Wysłannik
Myślisz, że to koniec? Być może będzie to dopiero początek... Być może trafisz po śmierci na bezwzględnego Angelusa... Módl się, by tak się nie stało...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jeżeli w pięknym i szczęśliwym związku wasza żona niespodziewanie przerwie telefoniczną rozmowę, oznaczać to będzie, że cos jest nie tak. Właśnie tak to było w moim przypadku. Jestem tego wręcz podręcznikowym przykładem. W piątkowy wieczór, tuż po wyjeździe z pracy postanowiłem zadzwonić do mojej żony. Wszedłem do auta by lepiej ją słyszeć, po czym wystukałem na klawiaturze numer. Po chwili odebrała. - Tak, słucham? – usłyszałem słodki głosik Marty. - Cześć kochanie. Dziś będę trochę wcześniej. Może pojedziemy gdzieś na kolację? Dawno nigdzie razem nie byliśmy. - Dobrze – ucieszyła się. - Będę za kilkanaście minut. W tym momencie usłyszałem huk. Podniosłem głos. – Marta! Słyszysz mnie?!? Co się stało? – nikt nie odpowiedział. Ruszyłem więc czym prędzej. Nie zważałem na czerwone światła i zakazy. To była moja żona. Minuty mijały jak godziny. Zatrzymałem się przed domem i wyłączyłem silnik samochodu. W sypialni paliło się światło. Otworzyłem furtkę i zdziwiło mnie, że pies, Max, nie przybiegł jak zwykle mnie przywitać. Wszedłem do domu i wpadłem do sypialni. Widok, który ujrzałem wstrząsnął mną. Marta leżała na łóżku z rozpiętą koszulą i podwiniętą spódniczką a pościel przesiąknięta była szkarłatem. Mój świat się zawalił. Podszedłem do jej bezwładnego ciała, sprawdziłem puls - nie żyła. Przytuliłem ją. Chciałem umrzeć. Nie obchodziło mnie już nic więcej. Śmierć, tylko o niej wciąż myślałem. Zadzwoniłem na pogotowie i wezwałem pomoc. Po odłożeniu słuchawki poszedłem do łazienki i napuściłem do wanny wody. Rozebrałem się i wszedłem do środka biorąc do ręki żyletkę. Płakałem. Jednym machnięciem ręki podciąłem sobie żyły. Woda, na którą patrzyłem zawirowała. Po chwili straciłem przytomność. Stałem w ciemnym korytarzu. Przede mną znajdowały się drzwi. Otworzyłem je, wszedłem do środka i oślepiło mnie białe, jaskrawe światło. Znalazłem się w owalnym pokoju bez okien ani drzwi. Obróciłem się i nie znalazłem wejścia dzięki któremu tu wszedłem. Obróciłem głowę i podskoczyłem ze strachu. Przede mną stał starszy mężczyzna. Twarz pokrywały mu blizny. Ubrany był w czarny garnitur, płaszcz sięgający mu do kostek i kapelusz. W ręku trzymał również czarną laskę z głową czaszki na czubku. - Kim...kim jesteś? – spytałem. - To jest w tym momencie nie istotne, Kamilu Baczyński. – odpowiedział – umarłeś a ja cię wykorzystam. Każdy bowiem, kto popełnia samobójstwo trafia do mnie, Angelusa Delitora. - Co to oznacza? Pytam, kim jesteś? – Przeraziłem się. Nie byłem osobą wierzącą. Według mnie po śmierci niczego nie ma, nie istnieje także przeznaczenie. To my sami jesteśmy odpowiedzialni za swe czyny i to my ponosimy za nie konsekwencje. Fakt, że znalazłem się w tym miejscu po prostu mną wstrząsnął. - Zamknij się – warknął – i słuchaj. Nie zasłużyłeś na Raj ani Piekło. To co zrobiłeś było haniebne. Świat nie kończy się na jednej panience. – uśmiechnął się – Musisz wykonać dla mnie zadanie, będziesz moim Wysłannikiem. I nie obchodzi mnie to, czy się zgadzasz. Jeśli dobrze wywiążesz się z powierzonego ci zadania pomyślę o wiecznym odpoczynku dla ciebie. Nie miałem w takiej sytuacji wyjścia, musiałem się zgodzić. Facet był przerażający a blizny dodawały jego twarzy wyraz okrucieństwa. Moje życie legło w gruzach, co więc miałem do stracenia? – Nic. - Dobrze – odpowiedziałem – Co mam robić? - Ześle cię znów na Ziemię. Obudzisz się w klasztorze. Na placu znajdziesz szopę. W niej będzie przygotowane dla ciebie ubranie i sprzęt potrzebny ci do wykonania misji. Pamiętaj, będę cię obserwował a stawka jest ogromna. - Ale... – zacząłem lecz nie skończyłem. - Zamilcz. – Powiedział spokojny tonem, co szczerze mówiąc trochę mnie przeraziło. – Twoim celem będzie Prezydent Polski, Kazimierz Podolski. Znajdź, oceń sytuację i zabij. „Zabić Prezydenta” – Tylko to zaprzątało mi głowę. Z początku przeraziłem się, ale po krótkim namyśle stwierdziłem, że i tak dupka nie lubiłem. - Dobrze, zrobię to. – odparłem – Lecz co z ochroną? Będzie ich tam wielu. Zabiją mnie. - Nie mogą cię zabić, a kto stanie na twojej drodze ma zostać zabity. Zrozumiano? A i jeszcze jedno. Takie małe ostrzeżenie. Nie można cię zabić, ale kula przeszywająca twe ciało sparaliżuje cię większym bólem niż ludzi. - Zapamiętam. Jak dostanę się na Ziemię? Po wypowiedzeniu tych słów ujrzałem ponownie ciemność. Ocknąłem się po kilku sekundach, minutach może godzinach lub dniach. Sam już nie wiem. Leżałem na polówce przykryty starym kocem. Wstałem i zobaczyłem, że jestem nagi lecz nie czułem wstydu. Wyjrzałem przez okno. Widok za wspaniały nie był. Zainteresowała mnie komórka na placu. To właśnie tam miałem się udać. Spojrzałem na swe ręce myśląc, iż ujrzę ślady po przecięciach żyletką. Myliłem się. Żadnych śladów nie było. Jak to możliwe? Blizny, i to na dodatek tak głębokie, nie mogą od tak sobie zniknąć... Po wyjściu na plac udałem się do wskazanego mi przez tajemniczego Angelusa domku. Drzwi były uchylone więc otworzyłem je na oścież. Na wieszaku wisiał czarny garnitur a na stole czarna koszula i biały krawat. Ubrałem się i rozejrzałem wokoło. Pod stołem leżała torba. Wziąłem ją do ręki, była dość ciężka. Rozpiąłem zamek u ujrzałem karabin typu M16, i dwa Glocki. Zamknąłem torbę. W rogu zobaczyłem również srebrną walizkę. Otworzyłem ją a w środku leżała snajperka - Heckler&Koch PSG1. Czytałem kiedyś o nich, ale nigdy nie miałem z nimi do czynienia. Wziąłem do jednej ręki torbę a do drugiej walizkę i wyszedłem. Był piękny słoneczny dzień. W kieszeni garnituru znalazłem sporo gotówki a że byłem w stolicy postanowiłem zamieszkać przez jakiś czas w hotelu. Pokój był mały. Sypialnia, łazienka z toaletą i prysznicem. Przez okno przedzierały się promienie słoneczne. Włączyłem telewizor. W wiadomościach usłyszałem wiadomości, że Prezydent ma odwiedzić pojutrze pobliskie więzienie. To była świetna okazja by wypełnić powierzoną mi misję. Śniadanie zjadłem w pobliskim barze. Gdy czytałem w spokoju gazetę podeszła do mnie piękna, młoda kelnerka. Była szczupłą, zgrabną blondynką o zielonych oczach. Przykro mi to mówić ale od razu zapomniałem o mej świętej pamięci żonie. Po złożeniu zamówienia zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zdążyłem zaprosić ją nawet na kolację. Nie często w końcu spotyka się taką piękność. Poszedłem do toalety a gdy wróciłem na moim stole leżała koperta. Otworzyłem ją i przeczytałem krótki w treść liścik.
Czeka na ciebie miła niespodzianka w hotelu. A w pokoju znajdziesz zastrzyki z chloroformem. Mogą ci się przydać. AD.
Miła niespodzianka? Nie miałem pojęcia o co w tym chodzi do czasu gdy przekroczyłem próg wejścia do hotelu. Podsłuchałem rozmowę dwóch dość młodych mężczyzn. Rozmawiali o jakiejś kobiecie, którą ktoś zabił... Tak, to któryś z nich ją zabił. Drugi zaś ostrzegał go przed policją. Ponoć znaleźli cos w domu ofiary. Napomniał również o jej mężu... popełnił samobójstwo podrzynając sobie żyły. Zamurowało mnie. Oni rozmawiali o mojej żonie! Popędziłem do pokoju, wyjąłem z torby dwa glocki i schowałem je do kabury, którą wcześniej nabyłem. Zamknąłem drzwi i popędziłem jak najszybciej do wyjścia. Udało mi się zdążyć w samą porę bo dwaj nieznajomi właśnie wychodzili. Rozdzielili się. Poszedłem za zabójcą mojej Marty. Skręcił w boczną uliczkę. Byłem tam tylko ja i on. Wkręciłem do kolby tłumik by nie przybiegł tu ktoś niechciany ani nikt nie wezwał glin. - Stój! – krzyknąłem. Przepełniała mnie złość i wstręt do tej kanalii. - Czego Pan chcesz? – odpowiedział. - Pamiętasz tą kobietę? Tą którą niedawno zgwałciłeś, a później zamordowałeś? - O czym ty mówisz? – w jego głosie dało się wykryć nutkę strachu. - Ty bardzo dobrze wiesz o czym... – pokazałem mu broń. Był przerażony. – To była moja żona... - Niemożliwe. Przecież jej mężulek popełnił samobójstwo... - A jednak tu jestem i...zamilcz! Teraz mi za to zapłacisz. – Strzeliłem w jego nogę. Szarpnęło nią, a mężczyzna upadł na ziemię. Krzyknął z bólu. – Zamknij mordę! – krzyczałem. Strzeliłem w ramię. Leżał bezbronny na ziemi płacząc. - Popieprzyło Cię?!? Zostaw mnie! Nie zabijaj, proszę... – błagał. Byłem już bardzo blisko niego. Pistolet przystawiłem mu do głowy i zauważyłem że zsikał się w gacie. Oferma. Z takiego bliska nie było możliwości, bym spudłował. Strzeliłem między oczy. Krew rozprysła się po ścianie budynku. Stałem nad jego ciałem krótką chwilę po czym schowałem glocka i poszedłem dalej. Muszę się przyznać, że ulżyło mi...i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Agis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…