Wróć do katalogu

Zmniejszenie

A co, jeśli zaczniesz się nagle zmniejszać? - Opowiadanie dokończone i poprawione.

worek kości, opublikowano , 1 godz. 22 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział I

1

Szczupła brunetka uśmiechnęła się, a Piotr dostrzegł w jej okularach refleksy świateł latarń, jedynych jasnych punkcików w pogrążonym w mroku mieście. - … ale następnym razem to ja wybiorę film. – Powiedziała. - A wiesz, że nawet nie mam nic przeciwko. – Odparł chłopak. I mówił prawdę, bo szczerze wierzył w dobry gust swojej dziewczyny. Uśmiechnął się. Ten wieczór był bardzo przyjemny, a tak się bał, że Agnieszka nie zgodzi się z nim wyjść. Kurczę, miał przeczucie, że tak naprawdę to dziś jest gotów zgodzić się na wszystko, byle dostał tylko zapewnienie, że spędzi z Agą resztę swojego życia. - Do zobaczenia na uczelni, wampirko. - Do zobaczenia, do zobaczenia. – Przedrzeźniła go dziewczyna. - Pa, dobrej nocy… Żywy trupie. - Już ja bym ci pokazał, jak bardzo żywy! – Krzyknął i złapał Agnieszkę w pasie wywołując burzę chichotów. - A ja bym to chyba chętnie zobaczyła… - Powiedziała dziewczyna, wijąc się w objęciach Piotra. - Ale chyba powinniśmy… - Chyba powinniśmy. – Powtórzył. - Idź już. – Dodał i puścił dziewczynę. Obejrzał się na damski akademik, który, podobnie jak całe miasto, powoli pogrążał się w ciemnościach. - Tak, lepiej już pójdę… - Zgodziła się Agnieszka. - Jeszcze trochę, i nie będą chcieli mnie wpuścić. - No, to wtedy już byś się nie wymigała. - Od czego? - Od nocowania u mnie, draculko. Już ja bym cię wymęczył. – Odparł Piotr i wyszczerzył zęby. - A kto powiedział, że ja się przed tym migam… Igorze. – Spojrzała na niego ze złośliwym uśmiechem. – Tylko nie wiem, czy twoja bryka ma odpowiednie siedzenia. – Powiedziała wskazując ręką na przypięty do metalowej barierki rower, na którym kilka godzin wcześniej przyjechał do niej Piotr, żeby zabrać ją do kina. - Chodź no tu, dręczycielko! – Chłopak rzucił się na dziewczynę jak wygłodniały potwór na swoją ofiarę, z tą tylko różnicą, że ofiara wyglądała na całkowicie zadowoloną z faktu, iż za chwilę ma zostać pożarta. Gdy ją puścił, odetchnęła głęboko i spojrzała mu w oczy. - Lubię się z tobą droczyć… - Powiedziała i spuściła wzrok. Piotr nawet w słabym świetle zobaczył, że się zarumieniła. Pochylił się i pocałował Agnieszkę w usta. Zaledwie musnęli się wargami, chociaż w tym momencie, dla nich, nie było to ani zaledwie ani tylko, a Piotr szalał w duchu z radości, że się odważył, bo dziewczyna odwzajemniła pocałunek, zupełnie jakby czekała na niego przez cały wieczór. Gdy odsunęli się od siebie, Agnieszka odwróciła się gwałtownie i wbiegła do ciemnego budynku żeńskiego akademika, który był jej domem, podczas ich wspólnych studiów na wydziale filozofii. Chłopak z zadowoleniem odprowadził ją wzrokiem. Później podszedł do roweru i zdjął zapięcie. Przełożył nogę przez ramę, gdy w kieszeni zadzwonił mu telefon komórkowy. Wyjął go. Ekranik informował, że dzwoni mama. Odebrał. - Cześć mamo. – Przywitał się z wymuszoną wesołością. - Gdzie jesteś? – Standardowe pytanie, którego nie mogło zabraknąć. Dziś wieczór zadane agresywnie i szybko, co znaczy, że piła alkohol, pomyślał Piotr. - W statku kosmicznym, w drodze na Marsa. - Co? Jesteś u siebie? – W tym stanie całkowicie ignorowała wszelkie żarty. Przynajmniej, jeśli chodzi o niego. - Właśnie jadę. – Powiedział ze znużeniem. Już wiedział, o co zapyta się teraz. - A gdzie byłeś? – Już miał powiedzieć, że na audiencji u papieża, gdy usłyszał głos swojego ojca. Ucieszył się. - Jest ojciec? - Co? Nie. A czemu… - Wydawało mi się, że go usłyszałem w słuchawce. - Nie, to nie był twój ojciec… Cicho. Nie teraz, poczekaj... To mój znajomy! – Doleciało do niego, poprzez szmery i trzaski tych ponurych i smutnych igraszek jego matki z jakimś obcym facetem. -. Gdzie jesteś? – Zapytała wreszcie, zasapana, a Piotr uznał, że już ma wystarczająco popsuty wieczór. - Mamo, idź spać. Muszę już kończyć, rano wcześnie wstaję, mam do przeczytania moją pracę na semiarium. - Jaką pracę? - Z filozofii. Muszę spadać. Dobrej nocy, cześć. - Co? Czekaj... Piotrek? - Dobrej nocy, pa. Rozłączył się. Ręce mu się trzęsły. Ciekawe gdzie był teraz jego ojciec? Może też ze swoją kochanką. Piotr był mu wdzięczny, że przynajmniej ojciec nie dzwoni do niego jak sobie wypije.. Dojechał do swojego mieszkania w piętnaście minut. Podczas jazdy próbował sobie podśpiewywać jakieś zajmujące umysł piosenki. Chłopaki nie płaczą. Jestem z miasta. Kiedy byłem małym chłopcem… Wprowadził rower do windy i wyjechał na ósme piętro. Otworzył drzwi do swojego własnego dwupokojowego mieszkania, za które płacili jego rodzice. Powiesił rower na haku w przedpokoju. Nastawił wodę na herbatę, ale się rozmyślił i wyłączył gaz. Zdał sobie sprawę, że już nie ma ochoty ani na książki, ani nawet na Internet. Umył się i przebrał w piżamę. Wyjął telefon z kieszeni z myślą, że zadzwoni jeszcze do Agnieszki, żeby usłyszeć od niej coś miłego, ale zmienił zdanie. Niepotrzebnie zwróciłby uwagę jej koleżanek, a nie lubił zwracać na siebie uwagi. Miał świadomość, że stawiając wyżej to, jak ktoś może odebrać jego zachowanie (jako dziecinną manifestację, chwalipięta w łeb kopnięta), niż faktyczną troskę i miłość do dziewczyny, nie wygląda zbyt moralnie w porządku. Ale jest późno, więc, no, i tak nie wypada. Napisał zamiast tego krótkiego smsa. „dobrej nocy bejbenko” Bez żadnych dodatkowych znaczków. Pokochał Agnieszkę, gdy mu powiedziała, że ona również nienawidzi emotikonek. Ale nie odpisała mu.

2

Piotra obudził telefon komórkowy, ale poprzez resztki snu, nie mógł sobie przypomnieć, czy ktoś do niego dzwoni czy to tylko melodyjka od alarmu. Na dworze było jeszcze ciemno, więc w pokoju panował nieprzenikniony mrok, no, jeśli nie liczyć słabej poświaty włączonej komórki. Chłopak nie sądził, by nastawiał budzik na środek nocy, więc, na ile pozwalał mu jego zamroczony umysł, wywnioskował, że coś się musiało stać. Sięgnął po omacku po dzwoniący telefon. Na małym kwadratowym ekraniku wyświetlała się informacja, że numer jest nieznany. Piotr nacisnął kciukiem przycisk z narysowaną na nim zieloną słuchawką i przyłożył komórkę do ucha. - Halo? Kto mówi? – Aż sam się przestraszył, jaki zachrypnięty miał głos. Przełknął ślinę i ponowił pytanie, ale po drugiej stronie panowała głucha cisza. Po chwili usłyszał dźwięk jakby ktoś westchnął, zrezygnowany, i połączenie zostało przerwane. Przez moment trzymał jeszcze aparat przyciśnięty do ucha, usiłując pozbierać i uspokoić błąkające się po głowie myśli. Uznał, że nie jest już za bardzo śpiący, ale zrobiło mu się za to nieznośnie duszno. Podniósł się z łóżka i poszedł do drugiego pokoju, większego, gdzie znajdował się, wbudowany w szeroki regał, płaski telewizor, otoczony przez komplet foteli i kanapę. Boso przeszedł na drugi koniec pomieszczenia, skąd można było wyjść na balkon. Otworzył drzwi i wyszedł w duszną noc, oddając się z rozkoszą delikatnym, orzeźwiającym muśnięciom wiosennego wiatru. Stał, wpatrując się w wygaszone miasto, gdzie jedynie światła latarń wyrywały mrokom zarysy ulic i kontury cichych budynków. Z zamyślenia wyrwało go chrząknięcie. Odwrócił się w tym kierunku i zobaczył unoszący się w powietrzu żarzący się na czerwono punkcik. Gdy jego wzrok przywykł do ciemności, rozróżnił zarys młodej dziewczyny. - Zapalisz? – Zapytała go. - Nie, dzięki, nie palę. – Odparł szeptem. – Ania, prawda? Masz na imię Ania? - No. A ty nazywasz się Piotrek Mularczyk. - Tak… - Nocni goście? - Co? Nie rozumiem… - Czemu mnie nie zaprosisz do siebie? Próbował odpowiedzieć, ale jakieś tajemnicze głosy zaczęły tak natarczywie przypominać mu o spaniu, że burkną tylko coś niezrozumiałego i wycofał się do mieszkania. Przypomniał sobie jeszcze o nocnym telefonie, ale głosy były zbyt napastliwe. W sumie nie było sensu im się opierać, więc odłożył telefon na biurko i z ulgą opadł na łóżko. Jego ostatnią myślą było, że być może to Agnieszka go sprawdzała, ale nie zdołał rozwinąć tego przypuszczenia, gdyż świadomość zapadła mu się w krainę snu, a do rana zdążył już o wszystkim zapomnieć.

3

Obudził się goły jak święty turecki. No, nie całkiem goły; miał, co prawda na sobie koszulkę, ale brakowało mu najważniejszej części piżamy - spodni. Spojrzał na swoje chude nogi i pomyślał, że pewnie rzucał się przez sen, ale nie miał pojęcia, co takiego mogło mu się przyśnić. Rozejrzał się po pokoju i znalazł brakujący element garderoby na dywanie przy łóżku. Już nie fatygował się, żeby ubrać się z powrotem. Spanie z genitaliami na wierzchu mogłoby pewnie kogoś zażenować, gdyby go na tym nakryto, ale Piotr od czterech lat, odkąd przyjechał do Lublina na studia, mieszkał sam, więc nie miało większego znaczenia jak się prowadzi. Wstał i wyjrzał przez okno. Z ósmego piętra rozciągał się wspaniały widok na panoramę miasta. Słońce stało już wysoko w górze, i mimo gorących, wczesnowiosennych promieni, zmroziło go chłodem. - Zaspałem! – Krzyknął do siebie. Ściągnął podkoszulek, i teraz już całkiem goły, pobiegł do łazienki i wskoczył do wanny. Odkręcił zimną wodę, jęknął, ale wytrzymał torturę zaciskając zęby. To go zupełnie rozbudziło. Po prysznicu, energicznie wycierając się ręcznikiem wyszedł na przedpokój. Nie spojrzał w wiszące tam lustro, bo i tak wiedział, co zobaczy: wysokiego, bladego kościotrupa z czarną czupryną za długich już włosów. Jego mieszkanie składało się z dwóch pokoi, kuchni, i łazienki, połączonych ze sobą niewielkim holem. Wszystko było opłacone przez jego rodziców, ponieważ Piotr miał się martwić tylko o studia. Domyślał się, że hojność rodziców w przeważającej mierze wynikała z faktu, iż od dłuższego czasu byli w separacji. Chłopak wszedł do swojego pokoju i zaczął się ubierać, szukając wzrokiem komórki, która gdzieś się zapodziała. W końcu ją wypatrzył. Leżała na ziemi, przy łóżku, podobnie jak jego spodnie od piżamy. - To chyba jakaś epidemia. – Mruknął pod nosem i schylił się, żeby podnieść telefon. I tak jak przypuszczał, był pełen wiadomości. Agnieszka wydzwaniała do niego na zmianę z puszczaniem smsów. Nawet odpisała mu na wieczornego smsa, ale później było już tylko gorzej. Od „wstawaj śpiochu”, poprzez „spóźniasz się na seminarium”, do „czuję się olewana”, by skończyć na „nie odzywaj się do mnie” i „nie chcę cię znać”. Całe spektrum emocji, a przecież jest dopiero… - Czternasta siedemnaście. – Przeczytał na głos godzinę, obojętnie wyświetlającą się na ekraniku komórki, a jednak w jakiś sposób, stanowczą i surową jak oskarżenie. Albo wyrok. Zdał sobie sprawę z tego, że wbrew smsowym zapewnieniom Agnieszki, to lada moment może się jej tu spodziewać. Przypomniał sobie, jak wczoraj wieczorem był gotów spędzić z nią resztę swojego życia. Do licha, wciąż był na to gotowy, ale dziś to przeświadczenie było racjonalnie chłodne, w przeciwieństwie do ostatnich gorących namiętności. Piotr ubrał się i poszedł do kuchni coś zjeść, mimo, że tak naprawdę w ogóle nie czuł się głodny. Zrobił sobie kanapki z żółtym serem i leniwie przeżuwając poszczególne kęsy, pogrążył się w myślach, usiłując stworzyć jakąś sensowną wymówkę dla Agnieszki. Nie dawał znaku życia, bo zaspał. A zaspał, bo… No właśnie, odpowiedź nasuwała się sama: zaspał, bo się rozchorował. To powinno załatwić sprawę, pomyślał, i z lepszym humorem zabrał się do pałaszowania ostatniej kanapki. Nie zwrócił tylko uwagi na swoje ubranie, które zadawało się wisieć na nim odrobinę bardziej niż zwykle.

4

Z rozmyślań wyrwało go pukanie. Wstał od stołu, ale zaledwie zrobił kilka kroków, ze stóp spadły mu gumowe klapki. Zaklął pod nosem, ale nie wrócił się, żeby je nałożyć z powrotem, tylko podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku. Na klatce stała wysoka blondynka, której Piotr w pierwszej chwili nie rozpoznał. - Hej, Piotrek, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam, bo musisz mi szybko pomóc z komputerem. - O, cześć Aniu, nie poznałem cię. – Piotr był przyzwyczajony do tego, że na dziewczyny zawsze patrzy z góry, więc od razu zwrócił uwagę na niecodzienną sytuację, gdy tym razem to on musiał spojrzeć nieco w górę, aby odnaleźć oczy nastoletniej sąsiadki. - Masz buty na wysokim obcasie? – Zapytał, kierując spojrzenie na stopy dziewczyny. - Nie, jestem w samych skarpetkach, zobacz! No chodź, bo marznę! - Poczekaj, nałożę sobie ciapy. Piotr wrócił się po klapki, i tym razem od razu zauważył, że są na niego za duże. Dziwne rzeczy się dziś dzieją, pomyślał, i poszedł za dziewczyną, która już zdążyła się wrócić do swojego mieszkania. Zanim nacisnął klamkę, zapukał. - No wejdź! Otwarte! – Usłyszał zza drzwi. Kiedy znalazł się w pomieszczeniu, które sąsiadowało z jego mieszkaniem, z miejsca dopadła go Ania. Ale tym razem, zamiast powodzi skarg na głupi komputer, stwierdziła rzeczowo: - Strasznie schudłeś. - Co? - Ubranie na tobie wisi. Jak na wieszaku. Piotr spojrzał na luźne rękawy swojej bluzy. Rzeczywiście była na niego ewidentnie za duża. Co najmniej o jeden rozmiar. - Pewnie się rozciągnęła w praniu. – Powiedział z wahaniem w głosie. - Piotrze, w praniu ubranie się zazwyczaj kurczy. - Oj, nieważne. – Odparł Piotr i podwinął rękawy. Miał już dość kierowania wzroku w górę. Nawet, gdy był w klapkach, to Anka wciąż wydawała mu się wyższa. Niewiele, ale jednak. Takie rzeczy się czuje. Dziwił się tylko, że dziewczyna jeszcze nie zauważyła, że on wcale nie schudł tylko… No właśnie, tylko co? Zawsze był od niej wyższy, więc co się stało? Przecież się nie skurczył w praniu! Od tej myśli, aż go ścisnęło w żołądku. Musiał szybko zmienić temat, zanim Anka za bardzo skupi się na jego kondycji fizycznej. - Pokaż mi, co się dzieje z tym twoim komputerem. Dziewczyna zaproponowała, żeby usiadł na krześle, i nachylając się nad nim, pokazała mu palcem pliki wyświetlające się na monitorze, które powinna przesłać mailem koleżance. Oprócz tego Piotr dowiedział się, że jej rodzice pojechali do dziadków i ona teraz sama musi niańczyć swoją siedmioletnią siostrzyczkę. - Normalnie jestem uwiązana w domu na amen! – Podsumowała całą sprawę. – Przynajmniej mogę spokojnie palić na balkonie, co nie? - A w ogóle, to gdzie się podziała Natalia? Chyba jej nie zgubiłaś, co? – Zapytał Piotr. - No weź przestań. Jest w szkole. Za chwilę muszę pójść ją odebrać. Piotr bez trudu wysłał mail pod wskazany adres. Kilka kliknięć myszką i gotowe. Zastanawiał się, czy nie był to tylko pretekst, żeby go zwabić do mieszkania Ani, podczas nieobecności jej rodziców. Ale ze mnie Narcyz, napomniał się w myślach. Odwrócił się do dziewczyny i powiedział: - Melduję wykonanie zadania. - O, wielkie dzięki! – Wykrzyknęła dziewczyna. - Służę z radością. – Odrzekł Piotr, a w tej samej chwili na biurko wskoczył czarny kot. - Wiktoria, sio! – Warknęła dziewczyna, rzucając się z rękami na zwierzę. - Nie wganiaj jej. Uwielbiam koty. – Powiedział chłopak i pogłaskał kota, który wydawał się całkowicie ignorować wrzaski swojej właścicielki. - Skoro tak… A napijesz się może herbaty, albo czegoś? Mam piwo w lodówce, jak chcesz… - Nie, dzięki Aniu, dzięki. Muszę spadać, naprawdę. Mam mało…- Urwał i poczuł jak znów jeżą mu się włosy na karku. Mało. Jest tylko jedno wyjaśnienie tej całej sprawy – ktoś sobie z niego żartuje. Zaczął podnosić się z krzesła, ale nastolatka przytrzymała go za ramiona, tak, że ponownie klapnął na siedzenie. - Ale masz chudziutkie ramiona. Prawie jak u Natalii… - C-co? Co powiedziałaś? - Że jesteś strasznie szczuplutki… Hej, gdzie uciekasz? – Piotr zerwał się na równe nogi, i tym razem jego wzrost nie pozostawiał już cienia wątpliwości. - O Boże! – Jęknęła na jego widok dziewczyna. Chłopak oniemiałym wzrokiem patrzył się na, do niedawna drobną, nastolatkę, która przewyższała go teraz o dobre pół głowy. Ale nie tylko ona, bo wszystko, wszystko było jakby przesunięte w górę i… napęczniałe. Wszystko było powiększone! - Piotrze, ty się skurczyłeś! Zakręciło mu się w głowie i pochłonęła go ciemność.

5

Piotr był na wykładzie i słuchał profesora, który mówił coś w niezrozumiałym języku. Aula była wypełniona studentami. Wszyscy pochyleni nad zeszytami skrzętnie, niemal symultanicznie, notowali każde słowo płynące z mównicy. A słowa dosłownie płynęły, unosząc się w powietrzu. Zapisane z liter jakiegoś pradawnego alfabetu, wychodziły z ust wykładowcy i przepływały przez aulę, raz powoli i dostojnie, innym razem, jak pociski wystrzeliwane z karabinu maszynowego, przelatywały z furkotem odbijając się od ścian i sufitu, gdzie rozpryskiwały się na jeszcze mniejsze słówka. I nagle profesor zwrócił się wprost do niego, a chmara słów wysypująca się z ust wykładowcy, uderzyła go i porwała w powietrze. Poczuł, że leci bezwładnie, niesiony prądem wykładu i widział, że pędzi wprost na ścianę, na której za chwilę niechybnie się roztrzaska. A wtedy. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą zatroskaną twarz. - Gdzie jestem? – Zapytał i spróbował wstać. Silna ręka nie pozwoliła mu na to. - Nie podnoś się. Jesteś u mnie w domu. Zemdlałeś. – Powiedziała Anna, cicho, głosem pełnym troski i współczucia. - Jak… Jak długo byłem nieprzytomny? - Około godziny. Przeniosłam cię na łóżko i poszłam po Natalię. Jak wróciłam, to jeszcze spałeś. - Przeniosłaś mnie na łóżko? - Nie chciałam, żebyś leżał na podłodze… Nie byłeś zbyt ciężki. - Muszę, muszę iść do siebie. - Chyba nie myślisz, że cię teraz wypuszczę? - Nie będę z tobą dyskutował. – Usiadł na łóżku i odsunął kołdrę. Spojrzał na swoje nogi i doznał wrażenia deja vu, z tą różnicą, że tym razem miał na sobie spodnie, chociaż jego stopy ginęły w nogawkach dżinsów. Sięgnął do nich rękami i podwinął je podobnie jak to zrobił wcześniej z rękawami bluzy. Zrobił to odruchowo, gestem typowym dla chudzielca, który zawsze musi poprawiać spadające mu z tyłka spodnie. Gdy skończył, zsunął się z łóżka na podłogę i zdążyło mu ulżyć, gdy z góry spojrzał na dziewczynę, by za chwile znów poczuć, jak przeszywa go dreszcz. Ania siedziała w kucki. Podnosząc się na równe nogi rosła Piotrowi w oczach jak wielki nadmuchiwany balon. Wyprostowana, przewyższała go o dobre pół metra. Ledwo sięgał jej do piersi.

6

- Mam nadzieję, że nie zemdlejesz znowu, chociaż wcale bym ci się nie zdziwiła. – Ania przerwała ciszę, podczas której dłuższy czas stali w milczeniu, patrząc na siebie. Dziewczyna z mieszaniną ciekawości i rozbawienia, natomiast Piotr, z rosnącym przerażeniem. - Nie bój się, nie zemdleję. – Mruknął chłopak. - Nie boję się. Chętnie cię znów zaniosę do łóżka. - Bardzo zabawne. - Wcale nie. Powinieneś pójść do szpitala. - Do szpitala? – Piotr zastanawiał się, czy mogliby tam cokolwiek poradzić na to, co mu się przytrafiło. – Z tej opcji nie skorzystam. – Odparł. - Moim zdaniem, robisz się coraz mniejszy. - To miło, że dzielisz się ze mną swoim zdaniem, ale ja załatwię to po swojemu. - Nie zostawię cię samemu sobie… Z pokoju obok dobiegł dziecinny śmiech. - To Natalia? – Zapytał Piotr. - Tak, ogląda telewizję. - Nie chcę, żeby mnie zobaczyła w tym stanie. Przestraszy się. - Żartujesz? – Anna zrobiła ogromne oczy, jakby wpadła na znakomity pomysł. - Będzie w siódmym niebie! – Wykrzyknęła, po czym odwróciła się i pobiegła do drugiego pokoju, by zawołać młodszą siostrę. - Natalia, chodź tutaj szybko! – Krzyknęła, po czym zwróciła się do Piotra: - Zaczekaj, zaraz ją przyprowadzę. Piotr nie miał zamiaru stać się ciekawym okazem zoologicznym dla dwóch nastolatek, więc skorzystał z chwili nieuwagi Anny i pobiegł do drzwi. Nie martwił się już o swoje klapki, które były teraz o wiele na niego za duże. Nacisnął klamkę i wybiegł na korytarz, a stamtąd wprost do swojego mieszkania. Gdy się w nim znalazł, zatrzasnął drzwi i zamknął je, nie bez wysiłku, przekręcając stalowy klucz w zamku. Po chwili usłyszał tupot stóp Anki, która wybiegła za nim, po czym bez pukania, zaczęła forsować wejście. Może i była większa od niego, ale wciąż za mała, żeby wyłamać drzwi z zawiasów, więc krzyczała tylko coś o tym, że musi się nim zaopiekować. Gdy zignorował jej wrzaski, zaczęła mu grozić, że pożałuje tego, że się przed nią ukrywa, a później, najwyraźniej znudzona robieniem z siebie idiotki, wróciła się do domu. Gdy Piotr usłyszał trzask zamykanych drzwi opadł na dywan w holu, oparł się plecami o ścianę i spróbował przedstawić sobie sytuację, w jakiej się znalazł, oraz ewentualnie, obmyślić jakiś plan działania. Do kogo mógłby zadzwonić? Do rodziców? Nie, to stanowczo nie wchodziło w grę. Oni mieli wystarczająco dużo problemów ze sobą, żeby im dostarczać nowych. W takim razie została mu tylko Agnieszka. Ale jej również nie chciał się pokazać w takim stanie. Z drugiej strony nie znał nikogo, kogo mógłby jeszcze poprosić o pomoc. Oczywiście Anna, zanim zwariowała, miała rację. Powinien zadzwonić do szpitala. Postanowił jednak, że najpierw spojrzy prawdzie w oczy. Musi przekonać się, jaka jest jego sytuacja. Wstał i poszedł do kuchni. Otworzył szafkę, gdzie trzymał zupełnie nieużywany zestaw krawiecki, prezent od jego mamy z okazji postawienia pierwszego kroku na drodze do samodzielności. Sięgnął po niego rękami, które okazały się za krótkie. Piotr stanął na palcach, ale i to nie pomogło mu dosięgnąć schowanego tam pudełka. To nie wróżyło najlepiej na przyszłość. - Boże, co się ze mną dzieje? – Zapytał pustą kuchnię. W jego zachowaniu nie było jednak nerwowości. Panika, która zaatakowała go podczas spotkania z Anną, postanowiła najwidoczniej pozwolić mu na złapanie oddechu. Odwrócił się powoli na pięcie, chwycił taboret i podsunął go pod szafkę. Gdy się na niego wdrapał, dosięgnięcie zestawu krawieckiego przestało być trudnością. W małym pudełeczku, między szpulkami nici i kolekcją igieł w każdym rozmiarze, odnalazł to, czego szukał – metr krawiecki. Spojrzał na zwinięty wąż żółtej taśmy, jak na narzędzie tortur, z którego musiał właśnie skorzystać. Z szuflady wyjął czarny flamaster. Chwila prawdy, pomyślał, i podszedł z obydwoma przedmiotami do ściany w holu. Oparł się o nią plecami i opierając flamaster o czubek głowy, narysował na ścianie poziomą linię. Następnie odwrócił się i rozwinął metr krawiecki. Mierzenie przebiegło sprawnie, ale wnioski jakie nasunęły się Piotrowi do głowy później, były po prostu przerażające. Według swojego dowodu osobistego, powinien mieć jeden metr osiemdziesiąt trzy centymetry wzrostu. Natomiast według miarki krawieckiej, jego wzrost wynosił jeden metr i dwadzieścia siedem centymetrów. Czyli, w ciągu jednego popołudnia skurczył się o ponad pół metra. I wyglądało na to, że z każdą chwilą zmniejszał się coraz bardziej.

7

Gdy czekał na połączenie, telefon ciążył mu w ręce jak cegła.. Nie wiedział, jak Agnieszka zareaguje, ale jeśli ta dziewczyna miała dla niego jakieś znaczenie, nie mógł się przed nią ukrywać. Czuł, że musi z kimś porozmawiać. Czy to czary? Czy ja śnię? Po czwartym sygnale przerwał połączenie. Tym razem, to ona była nieosiągalna. Upuścił komórkę, a urządzenie upadło między jego bose stopy. Spodnie odrzucił pod ścianę w krótkim napadzie furii, gdy po raz kolejny spadły mu z tyłka, i wydawało się, że tym razem na dobre. Kolejne mierzenie metrem krawieckim nie pozostawiało złudzeń – Piotr kurczył się coraz gwałtowniej. A może to czas zaczął dla niego płynąć szybciej? Nie wiedział. To nie miało teraz znaczenia. Teraz obchodził go jego wzrost, który diagnozowała kolejna pozioma kreska zakreślona coraz większym, czarnym flamastrem. Chłopak przeczuwał, że wkrótce te kreski stanął się dla niego odmianą więziennego odliczania. Odliczania, do czego? - Aż zniknę. – Wymamrotał w odpowiedzi. Spojrzał na wynik mierzenia apatycznym wzrokiem. Sto dwanaście centymetrów. Piętnaście centymetrów w pół godziny. Pięć milimetrów w minutę. Przez jakiś czas chodził po pustym mieszkaniu podziwiając wszystko z nowej, niższej perspektywy. Dywan zdawał się prosić o przystrzyżenie, meble stały się dekoracją z opowieści o czarodziejskiej fasoli, a zwykły, dwudziesto jedno calowy telewizor, zamienił się w domowe kino. Ale gdy zaplątał się w swoje dżinsy, wpadł w szał. Chwycił je, gruby, sztywny materiał z trudnością deformował się pod jego palcami, i niezbyt imponującym rzutem posłał w kąt. W diabły. Później wyplątał gumkę z bokserek, które zaczęły mu już sięgać do kolan, rozciągnął ją na ile dał radę, i zawiązał w supeł. Ta sytuacja przypomniała mu nowelkę Prusa, Kamizelka, i to skojarzenie rozbawiło go na tyle, że zamiast tłuc pięściami w bezsilnej złości we wszystko co zdołał dosięgnąć, zebrało mu się tylko na płacz. Usiadł na skrzyżowanych nogach i jeszcze raz spróbował połączyć się z Agnieszką. Tym razem, gdy w słuchawce zabrzmiał pierwszy buczący sygnał, w odpowiedzi rozległa się przygłuszona melodyjka dobiegającą zza jego drzwi. A po chwili, gwałtowne pukanie. - Piotrze, zanim ci pozwolę mnie olać, najpierw cię zabiję. – Usłyszał damski głos, na dźwięk którego mimowolnie się uśmiechnął. – Otwieraj, wiem, że jesteś w domu. I mam nadzieję, że jesteś umierający, bo innego wytłumaczenia nie przyjmę.

Rozdział II

1

Piotr usłyszał odgłos otwieranych drzwi na korytarzu. Ania, pomyślał. Anka postanowiła wtrącić się w zamieszanie. Agnieszka przestała pukać i dziewczyny wdały się w rozmowę, ale chłopak nie potrafił zrozumieć, o czym gadają. Przystawił ucho do miękkiego obicia, jakim powleczone były jego drzwi wejściowe, ale i to nie pomogło mu uszczknąć z rozmowy ani jednego słowa. Jedynie bełkotliwy szum zwielokrotniony echem korytarza. Chwilę stał w miejscu, rozważając swoje położenie. Nie może wiecznie udawać, że nikogo nie ma w domu, pomyślał. Był niemal pewny, że Anka czatowała pod jego mieszkaniem, gotowa rzucić się na niego, gdyby wyściubił chociaż nos poza próg. Musiał założyć, znając długi język sąsiadki, iż powie Agnieszce, że schował w mieszkaniu. A wtedy, jeśli wciąż będzie milczał, Aga pomyśli najgorsze. A to więcej kolei oznacza jeszcze więcej zamieszania, którego wolał za wszelką cenę uniknąć. Westchnął. Popatrzył w okno. Na dworze zaczęło się ściemniać. Ze swojej perspektywy mógł jedynie obserwować niebo, które przybrało odcień głębokiej czerwieni. Wszedł do swojego pokoju i podniósł z podłogi komórkę. Dochodziła dwudziesta. Gdy odkładał telefon, podwinięte do tej pory rękawy poluzowały się i rozwinęły aż do samej ziemi, przemieniając bluzę w rozwiązany kaftan bezpieczeństwa. - Mam nadzieję, że oszalałem. – Mruknął Piotr i zdjął z siebie za duże ubranie. Teraz miał na sobie tylko bokserki ze zwężoną gumką i podkoszulek, który wyglądał na nim jak suknia balowa. Tak, przyjąłby obłęd z otwartymi ramionami. Na korytarzu ucichł szum rozmowy i Agnieszka znów podeszła pod jego drzwi. Tym razem nie zapukała. Przez moment tylko stała w milczeniu, po czym odezwała się, jednak znacznie spokojniej niż poprzednio, ale nie mniej stanowczo: - Jeśli nie otworzysz drzwi, zadzwonię po pogotowie. Piotr zdał sobie sprawę, że dłużej nie może już zwlekać. - Nie dzwoń. Za chwilę otworzę. – Odpowiedział a coś w jego głosie przebiło się przez maskowany spokój Agnieszki. - Jezu, Piotrze! – Krzyknęła dziewczyna. - Czy ty leżysz na ziemi? - Nie, dlaczego… - Dlaczego tak myślisz, miał zapytać, ale sprawa wydawała się jasna. Dla Agnieszki jego głos docierał z dołu. - Poczekaj, już otwieram. - Przestań mnie straszyć do cholery! Mam dość tych głupich gierek! Dlaczego nie odpowiadasz na moje smsy? Piotrek? Piotrek! - Cicho… - Agnieszce wydało się, że powiedział to przez zaciśnięte zęby, jakby robił coś, co wymagało od niego wielkiego wysiłku. - Ale za chwilę będziesz biedny… Rozległ się zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Agnieszka nie czekała na zaproszenie, lecz od razu nacisnęła klamkę, otwierając szeroko drzwi do mieszkania swojego chłopaka.

2

Mieszkanie tonęło w mroku. Przywodziło na myśl jaskinię lub nawiedzony dom, a złe przeczucia, które zawładnęły umysłem Agnieszki dały o sobie znać jeżąc jej włosy na karku. Dziewczyna sięgnęła ręką do włącznika. Chwilę szukała go dłonią, macając ścianę na lewo od wejścia. W końcu odnalazła kontakt i zapaliła światło. Rozżarzona żarówka oślepiła ją jak nagły błysk słońca po wyjściu z ciemnego tunelu. Agnieszka zakryła dłonią oczy, aby uporać się z zawrotem głowy i z mroczkami, które przesłoniły jej widoczność purpurową mgiełką. Po chwili wzrok powrócił do dawnej ostrości, a dziewczyna zobaczyła istotę, która wyszła jej na spotkanie. Przed nią stało małe dziecko w sięgającym mu do ziemi za dużym podkoszulku, jakby po starszym bracie. Wydawało się wychudzone. Niemal zasuszone i Agnieszka pomyślała o filmach, w których szamani voodoo kurczyli ludzkie głowy do rozmiaru grejpfruta. Bo dzieci mają przecież wielkie głowy, w porównaniu do reszty ciała, przyszło jej na myśl, a to tutaj… To nie było dziecko. To był… - Piotrze? – Zapytała, czując jak wszystkie kontrolki w jej umyśle zapalają się na czerwono. - Anka ci nie powiedziała? – Odparła istota. Agnieszka zamrugała oczami. Przed nią stał człowieczek o proporcjach ciała należących do młodego mężczyzny, ale jednak wzrostem przywodzącym na myśl czterolatka. - Piotrze? – Przełknęła ślinę. – Piotrek? Chłopak poczuł, że idiotyczne niedowierzanie malujące się na twarzy Agnieszki, zamiast wpędzać go w jeszcze gorsze przygnębienie, w jakiś niewytłumaczalny sposób sprawiało mu radość. - To ja. – Odparł. A gdy dziewczyna na miękkich nogach zaczęła się do niego zbliżać, pochylając się lekko, uniósł rękę, zatrzymując ją tym gestem. – Zamknij za sobą drzwi. – Powiedział. - Nie chcę, żeby ta wariatka zza ściany wparowała tu zaraz. I rozbierz się, do licha, zostawiasz ślady błota wielkie jak u słonia!

3

Piotr znów doznał uczucia dejavu, gdy stali z Agnieszką, w milczeniu przyglądając się sobie. Z tą różnicą, że w tym momencie Agę należałoby uznać, nie tyle za wysoką, co po prostu olbrzymią. Z jego perspektywy, wzrost dziewczyny wynosił na oko ze cztery metry. Ledwo sięgał jej do pasa. Jej szczupłe nogi, zakryte ciasnymi dżinsami, wyglądały jak napęczniałe kolumny, na których unosiła się szczupła, ale jednak potężna talia zwieńczona krągłościami piersi, i która przechodziła następnie w smukłość szyi oraz uroczą, spoglądającą z góry twarz Agnieszki. Jak Atena. Jak jego bogini, przeszło mu przez myśl, ale szybko przywołał się do porządku. Poprzez lęk, chłopak poczuł również iskrę pożądania. Postanowił przerwać milczenie. - Przepraszam, że nie dawałem znaku życia. – Powiedział i podrapał się w czubek nosa. - Jak widzisz, mam tutaj mały problem. Agnieszka nie odpowiedziała, lecz gwałtownie skoczyła do przodu, przykucnęła przed chłopakiem i złapała go za ramiona. Spróbował się wyrwać, ale jego ciało wydało się jej bardzo kruche i delikatne, a opór, ledwo wyczuwalny. Miała wrażenie, że bez wysiłku skruszyłaby jego kości. - Ej, Agnieszka! To boli! – Chłopak zrobił ogromne oczy. Wciąż tliło się w nim pożądanie, ale teraz wypierała je wzbierająca panika. Przypomniała mu się Anka i przeszło mu przez myśl, czy przypadkiem jego stan nie wywołuje u ludzi szaleństwa. Bał się, że to samo spotkało Agnieszkę lecz tym razem czuł się bezradny. Jej ogromne dłonie miały miażdżącą siłę. Naprężył mięśnie, ale nie potrafił się wyswobodzić z uścisku. Poczuł, że za chwilę się rozpłacze. - Agnieszka! Agnieszka, puść mnie! Dziewczyna rozluźniła uchwyt. - Przepraszam. – Powiedziała. – Chciałam się upewnić, czy jesteś rzeczywisty. Czy to… Czy to wszystko jest prawdziwe. Chłopak odsunął się do tyłu o kilka kroków. Mimo, iż przykucnięta, dziewczyna wciąż była od niego większa i z góry przypatrywała się mu niewidzącym wzrokiem. Jej rozmiary zaczęły go przerażać. Nagle pożałował tego, że ją wpuścił. Zapragnął uciec. - Jak to się stało? – Zapytała. - Nie wiem. - Nie wiesz? - Nie. – Zamyślił się. Czuł, że jest coś, o czym zapomniał, a co powinien był wiedzieć. Coś bardzo ważnego. A może to tylko taka głupia nadzieja, że prawda jest tuż za rogiem, gdy faktycznie odpowiedź w ogóle nie istnieje. - Wiem tylko tyle, że… - Że co? Że co, Piotrze? – Dopytywała się dziewczyna nieświadomie przyjmując postawę jak przy rozmowie z małym dzieckiem. - Że kurczę się coraz bardziej. – Wymamrotał drewnianym głosem. Gdy wypowiedział na głos to, co od kilku godzin jedynie obijało się toksycznymi myślami po jego umyśle, poczuł realny strach. - Ja chyba umieram… - Nie umierasz, głupku. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Usiadła na podłodze krzyżując nogi i oparła głowę na dłoni. Piotr stał przed nią, wyprostowany, ale pełen lęku, przed ogromem jej ciała, które z każdą chwilą wydawało się coraz bardziej go przytłaczać. Jej wyciągnięte do przodu kolana sięgały mu do połowy piszczeli. Dziewczyna przerwała milczenie. - Kiedy to się zaczęło? Chłopak opowiedział jej w skrócie o tym, że zaspał, i że na początku nie wydarzyło się nic niepokojącego. Nawet, gdy mu spadły klapki, nie zwrócił uwagi żeby działo się coś dziwnego. Pierwszym sygnałem było to, jak zauważył, że jego bluza zrobiła się o rozmiar za wielka, i komentarz sąsiadki, że strasznie schudł. Przemilczał tylko, jak salwował się potem ucieczką, przed dziewczyną, której nagle odbiła palma na jego punkcie. Zakończył na tym, że zaczął odmierzać postęp jego malejącego wzrostu na ścianie w przedpokoju. - Chodź, zobaczysz. – Powiedział, i zaprowadził dziewczynę do miejsca, gdzie dokonywał pomiarów. Agnieszka nie fatygowała się, żeby podnieść się na nogi, lecz poszła za Piotrem na czworakach. W tej pozycji lepiej go słyszała. Chłopak ustawił się pod ścianą. W ręce trzymał już czarny flamaster, ale jego palce były za krótkie by pewnie go utrzymać nad głową, nie wspominając już o manewrach. - Mogę? – Zapytała dziewczyna. Piotr bez słowa podał jej markera, ale Agnieszka nie potrzebowała zakreślać kolejnej poziomej linii, by stwierdzić, że od poprzedniego mierzenia chłopak zmniejszył się o jakieś… pół metra. I nie wiele się pomyliła. Mierzenie metrem krawieckim nie pozostawiało złudzeń. Piotr liczył sobie już tylko siedemdziesiąt jeden centymetrów wzrostu.

4

Siedzieli na kanapie w drugim pokoju mieszkania Piotra. Chłopak stanowczo odmówił, gdy Agnieszka chciała go podsadzić, i o własnych siłach wdrapał się na miękki mebel, jednak usadowił się w maksymalnej odległości od dziewczyny. Jej rozmiar go niepokoił. Nie rozmawiali wiele. To, co się przytrafiło Piotrowi było tak nienaturalne, że Agnieszka nawet nie protestowała, gdy ten zadeklarował całkowitą niechęć do wszelkiego kontaktu z lekarzami. „To głupie”, powiedział wtedy, „ale wydaje mi się, że to nie dzieje się przypadkiem. Po prostu poczekam na rozwój wydarzeń”. Poprosił, żeby została jakiś czas. Ona odparła, że chyba mózg mu się skurczył, jeśli myśli, że zostawi go teraz samego. Uśmiechnął się. Poczuł gwałtowny przypływ miłości do tej kobiety, które to uczucie gorącą falą rozeszło się po jego ciele, grożąc eksplozją klatki piersiowej i żołądka. Z przyjemnością oddał się tej emocji. Ale nie miał odwagi spojrzeć na Agnieszkę. Zamiast tego powiedział: - W tym tempie, do jutrzejszego wieczora pewnie przestanę istnieć. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Chwilę siedzieli w milczeniu, wpatrując się w telewizor. Właśnie leciała reklama jakiegoś samochodu – nowy i ulepszony, teraz zmieścisz w nim wszystko. Piotr przerwał ciszę. - Coś mi się przypomniało. - Co takiego? - Wiesz, co mówią tomiści o istnieniu? – Zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. – Mówią, że Bóg udziela istnienia. Udziela go swoją miłością. - Do czego zmierzasz? - Może po prostu Bóg powoli przestaje mnie kochać… - Boże, Piotrek, ale to głupie! I w ogóle to tomiści mówią zupełnie co innego! - No nie wiem… - Piotrze, jeśli wierzysz… Jeśli wiesz, że to co się z tobą dzieje, ma jakiś cel, to trzymaj się tej myśli i będzie dobrze. - A może tym celem jest to żebym zniknął, co? - A może powinnam cię zgnieść jak pomarańczę? – Odparła dziewczyna, i zbliżyła się do Piotra wyciągając w jego stronę dłonie z rozcapierzonymi palcami. – A wiesz jak niecierpię pomarańczy! Chłopak odruchowo spróbował się odsunąć, ale siedział przy samym oparciu kanapy, więc tylko się skulił. - Ojej, nie bój się, przecież ja tylko żartowałam. - To wcale nie było śmieszne. Popatrz na siebie. - A co jest ze mną nie tak? - Jesteś… Jesteś ogromna. – Wyjąkał. Dziewczyna roześmiała się. - To ty jesteś mały. – Stwierdziła. - I gadasz głupoty. - Ja po prostu mówię, jak jest. – Odparł chłopak i zrobił urażoną minę. - I nie nazywaj mnie małym. Siedząc ze skrzyżowanymi na piersi rękoma i skwaszoną miną, a stopami nie sięgając nawet poza krawędź kanapy, wyglądał tak rozkosznie, że Agnieszka znów wybuchnęła śmiechem. Tym razem nie powstrzymało jej przestraszone spojrzenie chłopaka. Przysunęła się do niego i wsunęła jedną dłoń pod jego uda, a drugą wsadziła za jego plecy, po czym uniosła go bez wysiłku w górę. Chłopak krzyknął, ale nie szarpał się, tylko złapał asekuracyjnie za materiał jej koszulki na piersi. Dziewczyna wstała i trzymając go w ramionach, zaczęła kręcić się wokół własnej osi zaśmiewając się do rozpuku. - Już ja ci wybije z głowy te głupoty! – Krzyczała. - Dobra, starczy! Starczy! – Darł się chłopak, ale Agnieszka wciąż się śmiała tańcząc po pokoju z Piotrem na rękach. - Dość, Agnieszka! Starczy! Mam dość! - Będzie dość, gdy ja o tym zadecyduję! – Wyszeptała, i podrzuciła chłopaka w powietrze. Złapała go, zakręciła jeszcze jeden piruet, i zasapana opadła na dywan odstawiając wreszcie Piotra z powrotem na ziemię. - Wariatka! – Krzyczał, odbiegając od rozbawionej dziewczyny. – A gdybym to ja tak ciebie zaczął szarpać i podnosić i w ogóle tarmosić po pokoju? - Jak chcesz, to proszę bardzo! Jestem cała twoja! Bierz mnie! – Mówiła ze śmiechem i aby uwiarygodnić swoje słowa, rozłożyła ręce w geście bezradności i uległości. Piotr spojrzał na dziewczynę, która, mimo iż siedziała na ziemi, przewyższała go teraz niemal dwukrotnie. - Przestań, proszę cię. Zachowujesz się jak ta kretynka zza ściany! Dla niej też nagle stałem się tylko zabawką! Ciekawym obiektem do oglądania! Agnieszka przestała się śmiać. - Piotrze, nie denerwuj się. Przepraszam. Chciałam tylko, żebyś się nie zamartwiał. Przysunęła się do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. Znów poczuła, jak drobne było jego ciało. - Dobra, nie ma sprawy. – Odparł cicho nie patrząc jej w oczy, lecz kierując wzrok na swoje gołe stopy. – Sprawiasz, że czuję się taki… - Hej, popatrz na mnie. No? – Dziewczyna podłożyła palec pod brodę chłopaka i uniosła jego małą twarzyczkę ku sobie. – Jestem tu. Nie musisz się bać… Uśmiechnęła się do niego, nachyliła i pocałowała go w usta lub, by być bardziej precyzyjnym, w połowę twarzy. - Ale ja się po prostu boję… - Powiedział chłopak. - To przestań… Obronię cię. – Szepnęła cicho i znów go pocałowała.

5

Zapadł zmrok. Dochodziła północ. Wczoraj o tej porze stałem z Agnieszką przed jej akademikiem i proponowałem, żeby zamieszkała ze mną, myślał Piotr. A dziś chyba właśnie się spełniło moje życzenie, skonstatował. Przypomniał sobie, jak był pewien, że jest gotów zgodzić się na wszystko byle tylko mógł spędzić z nią resztę swojego życia… Uważaj, czego pragniesz, bo twoje życzenie może się spełnić, prawda? Ponura ironia losu, pomyślał. Modlił się, aby nie była prawdziwa. - O czym myślisz? Drgnął na dźwięk jej głosu. Spojrzał w górę. Agnieszka siedziała bokiem na złożonych nogach. Jedną ręką podpierała się o podłogę, natomiast drugą przeczesywała swoje piękne, czarne włosy. Piotr stał o kilka kroków od jej dłoni, podziwiając w osłupieniu ogrom dziewczyny. Przed chwilą skończyli kolejne mierzenie. Uparł się, że musi wiedzieć, a Agnieszka mu w tym pomogła, bo o własnych siłach nie był w stanie unieść markera ponad głowę. Czekali. Nie wiedział na co, ale to nie miało znaczenia. Po prostu czekali. Czuł, że coś się musi wreszcie wydarzyć. Coś musi nadać sens temu, co mu się przytrafiło. Trzymał się tej myśli z desperacją człowieka, który dryfuje na ostatniej desce roztrzaskanej łodzi poprzez bezmiar oceanu. Trzymaj się i żyj, lub odpuść i daj sobie szansę w nowym wcieleniu. Piotr nie chciał się poddać, chociaż na dobrą sprawę nie wiedział, co innego mu pozostało oprócz czekania. Tak więc przez jakiś czas rozmawiali ze sobą. O tym, co słychać na uczelni i jakie mają plany na przyszłość. W pewnym momencie chłopak poprosił, aby Agnieszka włączyła telewizor. Jej odbierające dech rozmiary peszyły go coraz bardziej. Ale nie tylko ona. Meble, ściany… Nie miał odwagi wyjść na balkon. Wszystko widział tak dokładnie. Najdrobniejsze szczegóły każdego materiału były powiększone jakby nosił umocowaną na stałe do twarzy lupę. Kurz puszysty jak wełna i wielki jak piach. Włosy jak grube, gładkie nici. Wszystko wyolbrzymione i przysadziste. Piotr widział kiedyś w telewizji program o wystawie powiększonych makiet przemiotów codziennego użytku, ale to, czego doświadczał teraz, było zupełnie czymś innym. Świat był realny. To on czuł się tak jakby został w nim umieszczony przez przypadek. W pewnym momencie krótki t-shirt zaczął mu przeszkadzać. Tonął również w bokserkach. Zwężanie gumki nie miało już sensu. Agnieszka to zauważyła i w kilka minut, korzystając z jego przybornika krawieckiego, uszyła mu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych