Zabić Davida Aamesa
"Autorzy kryminałów często przyznają, że napisali daną powieść, ponieważ tylko w ten sposób można kogoś zabić i nie ponieść prawnych konsekwencji tego czynu..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Przed tym z pewnością zainteresował bym się taką kobietą jak ty. Jesteś atrakcyjna. Tak sądzę. Może nawet poczułbym do ciebie coś więcej. Niestety. W tych okolicznościach jest to niemożliwe. Ja nic nie czuję, pożądania, obrzydzenia, żalu, smutku, ani miłości. Już nie pamiętam też jakie towarzyszą tym doznaniom emocje. Wiem, że ty jesteś dobrą przyjaciółką, dobrym człowiekiem. Jako jedyna mnie nie opuszczasz, nie brzydzisz się mną i nie boisz. Jestem ci za to niezmiernie wdzięczny, ale odwzajemnić ci się mogę tylko poprzez zapewnienie bezpieczeństwa i spokoju. Następnie, po krótkiej chwili milczenia przytulił ją mocno do siebie. Poczuła bijące od niego nieprzyjemne, bolesne zimno. Chciała jednak pozostać w tym uścisku przez wieczność. Jego ciało zaczęło drżeć, więc odsunął ją od siebie. Zrobił kilka kroków do tyłu, uniósł rękę w geście pożegnania, odwrócił się i odszedł. Została sama na pogrążonym w półmroku wiadukcie. Był środek nocy, jedna z mniej przyjemnych dzielnic miasta, ale ona nie bała się. Wiedziała, że jej opiekun nieustannie nad nią czuwa, nawet gdy nic nie wskazuje na jego obecność w pobliżu. Mając tą pewność z jak najbardziej naturalnym spokojem ruszyła w kierunku domu. Szła teraz zupełnie pustą, oświetloną latarniami, neonami i światłem wystaw sklepowych ulicą. Odgłos jej kroków odbijał się głośnym echem wśród ciszy tego niemalże wymarłego miasta. Zdawała sobie doskonale sprawę z zagrożenia jakie czyha na samotnie wędrującą w nocy kobietę, ale była spokojna. Mijała właśnie ciemny wylot prostopadle skierowanej uliczki, gdy wyskoczył z niej zakapturzony mężczyzna. Dopadł ją, chwycił z tyłu i zaczął grozić nożem. Chwilę potem padł powalony na ziemię. Krótki czas duży kłąb miotał się na betonowych płytkach chodnika, poczym zamarł. Jakaś głowa uniosła się, a twarz skierowała w stronę kobiety. Ta rozpoznała dzięki temu swego wybawcę. Natomiast w jego oczach dostrzegła zmęczenie i wielką udrękę oraz pragnienie końca. Skinął głową na znak, aby ruszała bezpiecznie dalej. Uczyniła to posłusznie zostawiając za sobą opiekuna i napastnika. Nawet nie wiedziała czy ów ostatni jeszcze żyje. Nie obchodziło jej to teraz. Przez całą dalszą drogę nie myślała o niczym. Z tego stanu, jakby półsnu ocknęła się niespodziewanie dopiero przed kamienicą, w której mieszkała. W bramie wybrała wejście do prawego skrzydła domu. Na zrujnowanych schodach było ciemno, ale na piętrze, gdzie znajdowało się jej mieszkanie paliło się światło. „Ktoś ma gości”- pomyślała i to była pierwsza jej myśl od rozstania się z nim dzisiejszej nocy. Dotarła do swoich drzwi i włożyła klucz do zamka. Poczuła opór, więc z niepokojem nacisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły. Pchnęła je delikatnie. - Co ty tu robisz o tej porze, James? – powiedziała stanowczym tonem, zamykając w tym samym czasie drzwi. - Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale to jest głupie pytanie – odparł wysoki blondyn po trzydziestce, stojący między stołem a oknem. – Przypominam ci, gdybyś naprawdę zapomniała, że wiele razy coś tu robiłem o tej porze. O to samo mógłbym ciebie zapytać, a raczej dlaczego teraz dopiero wracasz do domu? - Nie muszę się przed tobą tłumaczyć – odpowiedziała – To moje mieszkanie i wracam do niego kiedy sama tego chcę. - Może powinnaś – przerwał jej ostro – Jesteś moją narzeczoną i nie życzę sobie, abyś spotykała się z kimś na boku! Popatrzyła na niego z wyrzutem, ale nic nie powiedziała. Brakło jej słów. Nie chciała znowu poruszać tego tematu. Doktor Sarman cierpiał bowiem na „kompleks Otella”. Każda jej rozmowa, spojrzenie z innym mężczyzną kończyła się zawsze awanturą. Chciał ją mieć tylko na własność, albo zależało mu tylko na tych chwilach godzenia się. Nie łączyło ich coś takiego jak miłość. Na początku było im ze sobą dobrze, teraz jednak oboje odczuwali znużenie. On reagował zazdrością. W tych chwilach potrafił z miłego, spokojnego lekarza zmienić się w bestię. - Z kim byłaś tym razem! – ryknął. Ona nie chciała już się bronić, tłumaczyć, kłócić, ani tego słuchać. Wyszła do kuchni. On poszedł za nią, rzucając jeszcze mocniejsze obelgi. Nie dostrzegając w niej najmniejszej reakcji, zakłopotany niecierpliwie opuścił pomieszczenie. Chwilę później usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Nareszcie spokój. W końcu miała go z głowy. Teraz wszystkie emocje nagromadzone dzisiejszej nocy wyszły z niej. Znużona nimi wróciła do pokoju. Opadła na łóżko i zasnęła od razu. Śniła, że James wrócił. Przepraszał za słowa, za zazdrość. Przyrzekał, że to już więcej się nie powtórzy. Znowu. Później czuła jak wypełnia ją rozkosz. Cala drżała. Nie chciała czuć nic innego. Stopniowo dochodziły coraz to nowe doznania. Gorące pocałunki przemieszczały się coraz wyżej po jej ciele. Paradoksalnie lodowaty dreszcz przeszedł po brzuchu i podążył poprzez piersi, szyję, aż po usta. W tej samej chwili wypełnił ją. Otworzyła oczy. Tylko to nie był już James. Tak, miała przed sobą tą twarz, której zawsze najbardziej pożądała. Czy doznała wtedy szczęścia?
Szedł ciemną ulicą. Latarnie na niej nie paliły się tak jasnym światłem jakim powinny. Odkłonił się kilku podchmielonym postaciom z bramy. Znał ich. Nigdy wcześniej by nie przypuszczał, że kiedykolwiek odezwie się do takich ludzi. Nie dopuszczał nawet takiej myśli. On, student i przyszły przedstawiciel klasy średniej (a na pewno powinien się stać tym ostatnim, to jest przesądzone z góry, w gwiazdach zapisane) miałby obracać się wśród takich mętów. Życie dopisuje czasem dziwne epizody. Życie? W następnym budynku, od frontu znajdowało się zejście. Pokonał te kilka schodów w dół i stanął przed brudnymi, grubymi, stalowymi drzwiami. Zapukał. Szybko otworzył je gruby bramkarz. Przywitali się jak starzy, dobrzy kumple. W środku cicho brzmiała muzyka – stare, największe szlagiery popkultury. Przy barze i stolikach kilku stałych bywalców raczyło się którymś z kolei piwem. Spoglądali zmęczonym wzrokiem w kierunku niewielkiej platformy, na której nie zbyt zgrabna striptizerka próbowała tańczyć przy rurze. Nowoprzybyły klient opadł na krzesło przy jedynym pustym w barze stolikiem. Teraz dopiero poczuł szum upojenia w głowie. Nie lubił tego baru. Piwo mieli najgorsze w mieście, na porządne tancerki nie było ich stać. Jemu to jednak nie przeszkadzało. Przychodził tu, bo miał stąd najbliżej do domu. Mógł siedzieć tu najdłużej i wyjść na krótko przed świtem. Dzięki temu nie musiał towarzyszyć samotności w swoim mieszkaniu. Samotność – miał tylko dwa sposoby na uniknięcie z nią spotkania: ten bar i ta, która skazała go na taką męczarnię. Okazała się jego jedyną przyjaciółką i ewentualna towarzyszką. Życie dopisuje czasem dziwne epizody. Życie? Nienawidził by jej jednak, gdyby tylko pamiętał uczucie nienawiści. Chciał jej unikać. Wybrał więc bar. Piwa i tak nigdy nie pił, zamawiał tylko w obawie przed wyrzuceniem stąd. Kobiety też go już od długiego czasu nie bawiły. W głowie mu wciąż szumiało, ale on cieszył się, że czuje chociaż tą jedną oznakę życia. Bał się tylko zbliżającej się utraty przytomności. Przez to może nie zdążyć do mieszkania przed świtem. Nie zemdlał jednak. Wkrótce zjawił się przy nim barman. - Się masz, stary – zaczął…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MacFly
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…