Wróć do katalogu

Życie jak sen

Krótkie opowiadanie o tym co jest w życiu ulotne. Czasem nie wiemy co jest jawą a co snem.

Rezor, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak to się właściwie wydarzyło ? – pytanie to powtarzało się w jego głowie bezustannie, jakby czekało na odpowiedź, która nigdy nie nadejdzie. - Czy coś się stało ? Słowa te wyrwały go z zamyślenia. - Nie – spojrzał na siedzącą naprzeciw niego młodą kobietę – nic takiego, kochanie. - To dobrze – kobieta uśmiechnęła się lekko i popatrzyła na niego, jakby oczekując na wyjaśnienia. - Przepraszam… - nie wiedział co ma powiedzieć – może coś zamówimy ? - Czekałam, kiedy to powiesz – poprawiła swe niesforne włosy w kolorze żywego złota – jestem głodna. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, nigdy nie potrafił się smucić w jej obecności. Jej optymizm zawsze miał na niego zbawienny wpływ. Dziewczyna wzięła ze stolika menu i przeglądała je, radośnie przy tym szczebiocząc. Lecz on znów wyłączył się mentalnie, znów pochłonęły go myśli. - Jak do tego doszło ? – pytanie to powracało do niego niczym bumerang – jak to się stało, że jesteśmy ze sobą ? Wcześniej była zupełnie niewrażliwa na moje zaloty, a teraz siedzimy razem w restauracji… – w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że nie wie jak nazywa się miejsce, w którym się znajdują – nie pamiętam jak doszło do tego, że jesteśmy razem, nie pamiętam… niczego. Spojrzał na nią. Jej długie włosy opadały na drobne ramiona, skrywały delikatną, miłą twarz, teraz pochyloną nad menu. Jej delikatne dłonie zgrabnie przewracały strony listy dań, starannie oprawionej w skórę. - Introligatorskie dzieło sztuki – pomyślał – cała restauracja jest bardzo wysokiej klasy – rozejrzał się po lokalu. Popatrzył na wielkie okna przywodzące na myśl paryskie pałace, na ciężkie kotary koloru złotego. - Może są utkane z Jej włosów ? – myśl ta była na tyle absurdalna, że aż się uśmiechnął. Posmutniał jednak przypomniawszy sobie, iż nie wie skąd się tutaj wziął. - Zapytać czy nie zapytać ? – kolejna myśl wdarła się do jego mózgu – Nie! Wyjdę na idiotę. Ale jak mogłem zapomnieć ? Jak ? – odetchnął, jakby próbował zrzucić z siebie ciężar. Nie udało się. Ponownie skierował na Nią swój wzrok. Składała właśnie zamówienie. Kelner potakiwał kiwnięciami głową i skrzętnie notował coś w swoim małym notesiku. Jego ubiór i zachowanie przywodziły na myśl lokaja usługującego parze brytyjskich lordów. - Brakuje tylko świec i zespołu skrzypków – uśmiechnął się po raz kolejny – to byłby dopiero kulturowy miszmasz. - Kochanie – spojrzała na niego swymi obłędnymi, niebieskimi oczyma – wybrałam już dla nas obiad. Nie pytaj, to niespodzianka. – roześmiała się. On również. - Trudno – pomyślał – nie ważne skąd się tu wziąłem, najważniejsze, że jestem tutaj z Nią. Czyż nie tego chciałem ? Czyż nie do tego zawsze dążyłem ? Teraz mam zamiar się cieszyć. Koniec ze smutkiem. Koniec z zastanawianiem się. Na salę wszedł kelner, z gracją manewrując między licznymi stolikami, z dwiema srebrnymi tacami w dłoniach. Na jednej znajdował się szklany półmisek. Na drugiej kilka drobniejszych naczyń, prawdopodobnie z porcelany. Półmisek, jak się po chwili okazało, skrywał w sobie pieczonego homara z warzywami. - Kochanie, jestem zaskoczony. - Poczekaj, aż zobaczysz deser – mrugnęła do niego okiem. Mrugnięcie to mogło oznaczać dosłownie wszystko. Obok półmiska kelner ustawił karafki z rozpuszczonym masłem, parę szczypiec i sztućców oraz butelkę czerwonego wina, o niemówiącej im nic nazwie – Iraes. Upewniwszy się, że niczego więcej im nie trzeba, kelner oddalił się. Przystąpili do jedzenia. - Skarbie, bardzo Cię kocham. - I ja Ciebie, mój śpiochu. Nie zrozumiał, czemu to powiedziała, ale na wszelki wypadek uśmiechnął się do niej. - Jedzmy – powiedział – jedzmy, póki ciepłe. Na kilka dłuższych chwil przy stoliku zapanowała względna cisza i tylko brzęk sztućców zdradzał, ze jednak coś się tam dzieje. Coś, nie do końca zrozumiałego.

* * *

- Kochanie, możesz mi przypomnieć, dokąd właściwie idziemy ? – spytał niepewnie. - Żartowniś z Ciebie – roześmiała się i po przyjacielsku szturchnęła go palcem w bok. Odwzajemnił jej uśmiech, ale wciąż nie wiedział skąd wzięli się na tej drodze. Rozejrzał się dookoła. Był u siebie, w swojej rodzinnej okolicy. Od razu rozpoznał domy, oraz ludzi, jak zwykle nielicznych, przechadzających się ulicami. - No pewnie, że żartowniś – zaryzykował - przecież wiem, że idziemy do mnie. - No oczywiście kotku – uśmiechnęła się pięknie, tak pięknie jak tylko Ona potrafiła. Przytulił ją mocniej. - To mam już jakiś punkt oparcia – pomyślał – nie zmienia to jednak faktu, że nie pamiętam skąd się tutaj wziąłem. Jedyne, co sobie przypominam to kolacja w drogiej restauracji, a potem… potem nagle zjawiłem się tutaj. Było bardzo ciepło. - Za ciepło jak na tę porę roku - po chwili zdał sobie sprawę z tego, że nie wiedział, jaka to pora roku, nie wiedział…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych