Wróć do katalogu

7 i 1/2

zdarzyło Ci się kiedyś utknąć w windzie?

kabat, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

[u]7 i 1/2[/u]

Maciek ocknął się. Deszcz siekł go w twarz, a on nie miał siły podnieść ręki i się zasłonić. Co się stało? Gdzie jestem? - Chyba się budzi. – Głos nad jego głową zdawał się dobiegać z bardzo daleka Tępym wzrokiem omiótł okolice. Siedzieli na murku przed „Iluzją”. Woda lała się strugami z nieba, jedynym źródłem światła była żarówka w latarni stojącej przy ulicy. Maciek czuł się jak przeżuta guma, dopiero po chwili pamięć zaczęła wracać i był w stanie poukładać wydarzenia w głowie. Miało się skończyć na góra trzech kolejkach. Później Zdaje się, pomysł na trzeźwy wieczór nie wypalił. A potem bar i łysy gość, który twierdzi że nie sprzeda mu już alkoholu. I chyba plan na wieczór bez bójki też poszedł w zapomnienie. - Co robimy? – spytał Marek. - Już mieliśmy cię nieść do samochodu. Ale skoro żyjesz to wstawaj, spadamy stąd. - Taa, nie ma co tu sterczeć, jak głąby. – Stwierdził filozoficznie Wojtek. - Ale muszę powiedzieć, że lewy sierpowy masz wspaniały! Jednak… – nie dokończył i jakby nigdy nic zaczął oglądać paznokcie. Na chwilę przerwali rozmowę, widząc zbliżających się nowych gości. Andrzej przerwał obgryzanie paznokci i spojrzał na Maćkowe zwłoki. - Pomóż mi go zabrać do wozu. Dziś się już nie pobawimy. – Rzucił w stronę Marka. Chwycili go pod pachy i pomogli wstać. Wolnym krokiem zawlekli go do samochodu i posadzili na tylnym siedzeniu. Wsiedli zajmując pozostałe miejsca. - Będziesz rzygał? - Nie. – powiedział tak słabym głosem, że żaden z kolegów nie miał wątpliwości – Chyba nie – dodał jakby chciał potwierdzić wątpliwości kolegów. - W razie czego masz tu worek. Nie krępuj się. -Tylko uważaj na tapicerkę. Samochód jest pożyczony. – powiedział Wojtek i siadł na miejscu kierowcy. Pozostali zajęli swoje miejsca. Marek przeskoczył po stacjach i zaraz trafił na ich ulubiony kawałek, Teddy Bearsów – „Cobra Style”. Maciek, blady jak ściana osunął się powoli na tylnej kanapie. Znów ogarnął go sen. Rozmowa prowadzona przez kumpli zdawała się oddalać jakby szli długim korytarzem oddalając się od niego.

Po godzinie stanęli przed blokiem w którym mieszkał Maciek. Chłopak przetarł oczy, po krótkim śnie. Zamachał zdrętwiałą ręką, która służyła mu jeszcze przed chwilą za poduszkę. Wiedział, że śniło mu się coś nieprzyjemnego. Mimo wszystko wysiadając z samochodu czuł się chyba trochę lepiej. - Chodź. – Powiedział Andrzej. – Odprowadzę cię do mieszkania. - Spoko, dam radę przejść parę metrów - Na pewno? – zapytał i spojrzał na zegarek z miną „ale już późno…”. - Nie ma problemu, już mi lepiej. - Dobra, to do zobaczenia w pracy. – Uścisnął rękę Maćka i wsiadł do samochodu. - Trzymaj się! – Krzyknął Marek przez otwartą szybę. Wojtek tylko mignął światłami i odjechali. Maciek patrzył jeszcze chwilę za odjeżdżającym samochodem, po czym odwrócił się i powłócząc nogami skierował się wprost przed siebie, do swojej klatki. Stanął przed drzwiami, zaczął szukać kluczy obmacując kieszenie, gdy poczuł, że coś próbuje się z niego wydostać. Obrócił się gwałtownie w prawo, pochylił i zwymiotował na trawę. Dobrze, że chłopaki tego nie widziały – pomyślał. – Boże, jak ja cuchnę! Przetarł rękawem usta i otworzył drzwi. Lekko zataczając się wszedł na klatkę, jego ręka automatycznie powędrowała w stronę włącznika światła. Żarówka rozbłysła, rozświetlając mroki klatki schodowej. Gdy zobaczył schody ciągnące się w górę i w górę, zdał sobie sprawę, że nie zdoła wspiąć się na dziewiąte piętro. Spojrzał na windę. Stała tam i czekała na niego, zapalone w środku światło zdawało się zapraszać go do środka. Od kiedy mieszkał w tym strasznym wieżowcu użył jej tylko parę razy, a od kiedy została odnowiona jeszcze z niej nie korzystał. Teraz wyglądała całkiem bezpiecznie; ściany biły uspokajającą zielenią, wszystkie uszczelki i lampki zostały wymienione, spółdzielnia mieszkaniowa zdecydowała się nawet na zamontowanie kamer, chociaż on nie widział w tym sensu, no chyba że naprawdę nie mieli co robić z pieniędzmi ze składek. Trzymając się blisko ściany, przesunął się w stronę diabelskiej maszyny. Otworzył drzwi i poczuł nieprzyjemny zapach kojarzący mu się z tym, który można poczuć gdy wchodzi się do męskiej szatni. Skrzywił się i spojrzał w głąb ciasnej windy. Pot wystąpił mu na czoło, a serce zaczęło bić nieco szybciej, ale odetchnął głęboko i zrobił krok do środka, przytrzymując drzwi lekko uchylone. Nacisnął okrągły guzik z wymalowaną liczbą 9. Maciek jeszcze raz obrzucił wzrokiem wnętrze kabiny. Odległość między brudno-brązowymi ścianami, wydała mu się zbyt wąska. W wielkim czystym lustrze, zobaczył swoje lekko zniekształcone odbicie. Był blady, lekko drżał na całym ciele, zauważył też, że pobrudził spodnie wymiocinami. Przybrał odważną minę i pozwolił by wielkie drzwi się zamknęły. Winda łagodnie ruszyła w górę, kołysząc się przy tym miarowo. Chwycił się kurczowo poręczy i zaczął liczyć kolejne piętra. Spokojnie to zajmie tylko chwilę – pomyślał – zaraz będę w domu. Patrzył ciągle na lustro jakby dzięki temu, skromna kabina mogła stać się większa. W napięciu oczekiwał łagodnego dźwięku oznaczającego koniec jazdy, ale ten miał prędko nie nadejść. Gdy winda minęła siódmą kondygnację światło zgasło, pozostawiając Maćka w głębokiej ciemności. - Co do… - zdążył powiedzieć, gdy maszyneria zatrzymała się jakby brakło jej siły do dalszej pracy. Stało się to tak nagle i gwałtownie, że tylko silny chwyt na poręczy uchronił go przed upadkiem. Przeszedł go gwałtowny dreszcz, włosy zjeżyły mu się na całym ciele, poczuł panikę, jakby zmienił percepcję, wszedł w inny wymiar. Zawrót głowy sprawił, że znów tylko silny uścisk na poręczy zabezpieczył go przed osunięciem się na podłogę. Odnalazł w ciemności guziki i zaczął pośpiesznie naciskać wszystkie. Nic się nie stało, ale Maciek obrócił się próbując wypatrzeć czegoś w ciemności. W przypływie zdrowego rozsądku zaczął grzebać w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych