3xM – Maszyneria i Metaforyczny Morał
Krótkie opowiadanie o metaforyczno-metafizycznej treści :) Co jest w życiu ważne i jak można zmieniać swój los, a jak nie powinno się tego robić...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pan Rybczyński był człowiekiem sukcesu, bez dwóch zdań. Świadczyły o tym nie tylko ulokowane na szwajcarskim koncie liczne zera poprzedzone jedynką, ale również prężnie rozwijająca się firma, mnóstwo kontrahentów, niezła kondycja i podziw, jaki budził wśród członków klubu golfowego. Tego dnia szczególnie rozpierała go duma i radosna satysfakcja, czuł się jak oszlifowany diament osadzony głęboko w skórzanym fotelu przy ogromnym mahoniowym biurku. Sekretarka podała mu dokumenty, z którymi powinien się zapoznać, po czym oddaliła się, kusząco kołysząc zgrabnymi pośladkami i przydając swoją urodą wdzięku całemu pięknie i ze smakiem urządzonemu gabinetowi. Pan Rybczyński, jako człowiek sukcesu, dawno już opanował sztukę czytania ponad dwóch tysięcy słów na minutę, przejrzał więc szybko pierwszą stronę dostarczonej dokumentacji i w porę zorientował się, iż zaszła pomyłka – te dane powinny trafić do któregoś z wicedyrektorów, nie do niego. Wezwał zaraz sekretarkę i skorygował ten błąd, a gdy wyszła, uśmiechnął się do siebie. Był zadowolony z zaoszczędzonych minut. Inny dyrektor biedziłby się z papierami jeszcze długo, być może nawet doczytałby je do końca, jakby nie istnieli stworzeni do tego celu podwładni. Czas to pieniądz, ale mój czas to diament, powtarzał zawsze. Zadowolony z siebie pan Rybczyński przejrzał usytuowany na honorowym miejscu, zapisany schludnym pismem terminarz. Kontrahent z Węgier, o ile szanuje mój czas i się nie spóźni, będzie za dziesięć minut, stwierdził. Normalnie przeznaczyłby tych sześćset sekund na samodoskonalenie się albo inne zajęcie, które zapisał sobie w terminarzu pod rubryką „w wolnej chwili”. Jednak tym razem, jako formę gratyfikacji postanowił poświęcić te cenne minuty na czytanie gazety. Wezwana po raz kolejny sekretarka przyniosła mu jakiś dziennik. Pan Rybczyński pochłaniał w zabójczym tempie kolejne szpalty Skandal, afera, nadużycie władzy, korupcja, wypadek... Dziwne, pomyślał. Kiedyś posłaniec bał się zanosić swemu monarsze złe wieści, w obawie przed gniewem władcy. A dzisiaj ludzie płacą za takie informacje. Poszukał dalej. Odkrycie naukowe, nowa kometa, szczepionka na raka niemal na wyciągnięcie ręki. Już lepiej, pomyślał. A potem jego uwagę przykuł tekst o młodym człowieku, który uczciwie dorobił się wielkich pieniędzy dzięki firmie internetowej. Pierwszy milion w wieku dwudziestu jeden lat. Pan Rybczyński był na ogół statecznym człowiekiem, toteż bycie zalanym przez krew przyjął nadzwyczaj źle. Zagłębił się w lekturze artykułu, co jeszcze pogorszyło jego stan. Rzecz nie w tym, a przynajmniej nie tylko w tym, że szczerze i z głębi serca nienawidził tego całego Internetu. Z równowagi wytrącił pana Rybczyńskiego inny aspekt sprawy. Zorientował się, że nowobogacki... rzecz nie do pomyślenia... miał szczęście! Nie doszedł do pieniędzy dzięki rodzinie, znajomym, wazeliniarstwu czy dzięki przekrętom. Nie poświęcił lat na samodoskonalenie się, jak pan Rybczyński. Chłopak stworzył stronę, na punkcie której z jakiegoś powodu ludzie oszaleli. Dziwne medium, pomyślał pan Rybczyński, dziwne i irytujące. Do tego nieprzewidywalne. W sumie, czemu się dziwić, skoro to chaotyczna, bezkształtna masa nastolatków, popularna papka... I tak ubliżał Internetowi i internautom jeszcze przez dłuższą chwilę, aż zorientował się, że trwoni cenny czas. A kontrahent powinien być lada chwila. W drzwiach ukazał się rumiany, pucołowaty człowieczek o sympatycznej twarzy. - Dzień dobry panu, panie Rybczyński! – odezwał się wesoło. – A cóż za skwaszoną minę mamy? - Bo nas coś rozdrażniło. – mruknął Rybczyński, wstając. Podszedł do gościa, przylepił na usta pierwszy lepszy uśmiech i podał mu rękę. - Proszę siadać... – zawahał się. Właśnie zdał sobie sprawę, że kontrahent miał być Węgrem, a przecież doskonale mówił po polsku, bez jakichkolwiek drobnych potknięć czy obcego akcentu. - A cóż pana wytrąciło z równowagi? – zapytał niski człowieczek, nadal stojąc, teatralnie marszcząc brwi. - Otóż zdenerwował mnie fakt, że niektórzy pracują na sukces latami, a inni zarabiają milion złotych właściwie przez przypadek. - O, widzi pan... – zamyślił się człowieczek. – Przejdzie się pan ze mną? Pan Rybczyński, gotów spełniać o wiele dziwniejsze zachcianki partnerów handlowych, uśmiechnął się sztucznie, bez słowa otworzył drzwi i przepuścił gościa przodem. Kontrahent prowadził go, klucząc po ósmym piętrze biurowca. Pan Rybczyński był zdumiony. Znał wszystkie korytarze na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pagan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…