Wróć do katalogu

Zdrada

banalne? no cóż, napisane przez życie

anulina, opublikowano , 9 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Szli kilka metrów przede mną. Ściskał jej drobną dłoń. Nie. To na pewno nie on. I już prawie uśmiechnęłam się do siebie, do swoich przywidzeń i prawie zatrzymałam, by wejść do księgarni, gdy... Ta koszula. Biała koszula w bordowe pasy. Już się nie uśmiechałam. Stałam przez chwilę w miejscu. Coś przykuło moje stopy do chodnika. Oni szli. Nie rozmawiali. Z każdą chwilą byli dalej. Przez moment nawet straciłam ich z oczu. Wokół miarowo kołysało się morze ludzi. Dzielił nas już dystans kilkunastu osób. Ktoś mnie potrącił. Przepraszam... męski głos. I odpłynął. Stałam i nie mogłam ruszyć z miejsca. Może nie powinnam? To na pewno nie on. Przecież jest dziś w Krakowie. Wyjeżdżał z samego rana. Wyszedł cicho. Nawet mnie nie obudził. Tak. Wejdę do księgarni. I ruszyłam. Coś pchało mnie naprzód. Muszę ich dogonić. Muszę wiedzieć na pewno, że to nie on. Biegłam prawie. Już ich widzę. Trzymają się za ręce. Kołyszą nimi. Nagle on lekko odwraca głowę i spogląda na nią. Mój mąż odwraca głowę i spogląda na obcą kobietę, którą trzyma za rękę. Nagle robi mi się zimno, choć południowe słońce grzeje z całych sił. Przyśpieszę kroku. Zabiegnę im drogę. Zacznę wrzeszczeć i ... No właśnie. I co dalej? Odegram tani dramat? Zrobię ciekawe widowisko? I co to zmieni? Szli powoli, byłam tuż za nimi. Miałam wrażenie, że biegnę. Oddychałam głośno. Widziałam te ich dłonie splecione niczym warkocz. I widziałam twarze naszych dzieci. Wesołe, szczęśliwe. Widziałam syna Mateusza i córkę Majkę. Widziałam go jak wraca z pracy, całuje Majkę i mocno ściska dłoń Mateuszowi. Widziałam dumę w oczach synka, że tatuś wita się z nim tak, jak z prawdziwym chłopakiem. Widziałam pożądanie w oczach mojego męża, kiedy kilka dni temu spojrzał na mnie i zapytał: A może odstawimy dzieci na godzinkę do babci? Te obrazy kruszyły się. Przeszłość, niczym tandetny pozłacany brokat, sypała się teraz na mnie. Wszystko, co kochałam było lawiną oszukanego pyłu. Nie płakałam. Łzy same spadały na kremową bluzkę, jasne beżowe spodnie. Szłam coraz wolniej. Fale ludzi napływały między nas uparcie, bezlitośnie. W końcu zatrzymałam się. Bezwiednie żegnałam wzrokiem mojego męża i ta obcą kobietę. Już ich nie widziałam. Przed oczami miałam tylko ich splecione ręce. Świat runął, a słońce świeciło. Wszystko straciło barwy, a sklepowe okna wrzeszczały kolorami. Czas się zatrzymał, a pędził naprzód. Spojrzałam na zegarek. Choć świata nie było, za pół godziny musiałam odebrać dzieci od opiekunki. Kundera napisał, że nasze postępowanie determinuje świadomość przyszłości. Jeśli odrzucimy tę świadomość, zaczniemy żyć wyłącznie teraźniejszością. Mój mąż zrobił to za mnie. Skreślił moją przyszłość w centrum miasta, w słoneczny dzień.

Przyszedł, gdy jadłam z dziećmi kolację. Minęło kilka godzin, a ja nie miałam żadnej strategii. Żadnego planu. Dziękowałam Bogu, że istnieją tabletki uspakajające. Że nie trzęsę się, nie płaczę. Kiedy wszedł do kuchni odwróciłam się, by zrobić herbatę. Nie mogłam na niego spojrzeć. Cześć, powiedział. Cześć, odpowiedziałam. Przywitał się z dziećmi, chwilę z nimi rozmawiał. Wszedł do łazienki. Postawiłam herbatę na stół. Byłam spokojna oszukańczym, chemicznym spokojem. A właściwie, po co ja w ogóle pojechałam do tej idiotycznej księgarni? Na jaką cholerę pchałam się akurat tam, do centrum? Co by było gdybym pojechała do pobliskiego empiku? Gdyby gdyby. Kretyńskie gdybanie. Nagle zobaczyłam mur. Wielki mur w mojej głowie. A za nim setki pytań, których nie chciałam sobie zadać. Czekały cierpliwie pewne, że nadejdzie w końcu ich kolej. Znalazły furtkę i zalały mnie bezlitośnie. Kim była ta kobieta? Jak długo się znają? Czy z jej łóżka wskakiwał do mojego? Czy ona pyta go, kiedy odejdzie od żony? Czy on ją kocha? Boże... Znowu łzy. Muszę natychmiast wyjść z domu. Dzieci zasiadły przed telewizorem. On brał prysznic. Wychodzę! Krzyknęłam tylko. Wiedziałam, że w tym stanie nie powinnam prowadzić. Sygnał sms'a. 'Kiedy wrócisz?' Natychmiast odpisałam. ‘Połóż dzieci. Nie czekaj. Umówiłam się z koleżanką.' Nie chciałam nikogo widzieć. Musiałam być sama. Zatrzymałam się na parkingu jakiegoś hipermarketu. Wybrałam najbardziej odludne miejsce, przy płocie grodzącym parking.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych