Zapomniana Opowieść o Dziwnej Treści
CZĘŚĆ NIEZNANA...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było piękne letnie południe... Słońce prażyło, żar lał się z nieba i w ogóle było gorąco. Dolores „Dziobata”, Jurek i Bogdan „Skrzatu” leżeli na zboczu górki „Mont Kaczka” i pili cierpliwie czekając na resztę załogi. - To ja już nie wiem... - zaczął rozmowę Jurek - Czy jestem nienormalny, czy po prostu jestem biedny umysłowo, ale gdy padał deszcz to było mi źle, ale to, co teraz się dzieje jest jeszcze gorsze. Jest taki upał, że, mimo iż wypiłem dużo naszych chłodzonych napoi nadal ledwo żyje. I w dodatku wszędzie widzę Żarówę. - To dziwne, ale ja też go wszędzie widzę... - stwierdził Skrzatu - Jest tu... Teraz tam...Teraz tu... O nawet macha do nas... - No i co się tak gapicie??? Ruszcie się i chodźcie tu! - Żarówa wprost tryskał energią - Muszę do nich iść, bo się sami nie ruszą... - Co za wspaniały dzień! - przywitał się Żarówa - Słoneczko świeci.. Jest tak gorąco... Gorąco... Gorąco... i.... Posuńcie się, bo jak się czegoś nie napiję to się ugotuję... Żarówa opadł bezwładnie na ziemię. - Byłem dzisiaj na bazarze i kupiłem nową porcję anygorączkowej esencji. Co prawda kupiłem tylko butelkę ale wypiłem na jeden raz i od razu zrobiło się chłodniej... Żarówa leniwie pociągną parę łyków i powiedział: - Myślę drodzy bracia i siostry, że należy zarobić parę groszy na jakąś lepszą ochronę przed tym gorącem... Pijemy tylko chłodzone napoje z sokiem a przecież nie trzeba się tak na słońcu męczyć... Jest przecież basen… Piękna altanka gdzieś w lesie... Ale to wszystko kosztuje... Proponuję wsiąść się do jakieś pracy... - Jak tak bardzo chcesz pracować to pracuj bo ja nie mam zamiaru nic dzisiaj robić… - wysapał leniwie Skrzatu. - Ja tylko chciałem wam pomóc zarobić parę groszy a wy... – obraził się Żarówa. - Czy wreszcie zamkniesz ten swoją gębę? - Dziobata była bardzo bezpośrednia - Ile można tak gadać...? Nie dość, że przylazł i kradnie napoje to jeszcze gada jakieś bzdury... Wtem z oddali nadszedł wolnym krokiem Piaskownica. - Słyszeliście? - zaczął – Łowcy Pajaców powrócili... - A co??? Drewniak, Buda i Szuflada Senior im nawiali? - zapytał leniwie Skrzatu. W tym momencie Jurek przeszedł z pozycji poziomej w poziomo-pionową, czyli po prostu usiadł. - Drewniak nawiał?? Heheh... No to już jest mój... – Jurek nigdy nie lubił swych przeciwników. - Nieee tam.. Chyba nie, bo są z szefem... Z resztą już tu idą. -Piaskownica wskazał palcem na powoli zbliżającą się brygadę ubraną w czarne skóry. - Ahoj łowcy! - krzyknął w ich stronę Skrzatu. - A - co? - zainteresował się Jurek. - Ten jak coś powie... Nie jesteśmy na morzu. – Dziobata z minuty na minutę stawała się coraz bardziej zła. Zła była na siebie, bo miesiąc temu pozwoliła wysadzić maszynę do deszczu - przez co teraz musi siedzieć w słońcu gdzie temperatura wynosi ze 30 stopni. Zła była na Żarówę, bo zamiast przynieść coś zimnego do picia to kupił i sam wypił. Zła była na Suma Budowniczego, bo źle sklecił bombę, przez co zamiast lokalnego wybuchu było takie BOM, że fala uderzeniowa rozwaliła jej domek. - Oj zamknijcie się w reszcie! - jęknął głucho Piaskownica. Nadeszli łowcy. - Oto ten, co go nie było... Ot mistrz nasz... - Mistrzu. Ucz nasz a kosmos wszelaki wypełni nasze umysły... Twe wiekopomne słowa na zawsze wypełnią treścią księgi pradawne i nawet mnich sędziwy, który żyw już lat 120 na świecie tym nie będzie mądrzejszy... - zaślinił się szósty z nich. - Łał! - wystraszył się Skrzatu. - Chcecie po ciastku? - zapytał przywódca owej bandy. - Daj... – nasi bohaterowie zjedli w mig wszystkie ciastka. - Gdzie Drewniak? - zapytał Jurek. - A co ja jego niania jestem? - odpowiedział czwarty z nich. - No mieliście go załatwić. To znaczy szef miał – zauważyła Dziobata. - To nie było konieczne. Gdy wracaliśmy z Drewniakiem coś wybuchło i fala uderzeniowa wrzuciła nas prosto do domu miejscowego szamana... - rzekł drugi z nich. - Tu przecież nie ma szamana... – Skrzatu nie krył rozdrażnienia. - Jest. Cały w piórach. Nazywa się Budowla. - odparł siódmy z nich. - Bud-co?- zapytał nie pewnie Żarówa. - To po prostu Sumo Budowniczy tylko podczas wybuchu pewnie coś zwariował chłopak... - rzekła spokojnie Dziobata. - Ten gość zawsze był dziwny... Szkoda ze mocniej nie oberwał to by może został sprzątaczką albo... Albo... - zaciął się Żarówa - Dentystą? - zapytał Jurek. - Nie... Lepiej tym takim grubym... No tym... A... Barmanem - rzekł Skrzatu. - Czy wy się zamkniecie? - zapytał szef łowców. - Nie tym tonem! - ostrzegł stanowczo Skrzatu. - Co nie tym tonem? - zapytał pierwszy z nich. - Cicho! - wrzasnął Żarówa - I co wam Sumo powiedział? - No, więc kazał przyprowadzić szefa do siebie.. Gdy już szef był u niego Sumo odtańczył jakiś magiczny taniec ze słowami "...Jak mi ta ostatnia butelka się stłucze to cud się wydarzy wszechobecny... Kawa, trawa i murawa." Po czym uderzył szefa swą magiczną butelką w głowę wypowiadając przy tym zaklęcie "Wiedziałem, że się stłucze!" Po tej kuracji szef był już zdrów jak ryba – opowiedział piąty łowca.. - Panowie macie przy sobie gotówkę...? - zapytał Żarówa. - A cooo? - zdziwił się szef. - A bo wyjmijcie ją... - rzekł spokojnie Skrzatu - A to, czemu? - zapytał piąty z nich. - A bo Jurek ma broń i może zaatakować szefa. - odparł spokojnie Jurek. - Czy to prawda mój mistrzu? - zapytał spokojnie drugi łowca. - Nie… – powiedział szef. - No dość tego gadania... Wyskakujcie z wszystkiego! - rzekł Skrzatu - No oddawać wszystko! A ty, co tam chowasz? - zapytał Żarówa dziewiątego z nich, który właśnie próbował coś ukryć. - A too?? To są tabletki na ból głowy... - zająknął się tamten. - Od kiedy to tabletki je się 20 na raz i w dodatku w opakowaniu? -Żarówa nie ustępował - Dawaj to... - No, więc co to jest? - zapytał ponownie, Żarówa. - No, więc ten szaman zażyczył sobie w zamian za wyleczenie szefa takie herbatniki.. Nazywają się Herbatnikami Wszechobecnej Mocy. - odparł trzeci z nich. - Mocy... Hę? - zawył Żarówa. - Dasz to? - zapytał Skrzatu. - A mógłbyś mi podać te herbatniki? - A skąd wiesz, że je mam? - zapytał szef. - Bo nosisz je w kieszeni. - wypowiedział się Piaskownica. - No dobra masz... - odparł tamten. - No, a teraz wyskakiwać z wszystkiego! - wrzeszczał Skrzatu. - A teraz wiać do lasu. - Jurek wskazał młotkiem kierunek łowcom i zamaszystym ciosem uderzył szefa w głowę. - Au! - wrzasnął
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dźwiękoświt
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…