Wróć do katalogu

ah, ta pieprzona uczciwosc...

Text o uczciwosci i wykorzystywaniu małych ludzi przez tych "większych". Myślę, że warto poświęcić te 5 min na przeczytanie textu i naklikania jakiegoś komentarza. Za pozytywne z góry dziękuję, a te mniej pozytywne wykorzystam w przyszłości jako wska

YogY, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W środę, 10 listopada o godz. 22.30 ulice Warszawy są już puste. Pada deszcz, jest zimno i nieprzyjemnie. Jedynie w jednej, ciemnej uliczce ciszę przerywa głuchy odgłos obcasów, stukających o chodnik. Stuk-stuk-stuk... Raz szybciej, raz wolniej. Jakby kobieta w jednej chwili czegoś się bała, prawie biegła, a w drugiej zatrzymywała się i czekała niewiadomo, na co. W zasadzie, jakby się tak wsłuchać, to można by było usłyszeć jeszcze zduszony płacz pani Ewy... Tak, bo to właśnie pani Ewa idzie w tej chwili po ulicy. Szła tak wczoraj, przedwczoraj i miesiąc temu... Płacze, bo wie, że ta wypłata 1500zł, którą dziś dostała, nie wystarczy jej i dwójce dzieci na cały miesiąc. Płacze, bo wie, że pracując po 15 godz. dziennie, zasługuje na wyższe wynagrodzenie. Płacze, bo wie, że jej małe, kochane dzieci siedzą w domu same i czekają na nią. I w końcu płacze, bo bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko mogłoby się potoczyć inaczej... Nagle pani Ewa przystaje na skraju ulicy, dokładnie na przejściu dla pieszych, choć po jezdni nie porusza się żaden samochód. Nie zdając sobie a tego sprawy, pani Ewa stoi. Stoi, a obraz, który w tej chwili ukazał się przed jej oczami, powoli się rozmywa. W oczach pani Ewy wielki, szklany drapacz chmur zaczyna tonąć we mgle i we łzach. I właśnie w tej chwili pani Ewa zaczyna przypominać sobie wszystko, o czym przez dwa miesiące usilnie starała się nie myśleć... W tym roku lato było wyjątkowo gorące, a we wrześniu panowała prawdziwa złota jesień. I właśnie w jeden z tych ciepłych, jesiennych dni, dokładnie 2 września, o godz. 12.30 kobieta odsunęła się od biurka, wstała i przeciągnęła się. Wyjrzała na zalane słońcem ulice Warszawy. Z 13 piętra szklanego wieżowca widok był naprawdę zachwycający. Uśmiechnęła się sama do siebie. Spojrzała na kalendarz wiszący na ścianie i z zadowoleniem uświadomiła sobie, że dokładnie rok temu dostała awans i przeniosła się do Warszawy. Teraz już była kimś! Jak to fajnie, że może powiedzieć: „Tak, jestem dyrektorem Departamentu w Ministerstwie Zdrowia”. Była taka dumna! Jej spojrzenie powędrowało po gabinecie, jej własnym gabinecie. Nowoczesne meble, wyposażenie. Wszystko z najwyższej półki. Wzrok zatrzymała dopiero na 20’’ płaskim ekranie swojego monitora. Westchnęła troszeczkę zniechęcona, bo wiedziała, że musi wracać do pracy. Pracowała właśnie nad listą leków refundowanych. Z zamyślenia wyrwało ja charakterystyczne pukanie do drzwi. Od razu wiedziała, kto to może być. Powiedziała krótkie: „Proszę” i spowrotem usiadła w swoim obrotowym fotelu. Do pokoju wszedł, jak zawsze uśmiechnięty Marek. Marek był jej zastępcą, którego zresztą bardzo lubiła. Już od progu zawołał: -Dzień dobry, pani Ewo! Jak tam sprawy? Może w czymś pomóc? -Och, dzięki! Marta położyła ci na biurku listę Bardzo Ważnych Spraw, które chciałabym, żebyś załatwił. Ja mam w tej chwili jedną Bardzo Ważną Sprawę na głowie, z którą sama muszę sobie poradzić. -Taaak... Więc nie będę już przeszkadzał. Lecę załatwiać te Bardzo Ważne Sprawy- Marek uśmiechnął się, wstał i ruszył w stronę drzwi. W progu zatrzymał się, jakby coś sobie przypomniał i odwrócił się do Ewy. -Ach! Zapomniałbym. Szef chce panią widzieć. Już teraz- dodał dramatycznym szeptem i zniknął za drzwiami. Ewa podniosła się z fotela. Była dosyć przysadzistą kobietą, więc przyszło jej to z niemałym trudem. Zastanowiła się, jaki szef może mieć powód, że wzywa ja do siebie o tej porze. Tak w ogóle, to często bywała u niego w gabinecie. Można by nawet powiedzieć, że ściśle ze sobą współpracowali. Pan Piotr- bo tak miał na imię przełożony Ewy- nigdy nie podpisywał żadnych ważnych umów, nie konsultując się uprzednio z nią. Poza tym zazwyczaj do pracy przychodził ok. godz. 15, a to dopiero za 2 godziny! „A może jest zły, że nie oddałam mu tej listy leków?”- Myślała pani Ewa.- „Ale nigdy mu przecież nie przeszkadzało, że spóźniam się z jakąś umową o tydzień. Ba! Nawet o 2 tygodnie!” Tak rozmyślając, Ewa przeszła przez długi korytarz, skręciła w lewo i już była przed drzwiami gabinetu swego szefa. Przygładziła ręką spódnicę i zapukała. W odpowiedzi usłyszała ciepły głos Marty- sekretarki- że może wejść. Marta akurat rozmawiała z kimś przez telefon i ręką dała Ewie znać, że szef już na nią czeka. -O, już pani jest! Bardzo dobrze. Proszę siadać.- Powiedział jej przełożony. Nacisnął jeden z guzików w telefonie i powiedział: -Pani Marto, proszę 2 kawy do gabinetu.- A zwracając się do Ewy dodał_ Ależ, proszę się nie krępować! Niech pani usiądzie. Ewa usiadła posłusznie na wskazanym miejscu. Marta przyniosła dwie kawy i gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, pan Piotr zaczął rozmowę. -Pani Ewo, proszę mi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych