Wróć do katalogu

zycie

jest tu opisana historia ,ktora przezyl pewien czlowiek

marcinek cinek, opublikowano , 10 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jestem szczęśliwym facetem ale nie zawsze tak było....Przed dziewięciu laty moje życie stanęło na skraju przepaści... Miałem żonę,synka i duże mieszkanie w Berlinie, dobrze zarabiałem, niczego nam nie brakowało. Żona zajmowała się dzieckiem i domem, było jak w bajce. Wychodząc do pracy brałem ze sobą śniadanie, czule żegnałem się z moimi bliskimi a zamykając drzwi juz za nimi tęskniłem. Kiedy wracałem wspólnie jedliśmy obiad a potem albo szliśmy na spacer albo jechaliśmy na zakupy. Nie mieliśmy żadnych problemów a i zdrowie nam dopisywało. Taka sielanka trwała do czasu pójścia naszego synka do przedszkola. Żonie powoli wszystko zaczęło przeszkadzać. Twierdziła, że się nudzi sama w domu. Zaproponowałem, żeby poszła do jakiejś lekkiej pracy, aby jej czas szybciej zleciał. Otrzymałem od niej krótką odpowiedź: "nie od pracowania jesteś ty!". Zażyczyła sobie, założenia w domu internetu, żeby mogła komunikować się ze swoimi znajomymi. Nie chciałem sprawiać problemów więc spełniłem zachciankę żony. Przez jakiś czas w domu panował spokój, chociaż miałem jakieś dziwne przeczucia no i niestety kolejne miesiące pokazały, że miałem racje. Spędzaliśmy z żoną coraz mniej czasu. Ona pochłonięta była swoimi internetowymi rozmowami. Ja zaś musiałem zająć się synkiem. Doszło do tego, że po przyjściu do domu nie czekał już na mnie obiad. Skończyły się nam tematy do rozmów, próbowałem dociec co robie nie tak, czemu tak jest ale ona zawsze mówiła, że wszystko jest w porządku i że najwyraźniej szukam dziury w całym.Rozmowy nie miały sensu,więc odpusiłem sobie. Nagle ot tak sobie z dnia na dzień wszystko wróciło do normy.Moje obawy,troski i żale prysły jak bańka mydlana.Spędzilismy wspaniały weekend pełny ciepła i miłości było poprostu cudownie.Znowu byłem szczęśliwy...W poniedziałek jak zwykle poszedłem do pracy,byłem wręcz uskrzydlony,czas w pracy minął mi błyskawicznie za to droga powrotna do domu dłużyła się strasznie.Chciałem juz być na miejscu i cieszyć się rodziną. Wszedłem do mieszkania ogarnął mnie jakiś dziwny niepokój.Nie było słychać ani mojej żony ani też synka,było dziwnie inaczej.Nie wiedząc czemu pobiegłem do sypialni. Zobaczyłem pustą szafę bez ubrań mojej żony.Tysiąc myśli przebiegło mi przez głowę.Co ona zrobiła?Co się stało?Nerwowo krążyłem po mieszkaniu w poszukiwaniu jakiejś wiadomości od żony,niczego jednak nie znalazłem.Przez chwilę myślałem,że to zły sen.Co to telefon?Tak to dzwoni telefon!To napewno ona...Zamiast głosu żony usłyszałem głos przedszkolanki,która informowała mnie,że do tej pory nikt nie odebrał mojego syna.Odłożyłem słuchawkę,czułem się tak jakbym dostał obuchem w głowę,wiedziałem tylko,że muszę zabrać dziecko do domu.Pojechałem do przedszkola na utyskiwania przedszkolanki nie odpowiadałem. W głowie miałem taki haos,że z pewnością nie mógłbym z nią normalnie rozmawiać.Nie mogłem się skupić na prowadzeniu samochodu,chwilami miałem wrażenie,że za kierownicą siedzę pierwszy raz. Tliła się we mnie nadzieja,że kiedy wrócimy do mieszkania ona tam będzie i że się wszystko wyjaśni.Jej jednak nadal nie było.Nie wiedziałem co mam robić,co o tym wszystkim myśleć. Z tej desperacji chwyciłem się myśli,że może było włamanie do mieszkania a ona gdzieś poszła i zapomniała odebrać synka z przedszkola.Zadzwoniłem na policję i po mojego serdecznego kolegę,bo ktoś przecież musiał przypilnować dziecko.Obdzwoniłem koleżanki mojej żony ale żadna z nich nic nie wiedziała,tylko jedna powiedziała mi,że żona umawiała się z mężczyznami poznanymi przez internet i że planowała odejść ode mnie.Powiedziała mi też,że żona rozpowiadała o mnie,że ją biję.To co usłyszałem strasznie mnie zabolało.Odparłem tylko,że ani jej ani dziecka nie biłem. Powiedziałem też,że odeszła sama bez dziecka.To co mówiłem zrobiło na koleżance mojej żony duże wrażenie, usłyszałem tylko :"boże co to za matka,która własne dziecko zostawia..".Rozłączyłem się nie miałem ochoty na dalsze rewelacje dotyczące naszego życia. Wzbierała we mnie furia,wszystko co zbudowałem i osiągnąłem zawaliło się w mgnieniu oka.Przez głowę przebiegła mi myśl,żeby wsiąść w samochód i zatrzymać się na jakimś dużym solidnym drzewie...ale nie mogłem przecież zostawić synka!Popatrzyłem na niego był taki słodki,niewinny i zdezorientowany.Przyjechała policja,nie stwierdzili włamania,zapytali się czy nie chcę zgłosić zaginięcia żony,krótko odparłem,że nie.Dla mnie wszystko było jasne,ona odeszła od nas zupełnie świadomie, co z niej za matka,jak mogła zostawić własne dziecko? Mój kolega zajął się moim dzieckiem,zadzwonił do żony,że zostanie u mnie.Poinformował też mojego szefa,że następnego dnia nie przyjdę do pracy.Byłem ogłupiały po zażyciu leków uspokajających. Zmęczony zasnąłem. Śniłem o wszystkim co wydarzyło się tegoż dnia, w śnie się obudziłem i wszystko było po staremu ale kiedy się naprawdę obudziłem koszmar ciągle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych