Wróć do katalogu

Abdul (fragment opowiadania

Abdul to historia mocno inspirowana światem Lovecrafta zapraszam do czytania

maglownikopublikowano 15 października 201924 min czytania 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dziś postanowiłem poprosić o podwyżkę przez 20 lat pracy w fabryce wełny należy mi się kilka dolarów więcej. Kiedy wybiła 17 odszedłem od stanowiska i udałem się do kierownika. Moja fabryka była na swój sposób nowoczesna nowe maszyny, dużo pracowników i wielki popyt na wełnę. Kierownictwo znajdowało się na górze. Stare drewniane schody prowadziły mnie do upragnionej prośby o wyższą pensje. Zapukałem.

Czego?Otworzyłem drzwi. Pokój kierownika był mały wszędzie waliły się kartki z zapiskami oraz faktury. Szef miał biuro blisko okna by jak sam twierdził Od czasu do czasu muszę dać trochę świeżego powietrza w tej zatrutej pracy. Na biurku było zdjęcie w ramce żony Jima bo tak miał na imię kierownik a na ziemi był mały kosz który od dawna, aż prosił się o wyrzucenie

-To ja szefie William Donovan

-Czego chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?

-Przepraszam szefie zajmę tylko sekundę

-Dobrze wejdź

-Panie kierowniku jestem dobrym pracownikiem fizycznym dużo pracuje w firmie i wie szef, że nigdy, nie opuściłem żadnego dnia więc chciałbym małą podwyżkę

Kierownik mały gruby w okularach i lekko ciasnej marynarce spojrzał na mnie. Wyjął z szuflady cygaro odciął koniuszek i zapalił

-No więc przychodzisz prosić o podwyżkę?

-Tak

-Hmm. Niech pomyśle, masz 47 lat pracujesz u mnie już 20 lat i chcesz podwyżki?

-Tak

-Nie ma mowy, jesteś zwolniony

-Ale jak to szefie? Przecież jestem najlepszy

-Może i najlepszy, ale na twoje miejsce mogę wyszkolić dwóch takich za taką samą pensje beż podwyżek

Mój świat się załamał nagle poczerniało mi przed oczami, serce zaczęło mocno uderzać a ja poczułem się, że zaraz zemdleje. Jednak jak na mężczyznę przystało opamiętałem się w ostatniej chwili i złapałem głęboki oddech mimo mroczków przed oczami starałem się nie przewrócić. Wszystko przepadło 20 lat nagle znika mi między palcami, przez jedno moje słowo

-Zabierz swoje rzeczy i podejdź do kasy zostanie Ci wypłacone należne za ten miesiąc i nie pojawiaj się więcej w mojej pracy

-Przepraszam szefie. Ja potrzebuje pracy

-To mnie już nie interesuje, masz tu kwi i żegnam. Dał mi kwit Wskazał mi drzwi w jego oczach widziałem radość.

Wyszedłem z pokoju cały trzęsący się nie potrafiłem zrozumieć dlaczego właśnie ja i dlaczego właśnie teraz. Zeszłem po schodach i udałem się do „kasy” czyli małego pokoju na dole za sprzętami gdzie Kate wydawała tygodniówkę każdemu zapracowanemu pracownikowi.

-Witaj Kate. Próbowałem się uśmiechać przy przywitaniu, jednak byłem w rozsypce

-O cześć William co Cie tu sprowadza dziś dopiero środa

-Zostałem...Zostałem... Zostałem zwolniony

-Kate wysoka ciemnowłosa kobieta w podobnym wieku co ja z małymi okularami zdziwiła się

-Co? przecież jesteś najlepszym pracownikiem

-Byłem dziś u Jima i mnie wywalił bo chciałem podwyżkę

-Niewiarygodne

-Spoglądam na nią i daje jej kwit, zerka na kwit coś zapisuje w zeszycie i otrzymuje 200$

-Mam nadzieje, że jakoś znajdziesz szybko coś

-pewnie tak, do zobaczenia Kate

-żegnaj Williamie

Wyszedłem z pracy z 200$ i z brakiem możliwości powrotu. Deszcz zaczął kapać coraz mocniej z nieba. Mieszkać w Providence bywa okrutne. Deszcz pojawia się zawsze kiedy najmniej się tego spodziewasz. Wsiadłem do trolley caru kupiłem bilet. Mało ludzi jeździ tramwajem o tej porze. Miałem czas by zebrać myśli , jednak myśli były coraz gorsze. Wysiadłem Fulton Street i udałem się do mojego małego mieszkania. Była już godzina przed 20 kiedy otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Przywitał mnie mój kompan kot, który łasił się do moich spodni. Poszedłem do kuchni nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem przy stole. Co teraz? Zapytałem sam siebie. Lecz odpowiedź nie nadeszła. Postanowiłem się napić. Potrzebowałem czegoś mocnego. Przebrałem się i wyszedłem z domu. Bar był blisko ulice ode mnie na Westmister Street. Deszcz powoli przestawał. Przed moimi oczami ujrzałem szyld z wybrakowanych napisów pomalowanych na jaskrawy błekit bar „Pod zdechłym oposem” Pili tutaj rożni ludzie, bogaci i biedni podobno alkohol łączy wszystkich i coś w tym musi być. Wszedłem do środka. Panowała przyjazna atmosfera. Barman wycierał brudną ścierką szklankę. Kilka osób siedziało przy stolikach ze swoimi pannami inni rozgrywali partie pokera innymi słowy bar tętnił życiem. W oddali ujrzałem mężczyznę siedzącego samotnie przy stoliku. Początkowo nie zwracałem zbyt dużej uwagi na tego jegomościa. I zamówiłem piwo u barmana. Kiedy barman skończył nalewać piwo. Wziąłem i rozejrzałem się po barze. Stoliki były zajęte. Tylko mężczyzna co samotnie pił miał jedno wolne miejsce obok siebie. Postanowiłem podejść i zapytać czy mogę się dosiąść i dotrzymać mu towarzystwa

-Dobry wieczór. Spojrzałem na mężczyznę ogolony z długą twarzą ostrzyżony z ciemnymi włosami wydał mi się na pierwszy rzut oka sympatyczny być może jakiś bankier

-Witaj, kim jesteś? Zapytał

-Jestem William Donovan, widzę, że siedzi pan sam a bary są od tego by mieć jakieś towarzystwo. Nie wiem skąd u mnie tyle entuzjazmu, jeszcze nie dawno byłem w rozsypce.

-No więc usiądź Williamie, co pijesz?

-Piwo, panie?

-Mów mi Howard

-Mogę usiąść?

-Jasne

-Miło pana poznać, co pana sprowadza do takiego baru jakim jest” pod zdechłym oposem”?

-Jestem tutaj przejazdem jutro zapewne już mnie tutaj nie będzie

-Jeśli mogę spytać czym właściwie się pan zajmuje?

-Jestem pisarzem i podróżnikiem

-Na pewno widział Pan wiele wspaniałych krain

-Tak, ale proszę już nie mówmy sobie na „ Pan”

-Dobrze jest napić się z kimś, ja dziś straciłem pracę i zostałem z 200$.

-Przykro mi

Mi też- Wypijam duży łyk piwa i spoglądam na rozmówce widac, że jest czymś zmartwiony. Ledwo ruszył swój kufel piwa

-Coś Ciebie trapi Howard?

-I tak i Nie bo odkryłem wiele miejsc przebyłem wiele wód, odkryłem wiele skarbów jednak boje się

-Czego?

-Boję się, że to nadchodzi?

-Co właściwie masz na myśli

W tej chwili pomyślałem, że mój rozmówca jest niespełna rozumu. Zrobił coś co mnie nagle zaskoczyło wypił dwoma łykami swój kufel i już poprosił następny. Barman Przyniósł kolejny kufel piwa a Howard nagle rozjaśnił się

-A co tam co ma być to będzie ważne, że dzisiejszy wieczór spędzę w dobrym towarzystwie Williamie

-Cieszy mnie to, może opowiesz mi o jakieś jednej przygodzie?

-Niech będzie. Będąc w Nowym Amsterdamie. Wypłynąłem wraz z dużą załogą w nieznane morza. Mijały dni a ja zapisywałem cała podróż. Powiem Ci Williamie ta wyprawa była od początku przeklęta

-Czemu przeklęta?

-Kiedy płynęliśmy fale nie pozwalały utrzymywać kursu dwa sztormy przeżyliśmy więc mieliśmy też odrobinę szczęścia. Czwartego dnia dopłynęliśmy

-Gdzie?

-Tej wyspy nie ma na żadnych mapach sam stworzyłem mapę i spisałem jak tam dopłynąć, schowałem mapę do mojej teczki, ale nie o tym. Wysiedliśmy ze statku. Piękna wyspa jak na czerwiec. Szliśmy i odkrywałem nowe gatunki zwierząt i roślin byłem w wniebowzięty . Jednak wszystko co piękne kiedyś dobiega końca i piątego dnia coś dziwnego zaczęło się dziać

-Co masz na myśli?

-Wyspa postanowiła się nas pozbyć hahahahha naiwne to nie sądzisz?- Dopił całe piwo kolejny raz w dwóch łykach i zamówił kolejne

-Jak to możliwe?- zapytałem

-To trudne do wyjaśnienia jednak udało się nam uwolnić z tej przeklętej wyspy i wypłynęliśmy na morze. Płynęliśmy kilka dni i napotkaliśmy kolejną wyspę tym razem zimową. Było na niej tyle śniegu. Jakby sam diabeł zamroził swoje piekło na ziemi. Ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy na powierzchnie. Była to malownicza wyspa z wielkimi górami i kilkoma zwierzętami nazywanymi niedźwiedzie polarne. Nasza wędrówka przebiegała wspaniale mieliśmy zapasy jak i pełny odpoczynek ekipy więc szło nam iście bardzo dobrze. Do czasu kiedy ujrzeliśmy wielką górę która nazwałem Ulhuhtc a w niej znajduje się największy skarb, jednak nie byłem godzien wziaśc go ze sobą i jestem tutaj opowiadając Tobie tą historie.

-Czemu nie byłeś godzien?

-Nie każdy może wziaść tak wspaniały skarb

-O jakich skarbie mówisz?

-O największym jakie ludzkie oko widziało kiedykolwiek Jedynie zrobiłem mapę dokładnie opisałem trasę a jutro wyruszam w kolejną podróż

-W tym momencie przeszyły mnie milion myśli jak znajduje ten skarb i jestem bogaty.

-To daj mi tą mapę spróbuje dotrzeć do tego miejsca i być godzien tego skarbu Howard spojrzał na mnie widziałem, że trzy piwa w tak krótkim czasie wyrobiły w nim nikłe myśli, być może tą opowieść zmyślił a być może właśnie dzięki tym piwom zdradził, że ma mapę tylko dlaczego nic nie wziął z tego skarbu co go zatrzymało?

-Williamie uwierz mi, nie chciałbyś tam płynąć i widzieć to co moje oczy ujrzały i zobaczyć skarb jaki ja ujrzałem

-Ja chce, nic mnie tutaj nie trzyma

-A statek ? Ekipa? Prowiant?

Spojrzałem na mojego rozmówce coś ukrywał, jednak niechciał zdradzić mi co. Mniejsza o to jutro otrzymam mapę i pojadę z nią do Willfreda na pewno mi pomorze. Wstał spojrzał na mnie jakby w jego oczy krzyczały nie przychodź. Przez chwile jego spojrzenie mnie przeraziło jednak zaraz potem uśmiechnął się założył kapelusz, marynarkę i wyszedł wcześniej płacąc za mnie i za siebie barmanowi. Siedziałem jeszcze chwile przy stoliku po czym też wstałem i ruszyłem w stronę domu. Mimo, że wypiłem tylko 3 piwa to zaszumiało mi w głowie. Udałem się do mieszkania mój kot gruby szarobury spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć. „ Nie ważne co dziś słyszałeś nic jutro nie rób” uśmiechnąłem się do kota i dałem mu miseczkę jedzenia a sam położyłem się do łóżka to był ciężki dzień Wstawiłem czajnik a sam zacząłem patrzeć przez okno. Ciemność kilka latarń lekko oświetlała ulice. Księżyc schowany za duża warstwą chmur nie dawał nawet złudnej nadziei na jasną noc. Jednak mimo ciemności dało się usłyszeć kilkoro osób wracających czy to z pobliskiego baru czy z pracy w fabryce metalu. Mój kot obudził się i przyszedł łasić się do mnie.

Pogłaskałem go i zanurzyłem się w myślach jak to być bogatym. Czas biegł zbyt wolno nie mogłem zasnąć a dopiero 3 wybiła na zegarze jeszcze kilka godzin rozmyśleń. Koło 5 mój umysł zaczął plątać mi figle może to z niewyspania a może to z przejęcia, że straciłem prace. Lecz widziałem na własne oczy jak coś atakuję kobietę na ulicy. Już miałem pobiec kiedy owy stwór spojrzał na mnie.

Latarnia słabo go oświetlała lecz ja dostrzegłem rybią twarz.

Kiedy wybiegłem z mieszkania by sprawdzić z tą kobietą, poczułem smród zdechłych ryb. Kobieta siedziała oparta o latarnie na jej twarzy wyraźnie został tylko ostatni krzyk. Zawołałem o pomoc.

I w tym momencie to był duży błąd bo nie wiedziałem co powiedzieć policji kiedy się zjawi. Przecież nie powiem, że widziałem stwora co wyglądał jak człowiek pełen łusek jak u ryby.

Wyśmieją mnie i wezmą za wariata. Jednak kobieta która siedziała nie żyła nie wiem czy ze strachu czy ten stwór dokonał zniszczeń w jej ciele. Jedynie nie widzę krwi co mnie uspokaja i nie pokoi. Nie minął kwadrans kiedy podjechał samochód policyjny. Wyszedł z niego tęgawy policjant z małym notesem i ołówkiem

Wyszedł z niego tęgawy policjant z małym notesem i ołówkiem

Witam jestem sierżant Thomas Evergold, to pan znalazł zwłoki?

Tak widziałem przez okno jak ktoś coś robi tej kobiecie, kiedy wybiegłem napastnika już nie było

Policjant spojrzał na ciało kobiety była ubrana na czerwono cęra jej była blada zaś włosy ciemne. Ciekawe co ta nieszczęsna kobieta wiedziała, że tak musiała skończyć stąd było ją dostrzec z mojego okna, Jednak najlepiej ujrzałem to coś co zabiło tą biedaczkę

-Czemu pan nie powiadomił władz z domu lecz pofatygował się tutaj i zadzwonił?

-Myślałem, że żyje, jednak kiedy podszedłem i spojrzałem na nią wiedziałem, że niestety się spóźniłem

-Wygląda mi to na atak serca, zaraz zadzwonię po karetkę a pana proszę o jedno proszę wrócić do domu i porządnie się wyspać na pewno taki widok jaki

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych