Zegar
Smutna historia o miłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stary zegar w kuchni tyka głośno. Zbyt głośno.
- Jak się dziś czujesz?- zapytał Wojtek wchodząc do mieszkania. Od kilku dni byłam osłabiona i obolała. Wstałam z kanapy, złożyłam koc i cmoknęłam go w policzek. On poklepał mnie po pośladkach, to było takie nasze przywitanie. - Dobrze, tylko cały czas boli mnie brzuch. To pewnie grypa żołądkowa. Wyjęłam z lodówki garnek z zupą, postawiłam na kuchence. Nagle chwycił mnie skurcz, niepierwszy dziś, zakręciło mi się w głowie. Wojtek właśnie wycierał ręce w drzwiach łazienki. Podbiegł i objął mnie ramieniem - Lepiej się połóż, ja sobie zrobię obiad, a swoją drogą jeśli ci nie przejdzie, to będziesz musiała pójść do lekarza. Skinęłam głową. Wiedziałam, że ma rację, zresztą od początku, odkąd się poznaliśmy był bardzo opiekuńczy. Nastawił wodę na herbatę, potem podszedł i zaczął masować mi stopy. Po kolacji oglądaliśmy film w telewizji, zasnęłam przed końcem. W środę zadzwoniła Kaśka i zaproponowała spotkanie. Chciała się wygadać, poprosić o radę, zaprosiłam ją do siebie. Przyszła z samodzielnie upieczonym sernikiem, zaparzyłam kawę. Przegadałyśmy kilka godzin. Kaśka faktycznie miała problem. Jej chłopak dostał propozycję stałej pracy na platformie wiertniczej w Norwegii i chciał ją ze sobą zabrać. Tymczasem jej ojciec dopiero co przeszedł zawał, bała się go zostawić samego, a jednocześnie nie chciała rozstać się z narzeczonym. Nie wiedziałam, co jej doradzić, lecz sama rozmowa chyba jej pomogła. Wieczorem Wojtek zrobił mi niespodziankę i kupił bilety do teatru. Bardzo się ucieszyłam, gdyż już dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy, sztuka też była interesująca. Wracaliśmy samochodem i byliśmy już prawie pod domem, gdy nagle dostałam takiego skurczu, że zwinęłam się z jękiem na siedzeniu. Wojtek natychmiast zjechał na pobocze. - Co się dzieje, znowu cię boli? Mam zawrócić i pojechać na pogotowie? - Auu! Poczekaj, nie panikuj, to pewnie zaraz przejdzie. - Jesteś pewna? To nie pierwszy raz, może jednak podjedziemy do lekarza? - Nie trzeba, już mi lepiej. Naprawdę. Popatrzył na mnie z niedowierzaniem, spróbowałam się uśmiechnąć. Podjechaliśmy pod dom. Położyłam się do łóżka w nadziei, że szybko zasnę i nie będę czuła bólu. Na próżno. Przez całą noc nie zmrużyłam oka, rano Wojtek pogłaskał moją twarz, w odpowiedzi tylko jęknęłam. Wstał i poszedł do łazienki. Słyszałam jak później dzwonił do pracy i prosił o dzień urlopu. Wrócił do sypialni, usiadł na łóżku. - Jedziemy do szpitala. Na izbie jak zwykle kłębił się tłum ludzi, spędziliśmy w oczekiwaniu dwie godziny, podczas których pielęgniarka pobrała mi krew i podała kroplówkę ze środkiem przeciwbólowym. Lekarz zbadał mi brzuch i skierował na USG, znowu czterdzieści minut czekania. Gdy w końcu doktor przyszedł z wynikami, wiedzieliśmy, że sprawa jest poważna. - Przepraszam Państwa, że to wszystko tak długo trwało, ale musiałem od razu skonsultować wyniki z kolegą. Te bóle i skurcze powoduje guz na śledzionie, niestety jest już dość duży, mniej więcej wielkości orzeszka laskowego. Dlatego chcielibyśmy zostawić panią w szpitalu, w celu zrobienia dalszych badań i rozpoczęcia leczenia. Zgadza się pani? W głowie huczało mi od tych słów. Guz, nowotwór? Czy jest złośliwy? Przecież wcześniej nie miałam żadnych, niepokojących objawów. Byłam przerażona. Zostałam przewieziona na oddział, Wojtek pojechał do domu po najpotrzebniejsze rzeczy. O siedemnastej przyszedł lekarz, powiedział, że od następnego dnia rozpocznę serię naświetlań żeby maksymalnie zmniejszyć guz przed operacją. Mąż został ze mną do późnego wieczora, długo płakałam, on pocieszał, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Z rakiem można przecież wygrać. Obiecał powiadomić moich rodziców. Wyszedł, gdy zasnęłam. Rano dostałam pierwszą dawkę promieni. Gdy wróciłam na salę, czekali w niej moi rodzice. Mama miała zapuchnięte, czerwone oczy, ojciec ściskał w rękach zielony kapelusz. Już dawno nie widziałam ich razem, rozwiedli się pięć lat temu. Teraz stali razem, jakby przeszłość nie istniała. Wszedł Wojtek, podszedł i pocałował mnie w czoło. - Dzień dobry. Jak się dziś czujesz skarbie? - Trochę lepiej. Nie poszedłeś do pracy? - Wziąłem zaległy urlop, chcę być teraz z tobą. - Wojtek przywiózł nas tutaj. Kochanie, na pewno już cię nie boli? - Dostałam środki przeciwbólowe. Cieszę się, że tu jesteście.
Po tygodniu naświetlań guz zmniejszył się i przeszłam operację. Gdy obudziłam się z narkozy, przy moim łóżku siedział mąż. Trzymał moją dłoń i był tak zamyślony, że dopiero po chwili zauważył moje otwarte oczy. - Obudziłaś się słońce, już po wszystkim. Lekarze mówią, że operacja się udała, wycieli to świństwo. Następnego dnia czekałam niecierpliwie na Wojtka.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karaibk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…