Aeronautka.
Kobieta dotknieta stwardnieniem rozsianym leci balonem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kobieta sparaliżowana nie poddaje się nieuleczalnej chorobie.
Aeronautka.
Córka wpadła z rana w niedzielę do domu. – Chodź tatku na spacer. Mama też. – Zimno. Mam, co robić– odparła matka. – A może wyskoczymy na konie tatku? Proszę. – Jak chcesz Kaju – zgodził się ojciec. Pojechali. Zima, jak na zdjęciach litewskich fotografików. Coś z atmosfery wileńskich dworków. Zaśnieżona okolica leśna, stajnie, Wjazd przez niby tryumfalną bramę. Ten sam, jak niegdyś, zapach. Sanie, dzwonki, multum psów, kotów, poprzetrącanych przez rodzime konie lub zebranych po urazach z ulicy. Kaja kiedyś obdarowała właścicieli stadniny trzema znalezionymi zwierzętami. Nie odmówiono im dachu i strawy. Ruszyli na spacer. Mróz szczypie w uszy. Bosko. On, jakby cofnął się o sześćdziesiąt pięć lat. Zamyślony. Wspomniał matkę w ciepłych botkach, w płaszczu z lisem. Tamte, podwileńskie ośnieżone drzewa, mgiełkę smutku, zadumy, tajemniczości. Za godzinę dopiero będzie jazda końmi w teren. Kaja, jak to ona, szaleje z radości. To długo, ale ojciec poczeka. – Co u Jana? – spytał mimochodem Kazimierz, Skorzystał z nastroju intymności. – Dobrze. Wybieram się z nim na parę dni w góry. – A jego dzieci? – U nich we Francji są ferie zimowe. Poleciały do dziadków. – On wyjeżdża z Polski za niecały rok. Co wtedy – Pojadę też. Otworzę własną firmę promocyjną hoteli i dla hoteli. Może i turystyki. Robię właśnie tego rodzaju uprawnienia. – Czy macie to wspólnie przemyślane? Udaje albo nie słyszy. Daje do zrozumienia, że w życiu wszystko jest płynne. Stajnia, stukot kopyt, parskanie. Wilgotne końskie chrapy w oczekiwaniu na rękę, a może na cukier. Kaja szczotkuje konia. Pierwszy raz widział, aby koń się tym denerwował. Grzebie przednim kopytem i z tyłu tez nie podchodź. – On tak zawsze. Łachotliwy – uspokaja córka. Wyprowadza konia na padok, tak to się chyba nazywa. Dawno nie jeździła, więc musi popróbować na oślej łączce. Po rozległym terenie stadniny, niewielkiego konika prowadza aż trzy osoby. Na koniu kobieta. Chwieje się do przodu i do tyłu, jak lalka ze szmaty. Gdyby nie pomocne ręce prowadzących, spadłaby natychmiast pod konia. Kładzie się na wierzchowcu do tyłu i do przodu. Dla nieobytego, widok porażający, niespotykany. Chciałoby się biec, pomóc. Kawalkada ginie w głębi stajni. Po chwili do lasu rusza czterech jeźdźców, wśród nich córka.. Ojciec idzie do maleńkiej świetlicy w stajni. Ciepło, przytulnie, swojsko. W fotelu szpakowata pani uczesana gładko do tyłu. Oczy żywe, inteligentne, wzrok pogodny, odrobinę zadziorny. – Świetnie mi się dzisiaj jeździło – powiedziała. – Czy pan nie jeździ? – Nie. Chociaż trochę jeździłem w dzieciństwie na oklep. Poza tym byłem jedynie woźnicą, w radzieckiej ochronce. Koń z głodu ledwo chodził. Musiałem kraść dla niego ziemniaki. W zaprzęgu ruszał jedynie wtedy, gdy się obok niego szło. Nikogo nie woził. Na bat odpowiadał tylnimi kopytami. – Więc zna pan konie od najgorszej strony – uśmiechnęła się nowa znajoma.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ogar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…