Wydeptuję ścieżkę samotności...
"Gdzie szukać ukojenia? Ta pogrążająca mnie rozpacz stała się treścią mojego życia. Stawiam wolno kroki, tak jakbym już się poddała, jakbym zrezygnowała..." Część pierwsza
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ile może czasu cierpieć człowiek? Jak długo czekać? Żyjąc z dnia na dzień, nie odróżniam obecnego od poprzedniego. Każdy dzień jest taki sam, tak samo zachowawczy, tak samo pozbawiony szaleństwa, spontaniczności. Tkwię między pragnieniami a przymusem. Jestem w potrzasku własnego tchórzostwa. Lęk zamieszkał w moim sercu i nie umiem się go pozbyć. Tak wiele czasu już zmarnowałam, tak wiele dni oddałam bez walki. Jestem tchórzem. Nie umiem spojrzeć na świat oczyma wiary, umiem za to po cichu przemknąć przez kolejne dni życia, tak, aby zły los, aby wszelkie nieszczęścia mnie nie zauważyły. Nie umiem powiedzieć ‘dość’. Jestem szarym człowiekiem, który tak idzie przez życie, aby nie potknąć się. Kiedyś taka nie byłam, mniej bałam się życia, bardziej kochałam każdą chwilę, bo oczekiwałam czegoś od niej. Wiedziałam, że coś przyniesie, że coś się wydarzy. Ale... Przez ostatnie dwa lata wstawałam przed wschodem słońca, czekałam aż wyłoni się z za gór, aż ujrzę w wschodzącym słońcu oblicze Boga i poproszę go o pocieszenie, o uśmierzenie bólu, o nadzieję i siłę na dalsze życie. Później czekałam, aż moja modlitwa zostanie wysłuchana, aż stanie się cud. Wychodziłam z domu pełna wiary w to, że właśnie tego dnia, znów usłyszę jego głos. Każdego dnia czekało mnie rozczarowanie, ono przemieniło się w gorycz aż w końcu przestałam wierzyć. Jak mogłam wierzyć w Boga, kiedy nie mogłam już dłużej wierzyć w jego powrót. Choć skończyłam dziewiętnaście lat, to byłam jeszcze dzieckiem. Dziecku trudno jest pogodzić się ze stratą bliskiej osoby. W tedy wszyscy mnie pocieszali, rozumieli, dodawali otuchy. Nie istnieje wyznaczony czas na tęsknotę, na cierpienie, na żal i ból. Kto myśli, że czas leczy rany jest głupcem. Gdy ktoś umiera, jego śmierć można zaakceptować, można przyjąć do wiadomości. Ból z czasem mija, z czasem przyzwyczajamy się do życia bez tej osoby. Jednak, gdy ktoś odchodzi, ktoś przepada bez śladu, nikt nie zapomni i nie przestanie cierpieć. Nigdy. Nawet, gdy pozornie będzie mu się tak wydawać. To cierń wsadzona w serce, ból nie pozwala zapomnieć, żyć, istnieć. Tego smutku nie zrozumie nikt. Nikt, kto nie poczuje tego we własnym sercu, nie doświadczy na własnym przykładzie. Chcieli mi pomagać wysyłając mnie na sesje do psychoterapeuty. Nie jestem wariatką, nie mam problemów z psychiką. Rozmowy przyniosły mi tylko niewielkie ukojenie, nie wiele z tego ciężaru pozbyłam się. Minęło tyle czasu a ja nadal czuję jego pocałunki, nadal potrafię przywołać jego twarz, uśmiech, dźwięk jego głosu. Tylko on potrafił patrzeć na mnie tak, że mogłam czytać w jego duszy. Umiał dobrać słowa do każdej okazji. Czarował mnie swoją tajemniczością i siłą. Nikt mnie nie rozumiał, nikt z dawnych przyjaciół. Tak. Chłopak z rozbitej, patologicznej rodziny nie może być dobry. Porządna dziewczyna, z katolickiego domu, której siostra śpiewa w chórze a brat gra na organach, powinna trzymać się z daleka od takiej ‘hołoty’. Dziwne. Każdy mówił mi, że źle robię a im częściej mi to mówiono, tym bardziej mi na nim zależało. Odpuścili sobie, gdy zrozumieli, że nikt nas nie rozdzieli, że to nie kaprys tylko miłość. Wrócili przyjaciele, rodzice zaakceptowali moją decyzję. Nie mogę zapomnieć szczęśliwych chwil, jego oddechu na moim karku, gdy oglądaliśmy zachód słońca, siedząc na dachu starej kamienicy, w której mieszkał. To było latem, powietrze drgało od upalnego dnia a chłodny wiatr przyjemnie muskał nasze opalone ciała. Wtulił twarz w moje włosy, czułam się bezpieczna w jego ramionach. Zmrużyłam oczy, zachodzące słońce płonęło żywym ogniem. Ogień miłości, tak silny, że swoim ogromem obejmował świat. Słońce chowając się za góry, topiło w ciemnościach całe miasto. Skąpani w blasku świtała namiętności, objęliśmy się mocniej. Scena żywcem wyjęta z amerykańskiego romansidła a my byliśmy głównymi bohaterami. Pachniał ziemią, po deszczu. Ten jedyny zapach, który działał na moje zmysły. Tego dnia pracował w ogrodzie przy domu opieki. Przesadzał kwiaty, kiedy włączyły się zraszacze. Pamiętam jego wściekłą minę, gdy prosił mnie żebym wzięła od jego matki suchą koszulkę. Stałam w tedy po drugiej stronie ogrodzenia i śmiałam się głośno. Podszedł i dotknął brudną dłonią mojej twarzy. Dłonie miał szorstkie, ale nie przeszkadzało mi to. Wiedziałam, że jest prawdziwy, że to nie zjawa ani książę z mojej wyobraźni. Zawsze nosił dwu, trzy dniowy zarost odkąd mu powiedziałam, że to jest bardzo pociągające. Był wysoki po ojcu, ale karnację i kolor włosów odziedziczył po matce cygance. Jego włosy miały odcień głębokiej czerni, znakomity kontrast dla jego kocio zielonych oczu. Był szeroki w barkach, ale dość wąski w pasie i miał umięśnione nogi. Wspaniale zbudowany kandydat na miłość mojego życia. Uważałam, że pasujemy do siebie. Ja ze swoją jasną, brzoskwiniową cerą, włosami o odcieniu karmelu i bursztynowymi oczami. Nie jestem ładna, wiem o tym, dawno temu to sobie uświadomiłam. Został ślad po złamanym w dzieciństwie nosie, lekko przekrzywiony z niewielkim garbem. Nieduże usta i migdałowe oczy. Podobno są najładniejsze. Tak on mawiał. Do tego mam lekko odstające uszy, co jednak przy gęstych, falowanych włosach nie jest widoczne, ale w kucyk czeszę się tylko w tedy, gdy jestem sama, niewidoczna dla oczu miejskiej ludności. Ostatniej nocy ze snu wyrwał mnie pisk opon szybko ruszającego z pod naszego domu samochodu. Zerwałam się na równe nogi i przytknęłam nos do szyby. Nie mogłam nic dostrzec, więc otworzyłam okno. Choć wychyliłam się najdalej jak mogłam niczego nie dostrzegłam. Sama nie wiem, co chciałam zobaczyć, kogo chciałam ujrzeć. Moje zachowanie rano, tuż po przebudzeniu się wydawało mi się irracjonalne i bardzo głupie. Przyłapałam siebie samą na tym, że żywię się nadzieją, którą dawno powinnam pogrzebać. Po tym nocnym epizodzie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej marzyłam żeby zostać w łóżku. Jednak przeraziły mnie moje myśli. Pomyślałam, że życie jest strasznie męczące i każdy dzień jest tak samo przewidywalny i nudny. Zmusiłam się żeby wstać i zrobić coś, co zmieniłoby tą nostalgię i powolne gaszenie własnego życia. Mam przecież dwadzieścia jeden lat. W przyszłym tygodniu moja siostra wychodzi za mąż, trwają przygotowania, jest tyle do zrobienia. Muszę czymś się zająć. Naszła mnie nagła ochota odwiedzenia kościoła. Nie byłam tam od ponad dwóch lat. Nie miałam Bogu nic do powiedzenia, zawiódł mnie, opuścił. Pewnie jestem rzucona po między tych grzeszników, którzy nigdy nie dostąpią jego łaski. Przez to, że odwróciłam się od niego. Jak mogę w Niego wierzyć, kiedy, straciłam to, co miałam w życiu najcenniejsze. To prawda, człowiek docenia, to, co ma dopiero, gdy to straci. Łzy napływają mi do oczu. Siedzę przy biurku w moim pokoju i patrzę na nasze wspólne zdjęcie. Zrobił je mój brat, podczas urodzin mamy w naszym ogrodzie. Siedzimy na huśtawce, we włosy mam wetknięty żółty tulipan. Ja w kwiecistej sukience i on, w luźnych rybaczkach i białej koszulce. Uśmiechamy się, obejmuje mnie ramieniem a ja przytulam swój policzek do jego. Ocieram łzę. Moi rodzice zachowali się w tedy naprawdę grzecznie. Nie zgrywali ważniaków, ludzi lepszych i zamożniejszych. Potraktowali go jak członka rodziny. Mam była przemiła, częstowała go rozmaitościami, zachęcała do rozmowy. Ojciec jej w tym nie ustępował. Wieczorem, gdy wszyscy rozeszli się do domów, mama wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do altany w ogrodzie. - Jesteś z nim szczęśliwa córeczko?- zapytała a jej głos dziwnie się łamał - Tak mamusiu, jestem szczęśliwa, tak bardzo jak może być szczęśliwy człowiek, który docenia życie i to, co mu podarował los- odpowiedziałam zgodnie z tym, co czułam - Wiesz, że człowiek doznający tak ogromnego szczęścia, może doznać równie mocnej rozpaczy? - Wiem, ale nie myślę tak o tym. Jestem z nim teraz i kocham go całym swoim sercem, żyję teraźniejszością a przyszłość pozostawiam nietkniętą moimi rozmyślaniami. Ten czas kształtuje naszą przyszłość, tu i teraz dyktujemy warunki przyszłości. - Nie ty sama, w tym przypadku decydujesz o przyszłości. Co będzie, jeśli pozna kogoś innego, jeśli się zakocha w kimś innym?- jej pytanie mnie zabolało, choć wiedziałam, że robi to z troski to jednak sprawiła mi przykrość. - Uważasz, że jestem mało atrakcyjna, że nie jestem dość dobra żeby być kochana, żeby mnie kochał do końca życia? - Ależ kochanie, nie to miałam na myśli, ja po prostu... - Nie mogę mu obiecać dozgonnej miłości tak samo jak on nie może obiecać mi tego. Nie wiem czy nie pojawi się w moim życiu ktoś, kogo pokocham mocnej, z kim naprawdę będę chciała być, tak samo on może poznać kobietę, która będzie wspanialsza. To boli, takie myśli osłabiają, dlatego unikam ich, ale pozwolę mu odejść, jeśli ktoś taki pojawi się w jego życiu, bo wiem, że on też pozwoliłby mi na to. Na tym mamo polega miłość, na stawianiu potrzeb kochanej osoby ponad swoimi, umożliwienie jej bycia szczęśliwą, ty też mi na to pozwól- powiedziałam zupełnie już rozbita przytuliłam się do matki, która gładziła moje włosy próbując mnie uspokoić. To było tak dawno temu, byłam inną osobą. W tedy wszystko było takie proste, wystarczyło mi do życia powietrze i jego obecność, myśl, że jest. Przy nim pokochałam nawet deszcz. Kiedy tulił mnie mocno, wzbierała we mnie siła, którą mogłabym pokonać wszelkie przeciwności losu, zniszczyć wszelkie zło, nic nie było mi straszne. Teraz nie ma we mnie nic z dawnej siły, nic nie ma z tej dziewczyny, która z uśmiechem witała nowy dzień. Jestem jej cieniem, nim wyjdę z pokoju kolejny raz przećwiczę swoją rolę. Będę udawała, że wszystko jest w najlepszym porządku, że zapomniałam. Umiejętnie będę unikać spojrzenia im w oczy, aby nie wyczytali w nich to, co staram się ukryć. Straciłam nadzieję, jestem słaba i walczyć nie mam, o co. Gdyby tak ktoś umiał uzdrowić moją duszę, gdyby miał ktoś siłę pokonania we mnie tych barier tęsknoty i poczucia winy. Gdyby ktoś wziął cały mój smutek i zamienił go w radość, gdyby zdmuchnął czarne myśli, wróciłabym do żywych. Pora przemknąć przez kolejny dzień, otwieram drzwi i wychodzę z pokoju. Na korytarzu panuje zamęt, ojciec biega z źle zapiętą koszulą i niezawiązanym krawatem, matka wynosi z pokoju zamienionego na składzik kartonowe pudła i graty, które tam upchaliśmy. Z dołu słychać ożywione głosy. Moja siostra, jej przyszły mąż i jeszcze ktoś dyskutują na temat podróży poślubnej. - Dlaczego wynosisz mamo te pudła?- pytam zupełnie zdezorientowana w sytuacji - Przez jakiś czas zamieszka u nas kuzyn Janka- szepcze mama konspiracyjnie. Wspaniale! Myślę sobie, obcy pod dachem jakby nie było mi dość tych, z którymi mieszkam od zawsze, nie znaczy to, że ich nie kocham, tylko, że ja mam dość udawania miłej, uprzejmej i w ogóle zadowolonej z życia. - Pomóc ci?- pytam, ale mama kręci przecząco głową - Lepiej zejdź na dół i poznaj tego chłopaka- mówi - Niby, po co?!- odpowiadam nieco za ostro. Mama patrzy na mnie badawczo z lekkim niepokojem. - Przepraszam, wstałam lewą nogą, nie wyspałam się - tłumaczę się żeby tylko nie zadawała dodatkowych pytań. Kiedy wraca do sprzątania, ja posłusznie schodzę do kuchni. U dołu schodów
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil NotAngel16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…