Wróć do katalogu

Z pamiętnika niepoprawnej romantyczki

Nieprawdopodobne spotkanie tego jedynego.

CoffeeCat, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Było upalne, sierpniowe lato. Noc- cicha, spokojna i ciepła. Dookoła nieprzenikniona ciemność tylko gwiazdy błyszczały na niebie tysiącami malutkich, złotych żarówek, jakby ktoś w oddali pozapalał tysiąc lampek. Przede mną radośnie trzaskał ogień przechodząc z gałązki na gałązkę spalając je na szary popiół. Leciutki wiatr zdmuchiwał go na trawę. Na szczęście nie groził nam pożar, szarawy pył już się nie tlił. Przyjemne ciepło oplatało mi twarz i delikatnie ją rozświetlało tak, że oczy z całą pewnością były o jeden odcień jaśniejsze, tak zawsze powtarzał On... Siedziałam na ziemi i wsłuchiwałam się w słowa piosenki, która docierała do uszu z radia. Chłopak przed chwilą przeniósł je z wnętrza domku na niewielki taras. Znajdowaliśmy się na działce jego rodziców, małym kwadracie zieleni. Rosły tu drzewa owocowe, krzaczki z porzeczkami i różne inne rośliny, którymi zajmowała się jego mama. Działkę otaczała metalowa siatka a w centrum znajdował się mały, drewniany domek. Był koloru dębu, z bordowymi drzwiami. W kwadratowych oknach wisiały zielone zasłonki w białe groszki. Pod oknami wisiały skrzynki z krwistymi różami. Mogłabym tu zamieszkać. Lubiłam tu przyjeżdżać. Z tym miejscem wiązały się jedne z najszczęśliwszych chwil jakie przeżyłam. Gra w babingtona, frisbee czy gry planszowe. W te cieplejsze dni, takie jak dziś można było popływać w niewielkim, dmuchanym basenie.

Obserwowałam jak ostrzył jeden z końców patyka. Obiecał mi, że zrobi ognisko z prawdziwego zdarzenia. I udało mu się. Byłam szczęśliwa jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Spełnił jedno z moich małych marzeń. Chyba musiał poczuć, że jest obserwowany, bo odwrócił się do mnie szeroko uśmiechając i bezgłośnie powiedział, że zaraz skończy. Mimo, że stał w półmroku doskonale widziałam jego przepiękne, niebieskie oczy. Miały kolor skąpanego w słońcu oceanu. To właśnie one zwróciły moją uwagę, kiedy pierwszy raz wpadliśmy na siebie. Wydaje się jakby zdarzyło się to wiele lat temu a tak naprawdę minął zaledwie rok.

Było to w lipcu ubiegłego roku. Piękne, upalne lato. Jechałam wtedy do mojej ukochanej przyjaciółki Diany. Poznałyśmy się w liceum i od razu zaprzyjaźniłyśmy. Była moją najlepszą przyjaciółką, wszystko robiłyśmy razem i o wszystkim mogłyśmy porozmawiać. Nie miałyśmy przed sobą żadnych tajemnic, zawsze mogłam na nią liczyć, nawet w tych najcięższych sytuacjach. Również jej pierwszej opowiedziałam, jak poznałam swoją pierwszą miłość.

Miałam na sobie wysokie sandałki na koturnie i wysiadając z autobusu musiałam nieszczęśliwe o coś zahaczyć. Zamiast wysiąść z pełną gracją, poleciałam do przodu jak worek ziemniaków. I właśnie naprzeciwko stał On. W ostatniej chwili złapał mnie w swoje ramiona i przytrzymał zanim moja twarz rozkwasiła się na twardym i chłodnym betonie. Tak, to cała ja. Mimo, iż nie byłam nieudacznikiem zawsze przytrafiały mi się ciekawe przygody właśnie takiego typu. Przeszył mnie ogromny ból w kostce, ale przez chwilę to nie to było ważne. Mój wzrok utkwił na twarzy wybawcy. Na jasną twarz ze szczerym i zadziwiająco białym uśmiechem swobodnie opadały kosmyki czarnych jak smoła włosów. Od razu moją uwagę przykuły jego oczy. Były niewiarygodnie niebieskie. Ogarnęło mnie uczucie jakbym wpatrywała się w bezkresny ocean, gdzie niebo oraz woda łączą się niewidzialną nicią. - Mam cię! – Powiedział triumfalnie. – Czy jeśli rzucę tekst w stylu „Myślałem, że anioły spadają z nieba” będzie nie na miejscu? – Na jego anielskiej twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek. Nie potrafiłam wykrztusić ani jednego słowa, moją twarz pokryły szkarłatne plamy a ja zdołałam jedynie uśmiechnąć się niezdarnie. Chłopak postawił mnie na ziemię a ja syknęłam i skrzywiłam się z bólu. Dopiero teraz przypomniałam sobie o mojej kostce i złapałam za nią. Nieznajomy od razu skierował na nią wzrok.

- Nie wygląda dobrze. – Oznajmił. – Bardzo boli? Jak na moje oko jest zwichnięta albo coś. Zdejmij buty. Powoli wykonałam polecenie i o mało nie zawyłam z bólu. To musiało być coś poważniejszego niż tylko zwichnięcie. Nigdy wcześniej nie czułam takiego ostrego bólu.

- Swoją drogą mogłaś założyć jeszcze wyższe buty. – Powiedział z sarkazmem.

- To nie wina butów! – Zaprotestowałam. – Świetnie sobie radzę na wysokich butach tylko o coś zahaczyłam.

- Chyba musi to obejrzeć lekarz. – Odpowiedział po namyśle, nie zwracając uwagi na moje usprawiedliwienie. – Pozwolisz, że zaniosę cię do szpitala? – Nie czekając na odpowiedź wziął mnie na ręce. Zamarłam z zaskoczenia, ale on tylko się roześmiał i powiedział, że wszystko będzie dobrze.

Jak obiecał tak zaniósł mnie prosto do szpitala o…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych