Z pamiętnika
Kilka dni z mojego życia ……….
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
13-12-1977 rok
Podniosłam oczy z nad książki, zdziwiona widokiem brata i dwóch mundurowych, z karabinami w ręku. - co się dzieje - spytałam, ale jakiś nieopisany strach zaczął ogarniać moje ciało - usiądź, muszę ci coś powiedzieć - brat spojrzał na mnie ze smutkiem, już wiedziałam, to złe wieści - nie, nie usiądę - odparłam, jakby moja postawa mogła coś zmienić - nasz tata nie żyje - wyszeptał - został zamordowany - dodał Poczułam, jak krew odpływa mi do stóp, ugięły się pode mną kolana i gdyby jeden z mundurowych mnie nie przytrzymał, upadłabym na podłogę. - opowiedz mi, co się stało - poprosiłam Po krótkiej rozmowie, brat wraca do koszar, jest w wojsku, jeszcze przed przysięgą wiem, że przyjedzie dopiero na pogrzeb, może już bez tej mundurowej eskorty.
15-12-1977 rok
Mija drugi dzień od tragedii, chodzę jakbym spała, myślę jak to jest możliwe, że w centrum Warszawy w biały dzień, zostaje zamordowany człowiek, oficer wojska polskiego w stopniu pułkownika. Nic nie wiem, nic nie rozumiem, nie mogę dopatrzyć się przyczyny, jak można coś takiego zrobić, jak można…
Wieczorem wróciła mama - blada, wycieńczona, smutna. Spojrzała na mnie wzrokiem tak obolałym, że nie śmiałam o nic zapytać. - usiądź, porozmawiamy, musisz wiedzieć, co się stało - powiedziała
- Kiedy, przyjechałam do Warszawy, taty nie było na stacji mimo, że obiecał na mnie czekać, wiesz on był zawsze słowny, bardzo się zdziwiłam, ale przecież wojsko już nie raz pokrzyżowało nasze plany. Pojechałam taksówką do jego pracy, ale tam nikt nic nie wiedział, powiedzieli mi, że ma wolne i powinien być w domu. Tam też go nie było, już mocno zaniepokojona wróciłam do koszar. Oni już wiedzieli, generał zaprosił mnie do siebie i poinformował o okrutnej śmierci taty. Dziecko oni go zabili, zakatowali, skopali na śmierć.
Mama zaczęła płakać, we mnie coś się zablokowało, przytuliłam ją do siebie i stałam skamieniała, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa.
17-12-1977 rok
Tata przyjechał do domu, jego ciało wystawione zostało w klubie oficerskim, poszłam zobaczyć, czy wszystko jest w porządku, czy jest ubrany jak należy, jak wygląda. Stałam przy trumnie, nadal nic nie rozumiejąc, patrzyłam na mojego tatę, niewiele się zmienił, ale już nie uśmiechnął się na mój widok. Kiedy, tak przyglądałam się jego twarzy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alicja L
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…