Zaczarowany Kuferek - Część VI
Aslynn i Rachelka znów w podróży - tym razem tropem wrogów hafciarzy. Czy uda im się przeniknąć w szeregi przeciwników i odkryć ich plany?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-= 10 =- Ścieżki Zjadaczy Nici
-Nie miałam pojęcia, że jest ich aż tak dużo. -Masz pomysł, jak dostać się w ten tłum, żeby nie zauważyli? - zapytała szeptem Aslynn, spoglądając niepewnie na Rachelkę leżącą tuż obok niej na pokrytym mulinową trawą zboczu. Znajdowały się w północnej części wielkiego wąwozu, którym nieco wcześniej podróżowały w towarzystwie Jagodzianki. Aslynn nie spodobało się to miejsce - pełne poszarpanych krawędzi i stromych urwisk - nawet jeżeli była to tylko mulinowa imitacja. Na sam widok dziewczynie przechodziły dreszcze po plecach. Miały niesamowite szczęście trafiając na tą maleńką wysepkę wysokich traw pośród szarożółtej jednostajnej płaszczyzny nagich skał - panna Foreignet pomyślała nawet, że twórca tego zakątka musiał mieć niezły humor, przyczepiając ten mulinowy gąszcz akurat w tak niedostępnym miejscu - niemniej punkt ten okazał się idealny do obserwowania zbierających się w okolicy Zjadaczy Nici. To tutaj szarobure masy podróżników wylewały się z różnych zakątków wielkiego wąwozu i łącząc w jedną grupę podążały drogą kierującą się stromymi progami ku widocznym na horyzoncie skalistym górom. Żeby dowiedzieć się, gdzie kończy się wędrówka Zjadaczy Nici, Aslynn i Rachelka musiałyby wtopić się w wyblakły tłum. Nie powinno być to trudne, zważywszy na obecny wygląd podróżniczek. Zawsze pozostawało jednak jakieś "ale" do rozważenia. Aslynn syknęła, gdy rudy kotek otarł się przymilnie o jej ramię i zaczął łasić, prosząc o pieszczotę. Ostrożnie podrapała Figla między uszami, uważając, by jak najmniej dotykać jego futerka. W ciągu ostatnich kilku godzin - a może dni? Do licha, jak liczyć czas w tym przeklętym Kuferkowie? - sam kontakt z mruczącym pupilkiem był prawdziwą torturą dla dziewczyny. Futro rudzielca drapało niemiłosiernie niczym kolce jeża, a często po tym na dłoniach Aslynn pojawiały się szkaradne, podłużne zadrapania zupełnie podobne do tych, które widziała u Lionela. Rany potem długo ją piekły i nawet ignorowanie myśli o tym nie pomagało w ograniczeniu bólu. Towarzysząca jej Rachelka stwierdziła, że zmiany w dziewczynie następują niezmiernie szybko i tłumaczyła to obecnością mruczka, z którym Aslynn ani myślała się rozstawać. -Chyba wszystko już ustaliłyśmy i nie ma co zwlekać. Ruszamy? Wyblakła kobieta chwilę zastanawiała się nad pytaniem panny Foreignet i szybko zerknęła przez ramię na Strażniczkę Piwonię, ich nową przewodniczkę. -Myślę, że byłoby dobrze zostawić tutaj twojego kota. Jego obecność może nas zdradzić - mruknęła w końcu. -Wiesz, że nie mogę tego zrobić. Gdyby coś stało się Figlowi... - Aslynn nie dokończyła. Jak mogłaby wtedy spojrzeć babci Helenie w oczy i powiedzieć, że zostawiła jej ulubione i jakże irytujące kocisko gdzieś w utkanym z nici Kuferkowie? Zresztą po powrocie na pewno wypyta staruszkę o znaleziony na strychu kuferek i jego niezwykłe właściwości. A co jej tam. Takie niebezpieczne zabawki powinny być odpowiednio oznakowane, chociaż wtedy zapewne Aslynn też nie omieszkałaby do niego zajrzeć - z czystej ciekawości, czy przekory. -Mogłabyś zostawić go pod opieką Piwonii do naszego powrotu. Hafciarka na pewno nie zrobi mu żadnej krzywdy - argumentowała Rachelka. -Pod warunkiem, że będziemy chciały wrócić - syknęła Aslynn, spoglądając z ukosa na Strażniczkę, która z bardzo znudzoną już miną spoglądała na szeregi Zjadaczy Nici sunące dołem wąwozu. -Co masz na myśli? -Jesteś pewna, że możemy ufać hafciarzom? - Aslynn odpowiedziała pytaniem na pytanie. -Nie uważasz chyba, że Kuferkowa Pani wystawiłaby nas do wiatru. Wygląda na uczciwą osobę. -Wygląda... Ale my jesteśmy, no prawie jesteśmy Zjadaczkami Nici. Skąd mamy wiedzieć, że po tej szpiegowskiej robocie nie zmieni zdania? Dobrze wiesz, Rachel, że nie zostało nam zbyt wiele czasu, a ja bardzo chcę wrócić. Wolę mieć w zapasie plan B. -Plan B? Aslynn popatrzyła na Rachelkę jak na kogoś wyjątkowo tępego i wywróciła z irytacją oczyma. -Zjadacze Nici podobno mają Księgę Wzorów Jagodzianki. Przynajmniej ona twierdzi, że ją jej zabrali. A skoro już wpadniemy do nich z wizytą, może warto by przy okazji wyczaić, co zrobili z tą książką - dziewczyna rozpoczęła konspiracyjnie. - Chyba nie muszę ci mówić, jaka to dla nas szansa... A zawsze możemy coś wynegocjować u hafciarzy, którzy na pewno będą chcieli odzyskać Księgę Wzorów. -Sprytne - Rachelka potarła brodę, namyślając się nad czymś. - Nie przyszło mi to do głowy. Aslynn tylko się uśmiechnęła. W końcu RPG-i do czegoś zaczynają się przydawać, pomimo tych wszystkich narzekań, które ciągle słyszała od mamy - o szkodliwości dla zdrowia, a zwłaszcza psychiki jej jedynej córki (o kieszonkowym już nie wspominając). Bogatsza o całe morze intryg i ciętych ripost żywcem wziętych z kolejnych scenariuszy gier, dziewczyna w końcu postanowiła zrobić użytek z tej wiedzy. Pozostał jeszcze problem, co zrobić z Figielkiem, gdyż zostawianie go pod opieką Piwonii nie wchodziło w grę. Rudzielec za bardzo rzucał się w oczy i Aslynn mogłaby go przemycić do obozowiska Zjadaczy Nici jedynie w jakiejś torbie. Właściwie, czemu nie? Z tego, co zauważyła, niektórzy z maszerujących dołem wąwozu targali na plecach różne worki, a więc podobna rzecz w rękach panny Foreignet nie powinna wywołać zbyt wielkiego zainteresowania. Prawie idealną torbę do zamyślanego przez dziewczynę celu posiadała Piwonia. Przedmiot utkany był z ciemnych, szarawych splotów przechodzących w brunatne pasy i łączących się w jedno długie ucho do przerzucenia przez ramię. -Strażniczko Piwoniu - zaczęła niepewnie Aslynn - czy mogłabym pożyczyć od pani torbę? Kobieta krzywo łypnęła na pytającą. -Moją torbę? Po co? - zapytała podejrzliwie. -Na mojego kota - wypaliła dziewczyna. -Wykluczone. Masz zamiar udusić to biedne zwierzę? - Piwonia prawie krzyknęła z oburzenia, lecz w ostatnim momencie powstrzymała się, przypominając sobie o całej armii Zjadaczy Nici wędrującej poniżej wąwozem. -Bez kota nigdzie się nie ruszam, a przecież nie będę z nim paradować, wywołując w tym tłumie zbędną panikę - Aslynn wzruszyła ramionami. - Oddam, jak wrócę. -No dobrze - westchnęła Piwonia. - Ale jak zniszczysz moją torbę... -To dostanie pani nową - obiecała szybko dziewczyna, w myślach dodając kilka epitetów o materialistach i łącząc je z jakimś rpgowskim przekleństwem. Figiel bez protestów nie miał zamiaru dać się upchać w torbie, kiedy jednak Aslynn zasunęła suwak, rudemu kotu pozostało jedynie żałosne miauczenie z głębi materiałowego więzienia, w którym tak nieoczekiwanie się znalazł. -Do licha! - warknęła panna Foreignet. - Z tym kotem jest więcej kłopotów niż ze ściągą z angola! Kto to widział - miauczący worek! Cicho, grubasie! - syknęła do wnętrza torby, skąd opalizujące, zielone ślepie mruczka spoglądało na nią gniewnie. Rudzielec nawet odważył się pacnąć łapką swoją panią w rękę, pozostawiając cztery krótkie i bolesne szramy po pazurkach. Rachelka i Piwonia spoglądały na dziewczynę z powątpiewaniem w oczach, Aslynn jednak w końcu dopięła swego i Figiel jakimś cudem ucichł. -To dla twojego dobra, ty rudy tłuściochu - dziewczyna syknęła w głąb torby. Gniewne prychnięcie, które w odpowiedzi się stamtąd wydobyło, dobitnie świadczyło o tym, że "rudy tłuścioch" ma zupełnie inne zdanie w tej kwestii.
Pomimo wszystkich ustaleń i planów, najtrudniejszym momentem było dołączenie do wyblakłego szeregu wędrujących Zjadaczy Nici. Gdyby Aslynn i Rachelka nagle wyskoczyły zza skał, mogłoby to wypaść wielce podejrzanie. Szara masa może nie przedstawiała się zbyt inteligentnie, jednak panna Foreignet nie wątpiła, że gdzieś tam w mózgach tych... stworzeń - nie miała odwagi myśleć o nich inaczej, chociaż przy odrobinie pecha ją samą już wkrótce mógł czekać taki los - mogłaby się zaświecić jakaś ostrzegawcza lampka. Nie, musiały wymyślić jakieś inne, mniej efektowne wejście. Pozostawiwszy Piwonię na zielonej wysepce wysokich traw, spiskowczynie rozpoczęły żmudne zejście na dno wąwozu. Kryjąc się w cieniu ogromnych głazów i skalnego rumoszu, wypatrywały okazji, która pozwoliłaby im dołączyć do szarego szeregu. Pomimo takiej ilości wyblakłych postaci od ścian wąwozu odbijało się echem jedynie miarowe szuranie butów na mulinowym podłożu, a i to znacznie tłumiło wszystkie odgłosy. Szare postacie w milczeniu kroczyły naprzód, wpatrzone niezmiennie w plecy swoich poprzedników, i Aslynn przyszło nawet na myśl porównanie do wędrujących lunatyków. Zjadacze Nici bardziej przypominali elitarną, wojskową jednostkę niż zbiorowisko stworzeń, których priorytetem jest zdobywanie i konsumowanie nici. Aslynn, przyklękając za jednym z wielkich głazów z dezorientacją przyglądała się wyblakłym postaciom przemieszczającym się zaledwie na wyciągnięcie ręki. Bała się nawet głośniej odetchnąć, i mocniej zaciskała dłonie na torbie za każdym razem, kiedy Figiel próbował wymiauczeć swoją skargę. Pękaty, brunatny tobołek ciążył dziewczynie na ramieniu. Panna Foreignet solennie sobie obiecała, że kiedy już skończy się ta przygoda, mocno popracuje nad kocią dietą. Koniec z króliczymi deserkami z Whiskasa i kocimi chrupkami! Tuż obok dziewczyny przypadła Rachelka i ścisnęła dłonią jej ramię, zwracając uwagę na koniec szeregu. Tuż za ostatnimi zjadaczowymi maruderami, którzy właśnie wychynęli zza zakrętu, nie było widać kolejnej sunącej kolumny wyblakłych, co dawało podróżniczkom szansę dołączenia do wędrujących. Kiedy ich kryjówkę minęła idąca nieco w tyle grupa, Aslynn i Rachelka wychynęły z cienia wielkiego głazu i szybkim krokiem ruszyły w ślad za Zjadaczami Nici. Uszły całkiem spory kawałek kiedy w końcu zwrócono na nie uwagę. -Żwawiej wyciągajcie nogi - burknął idący tuż przed nimi wyblakły, krzywo zerkając na dwie kobiety. - Do Schronienia zostało jeszcze sporo drogi, a nam na karku siedzą te przeklęte hafciarki! Pomyślałby kto, że od miesięcy nie widziałyście nici na oczy! Aslynn odwzajemniła spojrzenie i mruknęła coś pod nosem, czego Zjadacz Nici najwyraźniej nie dosłyszał. W głowie dziewczyny zakłębiło się od pytań, ale musiała pozostawić je na później. Nagle z jej torby rozległo się przytłumione miauczenie protestującego Figla i grupka wyblakłych zatrzymała się, z niepokojem rozglądając na boki. -Co to było? - zapytał ten, który pierwszy odezwał się do dziewczyn. - Przypominało... kota! -Jeżeli się nie mylę, mówiłeś coś o pościgu - zauważyła szybko Rachelka, a Aslynn poczuła, jak ze zdenerwowania pocą jej się dłonie. Przeklęte kocisko! -Zupełnie jakby ten kot był tuż obok! - dopowiedział drugi z wyblakłych, rozglądając się po otoczeniu. -Pewnie są już niedaleko. Marny nasz los! Musieli jakoś dowiedzieć się o Schronieniu! - zaskrzeczał trzeci z grupki Zjadaczy i nie bacząc na towarzyszy, odwrócił się na pięcie i pognał ku szeregom. Wkrótce znikł w wyblakłym tłumie, wzbudzając powszechny popłoch informacją o nadciągającej armii hafciarzy. Reszta, wraz z Rachelką i Aslynn, pobiegła w ślad za nim, chociaż pannie Foreignet z trudem przyszło pohamowanie ironicznego uśmieszku cisnącego się na usta. Poturbowany Figiel w jej torbie w końcu zaprzestał żałosnego miauczenia, dziewczyna poczuła za to kocie pazurki na udzie, o które przy każdym kroku obijała się brązowa torba i mocniej zacisnęła zęby, teraz już żałując, że jednak nie zostawiła Figla pod opieką Piwonii. Ścieżka, biegnąca dnem wąwozu, powoli wznosiła się, tworząc wielkie, kamienne stopnie, po których wędrujący wspinali się z mozołem. Stare drzewa, porastające zbocza kanionu w tym miejscu, łączyły się ze sobą konarami tworząc przedziwny, zielonkawy tunel wśród skał, oświetlany gdzieniegdzie wewnątrz małymi lampkami. Ponad plecami idących przed Aslynn i Rachelką, w wąskim otworze na końcu przejścia widniały skaliste szczyty ostro wcinające się w niebieską przestrzeń niciowego nieba. Dziewczynie trudno byłoby określić, jak długo szli drzewnym "korytarzem", musieli jednak wejść na znaczną wysokość, a i panna Foreignet szybko się zasapała energiczną wspinaczką, ponaglana przez Rachelkę, próbującą dotrzymać kroku ostatnim szeregom Zjadaczy Nici. Drzewny tunel nagle się skończył i oczom przybyłych ukazała się rozległa dolina, otoczona ze wszystkich stron niemal pionowymi skalnymi ścianami. To, co Aslynn wcześniej wydawało się położonymi w oddali górami, okazało się jeszcze jedną, perfekcyjnie wyszytą imitacją ściśle przylegającą do przeciwległego urwiska i okoloną schodzącymi się w tym miejscu żebrowaniami nieba. W skalnej ścianie przypominającej dziewczynie wejście do krypty, znajdował się szereg różnej wielkości otworów, do złudzenia przypominających wykute w kamieniu potężne wrota, ozdobione kolumnadą, przez które właśnie przechodzili idący przodem Zjadacze Nici, niknąc w nieznanym wnętrzu. Czyżby to było właśnie owo Schronienie? -Idziemy - syknęła Rachelka, ciągnąc ją za rękę. - I zamknij buzię, bo strasznie głupio wyglądasz - dodała, gdy Aslynn skierowała na nią wzrok. -Schronienie Zjadaczy Nici? - zapytała panna Foreignet. -Chyba tak, ale pierwszy raz o nim słyszę. Musiało powstać całkiem niedawno... Aslynn nie musiała dodawać, że przeczuwa nadchodzące kłopoty. Zupełnie nie spodziewała się czegoś takiego. Jeżeli znajdą się w Schronieniu, to czy możliwa będzie wtedy ucieczka? Kilku Zjadaczy Nici wyłamało się z tłumów cisnących się ku wejściu w skalnej ścianie i pokrzykując na maruderki, skoczyło ku drzewnemu tunelowi. Aslynn ze zdziwieniem obserwowała, jak wyblakli z wprawą szarpią strukturę wyszywanej ściany przy tunelu, odrywając całe haftowane płachty, a później równie szybko zaszywają jej części u wylotu przejścia. I to by było na tyle w kwestii powrotu tą drogą - pomyślała smętnie Aslynn.
-= 11 =- W Kamiennym Mieście
Szare masy Zjadaczy Nici porwały ze sobą Rachelkę i Aslynn ku wejściu do Schronienia. Gdyby nie to, że uwaga panny Foreignet zaprzątnięta była pilnowaniem torby z mruczkiem i ochroną stóp przed zdeptaniem ich przez kłębiące się wokoło tłumy, dziewczyna z całą pewnością poświęciłaby się podziwianiu pracy, którą włożono w wykonanie dolinki. Rachelka, trzymając się uparcie pleców towarzyszki, miała w tym względzie nieco więcej swobody, co i rusz zwracając idącej przodem uwagę na jakiś misternie wykonany detal czy łączenie kolorów, które nadawało tutejszym skałom niepokojąco brunatny odcień. Przetykane pomarańczowymi cekinami sploty nici udające wysypaną drobnymi kamieniami ścieżkę chrzęściły pod stopami idących. Zanurzając się w cień przed wejściem do Schronienia, Aslynn spostrzegła stojącego wysoko w górze wyblakłego mężczyznę ubranego w ciemny, granatowy kaftan i długie, czarne spodnie, bacznie obserwującego rzesze w dole. Dziewczynę zastanowiło, że jego ubranie zachowało dawne, żywe kolory, co znacznie musiało wyróżniać go z tłumu. Pomimo, że sama nie uległa jeszcze do końca przemianie, na jej dresowych spodniach i wytartym sweterku ciężko byłoby dostrzec dawny, brzoskwiniowy czy zielony odcień, teraz zastąpiony przez wyblakłą szarość. Kiedy wzrok mężczyzny na dłużej spoczął na dziewczynie, Aslynn czym prędzej opuściła głowę, niezmiernie zajęta lustrowaniem swoich trampek. -Widziałaś tego gościa na półce nad wejściem? - odważyła się zapytać Rachelkę, gdy już weszły w długi, czarny tunel, który otworzył się przed nimi po przekroczeniu misternie plecionych wrót w skale. Jej towarzyszka potrząsnęła głową w zaprzeczeniu. Zbyt zajęta była przyglądaniem się okolicy i ocenianiem detali. -Pewnie jeszcze nieraz go zobaczymy, to mi go pokażesz - dodała, wzruszając ramionami. -Trudno go nie zauważyć - sarknęła Aslynn. - Facet paraduje w granatowym kaftanie. Oczy Rachelki zrobiły się wielkie niczym spodki na tę uwagę, lecz kobieta nie zdążyła już nic więcej powiedzieć, gdyż właśnie w tym momencie ciemny tunel się skończył, a idący nim wyszli na rozległą przestrzeń przypominającą wyglądem ogromną jaskinię. Aslynn niemal dech zaparło w piersiach na ten widok. Tuż przed nią, za głęboką przepaścią, przez którą przerzucono dwa misternie plecione mosty, wznosiła się brunatna skała pocięta prostokątami tarasów, liniami wytłoczonych w niciowym kamieniu schodów i upstrzona tysiącami światełek nadających tej przestrzeni żywego, pomarańczowego blasku. Wysoko w górze z najwyższych tarasów ciągnęły się kolejne kładki spinające delikatnymi łukami wykute tarasy przy przeciwległych ścianach. Przy niektórych z nich, niczym przyklejone, wznosiły się okrągłe, plecione podesty z altanami lub owalne wieżyczki o podłużnych oknach. Z wielu tarasów zwieszały się zielone girlandy przypominające paprocie i różnorakie bluszcze. Czasem te niciowe formacje przypominały wystające z ziemi blade korzenie potężnych drzew. Mosty i przejścia prowadziły dalej w czarną głąb jaskiń do podobnych, wykutych w skale przestrzeni i domków. Zdawały się nie mieć końca, a blask małych lampek oświetlających to miejsce ledwie przebijał się przez półmrok, znacząc drogę milionami nieruchomych, jasnych punkcików - niczym gwiazdy na nocnym niebie. Stłoczone na tarasach i mostach szare masy w milczeniu przyglądały się nowo przybyłym kierującym się w głąb tego kamiennego miasta i od skalnych ścian echem odbijało się jedynie szuranie tysięcy butów. Aslynn, zapatrzona w wyblakłe twarze, syknęła odbijając się od pleców idącego przed nią Zjadacza Nici, gdy ten nagle się zatrzymał. Na ścieżce prowadzącej do mostów nad przepaścią utworzył się znaczny korek i znajdujący się na przedzie pochodu zaczęli coś między sobą powarkiwać. -Niesamowite - westchnęła tuż za nią Rachelka i dziewczyna zdała sobie sprawę, że kobieta przygląda się plecionym altanom wysoko w górze. - Zupełnie jak Wiklinowa Kaskada - dodała w zamyśleniu, a widząc pytające spojrzenie panny Foreignet, uzupełniła: - Widziałam niedawno tę siedzibę hafciarek. Jest położona nad wielkim, cekinowym wodospadem i najniżej położone altanki są wplecione w skalne progi, po których spływa woda. Piękne miejsce... Lionel mi je pokazał. -Chyba zwiedziłaś sporo Kuferkowa - zauważyła z przekąsem Aslynn. -Nie tyle, ile bym chciała. Ale i tak tęsknię do normalnego świata - westchnęła Rachelka. Znajdujący się przed Aslynn wyblakli zaczęli wykrzykiwać ponaglenia do maruderów przy moście. Dziewczyna czuła napór podążających za nią mas i mocniej zacisnęła dłonie na torbie z Figlem w środku, by kotu przypadkiem nie przyszło do głowy miauczenie. Dziewczyna wolała nie być świadkiem paniki i tak już rozjuszonych Zjadaczy Nici, którzy najpewniej by ją w tym przypadku zadeptali. Nagłe pojawienie się przy pomoście mężczyzny w granatowym kaftanie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carys
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…