Anamitria rozdział 1
Lena trafia do dziwnej krainy, którą ma uratować. Wszystko co tam widzi wydaje jej się dziwnie znajome.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kruche jest ludzkie życie. Wystarczy jeden moment, aby wszystko znikło, uległo zmianie. Jeden ruch pędzlem, jedna myśl, jedno przeznaczenie.
PROLOG
Błękitne niebo, a na nim chmury z waty cukrowej. Piękna kraina, nieznana. Czekająca na swoją historię, na głównego bohatera, który poruszy tę krainę swym pędzlem i namaluję nową rzeczywistość, inną. Ona będzie rządzić światem. Ona namaluje swą historię. -Hej córciu! -powiedziała moja mama wchodząc do mojego pokoju. Była to wysoka blondynka o błękitnych oczach, wesołym usposobieniu i szalonych pomysłach. Biła od niej energia, którą czuł każdy kto z nią rozmawiał. -Znowu gdzieś wyjeżdżasz?- powiedziałam odkładając szybko mój pędzel i kartkę. Dwie rzeczy, które przenosiły mnie do innej krainy. Krainy z moich snów. -Postaram się wrócić jak najszybciej. - Nie musisz się spieszyć. Przyzwyczaiłam się do samotności. - Przykro mi, że nie masz żadnych przyjaciółek. -Taa... Nie mam przyjaciółek, nie mam znajomych, nie mam ojca, a jedyna osoba, która się do mnie odzywa i nie uważa mnie za wariatkę, opuszcza mnie. - Przepraszam słońce. Mam coś dla ciebie. -Mhh... Próba przekupienia? - Nie do końca. -wyjęła z kieszeni wisiorek na, którym był czerwony kamień, błyszczący i tajemniczy. Naszła mnie chęć, żeby go namalować. - Co to jest? -wzięłam kamień z nieukrywaną ciekawością. - Twoja babcia zanim zmarła powiedział,żebym ci to przekazała kiedy będziesz wystarczająco duża. -powiedziała te słowa bardzo poważnie, jakby przeżywała ich sens. -Ona z kolei dostało to od swojej babci i chyba tak podróżowało przez kilka pokoleń. -To może być niezła historia. Kamień chodzący przez pokolenia. Brzmi interesująco. - Była do niego bardzo przywiązana. Nawet w nim spała-ciągnęła dalej.-Może ty pewnego dnia przekażesz ją wnuczce. - Taa... Na pewno. -powiedziałam parskając śmiechem do, którego dołączyła moja mama. - Kocham cię. -powiedziawszy to przytuliła mnie. -Pa skarbie. Po chwili jej nie było. Zniknęła. Jedyne co przede mną teraz było to zamknięte drzwi. Założyłam wisiorek. Chyba myślałam, że przez to poczuję się mnie osamotniona. Wyglądał jak rubin, ale nie znałam się na kamieniach aż tak, żeby to wiedzieć na pewno. Brązowe włosy wpadały jej do oczów, które miały ten sam kolor.
*** Zegar wybił godzinie 22. Zaskoczona spojrzałam na zegar. Nie miałam pojęcia, że jest aż tak późno. Naprawdę tyle czasu przesiedziałam nad kartką i kredkami? Może ja jednak jestem wariatką? A może to czas zawarował płynąc tak szybko? On chyba właśnie taki jest. Robi co chce. Stale przyśpiesza. Niekiedy zwalnia.Przepływa przez nasze palce pozostawiając po sobie nic innego jak tylko puste wspomnienia.Wyjrzałam przez okno. Padał deszcz. Niebo płakało. Kiedy byłam mała spytałam się babci: -Dlaczego pada deszcz? A ona odpowiedziała: -Tak na prawdę to niebo płacze. - Ale jak to? -Czasem zło ma przewagę. Ma swoją szansę, a w tedy królowa dobra zginie bezpowrotnie i cały kraj będzie ją opłakiwał. Nawet niebo uroni łzę i zapłacze nad ciałem monarchy. Później gdy już trochę podrosłam wiedziałam czym jest zjawisko deszczu. Wtedy powiedziałam babci, że się myliła. A ona odpowiedziała: -Nie myliłam się. Ludzie myślą, że wiedzą wszystko, a tak na prawdę widzą tylko ułudę. Ja widzę troszkę, więcej. Teraz po babci, po tych słowach zostało puste wspomnienie, ale słowa: ,,niebo płacze" utkwiły na zawsze w mojej pamięci. Nie wiem czy są prawdą czy też kłamstwem. Nie wiem czym jest deszcz, aczkolwiek lubię te słowa. Są takie poetyckie. -No dobra. Dość tego bazgrania. bo nawet ty mnie weźmiesz za wariatkę. -powiedziałam to do stojącej na szafce lalki, a właściwie pozytywki. Tancerka w brązowych włosach. Grała śliczną melodie. Dostała ją od babci w dniu narodzin. Była do niej dołączona kartka z podobno ważnymi słowami. Babcia mówiła, że jak będę starsza to zrozumiem. Miałam wtedy 6 lat i była, niezłą wariatką. Niestety teraz nie pamiętała, słów z kartki, a ją samą zgubiła,. Pokój jej był kolorowy i praktyczny, choć zabałaganiony. Było w nim pełno rysunków, które rysowałam własnoręcznie i pełno pamiątek, do których byłam zbyt przywiązana, by je wyrzucić.
*** Siedziałam na kanapie w salonie i przegryzałam popcorn oglądając horror. Chciałam, obejrzeć poradniki rysowania lub biografie znanych artystów, ale stwierdziłam, że horrory są dużo normalniejszą rzeczą, a ja powinnam być taka jak inni. Usłyszałam grzmot i wstałam gwałtownie z kanapy. - To tylko grzmot.-uspokajałam się. Wyłączyłam też telewizor. Postanowiłam, że pójdę spać. Pobiegłam do swojego pokoju. Dotknęłam rubinu spoglądając na zdjęcie babci. Na tym zdjęciu była uśmiechnięta, wręcz roześmiana tak jak na wszystkich. Była bardzo podobna do mojej mamy. -Nawet ty mi nie zostałaś-rzuciła do zdjęcia. Nagle szafa zaczęła się trząść. Spojrzałam na nią pełna zaskoczona i strachu. Mój wisiorek zaczął pulsować i jarzyć się czerwonym blaskiem. Za oknem niebo nadal płakało. Pełna przerażenia i strachu podeszłam do szafy i pogodziwszy się ze śmiercią otworzyłam ją. Oczy miałam zamknięte. Czułam, że szafa trochę "się uspokoiła". Poczułam światło, wielki strumień światła wydostający się z niej. Zmusiło mnie to do otworzenia oczu.
*** Ujrzałam wielki strumień światła wydobywający się z szafy, która już nie trzęsła się na wszystkie strony. Wydawało mi się, że w głębi jasności kryją się...Różowe chmury? Postanowiłam wejść. Zobaczyć co jest źródłem światła. Może mama chciała mi zrobić kawał? Jeśli tak to niebywale jej się udał. Przeżyłabym "małą przygodę". Szafa wydawała się nie mieć końca. Nagle pouczałam wiatr, dreszcz emocji. Spadałam. -AAAAAAAAAAA!-byłam przerażona. Przeżegnałam się szybko i zamknęłam oczy. Czekałam na śmierć. Na moment, w którym przestanę być częścią tego świata.Nagle ogarnęła mnie jedna myśl. Nie lepiej umrzeć oglądając świat? Śmierć z zamkniętymi oczami jest dla tchórzy i samobójców. Ludzi, którzy nie nawiedzą tego świata. Inni... Ja powinnam żegnać świat z otwartymi oczami. Otworzyłam je szybko choć nie pewnie. Spadałam nadal. Bałam się, ale starłam się nie myśleć o tym. Ostatnie sekundy mojego życia... - Żegnaj świecie! -wykrzyczałam Nagle zobaczyłam obraz tak nieprawdopodobny, że byłam pewna, że jestem w niebie, albo przynajmniej zbliżam się do niego. Ujrzałam chmury z waty cukrowej. Takie jakie malowałam. Ten obraz tak mnie zaskoczył, że byłam pewna, że nie jestem w tym świecie, a zatem nie żyję. Ale w takim razie, dlaczego czuję wiatr? Dlaczego nadal spadam? Nie znałam odpowiedzi na te pytania. Przez ułamek sekundy myślałam, ze jednak żyję, ale to nie mogło być życie. Wisiorek uderzał w moją pierś. Kamień nadal jarzył się czerwienią. Próbowałam go zdjąć nie do końca wiedząc, dlaczego, ale nagle coś mnie pochwyciło. Ptak, a raczej feniks. Był piękny. Czerwono-pomarańczowy. W końcu wylądowaliśmy na ziemi. A feniks zamienił się w chłopaka. W wysokiego bruneta o pomarańczowo-czerwonych oczach. Zdawało mi się, że widzę w nich ogień. -Cześć! Jestem Adam. Witamy w Anamitri.
Rozdział I Anamitria
-Co?! Gdzie?!A tak nic nie mów. To jest tylko sen... Chłopak roześmiał się, widocznie go rozbawiła, choć nie wiedziała czym. -Wow. W każdej bajcie i filmie tak mówią. Powtarzasz się moja droga. Liczyłem na większą oryginalność od artystki. - Skąd ty wiesz...-powiedziała oskarżycielsko. -Co? To, że malujesz? -kiedy kiwnęła głową dodał-Wiem różne rzeczy. - To tylko sen-powtarzała tak cicho, że prawie nie słyszalnie, aczkolwiek on ją usłyszał. Uszczypnęła się licząc, że się obudzi. - Ach te ludzkie sposoby. Chcesz mogę cię wyręczyć? Spiorunowała go wzrokiem. - Nie dzięki- złośliwie dodała. -Nie przedstawiłaś się. -Zapewne znasz moje imię. -Lena..Ładnie. - Mów za siebie.-powiedziała jadowicie - Jesteś tak samo miła jak duszki. -Co? - To takie niewielkie istotki. Zazwyczaj niebieskie i zielone. Choć raz widziałem złotego. To już prawdziwa rzadkość. -W co ja się wplątałam?-spytała przerażona -Mnie się pytasz? -Lepiej sprowadź mnie z powrotem na ziemie, albo... -Albo co? -Nieważne. Zaśmiał się. - A tak na marginesie jesteś na ziemi. Widzisz to jest trawa, ziemia. Innymi słowy grunt. Zerknęła w dół. - Masz mnie za idiotkę? -Możliwe... -Nie chcesz wiedzieć za kogo ja mam ciebie. -Tak. Masz rację. Ta informacja nie ocaliłaby świata, -Co? -Powinienem cię gdzieś zabrać. Czekają na ciebie. -Kto? -Król i rada. -Król jest tak miły jak ty? - Zależy dla kogo. Ruszył, a ona ruszyła za nim rozglądając się na wszystkie strony. Niebo miało piękny błękitny odcień. Na nim chmury z waty cukrowej. Trawa kipiała zielenią. Kwiaty... Przeróżne. Nie wszystkie umiała nazwać, ale wszystkie były niezwykle. Drzewa gdzie nie gdzie rosły. Te dające owoce i te zwyczajne. Wszędzie panował magiczny nastrój. Wszędzie było pełno zieleni. -Jak tu pięknie.-wyrwało mi się. Chłopak uśmiechnął się. - Cieszę się, że ci się podoba? -Od kiedy jesteś taki miły? Zaśmiał się. -Nie dałaś mi szansy być trochę bardziej... No wiesz... -Miłym? - Otóż to. Nie odpowiedziała. Podążała dalej za nim, podziwiając otaczający ją świat. Wiedziała jaka będzie pierwsza rzecz jaką zrobi po powrocie. Nie mogłaby zrobić niczego innego niż namalowanie tego co widziała. Ona jednak skądś kojarzyła ten obraz, który teraz stał przede nią. Żywy, prawdziwy. Nie wiedziała jednak skąd to wszystko zna. Pewnie jej umknęła podczas tylu emocji przepływającym przez zaledwie kilka minut swego życia. Minęło zaledwie kilka minut nim, a na horyzoncie pojawił się zamek. Podobny do tych z bajek Disney'a, ale był prawdziwy. Był tak jakby wyciosany ze szkła bądź lodu. Wyglądał przepięknie. Otaczał go ceglany mur. Podziwiała tą budowlę nie kryjąc zachwycenia.On chyba to zauważył. -Piękny jest. Choć piękniejszy był wcześniej. -Jaki był kiedyś?-zapytała z zaciekawieniem -Dobre pytanie. -Nie wiesz? -Wiem, ale nie powinienem mówić. -Co?! Dlaczego?! Przez resztę drogi męczyła go pytaniami typu:Powiesz mi? Jednak on wciąż był nieugięty. Nie odezwał się do niej ani jednym słowem, ale widać było, że go irytowała. W tej chwili to było jedyne uczucie, które okazywał. Wędrówka minęła jej niesamowicie długo. W końcu znaleźli się przed bramą główną. Z tego miejsce dobrze widziała, że mur porastają róże:białe,czerwone, żółte i czarne. Za murami widziała ogrody. Całość wyglądała piękne. Szklany pałac otoczony kipiącą zielenią. Gdzieś już widziałam ten obraz. -pomyślała. Weszli przed drewnianą bramę. Szli w stronę zamku. *** Wnętrze było bajkowe. Lustrzany sufit z którego zwisał złoty żyrandol z dziesiątkami świec. Oświetlał całe pomieszczenie. W ścianach budynków można było się przejrzeć. Były tak samo zrobione jak sufit. Na jego końcu były żelazne drzwi, przypominające średniowiecze. Korytarz był długi i...pusty. Nic nie wisiało na ścianach, zero okien, świec, czegokolwiek. To chyba było w nim piękne. Czysty, nieskazitelny zamek. Trochę mroczny, chłodny. Czuła dreszcze na ciele, kiedy nim przechodziła. Zachwycała się jego pięknem. Czuła się jak...księżniczka wyciosana z lodu, w swoim mroźnym królestwie. Zwykła dziewczyna w pięknej bajce rządząca krainą ze snów. Zawsze myślała, że jest bezwartościową ludzką istotą, teraz kiedy szła korytarzem czuła dumę, piękno tego miejsca zachwycało ją. Czuła się jak...bohaterka z książek. -Nadal myślisz, że to jest sen?-zapytał Adam z niezwykłą życzliwością w głosie, która ją zaskoczyła. -Nie wiem, ale jeżeli to jest sen to nie chce się z niego obudzić. Uśmiechną się niezwykle ciepło. Ten uśmiech poruszył jej serce. Jedyna ciepła rzecz w tym zimnym królestwie. Kącik jej ust też się lekko uniósł, ale szybko znikł. Przyśpieszyła kroku. Dogonił ją. -Hej nie śpiesz się tak. -powiedział nie mal się śmiejąc. Drzwi się otworzyły. Adam i Lena stanęli. W drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna. Bardzo wysoki. Miał może nawet 2 metry. Górował nad nią. Miał długie czarne włosy i oczy takie same. Nie mal nie było widać białek. Czarne węgielki na twarzy. Lenie rzuciły się w oczy jego uszy. Były szpiczaste. Czyżby był elfem? Obok niego stał jakiś chłopak po 30, a może 40.. Różnił się bardzo od niego. Był wysoki i otyły. Miał rude loki i brodę. Oczy miał szare. Idealnie pasowały do wnętrza zamku. -Lena Close.-powiedział wysoki mężczyzna - Dzień dobry. Z kim mam przyjemność mówić? -powiedziała najuprzejmiej jak umiała. -Oh. Jaka słodka. -powiedział-Jestem Herweusz Arnatuilë. Pan tego królestwa. -Oh. Wasza wysokość.-powiedziała kłoniąc się. Adam się cicho zaśmiał. Najwyraźniej jej gest był zabawny, ale ona uważała, że tak powinna się zachować. -Dość tych ukłonów. Nie musisz mnie tak wielbić, aczkolwiek bardzo mi miło. Nic nie odpowiedziała. Była skrępowana. -Ah te moje maniery. Zapraszam do środka. -powiedział i wskazał na drzwi. Ruszyła w głąb zamku, a za nią Herweusz, Adam i niski mężczyzna, którego jej nie przedstawiono. To był kolejny korytarz. Tym razem było w nim dziesiątki drzwi i schody ze złota. Ściany i podłoga były zrobione z marmuru. Było w nim pełno sklepień. Tuż przy suficie ciągnęły się wysokie okna, które wpuszczały mnóstwo światła do środka. Całość wyglądała niezwykle. Z chęcią wzięłaby ołówek i kartkę i naszkicowała ten...widok. Szła przez schody. Nie były długie. Miały zaledwie kilka stopni. Drugie piętro było bardziej mroczne. Ściany były zrobione z marmuru koloru krwi. Podłoga zaś była intensywnie czarna. Nie było tam okien. Jedyne oświetlenie stanowiły świece rozmieszczone równomiernie na ścianach. Całość wyglądała dość dziwnie i znajomo. Nie było to ostatnie piętro, ale chyba to było tym właściwym. Wszyscy stanęli. Herweusz podszedł do obszernych metalowych drzwi i otworzył je. -Proszę, wejdź -powiedział. Przepuścił ją w drzwiach. Najpierw weszła ona, później Herwusz, a na końcu brodaty jegomość dając wcześniej znać Adamowi, aby zaczekał na korytarzu. Pokój, który uznała za gabinet był pomalowany na czarno. Czarne ściany,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Asowa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…