Wróć do katalogu

Zacznę od smutku

Bardzo stare opowiadanie, jednak mam do niego sentyment z dziwnych, niewytłumaczalnych powodów.Pierwsze, które tutaj publikuje. Do tej pory panicznie bałam się krytyki, teraz w końcu postanowiłam zaznajomić się ze strachem i uczynić go mniej ważnym w

Freiiya, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zacznę od smutku. SMUTEK: Tak wiele wydarzeń jest zaplanowanych dla nas po to, żeby zmienić coś w naszym życiu. Po to, żebyśmy mogli coś zrozumieć. Po to, żebyśmy stali się bogatsi w doświadczenie bez doświadczania tego. Kosztem kogoś innego. Jeżeli jednak nie zrozumiemy tego, co musimy zrozumieć, wtedy doświadczamy tego. Zazwyczaj to jest złe. I dlatego smutne. Spotkałam wczoraj parę starych znajomych. Mieszkają pod dużym sklepem, w samochodzie. Są razem od sześciu lat i są szczęśliwi, mimo tego, że ich domem jest stary, zużyty samochód. To smutne. Smutne jest ich szczęście. Ludzi różnią się od siebie. Są różni we wszystkim. Majaczą we śnie, czasem na jawie. Mają sny, lub nie. Potrafią kochać albo też nie. Wszystkich coś łączy. Nikt nie ma wyjątkowej cechy. Zawsze pojawi się ktoś, kto będzie miał taką samą cechę. Identyczną. Zbyt wielu jest ludzi, żeby się nie powtarzać. To smutne. Został tylko jeden wieczór. To też jest smutne. Smutna jest muzyka. Smutne są uczucia. Smutny jest uśmiech. I myśli. Smutne są zabawy, które wymyśla się na poczekaniu. I to, że nawet szczęście jest smutne. Smutne jest pisanie wierszy, opowiadań, książek, listów. Smutne są zegarki. I słodycze. Bowiem robi się je tylko po to, żeby ktoś je zjadł. Żeby po zjedzeniu ten ktoś miał wyrzuty sumienia, że je zjadł. Smutne są rozmowy i sny o niespełnionych nadziejach. Smutna jest wiosna i niepościelone łóżka. Smutne jest zło i smutne jest też dobro. Smutne jest żałosne i żałosne jest smutne. Smutne jest to, że niektórzy z nas nie umieją się bronić. Ktoś trzasnął drzwiami wejściowymi. Idę sprawdzić kto to. W tym domu właściwie wszyscy trzaskają na powitanie drzwiami. Ja. Mój brat. I mój agresywny chłopak. Posiadanie chłopaka to nic wyjątkowego. Wolałabym go nie posiadać. - Cześć Wili. – mówię do pulchnej, pochylonej nad rozwiązywanym butem postaci. - Cześć siostro. Odpowiada mi mimo tego, że jest zły. Umówiliśmy się parę miesięcy temu, że nawet jeśli nie będziemy mieć humoru, to będziemy odpowiadać sobie na powitania. - Co się stało? – pytam. Wili zrzuca drugiego buta z nogi, po czym kuca na ziemi i kuli się pod ścianą. Wili płacze. - Co się stało, Wili? – pytam po raz drugi. - Oni mnie napadli, jak wracałem do domu. Uderzyli mnie w twarz. Wyzywali od grubasów. Powiedzieli, że dla takich jak ja nie ma miejsca w szkole. Powiedzieli, że jestem nikim i że do niczego się nie nadaję. Przytuliłam Wili’ego i głaskałam go po głowie. To taki mój pocieszający gest, kiedy Wili jest smutny. Wili mówi mi co powiedzieli na niego „oni”. Zawsze zapamiętuje każde ich słowa. Przekazuje mi, a ja smucę się razem z nim. Kiedy skończył, ja znajduję wreszcie słowa, które mogłyby go pocieszyć. - Posłuchaj, Wili. Niedługo nadejdzie taki dzień, w którym uciekniemy. Ty i ja. Daleko. Wtedy skończy się to prześladowanie ciebie. - Gdzie jest daleko? - Gdzieś... gdzie nie ma złych ludzi, Wili. - Źli ludzie są wszędzie. - Tam ich nie będzie. - Zostawisz tu Nandry’ego? - Tak. Pojedziemy tylko ja i ty. No, nie płacz już. Wytrzymasz jeszcze trochę? - Nie wiem, siostro. - Przecież jesteś silnym chłopcem. Wytrzymasz? - Wytrzymam. Dziękuje siostro. Jesteś moim najlepszym super bohaterem. Wili nigdy nie mówi, że jestem jego najlepszym przyjacielem. Zawsze używa określenia „najlepszy super bohater”.

Rzadko kiedy wychodzę z domu. Robię to tylko wtedy, kiedy naprawdę musze. Powodem mojej wegetacji jest wstyd. Wstydzę się za siebie. Za moją matkę. Za ojca. Za Nandry’ego. Za całą rodzinę. Lecz przede wszystkim za siebie.

Znów słyszę jak ktoś trzaska drzwiami. To Nandry. Jestem tego pewna. Siedzę nieruchomo na bujanym fotelu. Nie bujam się w nim, bo za bardzo mi się to kojarzy ze starością. A ja nie jestem stara. I nigdy nie będę. Wpatruje się w porcelanową figurkę, która jest pamiątką po moich rodzicach. Nawet ta figurka jest okryta hańbą. Nandry na powitanie całuje mnie w czoło. Nawet ten gest jest agresywny. - Witaj Yaole! - Witaj Nandry. - Jak zwykle nic nie robisz. Mówiłem ci już, żebyś zajęła się czymś pożytecznym. - Ty też. - Ja zarabiam na was. Mało ci? - Zarabiasz, ale w jaki sposób. - Oderwij swoje oczy od tej brzydkiej figurki i spójrz na mnie. - Pobili dziś Wili’ego. - Codziennie ktoś łaja mu skórę. Obchodzi cię to jeszcze? Powinnaś się do tego przyzwyczaić. - Ty nic nie rozumiesz. - Spójrz na mnie. - Nie. - Co dziś mamy na obiad? - Raczej kogo. - Co byś dziś zjadła? Panienkę Felly, panią Sowlpain czy może pana Gilmora? - Pana Gilmora proszę. Nigdy go nie lubiłam. To taki nasz żarcik. Mięso, które Nandry przynosi do domu, jest tak obrzydliwe, że postanowiliśmy zrobić coś, co nam uprzyjemni spożywanie go. I tak też powstała plotka, że jesteśmy rodziną kanibali. Codziennie na obiad zjadamy ludzi, których nie lubimy i mamy z tego wielką radoche. Tak naprawdę to obrzydliwe. Tak naprawdę, to Nandry nie jest taki zły. On tylko nic nie rozumie. Nandry zajmuje się przygotowaniem obiadu. Wili pewnie czyta komiks. Ma tylko jeden. A ja siedzę w bujanym fotelu i wpatruje się w figurkę. Jest bezkształtna. Nie przedstawia niczego. - Nandry...Dlaczego ze mną jesteś? – pytam go bez namysłu, jak zawsze. - Nie mam pojęcia. Nic nie robisz. Nie mam z ciebie żadnego pożytku. Zamiast spać ze mną, śpisz ze swoim bratem... - Wiesz, że on się boi spać sam. - Wiem, wiem. Albo tylko udaje, że się boi. - Przestań. To gdybym nagle zniknęła, nie przejąłbyś się? - Czy ja wiem. Znalazłbym sobie kogoś innego. Wszystko i wszystkich można zastąpić. Oderwałaś już wzrok od tej brzydkiej figurki? - Nie. Idę do Wili’ego. Pewnie czuje się samotny. - Idź sobie. Zawołam was na obiad. W pokoju Wili’ego jest duszno. Wili nie otwiera okna, bo boi się, że ktoś przez nie wejdzie. Któryś z jego prześladowców. Wili czyta komiks.

Nandry otwiera okno. A ja bujam się w bujanym fotelu, mimo tego, że kojarzy mi się to ze starością. Starość to coś odrażającego. Nagle wchodzi Nandry i mówi zadowolony z siebie: - Yaole, tak sobie myślę, że powinniśmy się przeprowadzić. Co ty na to? - Nie. - Ale czemu? Przecież tu jest tak nudno! Ty nic nie robisz, Wili ma problemy. Chce dobrze, a ty jak zwykle gardzisz tym, co chce dla ciebie zrobić. Nie znoszę tego twojego brata, ale jestem gotów zabrać go z nami, skoro ci tak na nim zależy. - Nie możemy. - Przestań wpatrywać się w tę przeklętą figurkę! Nandry podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz. Nie chcę z nim jechać, bo i tak wiem, że nigdzie nie pojedziemy. Od kilku lat Nandry co jakiś czas proponuje żebyśmy wyjechali. Kiedyś reagowałam na to z wielkim entuzjazmem. Pakowałam walizki, załatwiałam wszystkie sprawy związane z wyjazdem, a kiedy przychodziło co do czego, Nandry oświadczał, że nigdzie nie wyjedzie. - Jak to? – pytałam. - Zostaje. A ty razem ze mną.

Ktoś namówił mnie dziś, żebym wyszła na dwór i zaczerpnęła świeżego powietrza, bo niby nastała krótka era białych poduszek i czegoś związanego z czystym powietrzem. Ten ktoś zadzwonił do mnie dzisiejszego ranka i mi to powiedział. Przystałam na jego propozycję, choć to nie była propozycja, tylko raczej... namawianie, kuglarstwo, pokaz sztucznych ogni? I w tym momencie wszystko stało się dla mnie niezrozumiałe.

Przejdę do niezrozumienia.

NIEZROZUMIENIE: Wraz ze swoim wyjściem, chciałam wynieść ze sobą „staranie”. Chciałam, żeby cała nasza trójka wyglądała po raz pierwszy (i ostatni) jak rodzina. Miało to być coś w rodzaju pożegnania. W tym celu ubrałam jedyną ładną sukienkę, jaką miałam. Zobaczyłam ją na wystawie, była przecena... Nie mogłam się oprzeć. Fiołkowe płótno przyozdobione białymi kropkami. Pożegnanie. Uczesałam się ładnie, a nigdy wcześniej tego nie robiłam. Nandry ubrał garnitur i wojskowe buty. A Wili brązowy, wełniany sweter (ubierał go wtedy, kiedy jeszcze chodziliśmy do kościoła), czarne spodnie, lakierki i swą ulubioną, pomarańczową kamizelkę. Wili wyglądał uroczo. Powiedziałam mu to, ale on tylko coś odburknął i ukrył się w swoim pokoju. Według niego to zły pomysł. Nie lubił, kiedy robiliśmy coś na pokaz. Nie lubił też pożegnań. Był zły na mnie, bo nie potrafiłam załatwić tego inaczej. Chciał, żebym powiedziała Nandry’emu całą prawdę. Wili nie rozumie. Jest jeszcze mały. Za mały, żeby zrozumieć. Nandry cały czas myśli, że robię to dla niego. Wyszliśmy. Wili szedł w środku, a my trzymaliśmy go za ręce. Kiedy napotykaliśmy kałuże, podnosiliśmy Wili’ego i czuliśmy się przy tym cholernie dobrze. - Nie rozumiem, czemu nie mamy własnego dziecka. Wolałbym wymienić jego na jakieś inne, ładniejsze dziecko. – powiedział Nandry, nie zważając na to, że Wili wszystko słyszy. Nandry myśli, że Wili nie rozumie nic z tego, co on mówi. Że jest na to zbyt głupi. Myśli tak dlatego, bo Wili nigdy nic na to nie odpowiada. W…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych