Zieleń młodych liści część 2
Powiastka dla młodzieży
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lipiec przetaczał się nad miastem falą upału i gorąca. Kto mógł uciekał nad jeziora i w lasy, wieczory tętniły życiem w małych kafejkach i kawiarniach. Beata jeździła do położonego na peryferiach kąpieliska miejskiego- małego jeziora lub sztucznie utworzonego stawu . Ludzi na szczęście nie było bardzo wielu a woda wydawała się czysta. Większość osób wybierała najwidoczniej nowoczesne baseny położone w centrum . Po kilku dniach spędzonych nad wodą oliwkowa skóra Beaty przyjęła piękny ciemno-brązowozłoty odcień, czas płynął bardzo wolno , dziewczyna zaczytywała się w powieściach Agaty Christie i niemało czasu spędzała w wodzie pływając od brzegu do brzegu i narażając się tym na surowe spojrzenia ratownika. W weekendy do plażowania dołączała mama Beaty, czasami dochodziła też jej koleżanka ze swoim 7-letnim synkiem Kubą. Było wiele rozmów, żartów i beztroskiego śmiechu. Po 3 tygodniach z Tunezji wróciła Alicja , cała opalona na czekoladkę. Wyjazd bardzo jej się podobał, z entuzjazmem pokazywała zdjęcia zarówno pięknych widoczków jak i osób które tam poznała. - Muszę podziękować Jackowi, dobrze wiedział jak mi doradzić- oczy Alicji wesoło błyskały – naprawdę wypoczęłam i zrelaksowałam się. Było dużo Amerykanów, wiesz nawet bariera językowa nie okazała się taka straszna, na coś jednak ten szkolny angielski się przydał. No i wiesz najwięcej czasu spędzałam właśnie z tymi Amerykanami, oni mają jednak trochę inne podejście do życia niż my. Są bardziej uśmiechnięci, wyluzowani i jakoś łatwo się było mi z nimi porozumieć. Beata przeglądała powoli zdjęcia, których Alicja zrobiła chyba około 200. Najpiękniejsze były te z widokiem bajecznej piaszczystej plaży Morza Śródziemnego. Na większości fotografii były uwidocznione wszelkie sporty, które uprawiała Alicja: windsurfing, siatkówka, rowery wodne, piłka wodna i tenis. - O, widzę że zaszalałaś też na dyskotece- zauważyła Beata - I to nie jednej, codziennie były wieczorne zabawy i tańce. Bardzo się cieszyłam, bo towarzystwo rzeczywiście było udane. Na początku , jak przyjechaliśmy kilka osób chorowało na żołądek, podobno tam jest inna flora bakteryjna niż u nas. Na szczęście, jakimś cudem mnie to ominęło. - O, ale tu masz śmieszną minę! - Jakbyś pierwszy raz siadała na wielbłąda też chyba byś nie była super odważna i pewna siebie, no ale możesz mi pogratulować, kilka prawdziwych przejażdżek na tym zwierzątku mam zaliczone. Wspaniałe były też wycieczki, byliśmy w Tunisie, Kartaginie, nad „ Słonym Jeziorem”, w Gabes i Matmacie… - No to trochę widziałaś świata… A wiesz- Beata nie podnosiła głowy znad zdjęć- tu też się trochę działo… - Serio, no to opowiadaj… jak zwykle jak gdzieś wyjadę to coś mnie ominie - Wyobraź sobie ,że dużo czasu spędzałam z Wioletą - Ale jaką Wioletą?- Alicja ze zdziwioną miną potrząsnęła głową- No chyba nie powiesz ,że z tą dziwną koleżanką Jolki? - No właśnie, tak się zdarzyło, że miałyśmy okazję się lepiej poznać -??? Beata dość skrótowo zrelacjonowała całe zdarzenie i wszystko co spotkało Wioletę. Powiedziała też o wizycie Zosi na oddziale szpitala. - Słuchaj, ja bym za żadną cenę nie ufała tej dziewczynie- zaczęła Alicja- ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć że dostała za swoje. Trochę dziwię się, że okazujesz jej tyle zrozumienia, uważaj żeby znowu ci z czymś nie wypaliła… - Zauważyłam że ona przeżyła jakiś szok, silne przeżycie, teraz zachowuje się zupełnie inaczej niż w szkole - Nie wiem, może, ale bądź ostrożna, z takimi ludźmi jak ona nigdy nic nie wiadomo *** Kończył się lipiec, w mieście powietrze było suche i gorące, Beata pakowała plecak ciesząc się ,że nie musi dłużej dusić się w wielkim mieście. Zabierała same sportowe rzeczy i tylko jedną ładniejszą sukienkę- taką na wszelki wypadek. Podróż miała trwać prawie 8 godzin, włączając w to czekanie na przesiadkę w Krakowie. Z domu wyruszyły przed 17 i po trochę jednak męczącej nocnej podróży, koło 6 rano znalazły się w Rabce. Mama Beaty wydawała się zachwycona, z jej całej postaci biła radość i zadowolenie. - Ach, jakie czyste, rozkoszne powietrze- powiedziała Beata po wyjściu z pociągu - No a co ty myślałaś, Rabka to uzdrowisko! Mama dziewczyny miała chyba zamiar dłużej opowiadać o urokach Rabki ale gdzieś w torebce zaczął jej brzęczeć telefon komórkowy. - Halo? - Pani Kwiatkowska? - Tak -Wysiadła już pani z pociągu? Moje nazwisko Błaszczyk, jestem gospodarzem gospodarstwa agroturystycznego- „Pogodnej Zagrody”, gdzie będzie pani wypoczywać, podjechałem po panie samochodem Ostatnie słowa usłyszała również Beata, tylko już bezpośrednio z ust podchodzącego, uśmiechniętego mężczyzny. - Dzień dobry, całuję raczki- wysoki, postawny mężczyzna o jasnej czuprynie pokłonił się i pocałował w rękę najpierw mamę Beaty a potem jej córkę - Dzień dobry, jest pan niezwykle uprzejmy i w dodatku jeszcze robił sobie pan kłopot wychodząc po nas na dworzec… - Ależ jaki kłopot, to mój obowiązek, zapraszam do samochodu- powiedział mężczyzna i wziąwszy plecaki z rąk kobiet poszedł przodem Po krótkiej chwili byli na miejscu. Dom był duży, dwupiętrowy i stał w ogrodzie pełnym owocowych drzew. Swoich nowych gości gospodarz zaprowadził najpierw do ich 2-osobowego pokoju. Był bardzo jasny, dość duży, gustownie urządzony i miał swoją łazienkę. Potem zaprowadzono je do świetlicy, gdzie miały miejsce co wieczór gry integracyjne, pokazano przemiłą jadalnię i zaprowadzono nawet do kuchni. - Oto królestwo mojej żony- zaśmiał się pan Błaszczyk- Mam nadzieję że zasmakują panie w naszej kuchni. Sami pieczemy chleb i wszystkie ciasta, robimy ser twarogowy z własnego mleka. Naszej produkcji są też wszelkie pierogi, dżemy i inne przetwory - Ocho, chyba już jestem głodna- powiedziała Beata - Za pół godzinki będzie śniadanie, zdążą się panie odświeżyć i zapraszamy do jadalni- powiedziała z uśmiechem pani Błaszczyk *** - No i co myślisz- powiedziała mama Beaty gdy znowu znalazły się w pokoju - Wygląda naprawdę super, na razie wszystko wydaje się bez wad, a to podejrzane- zaśmiała się Beata - Zaraz wskakuję pod prysznic, chyba mogę pierwsza? - Jasne mamo- Beata pokiwała głową i wyjęła telefon by wysłać sms-a do Alicji
Gdy weszli do jadalni była już prawie pełna, na pierwszy rzut oka, było w niej około 20 osób. Miały przygotowany stolik pod oknem, do którego zaprowadziła ich młoda, czarnooka dziewczyna. Miała na sobie schludny biały fartuszek, białą bluzkę z krótkim rękawkiem i czarną spódniczkę, która ukazywała długie, opalone nogi. Beata rozglądnęła się po sali, przy jednym stoliku siedziało jakieś młode małżeństwo z dwójką małych dzieci- dziewczynka miała około 3 lat a chłopczyk może 6. Było też kilka starszych małżeństw, zupełnie obok nich siedziała dość młoda kobieta z nastoletnią córką, był też jakiś tata z dwójką chłopców – bliźniaków, w wieku gimnazjalnym. Na stole stał dzbanek z kawą i drugi z herbatą, duży talerz ze świeżo skrojonymi pomidorami, papryką , ogórkiem, szczypiorkiem, cebulką i sałatą. Na drugim talerzu było kilka gatunków wędlin i sera żółtego. W porcelanowej miseczce , która zdobiła środek stołu, znajdował się delikatny twaróg ze śmietaną i szczypiorkiem. Wszystko było apetycznie i elegancko podane. Wkrótce kelnerka doniosła chrupiące pieczywo- świeże bułki i chleb. Zapytała też, czy podać mleko i dżem. Śniadanie smakowało wyśmienicie. Gdy już miały odchodzić od stolika podeszła do nich pani Błaszczyk. - Dzień dobry, jak nasze pierwsze śniadanie? Smakowało? - Oczywiście- powiedziała Beata a jej mama z uśmiechem pokiwała głową - Chciałam zapytać o plany pań, czy będą panie samodzielnie chodzić sobie na wycieczki w góry, czy też chcecie skorzystać z tego, że mamy tu zorganizowaną grupę, którą prowadzi na takie eskapady mój syn - Mam mapy i byłam przygotowana na to, że same będziemy wychodzić ale jeśli można pochodzić w szerszym gronie i to z przewodnikiem, to myślę że będzie tak weselej i ciekawiej. Tylko że dziś wolałybyśmy trochę odpocząć i swobodnie pozwiedzać Rabkę… - No oczywiście, rozumiem. Co wieczór, po kolacji około godziny 19 Piotrek przedstawia plan następnej trasy, potem mamy nasze zabawy integracyjne dla tego kto chce. To co, obiad może być na godzinę 13:30, będzie tylko parę osób bo reszta idzie na wycieczkę i będą mieć obiadokolację koło 19. - Dobrze, 13:30 to dobra godzina na obiad – powiedziała mama Beaty i poszły do pokoju Po kilkunastu minutach wybrały się na zwiedzanie miejscowości. Pochodziły trochę po ulicach Rabki, zrobiły parę zakupów i poszły do Parku Zdrojowego. Pełno w nim było starych drzew wśród których zabawnie skakały wiewiórki. Zatrzymały się przy pięknej dużej fontannie i rozkoszowały się orzeźwiającymi kropelkami które osiadały na ich twarzach. Dużo było dzieci, które z hałasem baraszkowały koło wody, nieopodal zresztą był duży plac zabaw na którym była piaskownica, zjeżdżalnia i kilka różnej wielkości huśtawek. Poszły spacerem jedną z dróżek i doszły aż do rzeki Poniczanki. Jakaś pani zaczęła z nimi pogawędkę, w trakcie której dowiedziały się, że w środku Parku znajduje się drewniany „ Grzybek”, który jest sceną, na której tego dnia wystąpią różne zespoły dziecięce. Koncerty miały rozpocząć się od godziny 14 i potrwać aż do wieczora. Podziękowały za informację i udały się powoli w drogę powrotną bo dochodziło już południe. Beata siedziała w pokoju czytając książkę gdy usłyszała rumor na dole. Wracali turyści z całodniowej wycieczki, w jadalni czekała już na nich gorąca obiadokolacja. Po godzinie Beata zeszła do świetlicy, było tam już kilka osób. Przy stole, pochylony nad mapą stał jakiś wysoki, młody mężczyzna. Miał wysportowaną i bardzo zgrabną sylwetkę, włosy koloru złotej pszenicy były bujne i chyba dość dawno nie dotykała ich ręka fryzjera. Dziewczyna cicho usiadła przy stole w kącie sali i czekała na rozwój wydarzeń. Powoli schodzili się wszyscy goście . Koło 20 chłopak odwrócił się do zebranych i uważnie popatrzył wokoło. - Czy są już wszyscy?- zapytał - Jest już po 20, moglibyśmy zaczynać, maruderzy później dołączą-powiedział ktoś z sali - Witam nowo przybyłych- Beata pomyślała w tej chwili, że patrzy i uśmiecha się właśnie do niej- Mam na imię Piotr, jestem synem gospodarzy i w wolnym czasie zajmuję się prowadzeniem grup w góry. Zgodnie z planem jutro czeka nas szlak czerwony- bardzo przyjemna trasa : z Rabki na Stare Wierchy i stamtąd na Turbacz. Po drodze odwiedzimy bardzo znaną Bacówkę na Maciejowej. Szlak ze Starych Wierchów na Turbacz wytyczony jest grzbietem i na przeważającym odcinku ma typowo spacerowy charakter, zajmie to nam około 2 godzin. Ze schroniska pod Turbaczem zejdziemy do Nowego Targu i stamtąd wrócimy autobusem do Rabki. Śniadanie o 7, wychodzimy przed 8. W sali nastał ruch się, kilka osób ,w tym małżeństwo z dzieckiem podeszło do chłopaka i pytało czy trasa jest na tyle łatwa, że będą mogli wybrać się z 8- latkiem. Atmosfera była przyjemna i bardzo przyjacielska. Wkrótce słyszeć można było wkoło szum ożywionych rozmów. Ktoś przyniósł gitarę i zaczął grać, najpierw cicho, strojąc się, a potem coraz głośniej, zachęcając innych do przyłączenia się do śpiewu. Popłynęło więc głośno : „Hej sokoły”. „Hej bystra woda”, „Szła dzieweczka do laseczka” i kilka innych, znanych piosenek. Mama Beaty zaczęła rozmowę z drobną szatynką, która zresztą na śniadaniu siedziała tuż obok nich. Jednym uchem Beata usłyszała że nowa znajoma ukończyła ten sam uniwersytet co mama. Co innego przyciągało jej uwagę, choć sama nie za bardzo chciała się do tego przyznać. Obserwowała twarz młodego przewodnika od którego nie mogła oderwać wzroku. Opalony, miał dość długi , prosty nos, mocno zarysowane brwi o śmiałym łuku i ciepłe brązowe oczy. Ładnie wykrojone usta ukazywały białe zęby, które często błyskały w uśmiechu. W pewnej chwili zobaczyła że Piotr idzie w jej kierunku. Podszedł i wyciągnął rękę by się przywitać. - Cześć, jak pewnie wiesz jestem Piotr, widzę cię u nas pierwszy raz, zgadza się? - No tak- odpowiedziała trochę stremowana- poleciła was koleżanka mamy, mam na imię Beata - Hmm.. ładne imię. Wiesz, że my mamy prawie samych gości z polecenia, oprócz jednej strony, czysto informacyjnej nigdzie nas nie znajdziesz w Internecie. Nie potrzebujemy reklamy bo gości mamy praktycznie cały rok . - No widać że gospodarze bardzo się starają- uśmiechnęła się- masz bardzo sympatycznych rodziców - Razem ciągle coś wymyślają, żeby tylko ulepszyć i sprawić gościom więcej radości, to gospodarstwo to ich ukochane dziecko… - No chyba oprócz ciebie- zaśmiała się Beata - Oczywiście, masz rację, jestem jedynym i bardzo rozpieszczonym dzieckiem swoich rodziców, ale w tym dobrym sensie…. No a idziesz z nami jutro? - Moja mama jest zapaloną entuzjastką takich wypraw, także na pewno się stawimy na starcie. Ja chyba też mam nienajgorszą kondycję… trochę chodziłam po Tatrach. - To super, bardzo się cieszę- oczy Piotra rzucały serdeczne błyski . Jesteś studentką? -Nie, jeszcze nie, teraz będę w maturalnej klasie , a ty? Studiujesz? - Ihmm, na trzecim roku, choć próbowałem się dostać dwa razy, czyli w normalnym trybie jestem opóźniony o 2 lata Piotr rozpoczął opowiadać jak to przygotowywał się do egzaminów, mówił z humorem o tym jak szukał stancji i jak w końcu znalazł mieszkanie. Okazało się że studiuje medycynę i to w tym samym mieście w którym mieszka ona. Rozmawiali jeszcze chwilę a później Piotra zawołano z zaplecza kuchni. Beata poszła do pokoju i włączyła telewizor. Miała być emitowana jakaś zwariowana komedia z Jimmy’m Carrey’em. Rzeczywiście, poziom głupoty wyczynów aktora osiągnął w tym filmie apogeum, chwilami trzymała się za brzuch i prawie płakała ze śmiechu. *** Ranek wstał rześki i odrobinę chłodny. W nocy musiało nawet mocno popadać bo na drodze widać było kałuże a trawa cała błyszczała, gdy słońce przeglądało się w kroplach wody, które tkwiły w zieleni jak diamenty. Po obfitym śniadaniu wszyscy uczestnicy wycieczki dostali po sporej paczce prowiantu i wyruszono w drogę. Wśród wesołych rozmów dotarli do stacji kolejowej w Rabce , stamtąd skierowali się na południe podchodząc dość stromo pod górę, następnie mijali cmentarz a potem szpital uzdrowiskowy i budynki sanatorium. Beata szła najpierw z tyłu z mamą i jej nową koleżanką ale potem przyspieszyła kroku i dołączyła do czołówki grupy. Piotr szybko ją zauważył i powitał uśmiechem od ucha do ucha. Gdy mijali okazały gmach Górnośląskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzieci zaczął z nią rozmowę. - Jestem tu częstym gościem- powiedział wskazując na budynek- pracuje tu mój przyjaciel, jest lekarzem ortopedą. Chciałbym być właśnie takim lekarzem jak on, z prawdziwego powołania, on naprawdę jest bardzo oddany pacjentom, no i jest świetnym fachowcem - Chcesz być ortopedą? - Tak, poważnie myślę właśnie o tej specjalizacji. Teraz nauka poszła znacznie do przodu a i ciągle wprowadzane są jakieś nowości, 20 lat temu ktoś, kto teraz porusza się o własnych siłach dzięki postępowi w ortopedii, dawniej byłby skazany tylko na wózek Grupa minęła ostatnie domy Rabki i zaczęła się wspinać łagodną drogą wśród pól i łąk. Weszli na bezleśny, płaski grzbiet góry skąd roztaczała się rozległa panorama na Rabkę, Beskid Wyspowy i północno-zachodnie grzbiety Gorców. Była dobra widoczność i po lewej stronie mogli nawet dostrzec Babią Górę. Poszli dalej kierując się na południe w stronę zalesionego grzbietu Tatarowa. Beata szła pełna entuzjazmu, wokół zieleniły się pachnące zagajniki a słońce schowane za chmurami nie dawało się na szczęście we znaki , droga dalej pięła się w górę wprowadzając ich w gęsty świerkowy las. Wkrótce dotarli na polankę z której roztaczał się widok na Rabkę, Beskid Wyspowy i Makowski. Idąc dalej minęli zalesiony wierzchołek Maciejowej i weszli na rozległą polanę Przysłop pokrytą polami uprawnymi i łąką, tam też stało niewielkie ale urocze schronisko PTTK na Maciejowej. Na zewnątrz stały ustawione stoły i ławy. Piotr odwrócił się do grupy i zaczął mówić: - Zatrzymamy się tutaj na odpoczynek i przegryzienie czegoś, kto ma ochotę na coś ciepłego tego zapraszam do środka, ale ostrzegam jest tu taki zwyczaj że przed wejściem trzeba zdjąć buty. Schronisko funkcjonuje od 1977r, Bacówka ta ma bardzo oryginalny wystrój wnętrza, prace wykończeniowe wykonywali tu, miedzy innymi absolwenci znanej zakopiańskiej szkoły rzeźbiarskiej im. Kenara i pozostawili oni po sobie wiele ciekawych rzeźbionych elementów - od pięknie zdobionych krzeseł czy tablicy ogłoszeniowej po ażurową ścianę w holu. Widząc, że Piotr kieruje się do środka Beata podążyła za nim . Weszła do jadalni i dosiadła się do przewodnika, który pałaszował przy stole swoje kanapki. W chwilę później podeszła bufetowa niosąc gorącą herbatę z cytryną - A ty też coś sobie życzysz?- zapytał Piotr - Ja również poproszę herbatę z cytryną- powiedziała do obsługującej ich kobiety - Wiesz co, chciałam też z tobą porozmawiać bo zastanawiam się nad wyborem kierunku studiów… - No a masz już coś konkretnego? - Myślę albo o pedagogice specjalnej albo o rehabilitacji - Tak? To raczej dziś niepopularne, teraz wybiera się ekonomię, marketing, psychologię… - Możliwe ale ja już wcześniej nad tym myślałam i też trochę robię w tym właśnie kierunku Piotr popatrzył na nią z zainteresowaniem a Beata zaczęła opowiadać o swoim wolontariacie w ośrodku „Droga”. Mówiła o zajęciach na które uczęszczają dzieci, o kierowniczce i innych wolontariuszach. Nie zapomniała powiedzieć także o Zosi, którą opisała z czułością i dumą. - Z tego co kojarzę- zaczął Piotr- to rehabilitację będziesz miała na wydziale fizjoterapii Akademii Wychowania Fizycznego i oprócz zwykłych egzaminów jest też test ze sprawności fizycznej, byś musiała się zorientować dokładnie. Pedagogikę masz na uniwerku i tam są klasyczne, zwykłe egzaminy ale też trzeba się dowiedzieć z czego. Ale najważniejsze jest pytanie- dlaczego chcę to robić, co mną kieruje? Wiadomo że kokosów z takiej pracy raczej nie będzie, to zawód dla ludzi z powołaniem, dla tych którzy chcą wyciągnąć rękę do drugiego. - Wiem o tym- powiedziała Beata- i to mnie w tej pracy pociąga, właśnie chęć pomocy, możliwość pokonywania z drugą osobą jej przeszkód. Wiem też, że sama otrzymuję za swoje zaangażowanie znacznie więcej niż daję . - No to jesteś na dobrej drodze- powiedział z ciepłem w głosie Piotr- chyba dziś nie tak wiele młodych dziewcząt myśli tak jak ty. Poza tym świat też zmierza w zupełnie inną stronę. - Zdążyłam się zorientować- uśmiechnęła się Beata- ale chyba warto iść pod prąd, słyszałeś takie przysłowie- tylko żywa ryba płynie pod prąd, martwa płynie z prądami… - Nooo, skądś to znam… ale zbierajmy się już, trzeba nam dalej wędrować naprzód- powiedział mocnym głosem i pomógł jej założyć plecak na ramiona Od schroniska poszli czerwonym szlakiem polną drogą w kierunku lasu i wkrótce grupa wędrowców mogła już napawać się balsamicznym powietrzem spacerując drogą wśród ogromnych drzew , minęli zarośniętą polanę Bardo i dalej zmierzali grzbietem wzniesienia nad dziką, źródłową częścią doliny Poniczanki. Po pewnym czasie osiągnęli malowniczą polanę rozciągającą się pod grzbietem Starych Wierchów, potem czekało ich jeszcze krótkie i dość strome podejście aż doszli na polanę ze schroniskiem pośrodku. Odpoczęli kilkanaście minut i znowu ruszyli wygodną drogą, na której często wymijani byli przez górskich rowerzystów. Szlak chwilami wznosił się a chwilami opadał, tak idąc osiągnęli szczyt Groniki, a po niespełna 40 minutach Obidowiec. Ze szlaku otwierał się miejscami ciekawy pejzaż na leżący po prawej stronie grzbiet Średniego Wierchu i Podhale, natomiast po lewej można było dostrzec, ukazujące się w prześwitach między drzewami, wzniesienia Beskidu Wyspowego. Ścieżka była na tym odcinku wyjątkowo przyjemna a wszelkie podejścia były bardzo łagodne. Dopiero po około 1.15 godz. od schroniska, szlak poderwał się nieco bardziej do góry, by wyprowadzić całą grupę na górę Rozdziele . Po krótkim zejściu wszyscy zaczęli się w końcu wspinać na Turbacz, będący najwyższym szczytem w Gorcach. Po osiągnięciu tego celu wędrowcy zeszli do schroniska sprzed którego rozpościerał się fascynujący pejzaż Tatr i Podhala. Piotr zarządził 40 minutowy postój w schronisku, każdy więc pokrzepił się prowiantem lub zamówił coś z bufetu. Po tej trochę rozleniwiającej przerwie turyści ruszyli w dół do Nowego Targu w którym znaleźli się po 2 i pół godzinie. Tutaj nastąpiło rozwiązanie grupy, każdy mógł spędzić w miejscowości tyle czasu ile chciał, do wieczora było jeszcze daleko a połączenia między Rabką a Nowym Targiem bardzo częste. Beata stała obok mamy i rozglądała się wokoło. Widać było że wędrówka wpłynęła na zacieśnienie kontaktów mamy z nową koleżanką bo bez przerwy z nią rozmawiała. Beata czytała właśnie reklamę sklepu z bielizną gdy podszedł do niej Piotr. - No i co tak stoisz? – zapytał - Nie wiem, jestem trochę zmęczona, nie chce mi się biegać po sklepach Piotr podszedł do mamy Beaty i szelmowsko się uśmiechając zapytał czy może porwać jej córkę na małą wycieczkę po mieście. Mama również się śmiejąc kiwnęła twierdząco głową i zapytała tylko o której będą wracać do Rabki. Odpowiedział że nie wie dokładnie, ale na pewno wrócą na obiadokolację o 19. - No to chodź- powiedział do Beaty biorąc ją pod ramię- chyba masz ochotę na pyszne jagodowe lody, wiem gdzie tu mają najlepsze - Dobra, ale ostrzegam nie zdziw się jak zobaczysz jaką dużą porcję sobie wezmę, jestem ludożercą- powiedziała śmiejąc się Weszli w wąską i długą uliczkę i szli około 10 minut. Piotr opowiadał jej zabawne historii ze swego studenckiego życia, w końcu doszli do małej cukierenki. W środku było chłodno i bardzo przyjemnie, usiedli przy małym okrągłym stoliku i wkrótce już zajęci byli pochłanianiem dużych porcji ze szklanych pucharków wypełnionych lodami jagodowo-śmietankowymi udekorowanymi dużą porcją bitej śmietany. - I jak ci się podobała nasza wyprawa na Turbacz- zaczął Piotr- nie wyglądasz na bardzo zmęczoną - Nie jest tak źle, ale coś tam czuję w łydkach- zaśmiała się Beata- Fajnie się szło bo nie było gorąco i ta zieleń jest tu taka żywa, soczysta, świeża. W mieście to w połowie lipca trawniki , jak nie ma deszczu , są wypalone i żółte i ogólnie jest sucho i duszno. Wtedy to tylko wieczorami warto chodzić po ulicach , na mniejsze lub większe spacery, w miłym towarzystwie. - Masz takie… miłe towarzystwo- zapytał cicho - No tak, koleżanki…. w sumie mam jedną taką dobrą- ma na imię Alicja, znamy się od dziecka, to taka przyjaźń „z piaskownicy”. Napiszę do niej list, właśnie wróciła z Tunezji, była na takim międzynarodowym obozie młodzieżowym, bardzo fajna dziewczyna. - Mam nadzieję że pochodzimy jeszcze trochę po górach, od soboty zapowiadają ulewy i mają się tak ciągnąć cały tydzień. - Trochę szkoda by było, tych widoków, zieleni, gór, właśnie tego, że zamiast oglądać te wszystkie wspaniałości trzeba będzie siedzieć w domu. - Nie będzie tak źle, coś wymyślimy, obiecuję że przynajmniej ty się nie będziesz nudziła Piotr podszedł do lady i uregulował rachunek, potem spacerem przemierzali ulice Nowego Targu. W tym czasie opowiadali o sobie, o swoim życiu i planach na przyszłość; nie wiadomo jak upłynął czas, pod wieczór wsiedli w autobus i pojechali z powrotem do Rabki. Czekała na nich wyśmienita kolacja- gorący „bogracz” a do tego oczywiście góra kanapek. Cała grupa szczęśliwie wróciła do „Pogodnej Zagrody” i wszyscy byli bardzo zadowoleni z wyprawy. Mama rzucała Beacie pytające spojrzenia ale córka nie zdawała jej relacji z tego co robiła w Nowym Targu, była za to bardzo wesoła i ożywiona . Na drugi dzień zaplanowano wyprawę na Luboń Wielki. Mama Beaty poszła trochę wcześniej do pokoju bo była jednak zmęczona całym dniem a na jutro rano chciała oczywiście się stawić cała świeża i gotowa do wymarszu. Gdy Beata weszła wieczorem do pokoju światło było zgaszone a z łóżka pod ścianą dochodził ją spokojny oddech śpiącej. Beata cieszyła się z każdego dnia spędzanego na wędrówkach, podziwiała malownicze zielone góry, które przecież stały tu niewzruszone od setek tysięcy lat, tylu ludzi przedtem zmierzało te same szlaki, które ona teraz przechodziła. Rozkoszowała się pięknem przyrody, która zachwycała świeżością powietrza i czystością górskich strumyków. Wesoła kompania sprawiała, że czas płynął szybko i radośnie, wieczorami urządzano też ogniska gdzie śpiewano a nawet tańczono zabawne tańce, których wcześniej nie znała. Piotr był nadal nieodłącznym towarzyszem Beaty i wiele godzin rozmawiali o sprawach które obojgu im były bliskie, zauważyła też, że on może być po prostu jej przyjacielem, łączyły ich wspólne zainteresowania no i pewien wspólny punkt widzenia na wiele spraw, nie musiała się obawiać że będzie się z nim nudzić, zawsze mieli temat do rozmowy i nigdy nie poczuła się skrępowana w jego towarzystwie. Ich przyjacielską zażyłość dostrzegli rodzice Piotra i zdaje się że od tego momentu Beata a też i jej mama darzone były specjalnymi względami. Nie raz były zapraszane do stołu gospodarzy, gdzie Beata czuła że jest życzliwie, aczkolwiek dokładnie wypytywana z takich rzeczy jak plany na studia, szkoła, zainteresowania i ogólne podejście do życia. Państwo Błaszczyk z żywym zainteresowaniem słuchali też jak jej mama opowiadała o życiu w mieście i o swojej pracy rejestratorki w osiedlowej przychodni. Mama Beaty chwaliła wypieki gospodyni, ta ofiarowała się od razu udostępnić jej swoje przepisy i oczywiście zapraszała by za rok znowu byli ich gośćmi. *** W piątek wieczorem pogoda , tak jak zapowiadali w telewizji, całkowicie się popsuła, nadciągnęły ciemne szare chmury i osiadły nisko nad ziemią. Zaczął z nich padać nieprzerwanie zimny deszcz, temperatura powietrza spadła poniżej 10 stopni. Mamę Beaty dodatkowo złapało jakieś przeziębienie i siedziała biedna pod kołdrą wycierając cieknący nos a pani Błaszczyk nosiła jej na górę aspirynę i herbatę z sokiem malinowym. Wczasowicze radzili sobie jak mogli, chodzili do kina w Rabce, oglądali telewizję w świetlicy i spędzali razem czas grając w towarzyskie gry. Piotr tak jak mówił , miał dla Beaty szczególną propozycję. Chciał by poszła z nim odwiedzić jego przyjaciela ortopedę w jego miejscu pracy. Zgodziła się od razu i w poniedziałek rano , wśród strug deszczu podążyli do Centrum Rehabilitacji Dzieci. Piotr w drodze zaczął po trochu opowiadać o ośrodku. - To typowe centrum rehabilitacyjne dla dzieci, przyjmuje się tam maluchy już od trzeciego roku życia , granica wieku to 18 lat. Leczenie w szpitalu uzdrowiskowym trwa 27 dni, a jego koszt w całości pokrywa właściwy dla miejsca zamieszkania Oddział NFZ. - A co się tam leczy?- zapytała Beata próbując dorównać długim krokom towarzysza - Wady postawy, skrzywienia kręgosłupa i im podobne, schorzenia dróg oddechowych, alergie, otyłość i jeszcze wiele innych chorób - To pewnie dzieci mają tam dużo różnych zabiegów rehabilitacyjnych -Dokładnie, ja jako praktykant byłem obecny przy wielu, najbardziej mnie interesują te dotyczące wad postawy: gimnastyka korekcyjno- ruchowa, ćwiczenia w basenie , masaż suchy, inhalacje solankowe, zabiegi fizykoterapeutyczne i hydroterapia. - Wiesz, chciałabym zobaczyć na czym polega ta rehabilitacja, ale nie wiem czy mnie wpuszczą. Jak myślisz? - Zobaczymy co da się zrobić, trzeba jakoś to skombinować, nie martw się, coś się wymyśli Tak rozmawiając dotarli do budynku, weszli przez główne wejście i podążyli długim, jasnym korytarzem. Piotr zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i poprosił by Beata poczekała chwilę. Po kilku minutach drzwi otwarły się i Beata została zaproszona do środka. Przy stole stał wysoki, trochę tęgi mężczyzna o ciemnych włosach, widząc dziewczynę uśmiechnął się i wyciągnął rękę na powitanie. - Witam serdecznie przyjaciółkę mojego przyjaciela- zaczął mówić lekarz - Beatko to doktor Jacek Makowski, ortopeda traumatolog- powiedział Piotr - Bardzo mi miło, cieszę się że Piotr mnie tu przyprowadził - Mówiłem Jackowi, że wybierasz się na studia i zastanawiasz się między innymi nad rehabilitacją i że chciałabyś przypatrzeć się zabiegom oferowanym przez naszą placówkę - Jeśli by się udało i nie stanowi to problemu, to rzeczywiście bardzo bym chciała skorzystać z tego - No cóż- odezwał się doktor- tak prosto z ulicy nikogo nie bierzemy na takie oględziny, ale Piotra tu wszyscy już znają a i ja mam do niego wielkie zaufanie. Jeśli założysz fartuch możesz uchodzić za praktykantkę i spokojnie można będzie cię oprowadzić po różnych miejscach. Ja muszę wracać do pacjentów ale opiekę nad tobą zostawiam Piotrowi, on ci wszystko pokaże Beata spędziła więc cały dzień w ośrodku, widziała jak wykonuje się w specjalnych wannach masaż perełkowy, masaż wirowy kręgosłupa i kończyn dolnych, obserwowała natrysk biczowy, oglądała basen i uczestniczyła z zewnątrz w zajęciach, które były prowadzone z dziećmi w wodzie. Najbardziej zainteresowała ją praca masażysty, który wykonywał masaż klasyczny . Był to młody, dobrze umięśniony mężczyzna, który zdradził jej kilka sekretów swojego zawodu. Powiedział że do tego zawodu trzeba być przede wszystkim dobrze przygotowanym fizycznie, bo to ciężka praca wymagająca głównie cierpliwości, dokładności i systematyczności w działaniu. - I jeszcze chyba trzeba mieć zdolności manualne i pewne wyczucie- powiedziała Beata - Na pewno, ja wykonuję typowy masaż leczniczy i jestem w stałym kontakcie z lekarzem. Na studiach poznaje się rozległą wiedzę na temat budowy i funkcjonowania ludzkiego organizmu. Ale takich rzeczy jak empatia i podejście do drugiego człowieka nie nauczysz się z książek, to trzeba mieć w sobie od początku Po południu Beata wróciła z Piotrem do „Pogodnej zagrody” na późny obiad. Obsłużyli się sami i zasiedli we dwójkę do kameralnego obiadu. Zupa pomidorowa z ryżem, krokiety z kapustą i grzybami i kilka rodzajów surówek w pełni zaspokoiły apetyt obydwojga. Popijając kompot Beata powiedziała: - Twoja mama świetnie gotuje, przy niej moje umiejętności wydają się marniutkie -Praktyka czyni mistrza, to większa część sekretu dobrego gotowania- odpowiedział Piotr - Wiesz co, wydaje mi się że nigdzie ja tak dużo nie jadłam jak tutaj, chyba musiałam przytyć ze dwa kilogramy, przecież pałaszuję co najmniej jak rosły chłop - No nie przesadzaj, po pierwsze masz zmianę powietrza, klimatu i do tego codzienne wędrówki, według mnie to można najwyżej troszkę schudnąć. Poza tym jedz na zdrowie, nikt ci tego tutaj przecież nie żałuje Beata uśmiechnęła się wesoło i zapytała czy jutro też pójdą do ośrodka rehabilitacji - Jeśli chcesz to oczywiście, pogoda ma się poprawić za dwa dni - Tak, tylko wiesz, że za trzy dni będziemy już opuszczać „Pogodną zagrodę” i niestety wracamy do domu - To już?- zdziwił się Piotr - Niestety, mama musi wracać do pracy. Ja oczywiście dalej mam wakacje i od 15 do 28 sierpnia będę na Mazurach razem z naszym ośrodkiem „Droga” - A gdzie konkretnie jedziecie, do jakiej miejscowości? - Do Mikołajek, będziemy wypoczywać w pensjonacie „Żubr”. Podobno jest duży i dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych Następnego dnia dwójka młodych ludzi ponownie podążyła do Centrum rehabilitacji. Tym razem Beata zapoznała się z pracą terapeutów, którzy dbali o kondycję psychiczną swoich pacjentów. Tutaj dziewczyna mogła trochę opowiedzieć o swojej pracy jako wolontariuszka w ośrodku „Droga”. Przyjrzała się też zajęciom w których uczestniczyły dzieci obserwując metody pracy jakimi posługiwali się terapeuci. Gdy Beata wróciła do „ Pogodnej Zagrody” od razu poszła na górę do mamy sprawdzić jak się czuje. Wyglądało na to że o wiele lepiej, nie miała już kataru i zniknął też ból gardła. - Córciu, jedyne czego teraz potrzebuję to zmiana pogody na słoneczną. Wiesz że pojutrze wracamy z powrotem. Chciałabym jeszcze pójść w góry. - Zapowiadali na jutro przejaśnienia i tylko przelotne opady. Wygląda na to że wyjdziemy na wędrówkę, Piotr też tak mówi. - Świetnie! Mam zamiar zrobić setki zdjęć i zażyć powietrza na cały rok Dzień wstał mglisty ale słoneczny. Wyprawa nie była zaplanowana na długi dystans, miała to być raczej wędrówka w tempie spacerowym. Szły z nimi małżeństwa z małymi dziećmi. Początkowo wędrowali łąkami pachnącymi ziołami i zachwycającymi kolorowymi kwiatami, wśród których brzęczały cicho roje owadów. Po błękitnym niebie przesuwały się sennie białe obłoczki chmur poganiane przez swawolny wiatr. Góry przesuwały się przed ich oczyma podobne do wielkich zielonych garbów wśród których gdzieś kryła się tajemnica, na szlakach mijali ich inni turyści ,wszyscy witali się jak dobrzy znajomi wesołym” Dzień dobry” i szli dalej. Mama Beaty miała doskonały humor, szła uśmiechnięta, sypiąc żartami. Beata cieszyła się z wędrówki ale szkoda jej było że już kończy się ich pobyt w Rabce. Bardzo polubiła Piotra, w którym znalazła wartościowego i mądrego przyjaciela i nie spieszno jej było się z nim rozstawać. „No cóż, nic nie trwa wiecznie”- myślała wspinając się na łagodne zbocze góry kamienistym szlakiem. Nazajutrz nie było zaplanowanej żadnej ogólnej wyprawy, Beata zdziwiła się więc, gdy rano do jej pokoju zapukał Piotr. - Hej, wstałaś już? - No jasne, mama się jeszcze kąpie - Chciałem wybrać się dziś tylko z wami, na krótką wycieczkę jedną z naszych leśnych ścieżek edukacyjnych, a wieczorem zapraszam Cię do miasta na kolację, jeśli się zgodzisz oczywiście, to na takie nasze pożegnanie - Pewnie że się zgadzam, ale mnie trochę zaskoczyłeś - Tą kolacją? - No tak, nie spodziewałam się takiego gestu z twojej strony - Widać że nie wszystko możesz przewidzieć- uśmiechnął się zawadiacko- To co za niecałą godzinę czekam na was na dole - Ok, tylko powiem mamie Mama zdziwiona była trochę, że tego ostatniego dnia będą miały przewodnika tylko dla siebie, ale wydawała się być zadowolona. Wszyscy często żartowali podczas tego dnia ale nie sposób było ukryć że Piotrowi jest przykro z powodu ich wyjazdu. Wypytywał Beatę o pensjonat w którym będzie na Mazurach, o rozkład dnia w tamtym miejscu i snuł w głowie pewien plan o którym dziewczyna nie wiedziała. Wymienili się co prawda numerami komórek i Beata cicho liczyła na to, że znajomość będzie dalej kontynuowana ale na 100% nie była tego pewna, postanowiła też że nie będzie się sama narzucać. *** Koło godziny 18 Beata przeglądała się w lustrze poprawiając włosy i czekając na Piotra. Ubrana była w jasną, kremową sukienkę, którą starannie uprasowała. Włosy uczesała w zgrabny kok, włożyła też dopasowane do koloru sukienki pantofle na małym obcasie. Gdy zapukał Piotr była gotowa. - Pięknie wyglądasz, tak elegancko- powiedział na powitanie Piotr - Jakaś odmiana się czasami przyda- uśmiechnęła się- Gdzie pójdziemy? Pamiętaj że ominęła mnie ostatnia kolacja przygotowywana przez twoją mamę, także w zamian musi być coś lepszego - O to się nie martw, to też niespodzianka Wsiedli w samochód i po kilku minutach byli na miejscu. Przed lokalem stał kelner, który sprawdzał zaproszenia. Weszli do ciepłego pomieszczenia, z wewnątrz dochodziły dźwięki łagodnej muzyki. Wystrój był w stylu retro, dominowały ciepłe barwy, słoneczne żółcie i pastele. Zostali poprowadzeni do stolika, sala była nieduża i dość kameralna. Pięknie zastawiony stolik na dwie osoby ozdabiał mały kryształowy flakonik w którym stały świeże jasnoróżowe róże. Na każdym nakryciu fantazyjnie ułożono lnianą serwetę a sztućce lśniły jak prawdziwe srebro. -Jak ci się tu podoba?- zapytał Piotr - Pięknie jest, naprawdę- odpowiedziała Beata Przyszedł kelner i przyniósł karty menu. Mieli zamówić sobie najpierw po przystawce, potem zjeść danie główne a na koniec jeszcze deser. Tak zarządził Piotr więc Beata nie stawiała oporu. Dziewczyna zamówiła sobie najpierw „ Wędzonego łososia nadziewanego serem feta” a Piotr „Wędzoną polędwicę wołową serwowaną z marynowaną gruszką w białym winie”. Jako danie główne Beata też wzięła sobie rybę, tym razem „Smażonego pstrąga w maśle migdałowym”, jej partner zamówił „Marynowane polędwiczki w sosie z leśnych grzybów”. Porcje nie były wielkie, więc na szczęście nie poczuli się przejedzeni a wszystko było idealnie smaczne. W międzyczasie na małym podium ustawili się muzycy- dwóch mężczyzn i kobieta. Był to tercet smyczkowy o wdzięcznej nazwie „Ancilla”, Beata nie znała się na muzyce poważnej ale według niej muzycy grali doskonale i w dodatku z pewnym humorem. Po pewnym czasie zmienili repertuar na bardziej romantyczny, gdy płynęły rzewne dźwięki jakiejś ballady Beata rozkoszowała się zaserwowanym deserem. Miała przed sobą „ Gorący strudel jabłkowy podany z lodami lipowymi”, Piotr tymczasem zajadał pokaźny kawałek „ Tortu czekoladowego z lodami miętowymi”. Gdy muzycy zrobili przerwę młodzi zaczęli rozmawiać, w sali także podniósł się szum przyciszonych głosów. Tym razem rozmowa nie dotyczyła ich wspólnych zainteresowań ale dotykała bezpośrednio ich samych, tego kim są, do czego dążą, jakie mają plany i marzenia. Rozmawiali też o wierze i wartościach jakimi się kierują w życiu, opowiadali o swoich rodzinach i kolejach losu, które przechodzili .Beata nie czuła skrępowania, szczerze dzieliła się swoimi myślami, ufała Piotrowi jak najlepszemu przyjacielowi. Po koncercie siedzieli jeszcze kilkanaście minut przy stoliku a potem podążyli do wyjścia. Budzik nastawiony na 4:30 zadzwonił głośno budząc z głębokiego snu dwie zakopane w miękkich kołdrach istoty. Były już spakowane, do toreb trzeba było dołożyć tylko kilka przyborów toaletowych. Po 5 zeszły na dół, czekał na nich stolik z naszykowanym śniadaniem a w kuchni krzątała się pani Błaszczyk. Po porządnym posiłku zaczęły zbierać się do wyjścia. Gdy schodziły z góry niosąc torby, w drzwiach jadalni pojawił się Piotr. Po serdecznym pożegnaniu z jego mamą poszli do samochodu i po kilku minutach znaleźli się na dworcu. Na peronie stał już ich pociąg, wsiadły a Piotr umieścił na półkach w przedziale ich bagaże. Pożegnali się i chłopak wysiadł z pociągu. Podszedł do okna przez które wyglądała Beata i chwycił ją za rękę. - No, sprawuj mi się dobrze moja przyjaciółko - Przecież wiesz, że raczej jestem grzeczna- zaśmiała się - To trzymaj formę, pewnie niedługo się zobaczymy - Dopiero w październiku, jak mnie zechcesz odwiedzić- powiedziała trochę smutno- Pozdrów tatę- powiedziała na zakończenie słysząc gwizdek konduktora - Do zobaczenia Beatko- pomachał jej, bo pociąg już ruszył Mijali kolejne stacje, Beata czytała trochę a czasami drzemała. Tego dnia nie było upału i podróż dzięki temu była w miarę znośna. Po przesiadce w Krakowie dosiadło się do nich młode małżeństwo z roczną dziewczynką i niewielkim zabawnym psiakiem. Malutka blondyneczka o kręconych włoskach była bardzo odważna i nawet sama poszła na ręce do Beaty. Młoda mama była bardzo dumna ze swojej pociechy i czas podróży upłynął na opowieściach z jej życia, z okresu ciąży i samych narodzin dziecka. Wieczorem podróżujące dotarły w końcu do celu i wysiadły na wielkim dworcu. Podążyły na przystanek autobusowy i wkrótce już były we własnym domu. Gdy Beata miała się już kłaść spać przyszedł sms od Alicji. Koleżanka pytała czy już wróciła z Rabki i czy się spotkają następnego dnia. Beata obudziła się koło 9 i poszła do kuchni zrobić sobie śniadanie. Mamy oczywiście już nie było, poszła na 7 do pracy. W telewizji nadawali poranny program „ Lato na plaży”, oglądała go trochę ale nie było dziś nic specjalnie ciekawego. Gdy kończyła jeść, do drzwi zadzwonił dzwonek, otworzyła i ujrzała uśmiechniętą Alicję. - Hej! Nareszcie jesteś, przyszłam tak wcześnie bo nie chciało mi się dłużej siedzieć w domu, dziś jest tak ładnie- powiedziała witając się z koleżanką- No ale niechże ci się przyjrzę, ty te dwa tygodnie spędziłaś w jakimś Spa czy co, mówię ci , rewelacyjnie wyglądasz. Piękna opalona cera, lśniące włosy, błyszczące oczy… - Odpoczęłam to fakt, no i ciągle chodziliśmy w góry. Było bajecznie, naprawdę super - Chyba masz zdjęcia, jestem ich bardzo ciekawa. - No pewnie, a wiesz cieszę się też, bo mama jest naprawdę zadowolona, co prawda złapało ją…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil torontka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…