zomo dance. part(y) one
Co się skrywa w kobiecej subtelności?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Późny wieczór, niewielkie miasto w województwie zachodniopomorskim. Jak zwykle, któryś z kilku patroli miejscowej policji przemierzał miasto w poszukiwaniu incydentów, których jak na złość od kilku miesięcy było niewiele. A więc rutyna, nuda, nic poza tym. Raptem trzeba było zwrócić uwagę kilku głośno zachowującym się smarkaczom, toteż spisać parę osób przechodzących przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Jak przyznał zresztą jeden z funkcjonariuszy, sami specjalnie nie szukali tychże incydentów, bo po co im kłopoty, blankiety trzeba wypisywać, a nie chce się przecież. Parę lat temu marzyli jeszcze o pościgach za złodziejami samochodów, a teraz? Lepiej nie interweniować, bo i po głowie można dostać. Zatem sunęli spokojnie swoim polonezem caro, unikając okolicy miejscowej dyskoteki, gdzie zawsze działo się coś nie po ich myśli. A że była sobota i miejscowa dyskoteka pulsowała pełną parą, woleli spokojnie pogadać o życiu swoich żon na stacji benzynowej po przeciwnej stronie miasta. Minęli zatem przejazd kolejowy prowadzący do poniemieckiej fabryki paliwa syntetycznego i skierowali auto do starszej części miasta, za którą mieściła się stacja benzynowa, ostoja nocnego spokoju. Gdy minęli jedyny w centrum miasta dyskont spożywczy jeden z funkcjonariuszy, który nie prowadził poloneza, a martwo zawieszał oko na opustoszałych ulicach, zwrócił uwagę na niewielkie przejście miedzy budynkiem sklepu a starą, odrapaną kamienicą. – Ty – mruknął do swojego kolegi – coś mi się przewidziało. Podjedź od strony parku. Polonez delikatnie przetoczył się za kamienicę i zajechał pod niewielki parczek od strony zachodniej. Policjanci jednak nic nie zauważyli, dopiero jak księżyc wydostał się zza kłębiastych chmur ujrzeli dwa, a raczej trzy cienie przemierzające dosyć szybko parkowe alejki. – Widziałeś? – zdumiał się jeden z funkcjonariuszy. – No widziałem – odparł drugi i przeczesał ręką przetłuszczone włosy. – Co o tym sądzisz? Wkraczamy? – No kurwa widzisz, że coś jest nie tak. Wyciągaj szperacza. Namierzymy gagatków. Policjant uruchomił reflektor i zaczął namierzać przemieszczające się cienie. – O tam są. Jedziemy, szybko, bo chyba uciekają. Nie czekając kierowca poloneza uruchomił koguty świetlne i ruszył w pościg. Polonez z twardym zawieszeniem zaczął podskakiwać na nierównościach parkowych dróżek. Lada chwila pościg był już przy uciekających. Zajechali im drogę. Uciekający, a raczej uciekające, stanęły jak wryte. Chyba nie spodziewały się takiego rozwoju sytuacji. Jeden z policjantów wyszedł z radiowozu, po czym wrócił za parę chwil i powiedział do drugiego. – Janek, nie uwierzysz. Chodź zobacz. Oboje podeszli do dwóch stojących przed radiowozem nastolatek. Na pozór wszystko wyglądało normalnie, dwie nastolatki wieczorem w parku! – No zobacz, tam za ławką. Starszy posterunkowy Jan W. poświecił latarką w kierunku ławki. – Co to ma być? – No nie wiem właśnie. Idę zawiadomić posterunek. Posterunkowy Jakub L. podszedł do radiowozu i przez radiostację nadał komunikat. – No, tu patrol drugi się zgłasza. Słuchaj Kryśka, mamy dziwną rzecz. Słuchaj, jakieś dwie nastolatki błąkają się po parku z zomowcem, mamy je przywieźć na komendę? – Powtórz, nie zrozumiałam – z głośnika rozległ się trzeszczący, przesterowany głos. Policjant powtórzył komunikat. – Z kim? Hallo… – Z zomowcem! – Z kim, nie rozumiem, hallo…, powtórz – głos kobiety był zniecierpliwiony. – Mamy dwie nastolatki z…, no jak to powiedzieć, z manekinem zomowca. – Co? Zomowca? Jaja sobie robisz? – Jakie tam jaja – funkcjonariusz zaczął się denerwować. – Dziewczęta mają z sobą manekina przebranego za zomowca, to znaczy w przebraniu zomowca, to znaczy w mundurze zomowca, no kurwa nie wiem, jak mam to wytłumaczyć, mają zomowca!!! Co mamy z nimi zrobić? – To zabierajcie to całe towarzystwo i na dołek z nimi. Wyjaśnimy na miejscu… Odbiór. – Dobra, zrozumiałem. Jedziemy… Bez odbioru. Bez żadnego tłumaczenia wsadzili dziewczyny na tylną kanapę, ale zomowiec nie chciał się zmieścić. – Co z nim robimy? – Jakub L. poczuł się nagle bezradny. – Nie chce się zmieścić? Zostawiamy go tutaj i dzwonimy po wsparcie? – Zwariowałeś? Będziesz chłopaków fatygował. Do bagażnika z nim. I zapakowali do bagażnika, ale też nie chciał się zmieścić. Nogi wystawały. – Dobra, na komendę niedaleko – starszy posterunkowy tylko przymknął bagażnik. – Jedziemy. – Czekaj, jeszcze pałę zgubił. – Co? – A, pokaż. Heh, takiej szturmówki nie trzymałem w ręku od dobrych czasów, ale nic to, jedziemy, bo małolaty się niecierpliwią. W trakcie jazdy klapa bagażnika zaczęła obijać się o wystające nogi zomowca. Policjanci zatrzymali radiowóz. – Co jest z tym zomowcem, kurwa mać! – Jan W. zdenerwowany wysiadł z samochodu. Funkcjonariusze stanęli nad otwartym bagażnikiem i zaczęli się zastanawiać. W tym czasie w radiowozie dało się usłyszeć cichą rozmowę. Jedna z dziewczyn objęła delikatnie drugą i szeptała jej do ucha: – Co teraz zrobimy? – Dżizas, nie wiem, ale wtopa. – No nieźle, a mówiłam, żeby dać sobie spokój z tym zomowcem, a ty się uparłaś. – Sama się uparłaś, ciebie bardziej pociągał… – urwała, bo jeden z funkcjonariuszy zwrócił im uwagę, żeby siedziały cicho. – No to co, Janek? – Cholera, da się go jakoś rozkręcić? Czekaj, zdejmij mu hełm. – Chcesz go rozkręcić? – A jak go kurwa schowamy? Przytrzymaj go za głowę, ja odkręcę te cholerne nogi. I tak odkręcili nogi zomowca i schowali razem z korpusem do bagażnika. Polonez cało i szczęśliwie podjechał pod Komendę Powiatową Policji. – Wy dwie, wysiadać i za mną – posterunkowy L. czuł się ważny. Zaprowadził dziewczyny do jednego z pomieszczeń na pierwszym piętrze. A w tym czasie starszy posterunkowy W. próbował poskładać zomowca, ale jakoś mu to nie wychodziło. Chwycił więc niezgrabnie pod pachę rozczłonkowanego manekina i wkroczył dumnie na komendę wzbudzając tym samym ubaw kolegów i koleżanek z pracy. L. zamknął nieletnie w pokoju przesłuchań i zszedł na dół zameldować o całym wydarzeniu przełożonym. Młodszy aspirant K. nie ukrywał zdziwienia. – I co my teraz zrobimy? Przecież to dziewczynki i w dodatku nieletnie. Nie możemy z nimi rozmawiać, nie mamy takich uprawnień. Trzeba zadzwonić po Justynę. – Przecież ma wolne, będziemy ją zrywać? – Nie mamy wyboru, ta sprawa nie może czekać, przecież ich nie zatrzymamy na noc, a sprawę z tym, no, z tym waszym zomowcem trzeba wyjaśnić. Aspirant policji Justyna K. zjawiła się po dwóch kwadransach. Od dawna czekała na jakieś wezwanie. Jako samotna, wyzwolona kobieta wręcz nudziła się wieczorami w swojej kawalerce na miejscowym blokowisku. Chciała całkowicie poświęcić się pracy i chociaż brała wszystkie możliwe nadgodziny, ciągle było jej mało. Tak przynajmniej wyglądało to w oczach kolegów z pracy i tak chciała, żeby wyglądało. Po dotarciu na komendę od razu skierowała się do pokoju przesłuchań nie zwracając uwagi na bełkotliwe tłumaczenia L., który cenił panią aspirant za szybki awans. Zamieniła tylko kilka słów ze starszym posterunkowym Janem W. i wkroczyła do pomieszczenia, w którym chichotały dwie nastolatki. Krótka rozmowa dotycząca danych personalnych i standardowych procedur przyniosła taki skutek, że poza nazwiskami, miejscem zamieszkania i do której szkoły uczęszczają nic więcej się nie dowiedziała. Przywołała starszego posterunkowego, żeby przyniósł manekina. W. przyniósł rozczłonkowanego zomowca i położył na stole. – No nie, panie Janie – zirytowała się aspirant K, która z nikim na komendzie nie była na „ty”. – Co pan tu przynosi. Tak nie będziemy pracować. Proszę złożyć tego manekina do kupy. Jan W. nieudolnie zaczął dopasowywać części do siebie, do tego stopnia, że aspirant K. sama wzięła się do tej skomplikowanej roboty i dosłownie wyrzuciła W. za drzwi. A nie było to proste zadanie, gdyż zomowiec miał na sobie za duży uniform moro i ciężko było manewrować wyginającymi się rękami i nogami. W końcu jednak udało się, zomowiec w całej swej okazałości stanął w roku pokoju, na wprost siedzących dziewcząt. – A teraz słucham pań – Justyna K. zmarszczyła brwi i rześko wstała odpychając z impetem krzesło od stołu. – No mów – jedna z nastolatek zaczęła szturchać łokciem drugą. – Nie, ty mów – zaczęły się przekomarzać. K. nie wytrzymała. – Słuchajcie dziewczyny. Kończycie w tym roku gimnazjum, nie zachowujcie się jak dzieci. – Ale my nie jesteśmy dziećmi – jedna z dziewcząt stanowczo zaprotestowała. Pani aspirant nachyliła się nad nią i patrząc głęboko w oczy szepnęła. – No to udowodnij i opowiedz, skąd macie tego zomowca?! Dziewczyna poczuła oddech Justyny K. na licu. Wyraźnie się zaczerwieniła. Policjantka pachniała jaśminem, zapachem, który młódka uważała za uwodzicielski. Justyna K. jako samotna trzydziestosześciolatka używała różnych perfum, choć nie dlatego, żeby uwodzić mężczyzn. Miała z nimi wiele nieprzyjemnych przejść i dlatego postanowiła nigdy już nie wiązać się z tym, odrażającym w jej mniemaniu, gatunkiem. Szukała innych rozwiązań, ale nigdy nie skonsumowała związku z kobietą, choć po tych wszystkich złych doświadczeniach była do tego skłonna. Poświęciła się tylko i wyłącznie pracy, zamykając się tym samym na świat zewnętrzny, pełen obłudy i zła czającego się w czarnych zakamarkach niewielkiej miejscowości. Wolała wieczorami zamykać się w swoim przytulnym mieszkaniu i szukać rozwiązań, które sprawiłyby, że jako kobieta niezależna mogłaby samowystarczalnie załatwiać swoje potrzeby natury erotycznej. To była jej niezwykła tajemnica, którą ukrywała pod osobą zadumanej w sobie, nieczułej, niedostępnej, oziębłej aspirant K. Jej świat wewnętrznych upodobań odbiegał w znacznym stopniu od tego, co szeroko pojęte społeczeństwo uważało za niemoralne i odrażające, wręcz nienormalne. Odbiegał w stronę innego wymiaru, który K. osiągnęła po kilku latach życia w swoim mentalnym, przepełnionym sadomasochizmem więzieniu. Dlatego przypatrywała się dwóm gimnazjalistkom bardzo uważnie, choć starała się nie poznać po sobie, że w ogóle mogą być one obiektem jej zainteresowania. Cały ten ciężar psychologicznej wyliczanki, która jednak atrakcyjniejsza, przejął stojący w rogu zomowiec. – No to jak było z tym panem? – Justyna K. stanęła za plecami dziewcząt i czekała na odpowiedź. – No bo on nas pociąga – wyrwało się jednej z dziewczyn. – Co? – zdumiała się K. – powtórz. I tak nic tutaj nie ukryjecie. Skąd go macie? Mów moja droga, bo inaczej skończy się kuratorem szkolnym. – No bo tak, ukradłyśmy go, żeby…, no nie wiem – zaczęła się plątać – on nas pociąga, chciałyśmy go mieć na własność. Nie wiem, po co. – Czegoś tu nie rozumiem – zainteresowała się K. – Jak to pociąga, przecież to manekin, jesteście nienormalne, czy co?! Justyna K. ugryzła się w język. W jej ustach to pytanie było nie na miejscu, ale nie wytrzymała, w końcu była w pracy, która nie powinna mieć nic wspólnego z jej życiem osobistym. – My jesteśmy normalne, ale on był taki, no wie pani, zabujałyśmy się w nim. – No dobrze, po kolei, gdzie kiedy i po co…? Tylko bez żadnych kłamstw i owijania w bawełnę. K. wygodnie usiadła na krześle i wsłuchała się w zdumiewającą opowieść dwóch nieświadomych wykroczenia gimnazjalistek. – No bo to było tak – zaczęła wyższa z dziewcząt o imieniu Natalia. Krucze włosy, które co chwilę odgarniała spadały jej na ogromne czarne oczy wyglądające jak piłeczki pingpongowe. Czarne spodki źrenic swoją przenikliwością zadziwiały Justynę K., która starała się uważnie obserwować obie nastolatki. Druga z nich, Sonia, była o głowę niższa, ale to właśnie Natalia sprawiała wrażenie nieznacznie wyrośniętej. Sonia miała zafarbowane włosy w delikatnym odcieniu koloru bordowego, ale nie pasowały do niej, jak podświadomie stwierdziła K. Miała zbyt jasne oczy, żeby farbowane włosy miały manifestować wysublimowaną ponętność. Widać było, że dziewczyny w tym wieku bardzo dbają o siebie, mają delikatne makijaże, które tylko nieznacznie miały podkreślać ich rysy. Były ubrane w ciemne ubrania, zapewne miało to związek z nocną eskapadą. Sonia wierciła się niespokojnie na krześle, a Natalia kontynuowała opowieść – bo to wszystko przez tę wystawę, na której byłyśmy ze szkoły. – Jaką wystawę? – przerwała K. – W zeszłym tygodniu poszliśmy z klasą na taką dziwną wystawę, do takiego pociągu co stoi na stacji. – No tak, wiem o co chodzi – domyśliła się K., bo w mieście było głośno o nietypowej wystawie, która mieściła się w kilku wagonach towarowych i przez kilka dni miała stać na nieczynnym już dworcu kolejowym. – No właśnie, nuda jakaś. Nie chciało nam się chodzić po tych wagonach, ale wychowawczyni zaganiała nas do każdego i mówiła, że będzie sprawdzian z tego, co zobaczymy na wystawie. Sonia poszła z chłopakami na fajkę, bo tam za wagony można było przejść, a mi się samej nie chciało chodzić po tej wystawie. Jakoś zimno było w tych wagonach, no i nuda. Wtrąciła się do tej pory milcząca Sonia. – Wcale nie poszłam na fajkę – broniła się – ja tylko do towarzystwa, bo chłopacy chcieli. – No dobrze, nieważne, nie wydam cię. Co z tym zomowcem. To mnie interesuje – niecierpliwiła się aspirant. Natalia kontynuowała. – No to krzyknęłam do Soni, chodź głupia, bo znowu dostaniemy po szmacie, i zaciągnęłam Sonię do tych wagonów. Jakieś zdjęcia tam były i butelki, no i w tym jednym wagonie stał taki pan w mundurze. – Jaki pan w mundurze? Ten zomowiec? Manekin? – A skąd ja mogłam wiedzieć, że to jakiś zakichany zomowiec. No stał sobie, dopiero później jakaś pani w wagonie powiedziała, że to jakiś zomowiec. Ja nie wiem co to znaczy, ale Sonia powiedziała, ty, patrz na niego, przyjrzyj mu się uważnie. – Wcale nie – wtrąciła się znowu Sonia – to ty stanęłaś przy nim i zaczęłaś się gapić na niego jak jakaś pogięta. Ja dopiero stanęłam wtedy przy tobie, on był taki… Urwała i ugryzła się w wargę, z której natychmiast pociekła kropelka czerwonej substancji. Justyna K. to dostrzegła, ale nie reagowała. Podniecało ją to, jak tłumaczą się urocze nastolatki. Niedostrzegalnie przejechała językiem po dolnej wardze i stanowczo nakazała kontynuowanie opowieści. – No nie wie pani, jak to jest? – Natalia wytrzeszczyła oczy i zawiesiła wzrok na stojącym w rogu zomowcu. – Nawet teraz robi mi się mokro, jak na niego patrzę. – Przestań – Sonia nie wytrzymała i chwyciła koleżankę za rękę. K. też nie wytrzymała i uderzyła ręką w stół. – Co ty wygadujesz gówniaro? – A bo tak, lecimy na niego… – Dość tego – aspirant roztrzęsiona przeszła się po pokoju. – Zastanów się co mówisz dziewczyno. To nie jest normalne. – Co nie jest normalne? Że chciałyśmy mieć zomowca, dla siebie? – K. zadziwił spokój, z jakim mówiła to Natalia. Wydała się w tym momencie strasznie zaborcza, jakby walczyła o swojego mężczyznę. Sonia tylko przytaknęła. – Tak, on jest nasz, on należy do nas, nie może pani nam go odebrać. Justyna K. otworzyła okno i wyciągnęła z torebki paczkę Lucky strike’ów. Drżącą ręką zapaliła papierosa i starała się opanować emocje, ale cała sytuacja ją przerastała. W całej karierze zawodowej nie spotkała się z takim przypadkiem. Patrzyła na stojącego w rogu manekina. Nie wiedziała już, kto ją bardziej podnieca, te niby niewinne nastolatki czy zomowiec, któremu przyjrzała się uważnie, po raz pierwszy w tej rozmowie. Faktycznie, stał w rogu, taki dumny, miał takie nienaturalne rysy, albo jeszcze inaczej, jego twarz miała w sobie coś niesamowitego, co sprawiło, że niespodziewanie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LauraHolm
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…