle w jego ciele powstała nagła panika. Ciśnienie momentalnie podskoczyło, a przy tym serce zaczęło bić coraz szybciej. Jego pierwszą myślą, która spowodowała zdenerwowanie było to, że ona wie, o jego nieuczciwej grze. Druga myśl uspokoiła go. To niemożliwe, żeby ona wiedziała. Uczucia, jakie przeplatały się w jego głowie w tym momencie można porównać do fal na jeziorze, które raz są słabe i spokojne, a za jakiś czas silne, pod wpływem silnego porywu wiatru. Nic nie odpowiedział. Siedział cicho. W końcu ona znów się odezwała, wyczuwając, że zaraz może coś zdarzyć się złego, gdy taka cisza będzie panowała. Podejrzewała, że Maurycy ma parę drinków za sobą i trudno mu cokolwiek powiedzieć oraz trzeźwo myśleć. - Pamięta Pan jak przedstawiłam się wtedy oraz gratulowałam wygranej. Strasznie się cieszyłam, mogąc Pana poznać i widzieć taką wygraną. Przypomina Pan sobie? - spytała. - Proszę mi wybaczyć moją słabą pamięć. Nie jestem w najlepszym nastroju tej nocy, między innymi, dlatego tu przyszedłem. Próbuję poukładać sobie moje myśli i aby to zrobić chyba wypiłem o parę drinków za dużo. To jest moim błędem. - Nie szkodzi. Rozumiem pana. Czasami trzeba zastanowić się nad swoimi czynami. - Może będę mogła w czymś pomóc? - zapytała głosem pełnym współczucia. - Obawiam się, że jestem zdany na siebie - odpowiedział od niechcenia, sięgając po kolejny kieliszek alkoholu. - Nie uważam, tak jak Pan. Nikt nie jest zdany tylko na siebie. Może mu się tylko tak wydaje. Naprawdę to jest ktoś, kto o nas wszystko wie i robi dla naszego dobra więcej, niż my sami chcemy dla siebie. - Pani zwariowała czy co? O czym Pani mówi? Nic nie rozumiem - odparł wybuchając śmiechem. - Przekona się Pan kiedyś o tym, zobaczy Pan - odpowiedziała poważnym tonem. - Wystraszyłem się trochę, tak to tajemniczo brzmi - powiedział już poważniej, spoglądając na Madame. - Nie ma się, czego bać chyba, że ma Pan coś na sumieniu? - odpowiedziała z przekonaniem. - Powiedzmy, że mam, ale kto teraz nie ma? - Tego to akurat nie wiem, ale można coś z tym zrobić - odpowiedziała stanowczo popijając sok pomarańczowy. - Z czym zrobić? - oprzytomniał Maurycy i wzbudziło się jego zainteresowanie rozmową. - Z pańskim sumieniem. - Przepraszam, chyba przeoczyłem coś z naszej rozmowy. Może dowiem się coś o Pani? Co Pani robi? I Skąd pochodzi? - Pochodzę z Zielonych Gór, tam mieszkałam i urodziłam się. Nie mam pracy aktualnie, ale Bóg kieruje mnie do osób, którym mogę się na coś przydać. - Poważnie? - spytał zdumiony Maurycy. - Oczywiście - odpowiedziała z uśmiechem. - Na czym polega to pomaganie i skąd wiesz, że dobrze rozumiesz, co On ci mówi? - spytał z lekkim uśmiechem na twarzy. - Mam dobry kontakt z Bogiem i staram się wsłuchiwać się w to, co ma mi do przekazania. Jeśli chciałby Pan się dowiedzieć, jak do tego dotrzeć, innym razem to Panu wyjaśnię, dobrze?. Mam dzisiaj spotkanie, na które nie mogę się w żadnym wypadku spóźnić, a widzę, że czas mnie goni. Proponowałabym wspólne wyjście. Nie chce być nie grzeczna i wtrącać się, ale nie najlepiej Pan wygląda po tylu drinkach. Wstając zaczęła nakładać płaszcz. W tym momencie również Maurycy postanowił odejść od stolika. - W takim razie ja wyjdę z Panią. Może rzeczywiście ma Pani rację, co do tego alkoholu i tak nie pomógł mi na tyle, abym poczuł się lepiej. Obawiam się nawet tego, że jutro jego skutki nie będą przyjemne. Skierowali się ku wyjściu, gdzie było bardzo tłoczno. Przeciskali się przez ten tłum, aby dotrzeć do szatni i wyjścia z klubu. Udało się bez kolejki odzyskać swoje rzeczy od znajomego szatniarza, więc szybko się wydostali na zewnątrz. Po zaczerpnięciu powietrza poczuli się obydwoje dużo lepiej. Noc była piękna dawała poczucie spokoju. Gwiazdy rozświetlały ciemność, co powodowało miły nastrój. Maurycy i Madame szli powoli wąską drogą prowadzącą do jego hotelu. Po drodze mijali sprzątających ludzi z dużymi maszynami, które pożerały śmieci leżące na ulicy i drogach. Maurycy już przyzwyczaił się do takich widoków, szczególnie tylu śmieci porozrzucanych na drodze. Jednak pierwsze jego dni w Londynie były wielkim zdziwieniem. Dziwnych dla niego było wiele rzeczy, także i to, że nie ma koszy na ulicach, gdzie najwięcej ludzi mieszka. Ta cisza, która towarzyszyła im w tym spacerze, pozwalała na obserwację bardziej szczegółową miasta i ich mieszkańców. Londyn miał swój klimat. Mieszkało w nim dużo obcokrajowców, nawet były dzielnice chińskie, gdzie sklepy, knajpy oraz restauracje prowadzone są przez Chińczyków. Madam po przeprowadzce do Londynu, znalazła się przez przypadek w dzielnicy Socho, nie wiedząc oczywiście o tym, że to jest Chińska dzielnica. W pewnej chwili pomyślała, że chyba pomyliła miasta albo, że zwariowała, bo widzi wszędzie Chińczyków. Tym bardziej, że uliczka się ciągła, a gdy przechadzała się nią, nic nie wskazywało na miejscowość, w której powinna się znaleźć. Jakieś dziwne pokazy z wielkim smokiem i dziwnymi wydobywającymi się z niego dźwiękami zaciekawiły ją najbardziej. Nigdy czegoś takiego nie widziała, później dopiero się dowiedziała, że to ich tradycja. Pełno dzieci i dorosłych przyglądało się temu widowisku. Było widać zadowolenie i dumę w tych ludziach. Dla niej to było takie coś nowe i trochę straszne, gdyż sam smok zachowywał się głośno i wyglądał trochę przerażająco, w dodatku głośne rozmowy, wręcz krzyki tych ludzi w języku jej nieznanym, powodowały w niej zakłopotanie. Pomimo to przyglądała się z zaciekawieniem, co jeszcze tam się wydarzy. Po dłuższym milczeniu, gdy byli już niedaleko hotelu Maurycy się odezwał. -Od, jakiego czasu mieszkasz tutaj? -Parę miesięcy. Praktycznie Wielka Brytania jest dla mnie jeszcze wielką tajemnicą. Nie zdążyłam jeszcze nic zwiedzić, oprócz dziwnej dzielnicy Chińskiej oraz przejechać się metrem, którego w Zielonych Górach niema, jedynie kolejka- uśmiecha się przypomniawszy sobie, swoje ukochane miasteczko. Aha. Śmieje się. Ja już zadomowiłem się tutaj. Mieszkam kilka lat i mogę powiedzieć, że Londyn i okolice jego poznałem dobrze. Zwiedziłem wiele miejsc godnych uwagi i poznania, które koniecznie trzeba zobaczyć. - A co byś mi polecił? Od czego Ty zaczynałeś? -Choćby od Big Ben. Będziesz zaraz miała okazje go zobaczyć, bo znajduje się koło mojego hotelu. - To Ty mieszkasz w tym sławnym hotelu?- Spytała z zdziwionym głosem - Tak- odpowiedział dumnie, poprawiając przy tym swoje ubranie. - I jak Ci się tam mieszka? -Spytała - Normalnie - No nie słychać zachwytu w Twoim głosie. Mieszkasz w takim hotelu, powinieneś być bardzo zadowolony z tego. Mnie szczerze mówiąc nie pociągają luksusy, ale jak znam życie, to setki osób na Twoim miejscu skakałyby z radości mogąc mieszkać tam. Co prawda nie byłam w tej okolicy i nie widziałam Big Ben, ale słyszałam dużo o nim? - Wydaje Ci się, że to tak fajnie. Wcale tak nie jest. Dla mnie to normalne mieszkanie, nic nadzwyczajnego. Ty jeszcze nie widziałaś chyba lepszych. - Madam nic nie odpowiedziała. -Zaraz będziemy już na miejscu odparł Maurycy, głosem zmęczonym. Dokończę Ci może innym razem, co warto tutaj zobaczyć. Jakoś oczy mi się zamykają i język chyba plącze. Przesadziłem dzisiaj. Bardzo Cię przepraszam. Na pewno masz mnie już dosyć. Ale nie martw się, pierwszy i ostatni raz mnie widzisz w takim stanie. Bardzo rzadko mi się takie coś zdarza. Przeważnie pilnuję się i nie pozwalam, aby alkohol przejął nade mną kontrolę. -Rozumiem, nie przejmuj się. Madam wiedziała, że On kłamie. Ile razy tak się z nim działo, że nie mógł oprzeć się pokusie. On zawsze się tak tłumaczy, że to nie jego wina i że bardzo rzadko mu się to przytrafia. Jednak Ona musi być cierpliwa, bo nie przyszła go karać, tylko dawać mu lekcję oraz chronić go. Gdy doszli na miejsce, zobaczyła po raz pierwszy ten sławny hotel i Big Ben. Zrobiło to na niej wrażenie. Nie przypuszczała, że takie kosztowne budowle mogą znajdować się w środku miasta. Ciekawa była, co oprócz zegara tam się znajduje w ogromnym pałacu. Na pewno Maurycy jak wytrzeźwieje powie mi. Póki, co nie będę go pytać, pomyślała, tylko odprowadzę go do pokoju. Pożegnali się jednak przed hotelem, gdyż upierał się, aby zostawić go. On pójdzie sam, stwierdził. Jeśli tak chce to nie będę mu się wpraszała, pomyślała. Widocznie nie chce zdradzać, w którym pokoju mieszka. Najważniejsze, że dotarł cały i zdrowy. Oddalając się od hotelu skierowała kroki na przystanek autobusowy. Zastanawiała się jak mu pomóc. Do swojego domu miała daleko, dlatego jedynym wyjściem, aby wydostać się z stąd był autobus, który zawiózł ją do metra. 25 minut jazdy kolejką i była już u siebie na obrzeżach miasta. Mieszkała w skromnym, wynajętym domku. Dla niej to była piękna okolica. Spokojna, z daleka od przepełnionych samochodami ulic i przepychu. Mieszkała z nią starsza kobieta, która była właścicielką domu. Kobiety się bardzo polubiły i chętnie rozmawiały wieczorami na różne tematy. Madame w zamian za to, że miała gdzie spać, wykonywała różne prace domowe, które dla starszej pani były zbyt ciężkie. Gotowała obiady i troszczyła się o właścicielkę. Nie dlatego że musiała. Poczuwała się do tego i dla niej było to normalnym odruchem ludzkim. Oprócz tego płaciła połowę za czynsz. Gospodyni miała na imię Stefania. Była szczupła, średniego wzrostu. Od 50 lat mieszkała tu sama. Jej całe życie, tak opowiadała Madame wieczorami, gdy zasiadały na werandzie z filiżankami zielonej herbaty, przebiegało w bardzo szybkim tempie. Działała w różnych organizacjach i pracowała z dziećmi niepełnosprawnymi. Kochała to, co robiła i czuła się spełniona. Na stare lata, gdy już zdrowie jej nie pozwalało na spełnianie się, uświadomiła sobie, że przeoczyła coś najważniejszego, a było to założenie własnej rodziny. Dzielenie się swoim Życiem z drugim człowiekiem. Ona o tym za młodych lat myślała, ale nie na tyle poważnie, aby angażować się i żeby miało z tego coś wyjść. Bała się. Żyła w pełnej świadomości jej czasów i znała przeróżne małżeństwa oraz historie, w których wspólne mieszkanie kobiety z mężczyzną kończyło się szybkim rozwodem albo katuszą dla kobiety, gdyż mąż okazywał się inny niż był za czasów narzeczeństwa. Stefania cieszyła się z tego, co miała, lecz czuła dosyć często pustkę. Brakowało jej kogoś. Gdy wracała do domu zmęczona, tęskniła za miłym powitania przez kogoś, kto by ją kochał i byłby oddany jej. Ciepłych słów i zatroszczenia się o nią. Dopiero na starość zrozumiała słowa z biblii czytane za młodu: "Nie jest dobrze człowiekowi, gdy jest sam". Gdy najpierw Bóg stworzył Adama, miał On zwierzęta, którymi mógł się opiekować i nadawać im imienia, ale pomimo tego odczuwał On pustkę, dlatego Bóg podarował Adamowi towarzysza życia (partnera)-kobietę. Taki wzorzec ludzkiego szczęścia nie oznacza jednak, że osoba samotna (bez małżonka czy dzieci) nie może się cieszyć spełnionym życiem (choć większość ludzi samotnych przyznaje, że żałuje, iż nie ma rodziny): podkreśla on jedynie, że rodzina jest podstawową komórką zdrowego społeczeństwa. Stefania do pewnego czasu czuła się nieszczęśliwa. Na szczęście w jej przypadku większość życia tak było, nie mniej jednak nie zdawała sobie wtedy sprawy, że kiedyś może ulec to zmianie i dostrzeże, że o czymś zapomniała, coś pominęła istotnego. Konsekwencje dopiero ukazały się na starość, gdzie praktycznie nie miała opieki, a w tej chwili potrzebowała jej, oraz nie miała z kim dzielić swoich przeżyć. Madame zamieszkując z nią sprawiła jej ogromną przyjemność i odciążyła ją w pracach domowych oraz troskach finansowych. Już wcześniej szukała współlokatorki i nawet kiedyś znalazła młodą dziewczynę, która, jak twierdziła, wychowała się w dobrym domu i tutaj przyjechała na studia psychologiczne. Stefania sądziła, że będzie mogła z nią porozmawiać. Liczyła też na przyzwoite zachowanie nowej lokatorki, a tym czasem stało się całkiem inaczej. Dziewczyna paliła, przyprowadzała na noc mężczyzn i zachowywała się wprost wulgarnie. O rozmowach czy pomocy z jej strony nie było mowy. A właśnie na to starsza pani liczyła, biorąc pod swój dach obcą osobę. Po dwumiesięcznym pobycie razem, nie wytrzymała i wyjaśniła wszystko dziewczynie, która wyprowadziła się z wielkimi pretensjami. Przykro było Stefanii, że tak musiała postąpić, nie lubiła podobnych sytuacji, ale również nie mogła się godzić na to, czego nie oczekiwała Tym bardziej, że jasno określała warunki na samym początku. Natomiast młoda pannica - tak mówiła na nią Stefania - nie stosowała się do zasad, a nawet sprawiała kłopot i zakłócała spokój. Po jakimś czasie pojawiła się u progu jej drzwi Madame Pernel. Powitała ją uśmiechem serdecznym i złożyła sama propozycję pomocy w zamian za współlokatorstwo. Spodobało się to się Stefanii, także zgodziła się od razu. Był to bardzo dobry wybór, choć nie był on takie pewny ze strony starszej pani. Miała obawy, że może się powtórzyć to, co wtedy. Tamta dziewczyna też zrobiła na niej na początku pozytywne wrażenie, a później rozczarowała. Nie mniej jednak teraz wyglądało to troszeczkę, inaczej, gdyż ta osoba była bardzo dojrzała i emanowała z niej tajemnicza pozytywna energia. Dziwne to było, nie spotkała się wcześniej z takim człowiekiem. Madame okazała się bardzo sympatyczna. Stefania nawet nie przypuszczała, że jej lokatorka okaże się aż tak dobrą osobą oraz że będą razem miały taki kontakt. W modlitwach dziękowała Bogu za błogosławieństwo, które otrzymała. Nie myślała, że Bóg obdarzy ją takim szczęściem. Dla niej było to ogromne szczęście, gdyż nie miała bliskich osób. Rodzice już dawno nie żyli, natomiast znajomi z pracy nie mogli poświęcać czasu swojej koleżance. Czasami odwiedzali ją byli podopieczni z rodzicami, a niekiedy sami, w zależności od stopnia niepełnosprawności. To jej sprawiało ogromną radość i satysfakcję. Madame, co dzień rano chodziła po zakupy i wręcz spełniała marzenia swojej gospodyni. Wychodziły razem na spacery, przesiadywały ciepłymi wieczorami na werandzie i wspólnie czytały biblię oraz omawiały tematy związane z tym, co chce Bóg im przekazać przez proroków. Madame miała ogromną wiedzę na ten temat, co Stefanie bardzo fascynowało. Nigdy nie miała w ręku biblii i nic nie wiedziała praktycznie o charakterze Boga oraz jego zamiarach wobec ludzi i nowym życiu przy powtórnym przyjściu Jezusa. Wychowywała się w religii rzymsko-katolickiej i tam nie słyszała słowa, aby czytać biblię. W kościele trochę ksiądz czytał na mszy, ale to kropla w morzu. Może, dlatego że nie uczestniczyła na zajęciach religijnych nie miała takiej wiedzy. Pamięta, że tylko raz była na takiej lekcji i przeraziła się, gdyż ksiądz mówił o dniu sądu ostatecznym, który się odbędzie. Wyjaśniał nam, że historia świata zakończy się, przyjdzie Jezus, zasiądzie na swoim tronie. Wszyscy ludzie i dzieci ustawią się w takiej kolejce i Pan Jezus powie ,,No jak żyłeś?", Ile grzechów miałeś? -Pomimo że On wie. Trzeba będzie powiedzieć mu te dobre i złe życzy. Wtedy sobie wyobraziłam siebie przerażoną, stojącą w bardzo długiej kolejce, poczym, gdy nadeszła moja chwila prawdy, jeszcze bardziej pobladłam a gdy miałam powiedzieć te złe rzeczy czerwieniłam się i czułam strasznie. Gdy ktoś będzie miał więcej złych musi przejść na tą stronę gdzie piekło. A później zaczął o piekle mówić. Jakie przerażające i straszne tam będą męczarnie? Bardzo mnie to przeraziło i przez całe życie bałam się, miałam sny, które obrazowały mi te piekło. Starałam się w życiu uważać na czyny moje, aby więcej było tych dobrych niż złych, aby nie spotkało mnie tylko te straszne przeżycie. Teraz, gdy Madame wyjaśniła mi jak naprawdę to jest, odwołując się do Pisma Świętego, tego lęku się pozbyłam oraz moja wiara nabrała dopiero prawdziwego wymiaru. ,,Bo i ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi". Jan (5,22) ,,Aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał?. (5,23) ,,Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierze temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota". (5, 24)

Dzień spotkania

Po wczorajszym rzeczywiście nie najlepiej się czuł. Kręciło mu się trochę w głowie i miał uczucie jakby ważył, co najmniej 100 kg. Wstał z łóżka, włączył TV i zamówił śniadanie do pokoju. Nie miał ochoty schodzić na dół i jeszcze na dodatek widzieć lalusia, który uśmiecha się do niego. Ciekawe, co on robił w pubie. Że też musiałem go jeszcze tam widzieć- wypowiedział na głos swoje myśli, ubierając się w pośpiechu. - Nawet przez chwilę nie mogę się odprężyć. Po chwili usłyszał pukanie do drzwi - w drzwiach ukazała się postać podobna do Madame Pernel. Czy to możliwe?- powiedział do siebie w myślach. Przecież zamawiałem śniadanie i nie spodziewam się żadnych innych gości. Madam nie wie, w jakim apartamencie mieszkam. -Witaj Maurycy - chyba mogę mówić do Ciebie po imieniu?- Wczoraj tak sobie mówiliśmy. -Tak -odpowiedział przecierając oczy z niedowierzania kogo widzi - Mogę wejść? - Nie bardzo mam czas na wizyty. Szczerze mówiąc nie mogę jeszcze dojść do siebie po wczorajszym. Strasznie Pani zaskoczyła mnie swoją wizytą. Nie wiem, co mam powiedzieć. - Przykro mi, że trafiłam na zły moment, ale trochę celowo to zrobiłam, bo mam bardzo ważne wieści dla Ciebie. - Tak? Interesujące. - Proszę wejdź - powiedział już milszym tonem i zaprosił ją do swojego salonu, po czym poszedł zaparzyć kawę. Wracając z kuchni wyjaśnił, że właśnie nie dawno wstał i przepraszał za nieład w swoim apartamencie. Pernel wprost przeciwnie nie dostrzegała żadnego nieporządku u niego. Podziwiała jego apartament i stwierdziła, że w takich luksusach jeszcze nigdy nie mieszkała. - Musi Ci tu być bardzo dobrze - rzekła rozglądając się wokół siebie. - Nie narzekam odparł z lekkim uśmiechem na twarzy kładąc na stole dwie kawy - Jestem ciekawy, co to za wiadomości masz do mnie? - Wspominałeś o swoim problemie, kiedy wczoraj się spotkaliśmy i mam odpowiedź na to, co ciebie gryzie. - Jesteś zaskakująca Pernel, muszę Tobie przyznać szczerze. Pojawiasz się w moim życiu w najmniej oczekiwanym przeze mnie czasie i ratujesz. Jeszcze nie podziękowałem Ci za wczoraj, a już masz coś innego do zaoferowania mi. Co to jest?- Powiedz mi spytał zniecierpliwiony i zadowolony - Niewiele mi wczoraj powiedziałeś o co konkretnie chodzi, pamiętasz? - Tak. - Wiem jedno, że chodzi Ci o pieniądze dla tej dziewczyny. Nie będę się pytała, na co przeznaczyłeś taką sumę, jaką wygrałeś, bo nie masz mi obowiązku się zwierzać, nawet nieładnie może, że o tym wspominam i za to przepraszam, jeśli uznasz, że było to z mojej strony wścibskie. Przemyślałam, że powinieneś powiedzieć tej kobiecie całą prawdę. Kobiety cenią sobie prawdomówność u mężczyzn i uważam, że nie będzie z tego powodu zła, że poczeka jeszcze trochę dłużej na te pieniądze. - To tylko po to przyszłaś?! - rozłościł się Maurycy nie zważając na nic. - Myślałem, że faktycznie mi pomożesz skoro tak się potrudziłaś i znalazłaś mój apartament. Chyba kompletnie zwariowałaś!. Nie to absurdalne. Powariowali chyba wszyscy. Usiadł i sięgnął po paczkę papierosów, która leżała jak zawsze na stole. Madame zaniemówiła na chwilę nie wiedząc, co począć dalej. Nie zdziwiło ją aż tak jego zachowanie, znała go od zawsze i wie, jaki potrafi być. Czasami sama słodycz od niego wychodzi i nikt by się nie spodziewał, jaką potrafi mieć drugą twarz. Po tej chwili ciszy, jaka nagle nastała odezwała się w końcu: - Przepraszam Cię, jeśli rozczarowałeś się moją wizytą. Tyle ile mogłam dla Ciebie zrobić to przyjść tu do Ciebie i doradzić. Pieniądze mogę pomóc ci zdobyć, jeśli byś tego oczekiwał, jednak na dzisiaj. Nie mam ani grosza, musiałbyś poczekać parę dni. Doradziłabym Ci coś jeszcze, ale zostawmy to na kiedyś indziej. Widzę, że potrzebujesz odpoczynku. Przemyśl to, co powiedziałam. Wstała z kanapy, odłożyła szklankę z napojem i skierowała się ku wyjściu. - Maurycy szybko zgasił papierosa i szybkim krokiem dogonił gościa zatrzymując ją przy wyjściu i dotykając jej ramienia porozumiewawczo, aby się odwróciła do niego. - Czekaj! - zawołał miłym błagalnym tonem. Spojrzał na nią i dał jej do zrozumienia, że nie jest aż tak wściekły, jej wizytą, wręczając jej pudełeczko czekoladek w ramach przeprosin za jego nie najlepszy nastrój. Madam spojrzała na niego i rzekła miłym głosem: - Nie musisz mnie przepraszać, mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy. - Cześć !

Śledztwo

Madame wychodząc z hotelu podziękowała recepcjoniście za udostępnienie informacji o Maurycym. Idąc ulicą Picadili Cirrus rozmyślała, czy dobrze zrobiła, że pojawiła się u niego, czy aby czasami nie popsuła wszystkiego przez to i teraz może zrazić on się do niej. Nie może tak być! Pomyślała głośno. Co ja mam teraz zrobić? Nie dawało jej to spokoju. Czekając na przyjazd metra wpadła na pewien pomysł. Nie wiedziała czy dobry. Nie bardzo przystawał kobiecie takiej jak ona, ale bardzo jej zależało, aby pomagać Maurycemu. Ta misja była najważniejsza i nie mogła dopuścić, aby jej jeden błąd zepsuł wszystko. Bóg na pewno wysłał aniołów, aby pomogli w uratowaniu Maurycego. Apostoł Paweł mówi, że jest ich niezliczona rzesza Hebr.12,22) którzy przybyli na świat pod opieką Boga w celu ratowania, chronienia osób, które w przyszłości, gdy przyjdzie Jezus po raz drugi na Ziemie, aby zabrać sprawiedliwych do siebie- nowej Jerozolimy a sądzić niesprawiedliwych, nie utracili życia przez swoje grzeszne postępowanie na ziemi. Wolą Ojca jest, by,, Każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja (Chrystus) go wzbudzę w dniu ostatecznym"(Jan 6,40). "Tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują" (, Hebr.9,28). Ma dam wsłuchuje się w to, co Bóg ma jej do przekazania, i podąża za nim. Otrzymuje informację od Boga o ludziach, którym ma pomóc, naprowadzić ich na właściwą drogę, przybliżyć człowieka do Boga, oświecić go, i ochronić przed złem, które jest spowodowane przez upadłego Anioła. Chce, aby ludzie byli zbawieni w dniu powtórnego przyjścia Pana. Wtedy ich Życie będzie piękne. Nie będzie zła, bólu, płaczu i śmierci. Bóg "otrze każdą łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani mozołu" (Obj.21,4). Te zadanie, co teraz ma jest jej najtrudniejszym, gdyż nie otrzymała za dużo informacji, tylko wie, że ma obserwować i odwiedzać często go w celu przyjaźni i nie doprowadzić, aby jeszcze bardziej upadł. Pomimo tego nie załamywała się, gdyż zawsze może liczyć na Boga. Może się do niego zwrócić w każdej sytuacji i On dodaje jej sił oraz prowadzi ją. To, co aktualne musi dowiadywać się i domyślać się, co on zamierza- wie tylko o jego dalekiej przyszłości, jaka go może czekać. Gdyby znała plan Maurycego na najbliższy okres byłoby jej o wiele łatwiej, ale niestety nie może mieć takich ułatwień. Przyjechało metro, ale ona nie wsiadła, postanowiła cofnąć się do miejsca, z którego przyszła. Co prawda spieszyło jej się też w inne miejsce po to czekała między innymi na metro, ale te zadanie ją gnębiło i nie chciała popsuć niczego związku z tą sprawą? Śledzenie Maurycego było nie trudne, ale nie bardzo wiedziała czy dobrze postępuje. Gdy znalazła się w hotelu, dyskretnie zaczepiła sprzątaczkę i spytała, o której robią porządki w pokojach, sądziła, że na pewno będzie On wtedy wychodził na spotkanie. Dobrze przeczuwała. Do tego czasu usiadła sobie koło recepcji w zacisznym miejscu, tak, aby miała wgląd na drzwi i nie można było ją łatwo zauważyć. Miała tam czekać godzinę, więc nie tracąc czasu przeglądała artykuły z pracy i kontem oka spoglądała na ludzi, którzy mieszkali w tym hotelu. W takich hotelach dla turystów jest bardzo drogo. Przeważnie oni wybierają najtańsze noclegi, rzadko zdarza się, aby turysta zatrzymywał się tutaj. Akurat tu mieszkają ludzie bardzo zamożni a są to najczęściej mieszkańcy Londynu. Ważne osobistości z show biznessu, piosenkarze, aktorzy i cała elita. Madam była skromną kobietą, nie pociągał ją luksus ani bogactwo. Owszem lubiła popatrzeć i obserwować świat biznesu. Wśród bogaczy nie było ludzi, którzy zainteresowaliby się przyjaźnią z nią. Między nią a nimi była wielka różnica poglądów i charakterów, związku z tym nie bardzo otaczała się takimi ludźmi. Próbowała nawiązać kontakt z kimś takim, ale nie miała szczęścia. Zarozumiałość, pycha i nietolerancja tych osób psuła wszystko. Ona jednak tym się nie zrażała i nie traciła nadziei. Spoglądając na przechodnie nagle mignęła jej postać znana o to chyba był On? Cichutko podekscytowana wyłoniła się z kryjówki podążając ku drzwiom wyjściowym, skąd mężczyzna ów wychodził. Tak to On! Uradowana i stremowana patrzyła, w którą stronę idzie i czekała na odpowiedni moment, aby podążać za nim tak, by nie mógł zorientować się, że ktoś go śledzi. Maurycy wchodzi w uliczkę przy dużym sklepie z napisem Mustang, znajdującą się parę metrów od hotelu. W tym momencie Madame szybkim krokiem z kapeluszem mocno skierowanym na twarz ruszyła w jego stronę. Dotarłszy do Mustanga oparła się o witrynę sklepu z przyśpieszonym oddechem i kołaczącym sercem, odsunęła koniuszkami palców kapelusz z oczu i obserwowała go. Nie da rady!, Coś jej podpowiadało. Po czym pomyślała, jakby na przekór, że da radę, ż musi być silna!, Boże, co ja mam robić?, Przecież dla Ciebie to robię?. Nabrała głęboko powietrze i ruszyła za nim, zsuwając znów kapelusz na czoło. Maurycy dwie przecznice dalej wszedł do jakiegoś pomieszczenia. Madame dostrzegła zza rogu ulicy, że wszedł do jakiegoś klubu. Gdy dotarła na miejsce okazało się, że to jest Kawiarnia pod trzema różami. Czyżby Maurycy gustował w takich kawiarniach? Za dziwiło ją to. Jednak nie rozmyślała nad tym, bo to byłby zły pomysł. Wchodząc do środka wpadła na nieznajomego człowieka - Przepraszam bardzo pana - odrzekła spłoszonym i wystraszonym tonem. - Nic się nie stało proszę pani - odpowiedział przystojny, wysoki mężczyzna o jasnych włosach i kontrastującej z nimi śniadej karnacji. - Jeszcze raz przepraszam - uśmiechnęła się i w roztargnieniu rozglądała się ukradkiem w stronę stolików, wypatrując Maurycego - Przepraszam najmocniej, muszę iść, bo jestem umówiona i nie mogę się spóźnić. Przepraszam jeszcze raz za ten incydent. - Nie szkodzi, takie piękne kobiety mogą na mnie wpadać. To sama przyjemność - uśmiechnął się słodko, nie odrywając od Madam oczu. - Bardzo miły Pan, do widzenia! - Do widzenia!

W szatni zostawiła swój płaszcz i skierowała się do sali, gdzie pełno stolików było już pozajmowanych, w jednym z nich blisko okna i wielkiego pnącego się kwiatka siedział Maurycy z kobietą. W takim razie miała ich na oku, tylko musiała tak się zamaskować, aby on jej nie poznał. Usiadła w miejscu gdzie znajdowała się tuż obok toaleta, a koło niej siedziała rodzinka liczna z małymi dzieciaczkami, które zagadywały rodziców wypytując się o smaki deserów, jakie są tutaj podawane. Chyba bardzo lubiły takie słodkości, po jednej to było nawet widać. Miała prawie całą buźkę w czekoladowym deserze. Madame bardzo lubiła dzieci, mogła przy nich zapomnieć o całym źle na tym świecie. Ich drobne twarzyczki i szczere zachowania oraz uśmiechy były czymś pięknym. W pewnej chwili przypomniała sobie nagle, po co tu siedzi zobaczywszy kobietę wychodzącą do toalety. Przecież to ona- krzyknęła na siebie w myślach. Trzeba działać, pomyślała. No teraz Pernel musisz się sprawdzić!. Wstała dyskretnie z krzesła udając, że w ogóle nic się nie stało i po prostu idzie sobie do toalety. Nie bardzo jej to wyszło, bo krzesło szurnęło za głośno i dzieci z naprzeciwka spojrzały w jej stronę, widząc to uśmiechnęła się, aby nie wyszło na jaw, że coś z nią nie tak. Dzieci są bardzo spostrzegawcze i momentalnie potrafią wyczuć emocje lub jakieś negatywne zachowania. W toalecie nikogo nie było widać, jakby kobieta znikła. Panowała cisza i tylko w lustrach odbijało się wnętrze przepięknych błękitnych kafelków o delikatnych wzorach. Nacisnęła na przycisk kranu, kropelki wody zaczęły powolutku rozpryskiwać się po zlewie tworząc małą kałużę. Madame nabrała do dłoni cząstkę tej śnieżnobiałej wody i zmoczyła sobie kosmyk włosów zaczesując je do tyłu, tak jak lubiła. W odbiciu lustra spoglądała na wejścia do kabin z ubikacją, czekała aż kobieta z niej wyjdzie, choć cisza nic nie wskazywała, że tam ktoś jest. Trwało to około pięciu minut. W tym czasie miała już różne myśli, ale w końcu otworzyły się drzwi, skąd wyszła zapłakana kobieta, ta sama, na którą oczekiwała Majdam. Pernel zaskoczył i wprawił w niepokój smutek kobiety, która podeszła do zlewu, aby przemyć zapłakaną twarz i zmyć rozmazany makijaż. Gdy ich spojrzenia się spotkały, wymieniły serdeczne uśmiechy. Madam nie wiedząc, co począć ze sobą, zaczęła przed lustrem zaplatać sobie warkocz. Nigdy to jej nie wychodziło, bo miała bardzo długie włosy. Zapłakana kobieta widząc to, podeszła do niej i powiedziała: - Przepraszam, może pomóc Pani?, Widzę, że ma Pani zamiar zapleść warkocz? W tym czasie Maurycy spoglądał nerwowo na wskazówki zegara wiszącego wysoko na ścianie, tuż przy barku gdzie można składać zamówienia na różne potrawy, albo czegoś się napić. Rodzina, która siedziała koło stolika Pernel właśnie pomagała dzieciom ubrać się i pomału zbierali się ku wyjściu z kawiarni. Tymczasem w toalecie Madame uśmiechając się serdecznie do Klary poprosiła o pomoc. - Nie chce być niedyskretna, ale widzę, że Pani chyba płakała, czy coś Pani dolega? Może będę umiała pomóc spytała Madam. - Nie wiem czy to jest sens jakiś opowiadać. Dobrze się czuję i nic mi nie jest. Jedynie gnębi mnie problem, który właśnie się wyjaśnia teraz. Nie układa się tak, jak myślałam i to mnie martwi jeszcze bardziej. - Gdybym umiała jakoś pomóc, na pewno to bym zrobiła - Pernel powiedziała pełnym współczucia tonem. - Myślę, że mi już nie można pomóc- powiedziała smutno Klara - Z każdej sytuacji trudnej jest jakieś wyjście, uwierz mi - uśmiechnęła się. - Z mojej raczej nie - Klara zmrużyła oczy patrząc na podłogę - Mogę Pani coś powiedzieć? - Madame Pernel spytała Klarę, biorąc jej rękę w swoją. - Czuję, że nieprzypadkowo się spotkałyśmy tutaj i ja mogę Pani pomóc, jeśli uważa Pani, że mam rację to jestem do dyspozycji.. Chętnie wysłucham, co leży Pani na sercu. Zmieszana Klara, przegarnęła kosmyk włosów na bok i z lekkim drżeniem w głosie zaczęła opowiadać o swojej chorej mamie, o tym że ona potrzebuje jej opieki i drogich leków. I że musiała spotkać się ze swoim byłym chłopakiem, do którego nie ma już cierpliwości. Spotkanie, na które się zgodziła było uwarunkowane tym, że otrzyma to, co do jej się należy. Jednak nic na to nie wskazuje i to ją niepokoi. - Może jeszcze nic nie straconego, pani Klaro... - Z tego, co już wiem, nic nie ma dla mnie. Spotkał się, bo czegoś chce. Czuję to. - Być może Klaro masz dobre przeczucia, ale wiesz mi, na pewno Bóg ci pomoże. On na pewno sprawi, że albo ja lub ktoś inny pomoże ci. A jak nie tak to w inny sposób tylko musisz uwierzyć i zaufać Bogu, bo On się nami opiekuje. - Hm... Dziwne jest to, co mówisz. Skąd Ty takie coś możesz wiedzieć ? - Ja Klaro jestem osobą wierzącą, ufającą Bogu i jego słowu, które zostawił nam w postaci pisma świętego, dzięki któremu mogę dowiedzieć się o jego charakterze i woli. Wiem, że On chce jak najlepiej dla nas i skoro Twoja mama jest chora i potrzebujecie wykupywać drogie lekarstwa dla jej dobra to Bóg nie zostawi was tak bez opieki, wierz mi. Jesteście jego dziećmi i On was utrzymuje przy życiu, On ma o was staranie. - Zdumiewające to co mówisz Madame, głęboka wiara w Tobie. Chciałabym mieć taką. Brakuje mi sił i to często. Pracuje, opiekuje się mamą i nie mam dnia, w którym mogłabym odpocząć od tego wszystkiego. Do tego zmartwienia i ciągła troska o to, aby starczyło nam pieniędzy na każdy dzień, spędza mi sen z powiek. Przeważnie chodzę niewyspana i zamyślona, co odbija się na mojej psychice i zdrowiu fizycznym. - "Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie'' (1Piotra 5,7),,,Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy, jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie".( Mateusza 11,28, Izajasz 40,29-31) - "Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.''(Mateusz 7,7) - to są słowa wypowiedziane przez proroków, którzy zostali natchnieni duchem świętym- także pochodzą od Boga. Są to Boże słowa, a ich nikt nie może zmienić ani podważyć-- odrzekła Madame z głosem pełnym miłości i wiary w to, co mówi. - Jak się cieszę, że Ciebie poznałam - uśmiechnęła się Klara do Ma dam. Jeszcze nikt mi takiej nadziei i wiary nie dodał jak Ty. Nigdy nie czytałam biblii. Jestem wierząca, ale niepraktykująca, ale może innym razem porozmawiamy o tym, bo czas leci i Maurycemu skończy się cierpliwość- i pójdzie sobie. - Dobrze. Miło było Ciebie poznać Klaro i trzymaj się. Bóg jest z Tobą. My oczywiście możemy się spotkać. Dostosuje się do Ciebie. Kiedy Ci pasuje? - Może w przyszłym tygodniu byś odwiedziła mnie w moim domu. Poznasz przy okazji moją mamusie i poznamy się bliżej. - Dobrze, tylko podaj mi adres. - Borough Road 20. - Dziękuję - odpowiedziała Madam podając prawą dłoń na pożegnanie. Pierwsza wyszła Klara, Madam jeszcze pozostała w toalecie, aby Maurycy jej nie zauważył. Na pewno od jakiegoś dłuższego czasu jego wzrok jest cały czas skierowany ku wyjściu z toalety damskiej. Już wyobrażam sobie jak się złościł, że musiał tak długo czekać na koleżankę - uśmiechnęła się do siebie Madame.

Wychodząc z toalety była już nieco pewniejsza siebie i z nową energią, jaką przekazała jej Ma dam podeszła do stolika.

-No jesteś - z zawiedzionym a zarazem uszczęśliwionym głosem powiedział - Przepraszam, oczko mi poszło w rajstopach i to trochę potrwało zanim zrobiłam z tym porządek. - Może przejdźmy do tego, po co się spotkaliśmy. Zostało już mi mało czasu i prosiłabym Ciebie abyś mi przedstawił prawdziwy powód naszego spotkania. - Prawdziwy powód?? - Roześmiał się Maurycy. Skarbie myślisz, że mam jakieś tajemnice przed Tobą i nieczyste zamiary? Mylisz się. Jeśli chcesz abym od razu opowiedział wszystko, oczywiście już to czynię. Bardzo chciałem Ciebie przeprosić za to, co kiedyś się nam przytrafiło. Myślę, że wiesz, o co mi chodzi. Nie miałem odwagi w tamtym czasie Ci tego powiedzieć, myślę, że byłem jeszcze małym gruboskórnym szczeniakiem, który nie ma pojęcia jak się odnosić do kobiet oraz za grosz brakowało mi inteligencji i rozumu. Bardzo nie rozsądnie postąpiłem, że Twój samochód pożyczyłem Igorowi bez Twojej wiedzy. Jeszcze musiało się takie coś przytrafić na moje nieszczęście. Nie wiem czy to była jakaś kara dla mnie czy co że tak się wydarzyło. - Nie mów tak. Żadna kara, po prostu tak miało być widocznie. - odpowiedziała pełnym współczucia tonem. - Może masz rację, sam już nie wiem - ze spuszczoną głową odpowiedział od nie chcenia Maurycy. Po chwili ciszy, Maurycy odezwał się. Wiesz obiecałem Ci, że teraz oddam Ci te pieniądze za samochód, przepraszam Cię, ale jeszcze dzisiaj ich przy sobie nie mam. To przez mój bank. Mieli jakąś awarie i nie mogłem dostać się do niego. Mam zamiar przenieść teraz moje oszczędności do innego, czy możesz mi powiedzieć jak stoi ten bank, koło którego pracujesz?. Zmartwiona nie miała ochoty odpowiadać. Jej przypuszczenia się sprawdziły. Jest skończona, myśli sobie, patrząc gdzieś w drugi koniec kawiarni, na koniuszek sufitu. Mijają sekundy a ona nadal patrzy w ten sam punkt. Naglę ocknęła się i pyta. - O co pytałeś? - smutnym cichym głosem zapytała patrząc na Maurycego - Czy możesz mi powiedzieć, jak stoi ten bank, koło którego pracujesz? - A czemu pytasz? - Odparła od nie chcenia - Tak z ciekawości. - Dobrze, wręcz bardzo dobrze. Z tego, co orientuję się, bardzo dużo osób tam trzyma swoje oszczędności. Powierzają je nawet bardzo zamożni ludzie, także uważam, że musi mieć i ładne oprocentowanie oraz dobre zabezpieczenia. O awariach tam nie słyszałam. Tak w ogóle, co tam się działo, że wstrzymali prace w Twoim banku?. - Podobno nie zgadzało im się coś. Podejrzewali, że ktoś z pracowników zna dostęp do tzn. skarbca. - To poważna…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych